Deadly Class (wyd. zbiorcze) #4: 1988 Umrzyj za mnie

Końcoworoczne after party w szkole zabójców

Autor: Balint 'balint' Lengyel

Deadly Class (wyd. zbiorcze) #4: 1988 Umrzyj za mnie
Ostatni dzień roku szkolnego zazwyczaj oznacza początek odpoczynku w promieniach słońca; czasami jest to czas wakacyjnej pracy. Dla absolwentów Szkoły Zabójców ostatnia sesja z dyrektorem ośrodka to dopiero początek rywalizacji o dyplom. Co będą musieli zrobić, by otrzymać świadectwo?

W Szkole Zabójców zalęgły się szczury. Nie chodzi jednak o gryzonie, lecz o uczniów bez koneksji, niedysponujących wsparciem rodzin, a mimo to kształcących się bez ponoszenia kosztów. Szczury, wczorajsi uczniowie, teraz stali się zwierzyną łowną dla uprzywilejowanych studentów, których przyszły status wyznaczy liczba zamordowanych byłych kolegów. Dla Marcusa oznacza to kres kolejnych znajomości oraz walkę o każdą minutę życia, zwłaszcza że czyhających na jego głowę jest wielu.

Ostanie strony tomu trzeciego sygnalizowały, że w życiu szkolnej społeczności za chwilę wydarzy się coś ważnego. Oto przyszedł czas polowania na uczniów, o których nikt się nie upomni. Oczywiście szczury nie mają zamiaru oddać życia za frajer, toteż rozpoczyna się pełna bólu, cierpienia i śmierci wielka gonitwa przez ponad 130 stron. Scenarzysta postawił na akcję i rzeczywiście, w trakcie w tym tomie dzieje się wiele, ale czyta się to znakomicie. Jednakże  nie tylko gnającymi na złamanie karku wydarzeniami człowiek żyje.

Remender wciąż buduje swoją historię, opierając się o liczne retrospekcje, przybliżające czytelnikowi bohaterów. Nawet jeśli przeżycia młodzieży są jednakowo traumatyczne i mocno patologiczne, to jednak nadają im głębi psychologicznej, dzięki której łatwiej jest zrozumieć motywację poszczególnych uczniów, a w wielu przypadkach trudniej jest się z nimi rozstać. Mimo zbliżenia, jakie następuje pomiędzy czytelnikiem a protagonistami, nigdy nie można być pewnym ich kolejnych posunięć, a bieg wypadków potrafi zaskoczyć. Scenarzysta – i to należy napisać wprost – spisał się na medal.

Czytając Umrzyj za mnie, przestałem już zadawać podstawowe pytania dotyczące logiki świata przestawionego. Jak to się dzieje, że młodzież biega z karabinami maszynowymi po mieście, wywalając serię za serią, drąc się na cały głos, w międzyczasie wyżynając klientów salonu muzycznego, a policji w tym czasie pojawia się mniej niż deszczu na Saharze? Nikt nie reaguje, nic się nie dzieje, zabawa trwa w najlepsze, no chyba że Marcus z własnej inicjatywy przejedzie pod nosem gliniarza. Deus ex machina odgrywa u Remendera kluczową rolę i trzeba przyznać, że takie podejście do tematu sprawia, że fabuła koncentruje się wyłącznie wokół głównego wątku.

Wes Craig zaprezentował ten sam wachlarz umiejętności, co w poprzednich tomach. I muszę przyznać, że im dłużej obcuję z jego ilustracjami, tym bardziej się do nich przekonuję. Raz, że są dobre, stosunkowo szczegółowe oraz trafnie oddające stan psychiczny bohaterów, a dwa, znakomicie uzupełniają się ze scenariuszem. Emocje, emocje, emocje. Craig świetnie wydobywa je na pierwszy plan, ale tam, gdzie należy przyśpieszyć z akcją, kadry nabierają dynamiki. Całość pozostaje przy tym lekka, momentami groteskowa, co równoważy morderczy wymiar scenariusza.

Deadly Class z tomu na tom rozkręca się coraz bardziej. Po pierwszym, nudnym i pustym tomie przyszedł drugi, który dzięki większej staranności w konstrukcji bohaterów był już lepszy. W trzecim albumie, Wężowisku, Remender odpalił petardę, gwałtownie przyśpieszając i rzucając bohaterów – a wraz z nimi i czytelnika – w nurt gnającej na złamanie kartu akcji oraz sygnalizując, że w przyszłości należy oczekiwać wielu trupów. Umrzyj za mnie nie tylko utrzymało to tempo oraz pogłębiło wiedzę o przeszłości bohaterów, ale okazało się majstersztykiem, jeśli chodzi o zmienność sytuacji oraz nieoczywiste posunięcia młodzieży. Dlatego też niecierpliwie wyczekuję kolejnych tomów.