» Teksty » Artykuły » Ekspedycja. Bogowie z kosmosu

Ekspedycja. Bogowie z kosmosu


wersja do druku

Skąd pochodzimy, dokąd zmierzamy

Autor: Redakcja: Mały Dan

Ekspedycja. Bogowie z kosmosu
Wydawnictwo Komiksowe pospołu z oficyną Prószyński i S-ka ponownie sięgnęło po komiksową klasykę. Po Funky Kovalu przyszła pora na kolejną serię, która wywarła trwały wpływ na setki – jeśli nie tysiące – fanów sztuki komiksowej. Tematyka, pomysł oraz trudny okres, w którym znajdowało się państwo polskie sprawiły, iż Ekspedycja zapewniła sobie eksponowane miejsce w biblioteczce niejednego kolekcjonera.

Przybyli tak dawno temu...

Bogowie z kosmosu to komiks, o którym można śmiało napisać, iż jest obecny na polskim rynku księgarskim "od zawsze". Mimo iż w Niemczech ośmiotomowa seria ukazała się w zaledwie pięcioletnim przedziale czasowym (lata 1978–1982), to polska edycja została znacznie bardziej rozciągnięta. Premiera pierwszego odcinka miała miejsce co prawda już w roku 1982, ale na zamknięcie epopei fani rodzimego komiksu musieli poczekać aż do roku 2003. Wówczas światło dzienne ujrzał Ostatni rozkaz, co zresztą miało miejsce w formie zbiorczej edycji. Jednakże aby oddać sprawiedliwość, należy napisać, iż tylko na finałowy epizod przyszło czekać tak długo. Wszystkie poprzednie zostały przekazane czytelnikom do roku 1999. Przyczyną tak długiego interwału czasowego był upadek krajowego wydawcy, czyli Krajowej Agencji Wydawniczej, chociaż legenda głosi, iż zwłoka spowodowana była również ingerencją autorów w religijne dogmaty oraz obawami związanymi z ewentualnymi implikacjami dookoła niej.

Album Bogowie z kosmosu choćby tylko przez sam fakt spoczywania na półkach księgarń przykuwał uwagę potencjalnych odbiorców w ten sam sposób, w jaki obecnie czynią największe hity sprzedażowe. Tajemnica sukcesu leżała w informacji zawartej na okładce, a brzmiącej: Według Ericha von Dänikena. Współcześnie nazwisko Szwajcara nie budzi już takich emocji, jednakże w okresie PRL-u oraz w pierwszych latach po upadku "żelaznej kurtyny" książki piewcy teorii o wizycie kosmitów na Ziemi oraz ich wpływie na powstanie cywilizacji ludzkiej należały do jednych z najbardziej poczytnych. Z piedestału strąci go dopiero Graham Masterton i jego Manitou, ale to już inna historia. Z perspektywy omawianej serii, nawiązanie do twórczości von Dänikena dodawało powagi przygodom kosmitów.

Zresztą skład autorski także wskazywał na bliskie powiązania z teoriami propagowanymi przez Szwajcara. Arnold Mostowicz, jeden ze scenarzystów, często – chociaż nieco kpiarsko – ze względu na współdzieloną pasję nazywany był polskim Dänikenem, co może nie do końca oddaje całkowity wkład twórcy w polską kulturę. Alfred Górny, czyli główny pomysłodawca serii, znany jest bodaj tylko z przygód Ais i jej załogi. Natomiast Bogusława Polcha nie trzeba przedstawiać chyba żadnemu miłośnikowi sztuki komiksowej w Polsce. Autor ilustracji do Funky Kovala, Wiedźmina oraz Kapitana Żbika za sprawą swojej charakterystycznej kreski należy do najbardziej rozpoznawalnych grafików w naszym kraju, a jego wkład w sukces Ekspedycji jest nie do przecenienia.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Wiemy, że są wśród nas i bacznie obserwują...

Przygody istot z Des – bo taką nazwę nosi rodzima planeta kosmitów – już od pierwszych stron premierowego albumu wypełnione zostały symboliką, na bazie której powstały teorie mówiące o pozaziemskim pochodzeniu ludzkiej cywilizacji. Równocześnie autorzy wykazali się niebanalnymi pomysłami w zakresie harmonijnego przejścia od tematyki ufologicznej do religijnej, przeplatając wzajemnie oba – z pozoru niemożliwe do pogodzenia – nurty oraz bezkompromisowo czerpiąc to z jednych, to z drugich, tworząc tym samym nową pobudzającą wyobraźnię kosmologię. Wymiar mitologiczno–symboliczny był i jest w dalszym ciągu największym atutem serii.

