» Recenzje » Chopin New Romantic

Chopin New Romantic


wersja do druku

Jaki jest naprawdę

Autor: Redakcja: Maciej 'Repek' Reputakowski

Chopin New Romantic
Zapominając o skandalu, jaki wywołała antologia, recenzujemy cały zbiór szort po szorcie.



Paryż 1836
scenariusz: Grzegorz Janusz
rysunek: Jakub Rebelka

Kuba: Kiedy scenariusz pisze Grzegorz Janusz, można się spodziewać ciekawego pomysłu i twista, przy którym aż nogi się rwą do tańca... Zaraz, zaraz, to chyba nie tak... Niby mamy w tej historyjce muzyka, ale on chyba nie komponował muzyki tanecznej? W opowieści Janusza i Rebelki o spotkaniu Chopina i Mickiewicza (tożsamość niepodpisanych postaci zgadujemy) w Paryżu, które to spotkanie byłoby zresztą możliwe, bohaterowie są sąsiadami i majsterkowiczami-amatorami, których pomysły mogą połączyć się i pozwolić znaleźć poszukiwany przez artystów absolut (i nie mam na myśli popularnej wśród młodzieży szkolnej wódki).

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Rysunki Jakuba Rebelki to jak zwykle rewelka. Przypominają mi niezmiennie plastelinowe ryciny. Fantastyczne (ze wszelkimi konotacjami tego słowa) otwarcie zbiorku. Autorzy wyciągają z prostego w zasadzie pomysłu spotkania dwóch "wielkich" maksimum, nie popadając w śmieszność ani zbędne rozwlekanie dobrego pomysłu. Eksplorują pojęcia paradoksalności i przypadku, co prowadzi do zaskakujących rozwiązań.

Jarek: Surrealistyczne to i wspaniale narysowane. Daleko idąca uniwersalizacja postaci Mickiewicza i Chopina ekstrahuje z nich aspekt po prostu (i aż) twórców w poszukiwaniu absolutu. Wyobraźnie Janusza i Rebelki tworzą tutaj niesamowitą atmosferę i razem opowiadają niecodzienną apologię sztuki jako takiej.


Polski beat 2001
scenariusz i rysunek: Mawil

Kuba: Znowu Mawil wybrał się z ołówkiem i kredkami na wakacje, znowu z namiotem, ale w jakich rytmach! Ani w karaibskich, ani rodem z Majorki. Ruszył "lajtowym" tempem wakacyjnych hitów nad polskie morze. Chyba wszyscy znamy te puszczane na każdym stoisku i w każdej lodziarni, gofrowni i dysce, hiciory. Bardzo ciekawie skonstruowana historyjka, w której całkowity brak Chopina w codziennym krajobrazie Polski AD 2001 może prowokować pytanie – jakie miejsce tak naprawdę ten cały Chopin, ten wielki kompozytor, zajmuje w naszym codziennym życiu? Mnie na miejscu Mawila kusiłoby, żeby zabrać bohaterów komiksu, kiedy dojeżdżają do Warszawy, na spacer z pomnikiem Chopina w tle.

Jarek: Tu chyba chodzi o to, że i bez Chopina Polska ma się czym pochwalić, również na gruncie muzycznym – patrz: kupowane po drodze winyle. Nie wspomniałeś o zabawnym stylu ilustracji, napaćkanych trochę kredką, trochę akwarelą, który dobrze oddaje atmosferę mokrego polskiego lata.


Całkiem inna historia
scenariusz: Grzegorz Janusz
rysunek: Jacek Frąś

Kuba: Grzegorz Janusz znowu zaskakuje. Chopin wygrał z gruźlicą, ale przegrał z życiem. Zarabia graniem na akordeonie pod bazyliką św. Krzyża. Stracił wzrok, a w wyniku zakładu z pewnym tajemniczym jegomościem może stracić coś jeszcze. Graficznie i scenariuszowo stawiam tę historyjkę w jednym rzędzie z dwoma powyżej opisanymi. W ciasnej formie trzeba dużo zmieścić i zaskoczyć puentą. Ten duet potrafi zagrać bez fałszowania.

Jarek: Najlepszy komiks w zbiorze. Najpierw rzuca się w oczy rysunek i kolorystyka – nierzeczywiste, a jednocześnie odzwierciedlające postrzeganie świata przez niewidomego bohatera. Potem zawiązanie fabuły poprzez zakład z tajemniczym jegomościem, który Chopinowi nie bez powodu kojarzy się z Mefistofelesem. To kolejne romantyczne nawiązanie. Dalej sprawne budowanie napięcia i pocieszycielsko-metafizyczna pointa. Szkoda tylko, że raczej (zgaduję), niezrozumiała dla Niemca, którego zbiór miał na temat Polski edukować. No to niech się uczy i dopytuje, was es bedeutet.


