Peter A. Flannery, Decimus Fate i talizman marzeń
» Recenzje » Departament prawdy (wyd. zbiorcze) #1: Koniec świata

Departament prawdy (wyd. zbiorcze) #1: Koniec świata


wersja do druku

Wybierz własną prawdę

Autor: Redakcja: Lavernia, Tomasz 'Asthariel' Lisek

Departament prawdy (wyd. zbiorcze) #1: Koniec świata
Poczciwe kaczki dziennikarskie dawno są już gatunkiem wymarłym. Nieubłagane prawidła ewolucji sprawiły, że zamiast nich królują dziś postprawda, fake newsy i clickbaity.

Rozmaite teorie spiskowe mają się w dzisiejszych czasach znakomicie, choć i w minionych dekadach nie mogły narzekać na brak wyznawców, a nawet dawne wieki były ich pełne – dość wspomnieć Protokoły Mędrców Syjonu, królestwo księdza Jana czy rzekome cudowne ocalenie króla Jageillończyka z bitwy nad Warną. Nigdy jednak dostęp do informacji nie był tak łatwy jak obecnie, a przesyłanie informacji równie szybkie. Korzystają z tego nie tylko medialne serwisy, ale i wyznawcy mniej i bardziej niszowych poglądów, dzięki globalnej sieci rozpowszechniając swoje niestworzone teorie.

W komiksowej serii Departament Prawdy przynajmniej niektóre z tych marginalnych kręgów są monitorowane przez rządowe agencje, a Cole Turner, szeregowy agent FBI zajmujący się obserwacją w sieci ekstremistycznych grup, bada też teorie spiskowe. Na konferencji zwolenników teorii płaskiej Ziemi poznaje prominentnych członków tej grupy, ale staje też wobec zjawiska, które zmusi go do zakwestionowania wszystkiego, w co wierzy, a zaraz potem zostaje porwany przez członków tajemniczej organizacji, którzy – jak sądzi – chcą uciszyć go już na zawsze.

Na szczęście okazuje się, że ich zamiary nie są tak mordercze, a agent Turner zostaje zwerbowany do ściśle tajnej agencji, której zadaniem jest, jakkolwiek by to nie brzmiało, ochrona świata przed teoriami spiskowymi. Te bowiem, gdy zyskają dostateczną popularność, stają się prawdą, bezustannie trzeba więc pilnować, by glob nie okazał się płaski, władzy nad nim nie przejęły jaszczury z Saturna, a z podziemnej bazy w Nowej Szwabii nie wyleciały eskadry latających spodków.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

James Tynion IV, znany polskim czytelnikom z serii Coś zabija dzieciaki i komiksów o Batmanie, puszcza wodze fantazji, serwując nam fabułę opartą nie na jednej spiskowej teorii, ale całym ich konglomeracie, łącząc w przedziwny miszmasz całe ich mnóstwo. Wydawałoby się to pomysłem co najmniej karkołomnym, ale jednak scenarzyście udało się połączyć je w zaskakująco spójną całość. Niestety, tym, co może przeszkadzać polskim czytelnikom w odbiorze, jest skoncentrowanie się na amerykańskim podwórku, bo choć niektóre z pochodzących stamtąd teorii spiskowych nad podziw dobrze przeniknęło do polskiego mainstreamu, to inne niemal zupełnie go ominęły. Satanistyczna panika, w USA przez całą dekadę rozpalająca wyobraźnie opinii publicznej, w Polsce bez większego echa przemknęła na początku lat 90. ubiegłego wieku, podobnie hipotezy jakoby prezydent Obama urodził się w Kenii, w polskich serwisach informacyjnych ledwie mignęły, podczas gdy dla sporej części amerykańskich wyborców były one istotnymi tematami.

Narracja prowadzona przez Tyniona, oparta o fragmenty teorii funkcjonujących gdzieś na marginesie publicznego dyskursu i nieskładających się w żadną spójną całość, nie wiedzie nas prostą ścieżką od punktu A do B, tylko meandruje, a niektóre tropy ukrywają się w głębi kadrów lub między wierszami dialogów, których – zwłaszcza w pierwszych zeszytach serii – dostajemy zaskakująco dużo.  Uczynienie głównym bohaterem nowego rekruta Departamentu Prawdy, który dopiero poznaje zasady jego funkcjonowania i prawdziwe oblicze świata, to z kolei doskonale sprawdzony patent, pozwalający w wygodny i wiarygodny sposób wprowadzać czytelnika w fabułę serii.

O ile scenariusz wypada zdecydowanie pochwalić, a fani seriali w rodzaju Millenium czy X-Files będą nim zachwyceni, to kreska Martina Simmondsa już nie każdemu odbiorcy musi się podobać. Mnie przypadła do gustu, z jednej strony podkreślając rozmyte, nieostre realia, w których nic nie jest prawdą absolutną, a z drugiej – pozwalając ukrywać na widoku symbole, odniesienia i aluzje do amerykańskich organizacji, instytucji i osób publicznych, znów jednak spora część z nich dla polskiego odbiorcy będzie nieczytelna.

Finał pierwszego tomu zbiorczego wydania serii stawia bohatera – i czytelnika – wobec pytań, na które trudno oczekiwać łatwych i prostych odpowiedzi, tym bardziej zachęcając do sięgnięcia po kontynuację. Departament Prawdy na pewno nie jest pozycją dla odbiorców szukających tylko lekkiej i łatwej rozrywki, ale warto po niego sięgnąć, niekoniecznie jeśli ktoś jest pasjonatem (czy tym bardziej – zwolennikiem) spiskowych teorii.

 

Dziękujemy wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie albumu do recenzji.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Departament prawdy #1: Koniec świata
Scenariusz: James Tynion IV
Rysunki: Martin Simmonds
Seria: Departament prawdy
Wydawca: Non Stop Comics
Kraj wydania: Polska
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Liczba stron: 152
Format: 170x260 mm
Oprawa: miękka
Druk: kolorowy
ISBN: 9788382302554
Cena: 51,90 zł
Tytuł oryginalny: The Department of Truth, Vol 1: The End of the World



Czytaj również

Coś zabija dzieciaki #3
Walka z potworami nie ma końca
- recenzja
Die #2: Podzielona grupa
W życiu i grach bardzo dużo zależy od decyzji
- recenzja
The Goon (wyd. zbiorcze) #4
Zmierzch i herosi według Zbira
- recenzja
Coś zabija dzieciaki #1
Jakiś potwór tu nadchodzi
- recenzja
Pan Higgins wraca do domu
Miało być śmiesznie
- recenzja
Szumowina (wyd. zbiorcze) #1: Cocainefinger
Bohater jakiego nie chcieliśmy
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.