» Recenzje » Góry szaleństwa

Góry szaleństwa


wersja do druku

Obłęd czy obłędu brak?

Autor: Redakcja: Joanna 'Shadov' Walczak, Balint 'balint' Lengyel

Góry szaleństwa
W ostatnich latach nie sposób narzekać na brak interesujących produkcji, pełnymi garściami czerpiących z mitologii Cthulhu. Vesper publikuje kolejne książki, Egmont niedawno sięgnął po Providence i Neonomicon Alana Moore’a, a Galakta i Portal dostarczają "mackowatych" planszówek, na czele ze znakomitym karcianym Horrorem w Arkham. Cegiełkę do popularyzacji twórczości Samotnika z Providence nad Wisłą dołożył także Timof i cisi wspólnicy.

W kwietniu tego roku nakładem wspomnianego wydawnictwa ukazały się bowiem Góry szaleństwa, komiks Adama Fydy, którego już nazwa jasno wskazuje, jaki utwór Lovecrafta wziął na tapet absolwent Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Polak zabrał się za stworzenie opowieści inspirowanej jednym z najbardziej ikonicznych utworów twórcy Cthulhu – W górach szaleństwa. Wartym odnotowania jest fakt, że dzięki zbiórce crowdfundingowej przeprowadzonej w lutym, komiks trafi także za granicę. Na Kickstarterze projekt zainteresował bowiem ponad 1700 osób, co pozwoliło uzyskać blisko 40 tysięcy funtów.

Góry szaleństwa Adama Fydy niejako kontynuują powieść Lovecrafta, aczkolwiek posiadają także bardzo wiele elementów wspólnych z tekstem źródłowym, przez które zasadne jest pytanie o granicę między kontynuacją zachowaną w duchu pierwowzoru a adaptacją. Dwa lata po wyprawie, o której była mowa W górach szaleństwa, na Antarktydę wyrusza nowa ekspedycja. Jeszcze w porcie dowódca eskapady otrzymuje od tajemniczego nieznajomego dziennik jednego z członków poprzedniej wyprawy. Nowy właściciel pamiętnika postanawia przestudiować zapiski dopiero w trakcie podróży, a część z opisanych tam wydarzeń będzie miał okazję odczuć na własnej skórze.

Tyle gwoli założeń fabularnych. Nie da się ukryć, że komiks to w dużej mierze adaptacja oryginalnej historii Lovecrafta, w czym zresztą tkwi największa przywara utworu Adama Fydy. Zbieżności z tekstem źródłowym są widoczne gołym okiem i niezwykle trudno pisać jedynie o inspiracji. Autor kroczy ścieżkami wytyczonymi przez Samotnika z Providence i niestety brak świeżości jest bardzo odczuwalny, a co za tym idzie fani Cthulhu poszukujący czegoś nowego będą mogli poczuć się zawiedzeni wtórnością. Kolejne problemy wiążą się z bohaterami, którzy przez większość czasu nie budzą żadnych emocji, a około połowy komiksu jedna ze scen boleśnie uzmysławia, że są zupełnie płascy. Poniekąd to skutek uboczny skondensowanych i przesadnie informacyjnych dialogów – szczególnie w pierwszej części komiksu, aczkolwiek trzeba autorowi oddać sprawiedliwość, że i Lovecraft tytanem w pisaniu dialogów nie był. Konsekwencją powyższych mankamentów jest także utrata złowieszczego nastroju, tak dobrze znanego z oryginalnych utworów Samotnika z Providence.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Lista wad zamyka się na znikomej oryginalności Gór szaleństwa, nijakich bohaterach i zdawkowym klimacie grozy, jednak komiks wzbudza także pozytywne odczucia. Najważniejszym plusem jest oprawa – Adam Fyda przyznaje we wstępie, że jego zamierzeniem były wielobarwne ilustracje i na ten aspekt nie sposób narzekać. Antarktyda w wydaniu polskiego autora jest bowiem chłodna i nieprzyjazna, ale wielokrotnie też pełna żywych i cieplejszych kolorów zwodzących podróżnych oraz zachęcających ich do zapuszczenia się w jej niegościnne terytoria. Owszem, liczba detali nie jest jakaś porażająca i czasami brakuje bardziej szczegółowych teł, lecz i tak oprawa – zdominowana przez pastelowe barwy – cieszy oczy. Pokuszę się o stwierdzenie, że chociaż nie pozwala wczuć się w atmosferę grozy, to klimat odkrywania nieznanego – i na swój surowy sposób pięknego – regionu jest już jak najbardziej wyczuwalny.

Góry szaleństwa to przykład rzemieślniczej – na poziomie scenariuszowym – adaptacji, zyskującej dzięki ciekawym decyzjom artystycznym. Fyda w niewielkim stopniu ingerował w utwór Samotnika z Providence i zaserwował czytelnikom bezpieczną adaptację (pod przykrywką kontynuacji), obarczoną wadami typowymi dla takiego rozwiązania, na czele ze zdawkową oryginalnością. Mimo to komiks pozwala wierzyć, że przy dodatkowej pracy nad warsztatem scenariopisarskim Fyda z powodzeniem będzie w stanie opowiedzieć ciekawszą historię – bo o stronę graficzną nie powinniśmy się martwić.

 
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
6.0
Ocena recenzenta
6
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Góry szaleństwa
Scenariusz: Adam Fyda
Rysunki: Adam Fyda
Tusz: Adam Fyda
Kolory: Adam Fyda
Wydawca: Timof i cisi wspólnicy
Data wydania: 1 kwietnia 2020
Kraj wydania: Polska
Autor okładki: Adam Fyda
Liczba stron: 64
Format: 210x290
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 978-83-66347-22-9
Cena: 42 zł



Czytaj również

Shangri-La
O końcu i początku
- recenzja
Szósty rewolwer: Bękarty rewolweru
Kapiszony zamiast kul
- recenzja
Szczurwysyny
O konflikcie w innym zakątku świata
- recenzja
Syberyjskie Sny
Rosyjska myśl komiksowa
- recenzja
Palestyna
Słodka herbata i gorzka historia
- recenzja
Wampir
Fernand - Symfonia miłości
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.