» Recenzje » Blade Runner 2019

Blade Runner 2019


wersja do druku

Podoba się panu nasza sowa?

Autor: Redakcja: Balint 'balint' Lengyel, Daga 'Tiszka' Brzozowska

Blade Runner 2019
Blade Runner Ridleya Scotta, pomimo braku kasowego sukcesu, na zawsze zapisał się w annałach światowego kina, nie tylko gatunkowego. Jego sequel wydaje się podążać tym samym tropem – znakomity obraz zdobył uznanie krytyków, ale nie przełożyło się ono na zadowalające wyniki finansowe.

Niezależnie od tego filmowa produkcja przyniosła oparte na niej adaptacje do innych mediów – zapowiedziano grę fabularną i serial animowany, ukazało się także kilka komiksowych zeszytów. Poprzednią adaptację filmu na język historii obrazkowych trudno uznać za szczególnie udaną. Wydana przez Marvela w roku 1982, raziła niedokładną kreską i wymuszonymi skrótami fabularnymi; chociaż niektóre kadry wiernie odwzorowywały kinowe ujęcia, całość – łagodnie mówiąc – nie zachwycała. Polscy czytelnicy mogli się o tym przekonać w roku 1990, gdy album w kieszonkowym formacie wydała oficyna AS-Editor pod kuriozalnym tytułem Łowca Robotów.

Kolejna wycieczka do skąpanego w nieustającym deszczu retrofuturystycznego Los Angeles prezentuje się już nieporównanie lepiej, a dzięki wydawnictwu Egmont mogą przekonać się o tym także polscy czytelnicy. Pierwszy tom zbiorczego wydania opublikowanego jej nakładem i sygnowanego logo Blade Runner 2019 gromadzi historie wydane pierwotnie jako Blade Runner 2019: Los Angeles, Blade Runner 2019: Off-World oraz Blade Runner 2019: Home Again, Home Again, wzbogacone o materiały dodatkowe. To łącznie niemal 350 stron pełnych intrygi, akcji, niewymuszonych zwrotów fabuły i całkiem przyzwoitego budowania postaci.

Autorami scenariusza są Mike Johnson i Michael Green – ten drugi współtworzył fabułę filmowego Blade Runnera 2049, już na starcie można więc spodziewać się, że otrzymamy ciekawie opowiedzianą, wciągającą historię. W albumie śledzimy losy łowczyni androidów, Aahny 'Ash' Ashiny, wśród zbiegłych replikantów znanej jako Rzeźnik. Ciesząca się zasłużoną opinią najlepszej w swoim fachu, zostaje wynajęta przez wysoko postawionego korporacyjnego urzędnika, którego żona i córka zaginęły w tajemniczych okolicznościach. Chociaż nikt nie zgłosił żądań okupu, nie można wykluczyć porwania, ale sprawa niełatwa już na starcie szybko komplikuje się dodatkowo. Stopniowo poznajemy tajemnice ukrywane przez zleceniodawcę, poszukiwanych i samą Ash, razem z bohaterką przekonujemy się, że replikanci (czy, jak początkowo ich określa, "androdupki") w niczym nie różnią się od ludzi, a niejednokrotnie potrafią być od nich bardziej ludzcy.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Fabuła momentami przyspiesza, a miejscami płynie niespiesznie, dając czas na rozbudowanie postaci – czy to głównej protagonistki, czy też bohaterów drugoplanowych, ale akcji jest nieporównanie więcej niż w filmowym pierwowzorze. Strzelaniny, pościgi i bijatyki jednak czemuś służą, a obok nich poznajemy także szersze tło, zmieniające się realia, w jakich osadzona jest opowiadana historia.

Pomaga w tym także fakt, że autorzy przesuwają czytelnika w czasie, ukazując bohaterów w retrospekcjach lub wybiegając w przyszłość. Pozwala to odmalować futurystyczne uniwersum jako zmieniającą się mozaikę, żywy twór podlegający organicznym przekształceniom, a nie symulakrum zastygłe w jednym momencie. Zobaczymy, jak rozwinie się ono w kolejnych tomach, nie przypuszczam jednak, byśmy mogli oczekiwać świetlanej przyszłości.