Historia przybyszów z kosmosu nakreślona została z olbrzymim rozmachem na przestrzeni setek lub nawet tysięcy lat, które upłynęły na niebieskiej planecie. Olbrzymie spektrum czasowe i niemalże nieograniczona dowolność w kreowaniu fabuły zaowocowały wieloma pomysłami autorów, jak i zróżnicowanymi w swej treści albumami, które aż do piątej części tak samo świetnie uzupełniają całość, jak i bronią się jako pojedyncze historie rozpatrywane w oderwaniu od opus magnum scenarzystów. Monumentalna historia rozpoczyna się od lądowania misji Ais w Andach, gdzie założona zostaje pierwsza baza. Bohaterowie szybko jednak przenoszą się na Wielką Wyspę, czyli legendarną Atlantydę, stanowiącą przez kilka kolejnych epizodów centralne miejsce akcji. Równocześnie z przenosinami czytelnicy poznają szalonego naukowca, Sathama, który będzie nadawał ton historii w niemalże tym samym stopniu, co Ais, Zan, Chat, Aistar czy Marduk.

Rozwijający kiełkującą cywilizację ludzką Desjanie staną w tym czasie przed wieloma wyzwaniami. Baza zostanie zaatakowana przez potwory będące owocem prac Sathama, a Ziemia stanie się polem bitwy z Insektami, kolejnym gatunkiem kosmitów planujących kolonizację i eksplorację zasobów naturalnych planety. W dalszej kolejności Ais przyjdzie się zmierzyć z gigantami powstałymi z fizycznych związków jej personelu i lokalnych kobiet. Jednakże Wielki Mózg – ciało decyzyjne na Des – nie będzie zadowolony z rezultatów prac i postanowi zniszczyć Wielką Wyspę pragnąc unicestwić rodzaj człowieczy. Za sprawą Ais część ludzi ocaleje, zakładając osady na całym świecie, za co zresztą dowódczynię spotka kara polegająca na odsunięciu od misji oraz zastąpieniu jej genetycznym klonem, Aistar. Ostatnie trzy albumy pełnymi garściami czerpią ze spuścizny Starego Testamentu (Wieża Babel, Sodoma i Gomora, Mojżesz, plagi egipskie, arka przymierza, czterdziestoletnia wędrówka Żydów przez pustynię etc.), chociaż i wątki ufologiczne są stale obecne (piramida jako medium przekazania wiedzy o przybyszach z kosmosu i historii o zatopionym lądzie). Finał długiej przygody ma charakter zdecydowanie nostalgiczny.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Uformowali życie na dobre i na złe...

Ale nie wszystko autorom wyszło po ich myśli. Względnie percepcja lektury z dzisiejszej perspektywy w połączeniu bagażem doświadczeń sprawia, iż potknięcia autorów widoczne są jak na dłoni. Na pierwszy plan wysuwają się bardzo słabo rozrysowani bohaterowie: dobrzy bądź źli. Po prostu. Dotyczy to zarówno Ais i Sathama, czyli osób znajdujących się na dwóch przeciwległych biegunach, ale i postaci drugo- czy nawet trzecioplanowych, zawsze postępujących według jednego schematu i wypowiadających banalne kwestie. Drugi z zarzutów to wyłażące zewsząd dziury logiczne, nie tyle dotyczące samej historii, ale ponownie protagonistów. Najlepszym przykładem może być Satham zmieniający co i rusz bazy, lecz zawsze dysponujący surowcami, personelem oraz technologią konieczną do ich wybudowania. Zwracają uwagę również niedopracowane detale, jak Ais wbiegająca do piramidy odziana w zwykły strój, a wybiegająca w pełnym rynsztunku. Co prawda są to elementy możliwe do wybaczenia, jednakże teraz rzucają się w oczy znacznie dobitniej niż w momencie premier kolejnych albumów.

W sferze artystycznej Ekspedycja przeszła długą drogę ewolucyjną, począwszy od wyrazistych i czytelnych, chociaż pozbawionych fajerwerków ilustracji, przez malutkie dzieła sztuki, pietyzmem i drobiazgowością dorównujące Funky Kovalowi, aż po dość specyficzne ilustracje wieńczące finałowe epizody. W sposób zauważalny zmieniła się rozdzielczość poszczególnych kadrów, co najlepiej widoczne jest na przykładzie albumu Walka o planetę. Środkowe epizody stanowią prawdziwy majstersztyk autorstwa Bogusława Polcha. Piękne szczegółowe kadry oraz rewelacyjne modele świetnie komponują się z treścią, a oglądanie Walki o planetę, Buntu olbrzymów oraz Zagłady Wielkiej Wyspy jest przyjemnością samą w sobie. Niestety poziom Planety pod kontrolą z jakichś niezrozumiałych przyczyn wyraźnie odstaje od poprzedników, będąc ledwie wspomnieniem talentu Bogusława Polcha. Na szczęście dwa finałowe epizody przywróciły wiarę umiejętności ilustratora. Niezależnie od potknięć Polcha, bohaterowie będący owocem jego pracy należą chyba do grona najbardziej rozpoznawalnych postaci komiksowych w naszym kraju.

Zazdrosne oko konkurencji jest czujne...

