» Recenzje » Katedra Otchłani #1

Katedra Otchłani #1


wersja do druku

Sztuka łączenia konwencji

Autor: Redakcja: Agata 'aninreh' Włodarczyk

Katedra Otchłani #1
Fantasy można pisać na dwa sposoby: wymyślać wszystkie aspekty świata od podstaw lub sięgnąć po elementy wprost z dziedzictwa cywilizacyjnego i przerobić je wedle swoich potrzeb, dodając oczywiście coś od siebie. Twórcy Katedry otchłani poszli w tym drugim kierunku i uczynili to z rozmachem.

Były sobie dwa królestwa, przez wieki toczące bezsensowną wojnę. W końcu bogowie postanowili zaprowadzić pokój, a uczynili to z właściwą sobie wyobraźnią: przedzielili kontynent nieprzekraczalną rozpadliną, pozostawiając jako łącznik jeden, ledwie wiszący most. Akurat taki, który uniemożliwi przeprowadzenie wojsk. Pomiędzy zwaśnionymi imperiami zapanował pokój. Jest on jednak pozorny, zaś panujący nad nimi żyją w bezustannym lęku o swoją władzę. Ich niepokój wynika z tajemniczego proroctwa, na trop którego wpada zmysłowa, a przy tym krewka i świetnie władająca bronią Sinead, jedyna kobieta-templariusz.

Zbiorcze wydanie Katedry otchłani zawiera dwa tomy cyklu: Ewangelię z Ariathii  oraz Gildię asasynów. Na przestrzeni 112 stron Jean-Luc Istin zabiera czytelników w epicką, kilkuwątkową historię będącą pretekstem do zwiedzenia fantastycznej krainy. Odbiorcy odbywają podróż dzięki dwóm równoległym wątkom: wspomnianej templariuszki, Sinead, oraz upokorzonego przez maga architekta Piera. Póki co są to oddzielne historie i trudno orzec, czy zbiegną się w jedną linię fabularną w przyszłości.

Nieco mniej ciekawa jest historia Piera, budowniczego, który na zamówienie maga wzniósł wieżę, nie otrzymując zań zapłaty. Domagającego się sprawiedliwości bohatera spotykają kolejne, niestety skuteczne, ataki inicjowane przez czarodzieja. Sprawa tymczasowo kończy się pozornym sukcesem pokrzywdzonego w sądzie. Istin porusza się w obrębie konwencji: pozbawiony skrupułów, a przy tym potężny czarodziej przekonany jest o swojej bezkarności, jednak budowniczemu z pomocą przychodzi zdolny adwokat oraz… elfka blokująca magiczne ataki. I tak, czytelnik otrzymał starcie dobra i szlachetności z bezwzględnym złem. Wątek czyta się nieźle, chociaż nie jest on jakoś szczególnie wybitny.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Znacznie ciekawsza jest historia Sinead, w zasadzie podzielona na (kolejne) dwie równoległe opowieści. Ta główna dzieje się tu i teraz, gdy po bardzo dynamicznym i ociekającym krwią wstępie bohaterka otrzymuje od przełożonego zakonu zadanie odzyskania księgi z proroctwem. W krótkim czasie okazuje, się, iż tom nie skrywa prawd objawionych, ale dla osoby, która go zdobędzie, jest bezcennym źródłem wiedzy o najbliższej przyszłości. Dlatego właśnie stanowi on obiekt pożądania władców, zawiera proroctwa, w tym to, które jakoś tak przypadkiem wyznacza kres władzy dynastii w obu imperiach. To oczywiście czyni z księgi centrum uwagi potęg, magów oraz assasynów, Sinead w krótkim czasie orientuje się, że przedsięwzięcie może przypłacić głową. Drugą opowieścią jest przeszłość templariuszki – przepełniona cierpieniem, co jest ważne nie tylko z perspektywy lepszego jej poznania, ale też zrozumienia zawirowań towarzyszących jej wyszkoleniu.

Dzięki Sinead czytelnicy uczestniczą w ciekawej, dobrze poprowadzonej intrydze. Kobieta stopniowo odkrywa tajemnicę księgi, a wraz z kolejnymi decyzjami na scenie pojawiają się kolejni gracze, atmosfera gęstnieje aż do finału. Historia Sinead to również pretekst do zwiedzania i rozkoszowania się wymyślonym przez autorów, światem, ale o tym za chwilę.

