James Islington, Cień utraconego świata
» Recenzje » Conan – Miecz Barbarzyńcy: Conan Hazardzista

Conan – Miecz Barbarzyńcy: Conan Hazardzista


wersja do druku

Czy odważysz się zaryzykować?

Autor: Redakcja: Michał 'Exar' Kozarzewski, Daga 'Tiszka' Brzozowska

Conan – Miecz Barbarzyńcy: Conan Hazardzista
Stare porzekadło mówi, by nie oceniać książki po okładce. W przypadku wydanego nakładem Egmontu komiksu Conan hazardzista, drugiego (po Kulcie Kogi Thuna) tomu zbierającego historie z serii Savage Sword of Conan, to jednak nie grafika zdobiąca okładkę nastawiła mnie do niego sceptycznie.

Pierwszym powodem był sam tytuł, przywodzący na myśl najgorsze z dzieł pogrobowców Howarda, z których część przed laty wydawał Amber, o tak porywających nagłówkach jak Conan prowokator, Conan mistrz czy Conan triumfator. Drugim był opis przybliżający fabułę albumu, który już na pierwszy rzut oka urągał zdrowemu rozsądkowi i jakiejkolwiek logice. Bohater pozbawiony broni, a jednak dysponujący brythuńską stalą? Pozbawiony sprytu, a główkujący? Trudno powiedzieć, czy to tłumacz nie stanął na wysokości zadania, przekładając blurb albumu, ale można to podejrzewać widząc, że i w treści znajdziemy miejsca, gdzie ewidentnie coś zgrzyta.

Na zawartość tomu składają się trzy historie. Pierwsza, najkrótsza, to Zemsta zalotnika, w której barbarzyńca pada ofiarą podstępu krewnego jednego z niezliczonych wrogów, jacy zginęli z jego ręki. Ciekawe i nieoczywiste otwarcie prowadzi do rozwinięcia, które wypada już dużo gorzej, i dalej do kompletnie sztampowego finału. Ogółem trudno nie ocenić tej nowelki jako rozczarowania – po obiecującym początku poziom sukcesywnie spada. Mając świadomość, że otwarcie tomu może nastawić czytelnika do jego dalszej lektury, chyba trudno byłoby gorzej wybrać z trzech dostępnych tu historii. Rozumiem, że uszeregowane są one chronologiczne wedle kolejności oryginalnej publikacji, ale zastanawia mnie równocześnie, czy nie można było wyselekcjonować do tego zbioru jakiejś lepszej.

Druga, znacznie już dłuższa, to tytułowa opowieść, w której Conan trafia do shadizarskiej szulerni, towarzysząc jako ochroniarz świeżo poznanemu pracodawcy. Sytuacja od początku jest niełatwa, na pryncypała Cymeryjczyka czekają bowiem starzy wrogowie i długi do spłacenia, a barbarzyńca niespodziewanie znajduje się w samym sercu sytuacji, która zdaje się go przerastać. Naturalnie wychodzi z niej obronną ręką, bynajmniej nie pozbawiony ani broni, ani siły, ani sprytu – a używać przyjdzie mu wszystkich tych trzech rzeczy. To zdecydowanie najlepsza historia w całym zbiorze, aż żal, że nie stanowi jego otwarcia. Mimo że tu właśnie znajdziemy błędne tłumaczenie, które kompletnie wypacza sens wypowiedzi jednego z bohaterów, to nie obniża to oceny komiksu, zasługującego w szkolnej skali na "dobry" – trudno też nie uśmiechnąć się, widząc ewidentne nawiązanie do filmowych Gwiezdnych Wojen, które, wydawałoby się, są tak odległe od realiów Ery Hyboryjskiej, jak to tylko możliwe.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Trzecia nowelka ponownie przynosi spadek formy, na szczęście nie tak poważny, by na koniec albumu zostawić czytelnika z poczuciem zawodu. Mroczna jaskinia, mroczny kryształ zabiera bohaterów z ludnego miasta na dalekie pogranicze Ghulistanu, gdzie pośród ostrych górskich szczytów na Cymeryjczyka i jego towarzyszy czekają dzicy górale, potworne monstra, starożytna magia i skarb, który okazuje się czymś innym, niż można z początku się spodziewać. Wszystkie te składniki są doskonale znane z opowiadań Howarda i jego epigonów od bez mała stulecia, a jednak całość, okraszona dodatkowo zaskakującymi zwrotami akcji, wypada zaledwie poprawnie. Lektura może nie rozczarowuje, ale także nie zostaje zbyt długo w pamięci po jej zakończeniu.

