» Recenzje » Conan (wyd. zbiorcze) #6: Pieśń o Bêlit

Conan (wyd. zbiorcze) #6: Pieśń o Bêlit


wersja do druku

Prawdziwa Królowa Czarnego Wybrzeża

Redakcja: Balint 'balint' Lengyel, Daga 'Tiszka' Brzozowska

Conan (wyd. zbiorcze) #6: Pieśń o Bêlit
Choć na swej drodze przez świat Ery Hyboryjskiej pochodzący z mroźnej Cymerii Conan napotkał niezliczone mrowie ludzi – od przyjaciół i wrogów po magów, królów i bezimiennych statystów, to mało kto mógłby się z nim równać, nie mówiąc już o przewyższeniu go pod jakimkolwiek względem.

Wśród nielicznych jednostek, które czarnowłosy barbarzyńca mógłby uznać za równe sobie, z pewnością znalazłaby się piratka Bêlit, samozwańcza Królowa Czarnego Wybrzeża. Mimo że pojawiła się ona tylko w jednym opowiadaniu Roberta E. Howarda, ukazującym tragiczny finał jej kariery i związku z Conanem, to wśród fanów hyboryjskiego uniwersum cieszy się ona niesłabnącą popularnością – nie bez powodu to właśnie ona była główną bohaterką pierwszej komiksowej adaptacji przenoszącej czytelników do mitycznego świata z czasów po zatonięciu Atlantydy.

Shemicką piękność mieliśmy okazję podziwiać w przynajmniej kilku komiksowych albumach wydanych na polskim rynku. Nad poświęconym jej Era Conana: Bêlit najlepiej spuścić zasłonę milczenia, ale początki jej relacji z Cymeryjczykiem poznaliśmy też w piątej części zbiorczego wydania, Groza w podziemiach. Kolejny tom, zatytułowany Pieśń o Bêlit, to właśnie ją stawia na pierwszym planie, jej muskularnego kochanka (nie mówiąc już o innych członkach załogi Tygrysicy) obsadzając w roli co najwyżej postaci drugoplanowej. Pomijając zamykającą album adaptację klasycznego howardowskiego opowiadania, dostajemy tu także parę samodzielnych, kilkuzeszytowych historii ukazujących różne etapy wspólnych dziejów Conana i Bêlit.

Za scenariusze ich wszystkich odpowiada Brian Wood, zilustrowane zaś zostały przez całe grono grafików. O ile ich fabuła tworzy więc w miarę spójną całość, to strona plastyczna jest bardzo zróżnicowana – aż trudno nie napisać tu "niestety", bowiem styl niektórych z ilustratorów może wręcz odstręczać. To oczywiście w znacznej mierze kwestia gustu, ale nie mogę powiedzieć, by brak stylistycznej spójności albumu był w moich oczach zaletą.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Pierwsza historia w zbiorze, Granica gniewu, zabiera nas do Cymerii – ktoś wyrzyna tam w pień całe wioski, ktoś, kto podaje się za Conana z klanu Canach. Ewidentnie chce, nie zważając na koszty, zrujnować reputację barbarzyńcy, i to zadaniem Conana i jego towarzyszki będzie powstrzymanie szaleńca. Historia ciekawa, przywodzi mi na myśl fabułę jednego z odcinków telewizyjnego serialu z lat 90. ubiegłego wieku, ale tu wyjaśnienie okazuje się zupełnie odmienne. Narracja prowadzona jest nieśpiesznie i możemy obserwować ją z dwóch perspektyw – Conan, choć przybywa w rodzinne strony i czuje się jak w domu, nie może nie dostrzec, jak dalece zmieniły go wędrówki po świecie i jak bardzo różni się od swych współplemieńców; Bêlit z kolei na każdym kroku przekonuje się, jak drastycznie nie pasuje do tej krainy i jej mieszkańców, którzy widzą w niej wydelikaconą panienkę, a nie groźną piratkę i ani myślą okazywać jej choćby cień szacunku.