Ciekawie prezentuje się również koncepcja ziszczenia się proroctwa, a w konsekwencji nadejścia mesjasza, którego tak naprawdę nikt nie chce. Ba, którego władcy wręcz się obawiają! Mimo że stereotypowo, to jednak interesująco nakreślono również kilka z postaci. Magowie skrywają w sobie potężną moc, przed której użyciem nie zawahają się ani przez chwilę. Nie sposób też odgadnąć ich zamysły i motywy. Sinead z kolei wpisuje się w konwencję bohaterów rodem z heroic fantasy, chociaż jest to niezła, bo budząca sympatię odbiorcy, kreacja. Piere zaś jest do bólu uczciwą postacią, chociaż nieco zagubioną w agresywnym świecie. Znalazło się również miejsce dla czarnego charakteru, którego wraz z upływem czasu dopadły wyrzuty sumienia.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

I tylko jedna rzecz nie daje spokoju. W stosunku do scenariusza Katedry otchłani stosunkowo łatwo postawić zarzut "gdzieś tego widzenia". Nie jest to coś wprost uchwytnego, co łatwo nazwać i przypisać do konkretnego utworu, jednak delikatne déjà vu towarzyszy czytelnikowi na przestrzeni stron, chociaż szczęśliwie w żadnym stopniu nie pomniejsza przyjemności płynącej z lektury.

Z kolei owoc prac artystycznych Sebastiena Greniera prezentuje się oszałamiająco, stanowiąc o sile komiksu i należy poświęcić mu kilka słów.  Artysta wykonał mrówczą, pełną pietyzmu pracę, a jego malunki, prezentują się fantastycznie nie tylko ze względu na swoją widowiskowość, lecz również liczne zapożyczenia z autentycznych wytworów naszej cywilizacji.

Grenier pełnymi garściami czerpie z dwóch kierunków, z których zdecydowanie ważniejszy jest ten historyczny. Już od pierwszych stron stylizacja na Bliski Wschód doby krucjat jest aż nadto zauważalna. A do dopiero początek uczy dla zmysłów. W trakcie wędrówki przez podzielone rozpadliną imperia czytelnicy odwiedzą budowle niezaprzeczalnie inspirowane między innymi kościołem Hagia Sophia z jego idealnie zaprojektowaną, przez tysiąc lat niedoścignioną dla pokoleń architektów kopułą, katedrę Notre Dame, odwiedzą miasta stylizowane na średniowieczne Jerozolimę oraz Florencję. A jak już wszystko się nieco opatrzy, wówczas Grenier serwuje klimaty rodem z Kapadocji oraz starożytnego Egiptu.

Równolegle ilustrator zdradza fascynację Tolkienowskim Orhankiem, jak i nie stroni od estetyki stricte fantasy z wyraźnymi ciągotami do mrocznych akcentów w postaci skąpanych w cieniach wnętrz strzeżonych przez mające budzić postrach posągi. Mogłoby się wydawać, że połączenie tak różnych elementów musi wytworzyć chaos architektoniczny porównywalny tylko z Warszawą lub Berlinem. Nic z tych rzeczy! Wszystkie elementy komponują się, tworząc jeden piękny, a przy tym zaskakująco spójny świat.

Czy czekam na kolejne tom? Jak najbardziej. Historia jest niezła i zdaje się dopiero rozkręcać, znamionuje mnóstwo krwi, jaka zostanie przelana w kolejnych tomach. Sinead na pewno skrywa jeszcze kilka tajemnic, a Pier nie ma wyboru – będzie musiał stawić czoła magowi. To wszystko może potoczyć się w różnych – oby ciekawych! – kierunkach, łącząc konwencję stricte fantasy z zapożyczeniami dobrze znanymi z kart historii. Płonę z ciekawości, co zaserwuje Grenier, licząc na równie wysmakowany popis artystyczny.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Galeria


9.0
Ocena recenzenta
9
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Katedra Otchłani #1: Ewangelia z Ariathii / Gildia asasynów
Scenariusz: Jean-Luc Istin
Rysunki: Sébastien Grenier
Kolory: Sébastien Grenier
Seria: Katedra Otchłani
Wydawca: Lost In Time
Data wydania: 16 sierpnia 2021
Kraj wydania: Polska
Autor okładki: Sébastien Grenier
Tłumaczenie: Jakub Syty
Liczba stron: 112
Format: 228x320 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788396146724
Cena: 89,99 zł
Tytuł oryginalny: La Cathédrale des abymes volume 1 L’Evangile d’Ariathie, La Cathédrale des abymes volume 2 La Guilde des assassins
Wydawca oryginału: Éditions Delcourt
Kraj wydania oryginału: Francja



Czytaj również

Laowai. Wydanie zbiorcze
To nie jest wojna dla idealistów
- recenzja
Walizka
Kto jest dobry, a kto zły?
- recenzja
Dziki Zachód #2: Dziki Bill
Legena Dzikiego Zachodu
- recenzja
Walizka
Gdy magia spotyka dystopię
- recenzja
Droga miecza #1: Popioły dzieciństwa
Przed wyruszeniem w drogę należy nałożyć sandały
- recenzja
Lastman #5
Miszmasz, który działa
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.