» Recenzje » Cyberpunk 2077: Blackout

Cyberpunk 2077: Blackout


wersja do druku

Gdy gasną światła wielkiego miasta

Redakcja: Balint 'balint' Lengyel, Daga 'Tiszka' Brzozowska

Cyberpunk 2077: Blackout
Seria komiksowych adaptacji Cyberpunka 2077, mimo zróżnicowanego poziomu poszczególnych tomów, w ciekawy sposób rozwija uniwersum, dając nieoczywisty ogląd różnorakich elementów funkcjonujących w futurystycznych realiach.

Jednym z ciekawszych motywów obecnych w różnych odsłonach Cyberpunka (choćby w erpegowej wersji 2020) jest braindance (czy – spolszczony – braindans), sztuczna rzeczywistość przenosząca użytkownika w świat cudzych wspomnień, baśniowych fantazji albo karzących koszmarów. Różne jego aspekty pojawiały się w recenzowanych na łamach Poltergeista odsłonach serii: w Twoim głosie były to kradzione wspomnienia, w Snach wielkiego miasta – pamięć lepszych chwil sprzedawana, by zapewnić godziwy byt najbliższym, albo chore fantazje o potędze, pozwalające przeżyć kolejny dzień bez perspektyw. W nowym albumie temat zostaje podjęty z nieco innej strony.

W szóstym tomie cyklu, zatytułowanym Blackout, poznajemy Arturo, technika pracującego dla jednej z mniejszych korporacji, zajmującego się naprawami braindansowych konsol, nieuchronnie szwankujących przy coraz częstszych w Night City przerwach w dostawach prądu. Niezadowolony ze swojej pracy, niedoceniany przez przełożonych, marzy o lepszym życiu nie tylko dla siebie; pragnie wykorzystać swoje talenty i umiejętności nie dla zysku chciwych korporacji, a poprawy losu zwykłych ludzi. Próby wcielenia tych pragnień w życie kończą się zderzeniem z brutalną rzeczywistością – młody technik nie tylko traci pracę i ląduje na ulicy, ale jeszcze zostaje obciążony astronomicznym długiem, a jego życie znajduje się w niebezpieczeństwie – bo, tak jak wszystko w Night City, ma swoją cenę.

Jednak, choć mogłoby wydawać się, że jest bez szans, a wszystko sprzysięgło się przeciwko niemu, Arturo ma plan. Plan, który pozwoli mu odegrać się na tych, którzy przedwcześnie go skreślili, ustawić na całe życie i dać innym choćby ulotny cień nadziei. Do jego realizacji potrzebuje tylko pomocy byłej Krawędziarki, upadłego policjanta, skorumpowanego ochroniarza i najlepszej kierowczyni w mieście, odrobiny szczęścia i... kolejnego blackoutu.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Przestępstwo doskonałe, skok na grubą kasę tych, którzy i tak mają jej aż nadto, nie do końca zgrana ekipa i los rzucający kłody pod nogi – podobny schemat widzieliśmy już niezliczoną ilość razy w rozmaitych scenografiach, i w futurystycznych realiach Cyberpunka 2077 także mógł on sprawdzić się znakomicie i tym razem. Bartosz Sztybor bawi się z czytelnikiem znanymi kliszami, umiejętnie plącze tropy, zwodzi nas i samych bohaterów fałszywymi scenami, które okazują się tylko braindansową ułudą; tak, że w końcu nie sposób być pewnym niczego, co widzimy na kartach albumu. Może nie powiedziałbym, że to komiksowy majstersztyk, ale na pewno sprawnie poprowadzona fabuła z ciekawymi zwrotami akcji jest czymś, co można policzyć Blackoutowi na plus. Kolejną zaletą są interesujące postacie – nawet drugoplanowi bohaterowie potrafią zaskarbić sobie sympatię czytelnika.

Mniej pochlebnie oceniam graficzną stronę albumu, za którą odpowiada Roberto Ricci. Jego specyficzna kreska z początku mnie irytowała i mimo że z czasem przyzwyczaiłem się do niej, to do końca lektury nie zyskała jakoś mojej aprobaty. Różnorodność stylów graficznych obecnych w serii Cyberpunk 2077 można na pewno poczytywać na plus (i dobry sposób oddania tego, jak zróżnicowane historie z Night City można opowiedzieć), ale pod tym względem zdecydowanie wyżej oceniam choćby wspomniany Twój głos czy Słowo honoru.

Niezależnie od tego, Blackout pozostaje pozycją, po którą na pewno mogą sięgnąć fani uniwersum, gatunku cyberpunk czy zwyczajnie dobrych komiksowych historii. Nawet jeśli nie jest to tytuł obowiązkowy czy klasyka, do której będziemy wracać po wielokroć, to z pewnością może zapewnić wciągającą lekturę na udany wieczór.

Blackout okiem erpegowcaDopracowany w najdrobniejszych szczegółach skok to coś, co niekoniecznie sprawdza się na erpegowych sesjach – nieprzewidywalność kości czy MG nie rozumiejący, że "to się nie może nie udać" są w stanie skutecznie pokrzyżować nawet plan (pozornie) idealny. No, chyba że chcemy opowiedzieć historię napadu z założenia nieudanego, jak w Fiasco. Ale, podobnie jak w przypadku innych albumów z serii Cyberpunk 2077, także i ten może z powodzeniem sprawdzić się jako źródło inspiracji, motywów i elementów do wykorzystania we własnych przygodach. Tych bowiem znajdziemy w komiksie naprawdę niemało, na czele z bohaterami, którzy mogą sprawdzić się zarówno jako postacie graczy, jak i BN-i, i wszechobecnymi braindansami, które na cyberpunkowych sesjach mogłyby gościć zdecydowanie częściej.

 

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie albumu do recenzji.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.0
Ocena recenzenta
7
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Cyberpunk 2077: Blackout
Scenariusz: Bartosz Sztybor
Rysunki: Roberto Ricci
Kolory: Fabiana Mascolo
Seria: Cyberpunk 2077
Wydawca: Egmont
Data wydania: 24 kwietnia 2024
Kraj wydania: Polska
Autor okładki: Roberto Ricci
Tłumaczenie: Marcin Zwierzchowski
Liczba stron: 104
Format: 167mmx255mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788328166783
Cena: 39,90 zł
Tytuł oryginalny: Cyberpunk 2077: Blackout
Wydawca oryginału: Dark Horse
Kraj wydania oryginału: USA



Czytaj również

Cyberpunk 2077: Słowo honoru
Krew odzyska swoje prawa
- recenzja
Cyberpunk 2077: Sny wielkiego miasta
Ziszczony koszmar przyszłości
- recenzja
Cyberpunk 2077: Gdzie jest Johnny
W poszukiwaniu ikony
- recenzja
Uniwersum DC według Neila Gaimana
Nie tylko Sandman
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.