Dalej czekają na nas alternatywne okładki zeszytów zgromadzonych w tym tomie, reklamy innych albumów o przygodach Conana oraz biogramy twórców.

Tak samo nierówno jak poziom fabuły trzech nowelek prezentuje się też ich strona graficzna. Najgorzej pod tym względem wypada Mroczna jaskinia..., z prostą, momentami wręcz szkicową kreską i kolorystyką tak zniuansowaną, jakby odpowiedzialny za nią Chris Sotomayor pracował szpadlem – jeśli dodać do tego absurdalnie kwadratową szczękę Conana, na niektórych kadrach wyglądającego niemal jak neandertalczyk, trudno wystawić jej wysokie noty. Tytułowy Conan hazardzista prezentuje się już lepiej, ale, podobnie jak Zemsta zalotnika, nie przekracza poziomu średniego – albumowi daleko do Narodzin legendy czy Życia i śmierci Conana.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Ogółem drugi tom przedstawiający historie publikowane w serii Savage Sword of Conan oceniam jako pozycję średnią. Można się z nią zapoznać, ale na pewno nie powinna być pierwszym wyborem osób sięgających po komiksowe opowieści o przygodach najsłynniejszego Cymeryjczyka. Jeśli jednak ktoś ma już za sobą lekturę zbiorczych tomów sygnowanych logo Dark Horse Comics czy Życia i śmierci Conana, to i przy tym albumie może dobrze się bawić. Mam nadzieję, że kolejne pozycje z serii podniosą jednak poprzeczkę chociaż nieco wyżej, przyszły król Akwilonii z pewnością zasługuje na lepsze historie.

Conan hazardzista okiem erpegowcaTak samo nierówne są historie z albumu, jeśli oceniać je z perspektywy Mistrza Gry szukającego inspiracji do swoich przygód prowadzonych w którejkolwiek z erpegowych adaptacji Conana. Najłatwiej na język erpegowych sesji przełożyć ostatnią nowelkę – na dobrą sprawę wystarczy zastąpić postać głównego bohatera drużyną awanturników, usunąć dodatkowe motywacje kierujące Cymeryjczyka w głąb niegościnnych gór i Mroczna jaskinia, mroczny kryształ może z powodzeniem stanowić kanwę sesji.

Dużo trudniej byłoby przełożyć tytułową historię o perypetiach w szulerni, ale też karciany stolik to miejsce, w którym niespecjalnie sprawdza się zbiorowy bohater;2 jednak i ta nowelka może być źródłem motywów do wykorzystania we własnych przygodach.

Równie kłopotliwe byłoby zaadaptowanie otwierającej tom Zemsty zalotnika – jej wstęp można wprawdzie łatwo przenieść do erpegowego scenariusza osadzonego nawet niekoniecznie w realiach Ery Hyboryjskiej, choć równocześnie trudno oczekiwać, by gracze pozytywnie ocenili toporność takiego rozpoczęcia przygody, a dalszy przebieg akcji, z ledwie pretekstową fabułą mógłby sprawdzić się najwyżej na testowej, wprowadzającej sesji, mającej za zadanie jedynie zaznajomić graczy z systemową mechaniką (a zwłaszcza zasadami walki).

 

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie albumu do recenzji.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
5.0
Ocena recenzenta



Czytaj również

Iznogud (wyd. zbiocze) #3: Przygody wielkiego wezyra Iznoguda
Wielkie spiski niskiego człowieka
- recenzja
Czarolina #3: Tajemnica mojego pochodzenia
W poszukiwaniu prawdy
- recenzja
Authority #1
Dobrzy, źli... Co za różnica?
- recenzja
Corto Maltese #14: Ekwatoria
Corto jakiego znamy
- recenzja
Ultimate X-Men (wyd. zbiorcze) #1
Początki bywają trudne
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.