» Recenzje » Deadpool Classic #1

Deadpool Classic #1

Deadpool Classic #1
Chyba jeszcze żaden superbohater w naszym kraju nie zdobył popularności tak szybko jak Deadpool w 2016 roku. Najpierw film kinowy błyskawicznie podbija box office, a potem pierwszy tom serii komiksowej Marvel Now z przygodami Najemnika z Nawijką w mig znika z półek sklepowych. Teraz wydawnictwo Egmont podejmuje się przedsięwzięcia jakiego jeszcze na tak wielką skalę nie było. Oto startuje z wielotomową serią o losach Wade’a Wilsona – Deadpool Classic!

Kim właściwie jest ten Najemnik z Nawijką? Cała historia rozpoczęła się za sprawą Roba Liefelda, któremu bardzo podobała się postać Slade’a „Deathstroke’a” Wilsona z serii Teen Titans z uniwersum DC. Postać Deadpoola, którą pokazał Fabianowi Nicieza, wizualnie wyglądała łudząco podobnie do łotra ze świata Batmana i Supermana. Dopiero Nicieza nadał postaci imię Wade’a Wilsona – oczywiście z humorystycznym nawiązaniem do personaliów Deathstroke’a  oraz charakterystyczną manierę mówienia. Deadpool początkowo planowany był  przez swoich ojców jako arcyłotr i bezwzględny przeciwnik dla postaci z uniwersum Marvela, jednak szybko okazało się, że ciekawiej wypada jako antybohater. Czytelnikom spodobało się satyryczne parodiowanie Deathstroke’a i specyficzne poczucie humoru stało się znakiem rozpoznawczym Wade’a Wilsona.

Swój debiut Deadpool zaliczył w 98 zeszycie serii Nowi Mutanci (The New Mutans) w lutym 1991 roku. Jego pierwszy występ nie wypada zbyt okazale. Oto Tolliver wynajmuje Najemnika z Nawijką, aby zabił Cable’a, któremu  jednak udaje się przechytrzyć Wilsona. Za niezbyt porywającą historię (ot, zwykłe mordobicie) odpowiada Fabian Nicieza, a rysuje Rob Liefeld. Cameo jest jednak na tyle dobre, że Najemnik z Nawijką zaczyna się pojawiać też w innych seriach Marvela. Dość szybko, bo już 2 lata później otrzymuje własną miniserię – Goniąc w Kółko (The Circle Chase). Za scenariusz bierze się ponownie Fabien Nicieza, a rysuje tym razem Joe Madureira. Tolliver, którego znamy z debiutu Deadpoola – nie żyje, ale pozostawił po sobie testament, który skrywa sekret – informacje o najpotężniejszej broni na ziemi. Na swojej drodze Wade Wilson spotka oczywiście wielu przeciwników, ale też niespodziewanych sprzymierzeńców. Choć głębią scenariusz nie grzeszy – to i tak trzyma czytelnika w napięciu aż do samego końca. Obie powyższe historie znalazły się w pierwszym tomie Deadpool Classic

Warto wspomnieć, że lata 90. to szalony czas w erze komiksów, gdzie sens scenariuszy miał trzeciorzędne znaczenie, postacie męskie były absurdalnie wręcz umięśnione, kobiece z kolei to hojnie obdarzone przez naturę seksbomby odziane w lateks. Do tego projekty kostiumów superbohaterskich to jazda bez trzymanki. Widać to oczywiście w oprawie graficznej obu omówionych już historii, choć trzeba przyznać, że lepiej sobie radzi od Liefelda Madureira, który przynajmniej zapełnia tła swoich kadrów jakimiś ciekawymi szczegółami. Z perspektywy czasu dyskotekowy kicz grafik Madureira czy Liefelda może być nieco ciężko strawny, ale z pewnością takie przerysowanie ma też swój urok. Pierwsza solowa seria przygód Deadpoola osiągnęła na tyle dobre wyniki sprzedażowe, że szybko doczekujemy się kolejnych przygód Najemnika z Nawijką. W 1994 roku wychodzi czteroczęściowa miniseria zatytułowana Grzechy Przeszłości (Sins of the Past). I tu mamy uczucie déjà vu, gdyż i od strony wizualnej, i scenariuszowej schemat jest podobny do tego, co mieliśmy w Goniąc w Kółko. Artyści (Ian Churchil, LeeWeeks oraz Ken Lasheley) nie wychodzą poza dyskotekowy schemat lat 90-tych z niekończącymi się scenami walk, mega kolorowymi kadrami i nienaturalnie przedstawionymi herosami. Historię Grzechów Przeszłości wymyślił Mark Waid – absurdalny koncept – oto Czarny Tom Cassidy chce wyleczyć swoją drzewną mutację krwią Deadpoola! Na plus tylko cameo Juggernauta oraz Syrin.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Na deser dostajemy pierwszy zeszyt serii Deadpool z 1997 roku. To początek runu Joe Kelly’ego, który spotkał się ze sporym uznaniem fanów. W czasie trwania właśnie tego runu Wade Wilson staje się tak lubianym, pyskatym antybohaterem z niewybrednym poczuciem humoru. Oto Deadpool jest najemnikiem do wynajęcia, który zamieszkuje wraz z jemu podobnymi starą Szkołę Siostry Margaret dla Trudnej Młodzieży – co oczywiście stanowi nawiązanie do instytucji, którą zarządza Charles Xavier aka Profesor X. Takich smaczków, a dalej idąc absurdalnych pomysłów, jest co niemiara. Również kreska graficzna jest o wiele bardziej przyjazna współczesnemu czytelnikowi. Rysuje Ed McGuinness, któremu nie da się odmówić satyrycznego podejścia i rozmachu w przygotowaniu plansz.

Deadpool Classic #1 zawiera w sobie aż cztery historie wydane na śliskim, kredowym papierze, a do tego w twardej oprawie. Jedynymi dodatkami, które znajdziemy w albumie są okładki poszczególnych zeszytów. Za tłumaczenie odpowiada Oskar Rogowski, który całkiem sprawnie poradził sobie z materiałem. Zabrakło zdecydowanie choćby posłowia, które opisałoby realia i okoliczności powstania zawartych historii. Deadpool Classic #1 to dzieło mocno specyficzne. Nie można mu odmówić wartości historycznych i poznawczych genezy losów Wade’a Wilsona. To jak powrót do czasów dzieciństwa i komiksów TM-Semic lat 90-tych. Specyficzny, przesadzony do granic absurdu styl opowieści to styl, który odrzuca lub do którego z sentymentem wraca się po latach.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
6.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: DEADPOOL CLASSIC
Scenariusz: Fabian Nicieza, Mark Waid, Joe Kelly
Rysunki: Rob Liefeld, Joe Madureira, Ian Churchill, Ed McGuinness
Wydawca: Egmont
Data wydania: luty 2017
Tłumaczenie: Oskar Rogowski
Liczba stron: 252
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 978-83-281-1856-0
Cena: 89,99 zł
Wydawca oryginału: Marvel



Czytaj również

Deadpool Classic (wydanie zbiorcze) #2
Najemnik z Nawijką ponownie nawija
- recenzja
Silver Surfer. Przypowieści
Być herosem
- recenzja
Superman – Rok pierwszy
Młodzieńcze lata Supermana
- recenzja
Moon Knight (wyd. zbiorcze)
Ilu Spectorów zmieści się w kaftanie?
- recenzja
Betelgeza (wyd. zbiorcze)
Przygoda w stylu Leo
- recenzja
Batman Metal. Batman, Który się Śmieje #1
Walka z własnym odbiciem
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.