Dawnrunner
Wiek temu przez portal nad Ameryką Środkową przeszli Tetzowie: potężni, amorficzni, a przy tym gigantyczni i niszczycielscy obcy. Ludzkość ledwo powstrzymała inwazję, zajęty obszar obwarowując wysokim i wytrzymałym murem. Z czasem próba pokonania co i rusz przedostających się do naszego świata najeźdźców przekształciła się w osobliwe walki gladiatorskie. Po jednej stronie morderczych zapasów znaleźli się Tetzowie, po drugiej piloci Żelaznych Królów, bo tak nazwano cudeńka techniki zdolne do walki z przybyszami. Jedną z najbardziej utalentowanych "zawodniczek" jest Anita Marr, która dostała w swoje ręce najnowocześniejsze cacko, Dawnrunnera. Szybko jednak okazało się, że maszyna jest czymś więcej niż tylko zbitką blachy i procesorów.
Scenarzysta Ram V na dobre zadomowił się w naszym kraju, zdobywając uznanie czytelników i krytyków. Najlepszym tego wyrazem stała się Nagroda Nowej Fantastyki 2026 w kategorii Zagraniczny Komiks Roku za album Jednoręki i Sześć palców. Nie dziwi więc, że oficyna Lost in Time sięgnęła po kolejny album tego twórcy.
O Dawnrunnerze warto napisać, że pomimo posiadania aż 168 stron, to lektura przelatuje błyskawicznie. Autor ewidentnie zafascynowany jest potworami oraz robotami wielkości Empire State Building i popełnił hołd pod adresem Pacific Rim, ale i Godzilli czy Ataku Tytanów. Siłą rzeczy epickie starcia pomiędzy tytułowym Dawnrunnerem a kolejną inkarnacją Tetzów zajmują sporo stron, zaś autorzy w ich trakcie pozwalają czytelników śledzić wymianę ciosów bez odciągania uwagi niepotrzebnymi – w tym momencie oczywiście – dymkami z tekstem. W rezultacie można odnieść wrażenie, że do rąk trafił komiks tak przynajmniej o połowę krótszy.
Ram nie ograniczył się jednak – i na szczęście! – do scenariusza, który można zwieńczyć parafrazą: raz sierpem, raz młotem kosmiczną hołotę. Już na okładce można znaleźć informację, że równie ważną rolę odegra tajemnicza więź, jaka powstanie pomiędzy główną bohaterką a powierzoną jej maszyną. I rzeczywiście, strony poświęcone temu wątkowi są nie tylko siłą rzeczy spokojniejsze, ale i scenarzysta sięga po tematykę, która być może w niedługim czasie w mniejszym stopniu będzie przynależeć do fiction, a bardziej do science.
W tym tkwi największa siła, ale i zarazem słabość Dawnrunnera. Ram V po raz kolejny dowodzi swojej wszechstronności oraz niezwykłej zdolności do balansowania pomiędzy rozmaitymi tematykami oraz stylizacjami, w tym również eleganckiego poszycia ich w jednym komiksie. Z drugiej strony recenzowany album jest gatunkową wersją świnki morskiej, która – jak wiadomo – nie jest ani świnką ani morską.
Epicki pojedynek Anity z przeogromnym Tetzem jest tak naprawdę średnio interesującą nawalanką, natomiast wątek właściwy mógłby zostać bardziej pogłębiony. Niby wszystko jest na swoim miejscu, można wręcz napisać, że temat został zamknięty i to będzie prawda; tu jednak można było wyciągnąć z pomysłu coś więcej. Dodatkowo postacie pojawiające się na kadrach są wyjątkowo jednopłaszczyznowe i przez całą historię perfekcyjnie odrywają powierzoną im, niestety liniową, rolę.
Widowiskowe walki zasługują na ilustracje, które oddadzą ten efekt i Evan Cagle podołał temu zadaniu. Czasami co prawda należy na chwilę zatrzymać się przy kadrach; choćby z racji zabawy perspektywą niektóre grafiki na pierwszy rzut oka wydają się nie do końca czytelne i zrozumiałe w kontekście tego, co właściwie się aktualnie dzieje. Dopiero po chwili zamysł i kunszt artysty stają się czytelne.
Finalnie wypada napisać, że Dawnrunner to summa summarum niezły komiks, ale z nie do końca wykorzystanym potencjałem, za to z dużym ryzykiem, że całkiem szybko wypadnie z pamięci. Tym niemniej fani wielkich maszyn i nie mniejszych potworów będą całkowicie usatysfakcjonowani.
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0
Dodaj do swojej listy:
Scenariusz: Ram V
Rysunki: Evan Cagle
Wydawca: Lost in Time
Data wydania: 17 kwietnia 2026
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Liczba stron: 168
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788368346602