Skowyt na cześć Chopina
scenariusz: Jan Frederik Bandel
rysunek: Sascha Hommer

Kuba: Zabawny pomysł z grupą wojujących "posttonalistów", którzy chcą obalić naszego Frycka i ogólnie panujący porządek, a kończą na koncercie tego pierwszego. Czyta się dobrze, lubię tempo snucia opowieści u Hommera, lubię jego rastry i uproszczenia, ale brakuje mi tutaj bardziej przejrzystej konkluzji. Jak to w zbiorczej pracy, trafić się musi słabszy punkt. To jest pierwszy z nich.

Jarek: Początek tego komiksu jest podobnie niezrozumiały jak rewolucyjna muzyka owych "posttonalistów". Niemniej ten komiks idealnie celuje w założenie opowiadania niesztampowych historii na temat Chopina – nie zapomina o tym punkcie odniesienia, a jednocześnie opowieść jest bardzo samodzielna i interesująca. Może tylko odrobinę zgrzyta pod względem dramatyzmu. Ale na pewno nie jest to komiks na tle zbiorku "gorszy".


Polish Classics
scenariusz i rysunek: Andreas Michalke

Kuba: Aha! A jednak antologię wydano w trzech językach, bo ta dwuplanszówka jest po angielsku! (Skandal!!!) Pomysł trochę jak u Mawila (polskie fascynacje muzyczne i graficzne bohatera łączą się i prowadzą do odkrywczej puenty, że o Chopinie to on nic nie wie...), ale zaoowocował krótszą i dużo gorszą historyjką. Według mnie kompletnie niepotrzebną w tym zbiorku. Redaktor odpowiedzialny za selekcję spokojnie mógł ją wyciąć. Jeśli kupicie sobie Chopin. New Romantic na Allegro albo pobierzecie z sieci zdigitalizowany przez kogoś z ekipy, która będzie paliła/mieliła ten komiks, to darujcie sobie lekturę. Nie warto.

Jarek: Mnie się skojarzyło z Dziennikiem podróżnym, ale tak czy inaczej to słaba historia. A wydźwięk faktycznie podobny jak u Mawila. A przeczytać można, w ostateczności, bo krótkie.


...
scenariusz i rysunek: Krzystof Ostrowski

Kuba: Do więzienia na obchody Roku Chopinowskiego przyjeżdża zespół i były więzień tegoż zakładu karnego. Ekipa telewizyjna robi reportaż o tym, jak więźniowie placówki obchodzą jubileuszowy rok (np. tworząc rzeźbę-popiersie Chopina z zapałek, wiecie, w stylu członków teleekspresowej galerii zakręconych, tutaj bardziej na miejscu jest napisać – zapuszkowanych). Transmituje też koncert popowego artysty Wirala, który specjalnie na tę okazję skomponował piosenkę w "bardzo Chopinowskim duchu", jak zapowiada naczelnik więzienia. Wiral może kojarzyć się z typowym artystą kotletowym, który odbębnia wszelkiego rodzaju "pikniki", bo z tego faktycznie żyje.

Ostrowski wypowiada się krótko i na temat o mechanizmie takiego działania, chce pokazać, "jak się u nas resocjalizuje" (ponownie słowa dyrektora). Padają tu mocne słowa, powszechnie uznawane za wulgarne, co może budzić wątpliwości, skoro komiks ma promować kulturę, ale według mnie całkowicie bronią się w kontekście wykreowanego świata przedstawionego i konkretnych momentów narracyjnych, w których się pojawiają. Martwi jedynie forma rysunkowa Krzysztofa Ostrowskiego, bo odbiega znacząco od tego, co prezentował w Plastelinie. Wizją plastyczna do mnie nie trafia. Treść komiksu może prowadzić do wielu róznorodnych interpretacji, choćby przez niejednoznaczny finał. Drugi szereg w tym zbiorku, ale zdecydowanie wartościowa rzecz.

Jarek: Podoba mi się w tym komiksie symbolika: więźniowska rzeźba z zapałek, zacierający ręce chciwy dyrektor-cwaniak, whisky. Podoba mi się też pomysł osadzenia akcji w więzieniu, gdzie organizuje się koncert z okazji roku szopenowskiego. Obśmiewać imprezę, na której budżecie siedzi się jak na gałęzi – wyraz niezależności twórczej ze strony artysty, a także dystansu i umiejętności uznania suwerenności sztuki ze strony wydawcy i fundatora (gdyby ten chociaż komiks przeczytał, zanim go wydrukował). Tylko że cała historia jest chaotyczna, nieczytelna i koszmarnie narysowana, choć ortodoksyjni zwolennicy punkowych gryzmołów mogą być innego zdania. Wulgarne dialogi są oczywiście elementem świata przedstawionego, w więzieniu faktycznie rzadko używa się zwrotów grzecznościowych. Ale czasami lepiej sobie takich fraz oszczędzić i w dymki wpisać kłębki ciemnych kresek, niosących tyle samo treści, a znacznie mniej drażniących oko czytelnika, który nigdy nie zaglądał na drugą stronę aresztowego muru.