Historia o dawnych błędach, które – kiedyś nie dostrzegane – po latach potrafią okrutnie się mścić, byłaby dużo lepsza w odbiorze, gdyby nie jej strona graficzna. Pierwszy z trzech tworzących ją zeszytów zilustrowała Becky Cloonan i czyta się go całkiem przyjemnie, za dwa pozostałe odpowiada Vasilis Lolos i z kolei jego styl nijak mi nie odpowiada – sceny akcji są wprawdzie dynamiczne, ale sylwetkom bohaterów niejednokrotnie brakuje proporcji, a twarze wyglądają bardziej jak karykatury. Otwarcie albumu, niestety, musi więc rozczarowywać.

Druga nowela, zatytułowana Śmierć, to z kolei historia o lojalności i granicach poświęcenia. Gdy Tygrysica natyka się na oceanie na dryfującą łódź z samotnym żeglarzem zakutym w kajdany, jej załoganci nie mogą nawet przypuszczać, jakie będą konsekwencje tego faktu – nieszczęśnik okazuje się być śmiertelnie chory, a zaraza wkrótce dotyka piratów. Jedynie nadludzko żywotny barbarzyńca nie zapada na tajemniczą chorobę, i wyrusza poszukiwanie lekarstwa dla towarzyszy. Nawet pomimo tego, że z miejsca możemy zakładać, iż mu się to uda, fabuła i tak wciąga, a na jej końcu dostajemy całkiem zaskakujący, a mimo tego jak najbardziej wiarygodny zwrot. Nie ma tu może tyle akcji, ile moglibyśmy się spodziewać w komiksach o Conanie, ale całość robi naprawdę dobre wrażenie, na co wpływają także ilustracje Declana Shalveya.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Kolejna opowieść, Kobieta na murze, wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Bêlit opuszcza w niej Tygrysicę, zostawiając załogę by ta zajęła się naprawami okrętu, sama zaś wyrusza w głąb Shemu. Conan podąża jej śladem, po drodze zostaje siłą wcielony do armii jednego z lokalnych władyków oblegającej twierdzę rywala. Choć poznajemy tu nieco informacji o pochodzeniu i przeszłości Królowej Czarnego Wybrzeża, to zarówno motywacje jej działań jak i przynajmniej części z postaci drugoplanowych pozostają dla nas zagadką i prawdę mówiąc trudno doszukać się w nich specjalnego sensu. Śledzimy więc perypetie bohaterów, ale poza Conanem, który pragnie odzyskać ukochaną, niestety trudno zrozumieć zachowania niektórych z nich. Odbioru nie ułatwia też fakt, że każdy z trzech zeszytów składających się na tę nowelkę ilustrował inny grafik, a style tej trójki (Declana Shalveya, Mirko Colaka i Andrei Mutti) różnią się od siebie na tyle, że można wręcz mieć wrażenie czytania zupełnie oddzielnych historii.

W jeszcze większą konfuzję może wprawić lektura Koszmaru na mieliźnie, choć tu wyjaśnienie dziwnych zabiegów narracyjnych jest proste i logiczne – Conan i Bêlit, spędzając beztrosko czas na lądzie, próbują żółtego lotosu – trzy zeszyty wypełniają więc narkotyczne wizje, w których widzimy sceny wiarygodne i zupełnie oderwane od rzeczywistości, a czytelnik może tylko zastanawiać się, z czyjej perspektywy śledzi zachodzące wydarzenia i czy to, co przedstawiają kolejne kadry to wspomnienia, marzenia czy może koszmary któregoś z dwojga kochanków. Mam wrażenie, że ze wszystkich historii zebranych w tym tomie, Koszmar... części czytelników może spodobać się najmniej, choć mi zdecydowanie przypadł do gustu. Obok oryginalnej i nieszablonowej warstwy fabularnej odpowiada za to także spójna i zwyczajnie dobra oprawa graficzna, za którą stoi Davide Gianfelice.

Następna historia, zatytułowana Czarne kamienie, przynosi już dużo bardziej standardową tematykę i sposób prowadzenia narracji. Conan i Bêlit wyruszają w niej tropem tytułowych kamieni, do których wiedzie ich tajemnicza relikwia zabrana ze złupionego statku. Fabularnie jest tu wszystko, czego moglibyśmy oczekiwać w opowieści z Ery Hyboryjskiej – złowrogi kult, plugawa magia, pradawna tajemnica i obietnica bajecznych skarbów. No, może brakuje tylko straszliwych potworów, ale i bez nich nie zabraknie tu walk i sporych ilości krwi.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Nie do końca jedynie odpowiada mi oprawa graficzna – i fakt, że w nazwiska jej twórców chyba wkradł się błąd. Zgodnie z opisami pierwszy z trzech składających się na nią zeszytów ilustrował Davide Gianfelice, a dwa kolejne – Paul Azaceta, jednak spójny styl wskazuje, że ten ostatni odpowiada za wszystkie trzy. Jego kreska nieszczególnie przypadła mi do gustu, ale nawet pomimo tego konsekwentną oprawę graficzną poczytuję na plus.