Z wartką fabułą dobrze współgra graficzna strona albumu, za którą odpowiadają Andres Guinaldo (tusz) i Marco Lesko (kolory). Realistyczna kreska pomaga budować wiarygodność przedstawionego świata. Z jednej strony dostajemy szerokie, panoramiczne kadry ukazujące settingowe uniwersum, z drugiej – przeładowane szczegółami obrazy zatłoczonych uliczek oświetlonych wielojęzycznymi neonami i zbliżenia na twarze bohaterów, na których odmalowuje się cała gama emocji.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Dodatkowym plusem, zarówno na płaszczyźnie plastycznej, jak i warstwie narracyjnej, są przemycone nawiązania do filmowego obrazu Ridleya Scotta, które dla fanów klasycznego Łowcy androidów będą nie do przecenienia – widać wyraźnie, że twórcy starali się, by odbiorca miał wrażenie ponownego zanurzenia się w doskonale znanym świecie.

Wnikliwsi czytelnicy mogą, oczywiście, zwrócić uwagę na pewne nieścisłości przekładu czy nielogiczności fabuły albo momentami szkicową kreskę, ale to szczegóły które nie zakłócają odbioru. Blade Runner 2019 pozostaje pozycją ze wszech miar godną polecenia, a ocenę albumu podnosi jeszcze bogaty zestaw materiałów dodatkowych – obok galerii okładek dostajemy ich szkice, galerię sylwetek postaci, próbki prac i ogląd przykładowych plansz, od scenariusza, przez szkic i rysunek tuszem, po gotowe, finalne wersje. Nie zabrakło także sylwetek autorów i wspomnienia o Sydzie Meadzie, twórcy wizji futurystycznego Los Angeles, która uczyniła filmowego Blade Runnera niedoścignionym klasykiem.

Bohaterka albumu ma powrócić w drugim tomie, przenoszącym akcję do roku 2029, i choć na razie nie podano jeszcze terminu jego premiery w polskiej wersji językowej, na pewno jest to jedna z tych pozycji w katalogu wydawnictwa Egmont, na które warto będzie poczekać.

Blade Runner 2019 okiem erpegowcaChoć na fabularną wersję Blade Runnera trzeba jeszcze zaczekać, zapowiedzi wydawnictwa Free League mówią o roku 2022, to do przeniesienia na sesję elementów fabuły opowiedzianej na kartach albumu z powodzeniem może posłużyć któryś z innych cyberpunkowych systemów obecnych na rynku – Cyberpunk 2020, Cyberpunk Red albo Interface Zero. Wynajęcie bohaterów do odnalezienia zaginionej rodziny pracownika korporacji, śledztwo, które szybko ujawnia drugie dno sprawy – to właściwie samograj, którego przerobienie na scenariusz nie wymaga praktycznie żadnego wysiłku. Z dalszego ciągu historii można zaczerpnąć motywy, pomysły i elementy, które ubarwią lub wzbogacą dowolną cyberpunkową intrygę. Spora część akcji komiksu bazuje wprawdzie na postaci Ash, dokonywanych przez nią wyborach i ewolucji sposobu, w jaki postrzega ona replikantów, ale niemało kwestii pojawiających się w tle jest łatwa do wyekstrachowania i bez wysiłku może zostać przeniesiona także do innych historii, opowiadanych z zupełnie odmiennym zestawem bohaterów.

Cyberpunkowi Mistrzowie Gry mogą więc do finalne oceny albumu spokojnie dodać jedno oczko – bardzo dobry pierwszy tom zbiorczego wydania komiksowego Blade Runnera to dla nich praktycznie lektura obowiązkowa, prawdziwa kopalnia elementów do wykorzystania w tworzonych przygodach.

 

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie albumu do recenzji.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.5
Ocena recenzenta



Czytaj również

Marvel Fresh. Doktor Strange (wyd. zbiorcze) #1
Czarowanie w kosmosie
- recenzja
DMZ. Strefa zdemilitaryzowana #5
Powrót do normalności
- recenzja
Lucky Luke #5: Lucky Luke kontra Pat Poker
Kowboj co kurzem się pokrył
- recenzja
X-terminacja
Nic niezwykłego
- recenzja
Świat Mitów. Antygona
Antyczny dramat w formie komiksu
- recenzja
 Amazing Spider-Man #02: Przyjaciele i wrogowie
Trochę się ułożyło, ale jednak nie do końca.
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.