» Recenzje » Cienie z Thule

Cienie z Thule


wersja do druku

Człowiek to jednak głupi jest

Redakcja: Balint 'balint' Lengyel, Joanna 'Taun_We' Kamińska

Cienie z Thule
Czytając kolejne opowieści o wielkich bohaterach ratujących świat, ponieważ ktoś inny zrobił Coś Bardzo Głupiego, naprawdę trudno nie poddać w sporą wątpliwość przekonania, że homo sapiens sapiens to gatunek rozumny. Nawet jeśli jednocześnie jesteśmy w stanie sytuację naprawić, należałoby zapytać "jakim cudem do tego w ogóle doszło"? Trochę tak wygląda sytuacja w Cieniach z Thule, komiksowej opowieści nawiązującej do twórczości Roberta E. Howarda i H.P. Lovecrafta. Dość powiedzieć, że żadnej historii by nie było, gdyby ktoś trochę pomyślał.

Obiektywnie – podobne wydarzenia nie są obce ani wielu, ale to naprawdę wielu tekstom kultury popularnej, jak i naszemu życiu. W świecie wykreowanym przez Patricka Mallet to ambicja i pragnienie zemsty jednej kobiety doprowadzają do tego, że zagrożony pożarciem zostaje cały świat. Na terenach dzisiejszej Szkocji mieszkała kiedyś rasa olbrzymów, Thulijczyków, a obok nich również Piktowie, z którymi dzielili się wiedzą i magią. Gdy ci pierwsi pewnego dnia odchodzą, pozostawiają za sobą wiedzę tajemną oraz polecenie, by nieprzerwanie pilnowano znajdujących się na północy megalitów. Jeśli bowiem zostaną zniszczone – na świat powrócą mroczne istoty, których jedynym celem istnienia jest niszczenie i pożeranie. Raz już, przez butę (i głupotę) innych ludów przybyły na Ziemię, aby później przez dziesiątki lat ją niszczyć. Wiele pokoleń później, gdy Rzymianie z zaciekłością próbowali podbić Gaelów i Piktów ambicja pewnej kartagińskiej czarownicy, Ithomee, rozpoczyna reakcję łańcuchową, która może doprowadzić świat do ponownego końca. Wykorzystując rzymskiego generała jak pionka, zamierza zniszczyć Cesarstwo Rzymskie – z pomocą przedwiecznych, mrocznych istot z innego wymiaru.

Cienie z Thule to właściwie opowieść o tym, jak Piktowie, strażnicy megalitów, próbują zapobiec katastrofie. Ich król, Cormack mac Fianna – postać wzorowana na Conanie Barbarzyńcy – to jedna z najrozsądniejszych postaci, które pojawiają się w komiksie. Odpowiedzialny za swój lud oraz ze względu na ciążący na nim obowiązek, skłonny jest nawet do największych poświęceń, by tylko nie doprowadzić do zagłady. Pomagają mu w tym (i przeszkadzają) również inni bohaterowie – Mallet wprowadził ich bowiem do swojej opowieści dość dużo. Choć, po prawdzie, wiele z tych postaci nie dotrwa do końca Cieni z Thule. Niestety, jeśli słabo zapamiętujemy imiona, możemy się przez ten natłok poczuć nieco zagubieni.