Killing Me Softly
scenariusz i rysunek: Agata ‘Endo’ Nowicka

Kuba: Jestem pod wrażeniem. Estetyka tej opowieści nie odbiega od tego, do czego autorka nas przyzwyczaiła, ale uproszczony rysunek bardzo lekko niesie opowieść ku lakonicznemu zakończeniu. Agata pięknie umiejscawia muzykę Chopina na mapie swoich emocji i na linii chronologicznej wyznaczającej jej (domniemane) życie. Komiks naładowany emocjami, ale bez zbędnego sentymentalizmu. Pierwszy szereg, absolutnie.

Jarek: Taka szopenowska impresja w pikselowej grafice Endo. O muzyce w ogóle, z umiejscowieniem Chopina bez kompleksów między innymi postaciami z iPodowej playlisty.


Kto jest obok mnie?
scenariusz: Monika Powalisz
rysunek: Patryk Mogilnicki

Kuba: Historyjka nawiązuje do ostatnich (podobno) słów wypowiedzianych przez Chopina. Dobry pomysł. Graficznie nie kupuję, a scenariuszowo podkręciłbym obsceniczność robienia odlewów dłoni i głowy muzyka. Oprócz tego trochę to wszystko rwane, w ogólnym rozrachunku. Nie wiem, jak ugryźć do końca? Jakiś pomysł, panie Jarosławie?

Jarek (mędrzec z gór): Bardzo interesujące, przywodzi na myśl Sfara czy Janusza, skandal relikwiowy z kardynałem Dziwiszem i pewien rysunek Marka Raczkowskiego. Podejmuje temat powszednienia pamięci i symboliki Bohaterów, bez popadania w prostackie krytykanctwo. To komiks symboliczny, kwintesencja formy komiksowego szorta.

7.0
Ocena recenzenta
6.81
Ocena użytkowników
Średnia z 8 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Chopin New Romantic
Scenariusz: Różni twórcy
Rysunki: Różni twórcy
Wydawca: Kultura Gniewu
Data wydania: grudzień 2010
Liczba stron: 148
Format: 16x23 cm
Oprawa: miękka, kolorowa
Druk: kolorowy



Czytaj również

Syberyjskie Sny
Rosyjska myśl komiksowa
- recenzja
Miasto psów #1
Nie ma litości
- recenzja
Kwintesencja
Mole wyruszają w drogę
- recenzja
Poprzez Wieki
Pamięciowa mikrocywilizacja
- recenzja
V MFKK Ligatura 2014
Festiwal o smaku jabłkowym
- recenzja

Komentarze


Kuba Jankowski
   
Ocena:
+3
ponieważ recka wskoczyła w miejsce tak chętnie komentowanego przez Was felietonu Dominiki, pozwolę sobie wrzucić właśnie tutaj dwa linki:

zmiana frontu? - no to jak to jest z tym komiksem, panowie ministrowie, hę? Czyżby panowie się jednak lekko ośmieszyli swoimi wypowiedziami?

złote polskie myśli. Czyli już wiemy z kim by trzeba dyskutować w temacie... Szokujący materiał przekrojowy.
26-02-2011 14:40
~

Użytkownik niezarejestrowany
    KOMIKS W SZPONACH "NIEWYPAŁÓW"
Ocena:
0
Zgadzam się z autorami recenzji, że plastyczna strona "cweloholokaustycznego" komiksu jest nieadekwatna do story. Ostrowski chyba nie przemyślał zbyt dobrze doboru środków plastycznego wyrazu, realizując tę opowieść kreską ciążącą ku karykaturze i grotesce. A przecież niewiele w tej fabule jest do śmiechu. I chyba nie o poprawianie nastroju czytelnika chodziło tu autorowi.
Zawiniła intuicja twórcza czy zbyt duża pewność siebie, prowadząca do nonszalancji?
26-02-2011 19:38
Kuba Jankowski
   
Ocena:
+2
@ ~: mi ten rysunek się po prostu nie podoba, wcześniejsza kreska autora w Plastelinie, albo w Nadzwyczajnych, jest bardziej w moim guście. Czy jest adekwatny ten rysunek do story? Czasami autor specjalnie stawia na 'rozdźwięk' między treścią i grafiką. W takim rozdźwięku też konstytuuje się znaczenie. Nie jest to chyba do końca przypadek Ostrowskiego, a jeśli jest, to mało udany. Chociaż akurat Maciej Pałka ma inne zdanie na ten temat.
27-02-2011 14:59
~RNS

Użytkownik niezarejestrowany
    ...
Ocena:
0
Karykatura ma tworzyć dystans, ale w tym wypadku uwydatnia dystans ... historycznej wiedzy autora.
28-02-2011 19:11

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.