Bazyliszki #1

Paryż północy, polityka i przestępcy

Autor: AdamWaskiewicz

Bazyliszki #1
Dwudziestolecie międzywojenne to sceneria, w której można osadzić zróżnicowane historie. Kryminał, horror, komedia i dramat równie dobrze odnajdą się w realiach odległych od współczesnych o całe stulecie.

Międzywojenna Warszawa stanowi miejsce akcji niezliczonych książek, filmów, seriali, a także komiksów. Do tych ostatnich dołączył niedawno pierwszy tom nowej serii zatytułowanej Bazyliszki. Jego autorami jest para uznanych twórców o sporym dorobku i ugruntowanej pozycji – scenarzysta Tobiasz Piątkowski odpowiadał między innymi za fabułę serii Stratus 7, 48 Stron czy Bradl, zaś rysownik Stanisław Skupniewicz ilustrował choćby powieść Central Park, Kraina Koe.

Historia opowiedziana w otwierającym serię tomie (choć biorąc pod uwagę jego objętość, określenie "zeszyt" byłoby bardziej adekwatne) rozpoczyna się z wysokiego "C" – w jednej z warszawskich fontann zostają odnalezione zwłoki, przy których namalowany został symbol przestępczej organizacji. Następnie cofamy się o tydzień, by stopniowo poznawać wydarzenia, które doprowadziły do morderstwa.

Ten doskonale znany z niezliczonych utworów literackich i filmowych zabieg sprawdza się znakomicie, z miejsca przykuwając uwagę. W kolejnych kadrach poznajemy głównych bohaterów intrygi – bezrobotnego weterana Zygmunta, czarnoskórego taksówkarza Sama i przyszłego prezydenta stolicy, Stefana Starzyńskiego. Później dołączają do nich następni bohaterowie. Na razie nie wiemy jeszcze, którym z nich przyjdzie grać jedynie epizody, a którzy na dłużej zapiszą się w opowiadanej historii, ale same postacie są niewątpliwie jednym z atutów Bazyliszków. Charakterystyczne i wyraziste, nawet jeśli momentami przerysowane, dobrze wpisują się w znane archetypy, które możemy kojarzyć z międzywojennymi (i nie tylko) filmami sensacyjnymi spod znaku noir – jest piękna femme fatale, niekoniecznie uczciwy biznesmen, skorumpowani stróże prawa i przestępcy źli do szpiku kości. Mimo (chwilowego) braku zatrudnienia Zygmunt nie odbiega też od standardowego obrazu prywatnego detektywa, w wymiętym prochowcu, z obowiązkowym trzydniowym zarostem i talentem do pakowania się w kłopoty.

Fabuła również wykorzystuje znane schematy (a sam motyw z przyjęciem, na którym główny bohater podaje się za kogoś, kim nie jest, to oczywiste nawiązanie do znanej powieści Dołęgi-Mostowicza). Mamy strzelaniny, pościgi, pomylone tożsamości, tajemnicze konszachty na styku światów polityki, biznesu i zorganizowanej przestępczości. Jednakże, choć opis serii mówi o nieuchwytnym gangu terroryzującym stolicę, to na razie tytułowe Bazyliszki trzymają się w cieniu, niekoniecznie wychodząc z ukrycia. Przypuszczam, że w kolejnych albumach ten stan rzeczy ulegnie zmianie, ale na razie niewiele wiemy na temat zagadkowej organizacji.

Z fabułą komiksu, niczym żywcem wyciągniętą z filmu noir, bardzo dobrze współgra kreska Wiesława Skupniewicza. Przy ostrych, jednoznacznych konturach, unika on koloru, operując paletą stonowanych szarości i półcieni. W efekcie mamy wrażenie obcowania z obrazem stylizowanym na stary czarno-biały film lub zremasterowaną wersją kinowego hitu, który mógł rozpalać emocje miłośników dziesiątej muzy w czasach prezydentury Ignacego Mościckiego. Szczególnie wypada pochwalić sposób ukazania mimiki bohaterów, znakomicie oddający emocje. Warto także zwrócić uwagę na odmalowanie dalszych planów. Tło jest miejscami niemal równie ważne jak to, co czytelnik ma bezpośrednio przed oczyma, nie tylko ukazuje bowiem obraz przedwojennej Warszawy, pełnego kontrastów, modernizującego się miasta. Niejednokrotnie naprowadza nas też na trop intrygi – symbol tytułowego gangu pojawia się czasem w zaskakujących miejscach, sugerując związek konkretnych lokacji, postaci i wydarzeń z enigmatyczną przestępczą organizacją. Czas i kolejne części cyklu pokażą, na ile jest to słuszna interpretacja.

Pierwszy tom serii na pewno jest pozycją, po którą warto sięgnąć. Ciekawa fabuła, dobrze zarysowane i wyraziste postacie, kreska doskonale podkreślająca przyjętą konwencję – wszystko to razem sprawia, że lektura jest prawdziwą przyjemnością, z chęcią sięgnę po kolejne części.

Seria Bazyliszki tworzona jest (podobnie jak wspomniany wcześniej Bradl) we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego – oprócz samego komiksu w albumie znalazły się dodatkowe materiały edukacyjne. Tom otwiera pięciostronicowy tekst przybliżający Warszawę w latach 30. ubiegłego wieku, zaś zamykają fotografie z epoki. Oprócz nich dostajemy też dodatkowe ilustracje z sylwetkami bohaterów komiksu oraz szkice przykładowych plansz. To zdecydowanie zwiększa jego wartość.

Bazyliszki okiem erpegowca

Parafrazując klasykę, aż chciałoby się powiedzieć: "lata dwudzieste, lata trzydzieste, kiedyś do sesji będą pretekstem". Polscy erpegowcy mają przynajmniej kilka opcji, chcąc rozegrać przygody osadzone w dwudziestoleciu międzywojennym. Oczywistym wyborem może wydawać się Zew Cthulhu (zwłaszcza z dodatkiem Pulp Cthulhu, nie tylko przenoszącym rozgrywkę w czasy Wielkiego Kryzysu, ale także czyniącym postacie twardszymi i bardziej odpornymi, niczym bohaterowie kina noir, z kwadratowymi szczękami i sercami ze złota), jednak jeszcze lepszą pozycją może być dodatek Sensacja i przygoda do gry fabularnej Savage Worlds, przynoszący też informacje o międzywojennej Rzeczpospolitej.

Niezależnie od tego, jaka mechanika miałaby być wykorzystywana na sesjach, Bazyliszki bardzo dobrze mogą posłużyć jako źródło elementów do użycia w przygodach. Bohaterowie dobrze wpisujący się w pulpowy kanon, fabularne motywy, wątki intrygi, nawet odzywki wykorzystujące przestępczą gwarę – wszystko to można przenieść na sesje, nawet jeśli całość fabuły niekoniecznie nadawałaby się dla grupy postaci.

 

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie albumu do recenzji.