Shop Gracz
» Recenzje » Buffalo Runner

Buffalo Runner


wersja do druku

Żyć na Dzikim Zachodzie i pozostać człowiekiem

Autor: Redakcja: Daga 'Tiszka' Brzozowska, Joanna 'Taun_We' Kamińska

Buffalo Runner
Legenda Dzikiego Zachodu kręci się wokół intensywnej kolonizacji olbrzymi połaci terenów, Indian oraz oczywiście rewolwerowców. Postacie takie jak Dziki Bill Hickok, Buffalo Bill czy Calamity Jane obrosły swoją własną legendą, a niektóre uzyskały status bohaterów narodowych. Ale też mieszkały tam dziesiątki tysięcy osób mających tylko jedno pragnienie: godnie i bezpiecznie przeżyć własne życie. Jednak upragniony spokój zazwyczaj był ledwie iluzją, czego najlepszym przykładem jest Ed Fisher. O nim to traktuje komiks Buffalo Runner.

Podróż przez sprażone słońcem tereny południowego Teksasu zawsze wiązała się z niebezpieczeństwem, czy to ze strony sił natury, czy też Indian bądź pospolitych bandytów. Mimo to, kierując się nadzieją na lepsze jutro, setki zdesperowanych kolonizatorów podejmowały to ryzyko. Dla Henriego Ducharme i jego syna ceną za marzenie była śmierć z ręki przestępców, zaś los ocalałej córki Mary przeznaczenie złożyło na ręce Eda Fishera. Od jego zaradności i umiejętności strzeleckich zależy, czy – osaczeni w rozpadającej się chałupie – dożyją poranka. By nie zasnąć, w chwili największej słabości Ed rozpoczyna opowieść o swoim jednocześnie i barwnym i niezwykle gorzkim życiu…

Bez wątpienia francuski rysownik i scenarzysta, Tiburce Oger, czuje miętę do westernów. Co prawda świetnie odnajduje się również w światach fantasy, czego przykładem jest chociażby Gorn, jednakże Go west young man pokazało, jak niezwykłe dzieło może postać, gdy talent spotyka się w jednym miejscu z pasją. W tym komiksie Oger sięgnął po świetny zabieg wykorzystania zegarka celem przejścia przez ponad dwieście lat kolonizacji Ameryki Północnej. Podobny trik został użyty w Buffalo Runnerze, chociaż na mniejszą skalę, bowiem dzieje Dzikiego Zachodu odkrywane są poprzez retrospekcje głównego bohatera, którego żywot siłą rzeczy jest krótszy niż przekazywanego z pokolenia na pokolenie przedmiotu.

W wywiadzie wieńczącym komiks Oger przyznaje, że marzył mu się komiks demitologizujący dzieje Dzikiego Zachodu, ze zwykłymi, szarymi ludźmi na pierwszym planie zamiast charyzmatycznych, lecz wcale nie tak wszechobecnych rewolwerowców. I ten zamysł w pełni został zrealizowany; czytelnik za sprawą wspomnień Fishera otrzymuje możliwość spojrzenia na tereny pomiędzy Teksasem a Montaną z szerokiej perspektywy. Starzec – postać historyczna – spożywał chleb wypieczony w wielu piecach: w niewielkiej chałupie, gdy próbował sobie ułożyć życie obok wybranki serca, w konfederackich okopach podczas wojny domowej, na bezkresnej prerii będąc myśliwym bizonów, a nawet z pańskiego stołu podczas służby u lokalnego barona.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

W trakcie tych wszystkich perypetii Fisher doświadcza ledwie niewielu chwil, które można nazwać przyjemnymi. Zamiast tego niemalże codziennie zostaje świadkiem przemocy, niezależnie od jej źródła; olbrzymią rolę odgrywają tutaj niezmiernie trudne relacje z Indianami, uprzedzenia etniczno-religijne, oraz różnice majątkowe. Najciekawiej wypada tutaj kwestia nieustającego konfliktu z autochtonami, Fisher bowiem nie waha się przed opowiadaniem o brutalności rdzennych Amerykanów, z drugiej strony zaś wykazuje się zrozumieniem dla faktu, że to biały człowiek zagarnął ich ziemie, często nie pozostawiając innego wyboru jak chwycenie za broń.

Fisher wszystkie swoje perypetie opowiada ze spokojem, a nawet smutkiem, bez żadnej dumy dla wielu powziętych w przeszłości kroków, budząc tym samym zrozumienie i sympatię u czytelnika. W tym czasie stary wyga szykuje niespodzianką dla bandytów, którzy napadli na rodzinę Mary, co zresztą zwieńczy bardzo udanym twistem.

Z powyższego opisu można wywnioskować, że Buffalo Runner zapewnia kilka kwadransów udanej rozrywki – i tak właśnie jest. Epizody z życia Fishera są krótkie acz treściwe, zaś inteligentnie podawane interwały pomiędzy nimi zapewniają chwilę nie tylko wytchnienia, ale i refleksji nad istotą zwykłej, często tak nieosiągalnej przyzwoitości, jaką ludzie powinni się kierować.

Technika ilustratorska, przywodząca na myśl akwarele niekoniecznie przypadnie do gustu miłośnikom ociekających tuszem komiksów amerykańskich. Ale nie o konwencję superbohaterską tu chodzi, lecz o oddanie emocji targających bohaterami oraz – mimo wszystko – nadal jeszcze dziewiczego piękna intensywnie kolonizowanych terytoriów. I rysunki, które same w sobie nie są nadmiernie precyzyjne, ujmują kolorystyką oraz mimochodem współgrają z tematyką.

Nie trzeba być miłośnikiem opowieści o Dzikim Zachodzie, żeby móc polecić Buffalo Runnera i naprawdę nie trzeba lubić historii o kowbojach, by móc delektować się lekturą Ogera. Świetnie nakreślona sylwetka głównego bohatera i szerokie podejście do tematyki kolonizacji Stanów Zjednoczonych stanowią o sile tego komiksu.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.5
Ocena recenzenta
8.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Buffalo Runner
Scenariusz: Tiburce Oger
Rysunki: Tiburce Oger
Wydawca: Lost in Time
Liczba stron: 88
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy



Czytaj również

Blue Note. Ostatnie dni prohibicji
Mroczne sekrety Nowego Jorku
- recenzja
Nautilus #2: Mobilis in mobile
Pojedynek dwóch lisów
- recenzja
Legenda o szkarłatnych obłokach
Wyprawa po wspomnienia
- recenzja
Księżycowy jeleń
Bo kosmosem rządzi cisza
- recenzja
Kroniki Roncevaux
Pieśń o Rolandzie w formie komiksu
- recenzja
Toppi. Kolekcja #1: Zaczarowany świat
Mistrzostwo krótkiej formy
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.