Każda z tych postaci ma jednak pewną rolę do odegrania w tej, jak scenarzysta sam stwierdził w wywiadzie, "przesadzonej" opowieści. Ich kolejne kłamstwa, intrygi oraz zdrady, a także animozje oraz zasiane ziarna zwątpienia pogarszają i tak już coraz bardziej skomplikowaną oraz niebezpieczną sytuację. Pod tym względem trzeba przyznać, że Mallet sprawnie rozegrał tę magiczno-polityczną fabułę, nie gubiąc po drodze żadnych figur. Aczkolwiek czasami zapominając o pionkach - albo że nie są wyłącznie tłem, gdy nie biorą czynnego udziału w rozmowach czy walkach, albo, że powinni pojawić się w tle, żeby później nie wyskakiwać niczym filip z konopii. Dokładnie z tego powodu zakończenie może nas trochę zaskoczyć.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Co interesujące i w niezamierzonym stopniu zabawne: kosmogonia świata Cieni z Thule oparta jest na głupich decyzjach podejmowanych przez kolejne zamieszkujące Ziemię ludy ponoć rozumne. Wszystkie, bez wyjątku. Przedstawiciele każdej bowiem wpadli w pewnym momencie na pomysł, żeby zajrzeć do innego wymiaru i skontaktować się z mieszkającymi tam istotami. I, pomijając pierwszych, którzy się na to powzięli, pozostałym przekazano, jak głupi był to pomysł. Ithomee również wiedziała, jak niebezpieczne są istoty, jakie próbuje przywołać i pomimo posiadania naprawdę niesamowitych umiejętności magicznych i tak zdecydowała się na ten właśnie krok. A wraz z nią omotani przez czarownicę wizją wielkości, którzy ani przez moment nie zatrzymali się, aby zadać więcej pytań.

Rysunki Lionela Marty’ego są nierówne – tła oraz przypominające zmutowane stułbie istoty z innego wymiaru robią wrażenie. Narysowane z uwagą budują atmosferę oraz nastrój historii. Najzwyczajniej w świecie dobrze się je ogląda i po prostu nie chce przestać. Trochę gorzej wypadają postacie – jakkolwiek zaprojektowane interesująco oraz tak, że nie mamy problemu ich od siebie odróżnić, nawet jeśli znajdują się gdzieś w tle kadru, to ich wykonanie bywa różne. I to całkiem dosłownie "różne", Marty nie jest konsekwentny: włosy są raz dłuższe, raz krótsze, ciała raz chudsze, raz większe, skóra raz taka, drugi raz inna. Co, chociaż bywa czasem irytujące, zaskakująco dobrze pasuje do tej pełnej magii oraz niesamowitości historii, zwiększając tylko ten jej charakter.

Cienie z Thule to komiks napisany i narysowany z rozmachem klasycznych historii o ratujących świat przed mistycznymi siłami bohaterach. W pięknej oprawie graficznej, czerpiący garściami i kreatywnie przerabiający mitologie celtyckie, by snuć opowieść o odważnych Piktach, magii, jątrzącej serca pragnieniach zemsty i… ludzkiej głupocie powtarzania ciągle tych samych błędów wbrew zdrowemu rozsądkowi i ostrzeżeniom. I, przede wszystkim, to po prostu dobra rozrywka w starym stylu z przedwiecznymi mackami oraz dzielnymi barbarzyńcami.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.0
Ocena recenzenta
7
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Cienie z Thule
Scenariusz: Patrick Mallet
Rysunki: Lionel Marty
Kolory: Axel Gonzalbo
Wydawca: Lost in time
Data wydania: 24 maja 2024
Kraj wydania: Polska
Tłumaczenie: Jakub Syty
Liczba stron: 144
Format: 215 x 290 mm
Oprawa: twarda
ISBN: 9788367270731
Cena: 95
Tytuł oryginalny: Les ombres de Thulé
Wydawca oryginału: Humanoids
Data wydania oryginału: 15 sierpnia 2023
Kraj wydania oryginału: Francja



Czytaj również

Klub dysydenta
Obraz radykalizującego się świata
- recenzja
Wojny Lucasa
Kiedy marzenie staje się rzeczywistością
- recenzja
Tysiąc twarzy Kuby Rozpruwacza
Duchowe dzieci Kuby Rozpruwacza
- recenzja
Toppi. Kolekcja #5: Kolebka życia
Grzechy białego człowieka
- recenzja
Król rozpustników. Księga 1
Jak spaść ze szczytu do piekła
- recenzja
Hombre. Księga I
Twardziel i romantyk w czasach apokalipsy
- recenzja

Komentarze


AdamWaskiewicz
   
Ocena:
0

Aż nie wierzę, że coś takiego przeoczyłem - trzeba będzie się rozejrzeć, zapowiada się dobrze.

08-07-2024 17:55

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.