Lektura Ekspedycji prowadzi do nieuchronnych porównań z Funky Kovalem. Obie serie ukazywały się w Polsce w podobnym przedziale czasowym: w latach osiemdziesiątych, czyli okresie stopniowego upadku PRL-a, a ich tematyka wybijała się ponad szarą i smutną rzeczywistość tamtych lat. Wspólnie z Thorgalem stanowiły one ożywczy podmuch pokazujący zupełnie nieznany świat: kolorowy, pełen nieznanych technologii (oczywiście w przypadku Thorgala technologia została zastąpiona mitologią), stanowiąc kontrapunkt, dzięki któremu można było oddać się relaksowi oraz rozrywce – bo temu miała służyć sztuka komiksowa – bez bezustannej gonitwy za podstawowymi potrzebami natury egzystencjalnej, gdzie z góry przyznany talon na elementarne artykuły spożywcze oraz wielogodzinne kolejki wyznaczały rytm codziennego życia. Wszystkie wspomniane serie krążyły z ręki do ręki, będąc perełkami na półkach ówczesnych kolekcjonerów.

Warto natomiast spojrzeć na Ekspedycję oraz Funky Kovala z perspektywy czasu, który upłynął. Porównywanie tego duetu jest rzeczą naturalną: swoich premier w Polsce doczekały się w podobnym okresie, a za szatę graficzną obu odpowiada Bogusław Polch. Wydaje się, iż jednak dzieło duetu scenarzystów Rodek/Parowski lepiej przetrwało dwie dekady, aniżeli owoc prac zespołu Mostowicz/Górny. Szalone tempo przygód kosmicznego detektywa oraz wyraziste i niezmiernie ciekawe postacie nic nie straciły ze swojego uroku, współcześnie dostarczając dokładnie tych samych emocji, co podczas dziewiczej lektury. Ais natomiast nieco pokryła się kurzem. Zabawa symboliką oraz rozmach epopei to nadal siły napędowe serii, a wyszukiwanie najdrobniejszych niuansów potrafi zaabsorbować uwagę czytelnika, jednakże z dzisiejszej perspektywy bohaterowie Ekspedycji to osoby wyjątkowo jednowymiarowe (w przeciwieństwie do zawsze nieobliczalnego Funky’ego), dialogi przewidywalne, a mniejsze i większe potknięcia scenarzystów wydają się być mocniej widoczne niż niegdyś. Oczywiście podejście do lektury z dystansem i odrzucenie oczekiwań w stosunku do twardej logiki pozwala cieszyć się historią bogów z kosmosu, lecz mimo wszystko Funky Koval w tej rywalizacji jest górą, bowiem ani treść, ani forma tej serii nie straciły zupełnie nic ze swojej atrakcyjności.

Od strony wizualnej obecna edycja prezentuje się perfekcyjnie: wysokiej jakości papier kredowy oraz twarda okładka dają poczucie, iż fanom przekazano produkt naprawdę wyjątkowy. Także sugerowaną cenę detaliczną – biorąc pod uwagę jakość wydania i blisko 400 stron lektury – należy uznać za rozsądną. Natomiast brakuje większej ilości materiałów o charakterze publicystycznym. Jeden wywiad z Polchem oraz kilka szkiców pozostawia poczucie niedosytu, zwłaszcza w kontekście całkiem obszernych materiałów dodatkowych zamieszczonych w Funky Kovalu. Jedno nie ulega wątpliwości: edycje kolekcjonerskie pokazują, iż nadal istnieje zapotrzebowanie na oba zasłużone tytuły. Starsi czytelnicy chętnie wrócą do komiksów swojej młodości, chcąc raz jeszcze doświadczyć wrażeń oferowanych przez przygody Ais oraz Funky’ego, natomiast atrakcyjne wydania mają szanse przyciągnąć uwagę osób, dla których obie zbiorcze edycje to absolutna nowość. Pozostaje zatem wypatrywać kolejnych propozycji Wydawnictwa Komiksowego.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.0
Ocena recenzenta
8.5
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 2
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Ekspedycja. Bogowie z kosmosu (wyd. kolekcjonerskie)
Scenariusz: Arnold Mostowicz, Alfred Górny
Rysunki: Bogusław Polch
Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe
Data wydania: 7 maja 2015
Liczba stron: 400
Format: 215x290 mm
Oprawa: twarda
Druk: kolorowy
ISBN: 978-83-7961-218-5
Cena: 99,90 zł



Czytaj również

Wiedźmin (wyd. kolekcjonerskie)
Inna twarz Geralta
- recenzja
Funky Koval - Wydanie kolekcjonerskie
Kosmiczny detektyw nadal jest wielki
- recenzja
Listopad 2016 w komiksie
Co w branży piszczy?
Kwintesencja
Mole wyruszają w drogę
- recenzja
Gilles McCabe #2
Historia mordercy
- recenzja
Sokrates. Półpies
Artystyczna groteska
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.