Liczący ponad 400 stron komiks wieńczy tytułowa Pieśń o Bêlit, czyli dość dosłowna adaptacja howardowskiej Królowej Czarnego Wybrzeża. Nie ma szczególnego sensu przybliżać jej fabuły, którą każdy fan Conana powinien doskonale znać – trudno tu więc o zaskoczenie, ale znana historia opowiedziana jest sprawnie, fabuła cały czas potrafi wciągnąć nawet czytelnika który wie, jak się ona potoczy. Po stosunkowo słabym otwarciu albumu końcówka jest bardzo dobra także od strony graficznej – za ilustracje odpowiadają Riccardo Burchielli i Leandro Fernández. Ten drugi narysował tylko ostatni z czterech zeszytów składających się na tę nowelkę, swoisty epilog uzupełniający howardowską historię. Choć zazwyczaj nie jestem zwolennikiem dodawania własnych elementów do klasycznych opowieści, to tutaj nie razi to, a dobrze pomaga oddać następstwa śmierci Bêlit – zagubienie i rozpacz młodego barbarzyńcy po utracie ukochanej.

Choć bowiem nominalnie to Cymeryjczyk jest głównym bohaterem całej komiksowej serii wydawanej zbiorczo na naszym rynku nakładem Egmontu, to trudno nie dostrzec, że w recenzowanym tomie – jedynie nominalnie. To Bêlit gra tu pierwsze skrzypce, wskazuje kierunek, w jakim zmierza fabuła, a wszyscy inni, w tym Conan, mogą jedynie za nią podążać. Zobaczymy, jak potoczą się dalsze losy barbarzyńcy w kolejnych odsłonach serii, ale ten tom na pewno można polecić fanom historii o jego przygodach.

Pieśń o Bêlit okiem erpegowcaPatrząc na nowele zebrane w tym albumie z perspektywy fana gier fabularnych łatwo można dostrzec, że część z nich to wręcz gotowe scenariusze dające się bez trudu przerobić na erpegowe przygody. Granica gniewu, Czarne kamienie a nawet Śmierć (nie mówiąc już o adaptacji Królowej Czarnego Wybrzeża) to właściwie samograje, z Kobiety na murze i Koszmaru na mieliźnie trudniej byłoby zrobić przygody do którejś z gier fabularnych osadzonych w Erze Hyboryjskiej, choć i z nich przy odrobinie wysiłku można zaczerpnąć motywy i elementy do przeniesienia na sesje.

 

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie albumu do recenzji.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.0
Ocena recenzenta
8.75
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Conan (wyd. zbiorcze) #6: Pieśń o Bêlit
Scenariusz: Brian Wood
Rysunki: Becky Cloonan, Declan Shalvey, Mirko Colak, Paul Azaceta, Riccardo Burchielli, Leandro Fernández,
Tusz: Becky Cloonan, Vasilis Lolos, Declan Shalvey, Mirko Colak
Kolory: Dave Stewart
Wydawca: Egmont
Data wydania: 7 września 2022
Kraj wydania: Polska
Autor okładki: Massimo Carnevale
Tłumaczenie: Dariusz Stańczyk
Liczba stron: 448
Format: 170x260mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788328154841
Cena: 179,99 zł
Wydawca oryginału: Marvel
Kraj wydania oryginału: USA



Czytaj również

DMZ. Strefa zdemilitaryzowana #5
Powrót do normalności
- recenzja
DMZ. Strefa zdemilitaryzowana #4
Nie wszyscy wyjdą z tego żywi
- recenzja
Aliens Bunt #1
Kto tak naprawdę się buntuje?
- recenzja
Powrót Wolverine'a
Żyje się tylko dwa razy
- recenzja
Deadpool kontra Staruszek Logan
Kiedy doświadczenie spotyka młodość
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.