Deadpool Classic #1

Szalone lata 90-te

Autor: Artur 'GoldenDragon' Jaskólski

Deadpool Classic #1
Chyba jeszcze żaden superbohater w naszym kraju nie zdobył popularności tak szybko jak Deadpool w 2016 roku. Najpierw film kinowy błyskawicznie podbija box office, a potem pierwszy tom serii komiksowej Marvel Now z przygodami Najemnika z Nawijką w mig znika z półek sklepowych. Teraz wydawnictwo Egmont podejmuje się przedsięwzięcia jakiego jeszcze na tak wielką skalę nie było. Oto startuje z wielotomową serią o losach Wade’a Wilsona – Deadpool Classic!

Kim właściwie jest ten Najemnik z Nawijką? Cała historia rozpoczęła się za sprawą Roba Liefelda, któremu bardzo podobała się postać Slade’a „Deathstroke’a” Wilsona z serii Teen Titans z uniwersum DC. Postać Deadpoola, którą pokazał Fabianowi Nicieza, wizualnie wyglądała łudząco podobnie do łotra ze świata Batmana i Supermana. Dopiero Nicieza nadał postaci imię Wade’a Wilsona – oczywiście z humorystycznym nawiązaniem do personaliów Deathstroke’a  oraz charakterystyczną manierę mówienia. Deadpool początkowo planowany był  przez swoich ojców jako arcyłotr i bezwzględny przeciwnik dla postaci z uniwersum Marvela, jednak szybko okazało się, że ciekawiej wypada jako antybohater. Czytelnikom spodobało się satyryczne parodiowanie Deathstroke’a i specyficzne poczucie humoru stało się znakiem rozpoznawczym Wade’a Wilsona.

Swój debiut Deadpool zaliczył w 98 zeszycie serii Nowi Mutanci (The New Mutans) w lutym 1991 roku. Jego pierwszy występ nie wypada zbyt okazale. Oto Tolliver wynajmuje Najemnika z Nawijką, aby zabił Cable’a, któremu  jednak udaje się przechytrzyć Wilsona. Za niezbyt porywającą historię (ot, zwykłe mordobicie) odpowiada Fabian Nicieza, a rysuje Rob Liefeld. Cameo jest jednak na tyle dobre, że Najemnik z Nawijką zaczyna się pojawiać też w innych seriach Marvela. Dość szybko, bo już 2 lata później otrzymuje własną miniserię – Goniąc w Kółko (The Circle Chase). Za scenariusz bierze się ponownie Fabien Nicieza, a rysuje tym razem Joe Madureira. Tolliver, którego znamy z debiutu Deadpoola – nie żyje, ale pozostawił po sobie testament, który skrywa sekret – informacje o najpotężniejszej broni na ziemi. Na swojej drodze Wade Wilson spotka oczywiście wielu przeciwników, ale też niespodziewanych sprzymierzeńców. Choć głębią scenariusz nie grzeszy – to i tak trzyma czytelnika w napięciu aż do samego końca. Obie powyższe historie znalazły się w pierwszym tomie Deadpool Classic

Warto wspomnieć, że lata 90. to szalony czas w erze komiksów, gdzie sens scenariuszy miał trzeciorzędne znaczenie, postacie męskie były absurdalnie wręcz umięśnione, kobiece z kolei to hojnie obdarzone przez naturę seksbomby odziane w lateks. Do tego projekty kostiumów superbohaterskich to jazda bez trzymanki. Widać to oczywiście w oprawie graficznej obu omówionych już historii, choć trzeba przyznać, że lepiej sobie radzi od Liefelda Madureira, który przynajmniej zapełnia tła swoich kadrów jakimiś ciekawymi szczegółami. Z perspektywy czasu dyskotekowy kicz grafik Madureira czy Liefelda może być nieco ciężko strawny, ale z pewnością takie przerysowanie ma też swój urok. Pierwsza solowa seria przygód Deadpoola osiągnęła na tyle dobre wyniki sprzedażowe, że szybko doczekujemy się kolejnych przygód Najemnika z Nawijką. W 1994 roku wychodzi czteroczęściowa miniseria zatytułowana Grzechy Przeszłości (Sins of the Past). I tu mamy uczucie déjà vu, gdyż i od strony wizualnej, i scenariuszowej schemat jest podobny do tego, co mieliśmy w Goniąc w Kółko. Artyści (Ian Churchil, LeeWeeks oraz Ken Lasheley) nie wychodzą poza dyskotekowy schemat lat 90-tych z niekończącymi się scenami walk, mega kolorowymi kadrami i nienaturalnie przedstawionymi herosami. Historię Grzechów Przeszłości wymyślił Mark Waid – absurdalny koncept – oto Czarny Tom Cassidy chce wyleczyć swoją drzewną mutację krwią Deadpoola! Na plus tylko cameo Juggernauta oraz Syrin.

Na deser dostajemy pierwszy zeszyt serii Deadpool z 1997 roku. To początek runu Joe Kelly’ego, który spotkał się ze sporym uznaniem fanów. W czasie trwania właśnie tego runu Wade Wilson staje się tak lubianym, pyskatym antybohaterem z niewybrednym poczuciem humoru. Oto Deadpool jest najemnikiem do wynajęcia, który zamieszkuje wraz z jemu podobnymi starą Szkołę Siostry Margaret dla Trudnej Młodzieży – co oczywiście stanowi nawiązanie do instytucji, którą zarządza Charles Xavier aka Profesor X. Takich smaczków, a dalej idąc absurdalnych pomysłów, jest co niemiara. Również kreska graficzna jest o wiele bardziej przyjazna współczesnemu czytelnikowi. Rysuje Ed McGuinness, któremu nie da się odmówić satyrycznego podejścia i rozmachu w przygotowaniu plansz.

Deadpool Classic #1 zawiera w sobie aż cztery historie wydane na śliskim, kredowym papierze, a do tego w twardej oprawie. Jedynymi dodatkami, które znajdziemy w albumie są okładki poszczególnych zeszytów. Za tłumaczenie odpowiada Oskar Rogowski, który całkiem sprawnie poradził sobie z materiałem. Zabrakło zdecydowanie choćby posłowia, które opisałoby realia i okoliczności powstania zawartych historii. Deadpool Classic #1 to dzieło mocno specyficzne. Nie można mu odmówić wartości historycznych i poznawczych genezy losów Wade’a Wilsona. To jak powrót do czasów dzieciństwa i komiksów TM-Semic lat 90-tych. Specyficzny, przesadzony do granic absurdu styl opowieści to styl, który odrzuca lub do którego z sentymentem wraca się po latach.