» Recenzje » Azymut #4: Czarne chmary, biały żagiel

Azymut #4: Czarne chmary, biały żagiel


wersja do druku

Azymut dalej nie na swoim miejscu

Autor: Redakcja: Daga 'Tiszka' Brzozowska

Azymut #4: Czarne chmary, biały żagiel
Do sklepów trafił czwarty tom Azymutu, abstrakcyjnej i niezwykłej historii o pogoni za nieśmiertelnością. Kim jest Pożeracz Czasu? Czy Bieguś wróci na Biegun północy? Czy Tycistan rozpęta wojnę z Babą Musirem? Mania Ganza po raz kolejny wykręci się od zaślubin? A co z Eugeniuszem i Dziwoczkami? Czarne chamary, biały żagiel przynosi upragnione odpowiedzi i równocześnie nowe niekończące się pytania.

Pierwszy zeszyt Poszukiwacze zaginionego czasu na Polskim rynku ukazał się w lutym 2016 roku, za sprawą Wydawnictwa Komiksowego. Także dzięki wspomnianemu wydawcy miesiąc później cieszyć można było się kolejną częścią, Niech piękna zdycha. Na trzecią, Antropotamy Nihilu, również nie czekaliśmy dłużej niż dwa miesiące. Jednak w przypadku czwartej czytelnikom przyszło uzbroić się w cierpliwość... aż na trzy lata. Czarne chmary, biały żagiel znalazły drogę do polskich księgarni dopiero teraz dzięki Wydawnictwu Kurc.

Po ucieczce sprzed nosa sfory królowej Eter, Mania Ganza zostaje rzucona w objęcia Baby Musira władcy Pustyni, który zapragnął uczynić z niej swoją sto trzecią żonę. I wygląda na to, że tym razem nie będzie odwrotu. Pustynny władca ma sekret, dzięki któremu wymyka się Pożeraczowi Czasu.

Wydarzenia przedstawione w najnowszej części nie mają tak rozległego charakteru, jak w poprzednich tomach. Wilfrid Lupano skupił się na Mani Ganzie oraz jej przygotowaniach do zaślubin z Babą Musirem. W efekcie ciągle pozostajemy w obrębie pustynnych krajobrazów, a część bohaterów nie wie za bardzo co dalej począć ze swoim losem. Niemniej nawet we włościach Baby Musira, los nie pozwala im osiąść na laurach i szybko przecina ich ścieżki z dobrze znanymi rywalami.

Łatwo odnieść wrażenie, że wydarzenia, które na przestrzeni wcześniejszych tomów rozwijały się dość intensywnie, tu znacząco zwalniają. Poza tym pewne sprawy z trójki nie znajdują tu bezpośredniej kontynuacji, ale nie zostajemy też całkowicie bez odpowiedzi. Najnowszy tom przynosi wyjaśnienia dość ważnej kwestii Pożeracza Czasu. Postać, która do tej pory pozostawała duchem, a o którym krążyły legendy w końcu zostaje mocno osadzona w całej historii. Jednak jak to w przypadku Lupina bywa, nie wszystko pozostało oczywiste. Kiedy dostajemy odpowiedź na jedno pytanie, równocześnie dana sytuacja rodzi kolejne.

Niemniej historia dość dobrze rozwija się pod względem zawiłości i skomplikowania. Autor powoli otwiera swój świat przed czytelnikiem, dając odczuć, że w wielu aspektach rządzi się on swoimi mikro zasadami, które rządzą się kolejnymi nanozasadami. Lupino udowadnia, że Azymut to siły, które nieustannie starają się utrzymywać kruchą równowagę, pomiędzy dobrą, a złą energią.

Czwarty tom Azymutu to wizualnie wciąż niezwykła zbieranina najrozmaitszych, momentami nieprawdopodobnych rzeczy i sytuacji. Przedstawione w nim wydarzenia, fantazyjna fauna, zaczarowane krainy i równie magiczne przedmioty budzą podziw i ciężko nie uśmiechnąć się kiedy kolejne elementy świata wskakują na swoje miejsce, dopełniając nieco rozwarstwiony obraz rzeczywistości, w którym magia, nieśmiertelność, steampunk łączą się w jedną baśniowa krainę.

Na pewno nie jest to skala taka jak w poprzednich trzech tomach, gdzie nie tylko pojawiało się wiele nowych miejsc i rzeczy, ale także wiele działo się w najróżniejszych zakątkach krainy. Lupino może i w najnowszej części skupił się głównie wokół pustyni Baby Musira, ale i tu pozostawił takie perełki jak dywany jednogarbne, czy Czarne Chmary. 

Rysunkowo Jean-Baptiste Andréaeas udowadnia, że nie ma sobie równych. Tworzy fantastyczne, lekkie rysunki, które prezentują niezwykle oryginalną faunę świata Azymutu. Rysunki są szczegółowe, wyraźne i wspaniale oddają majestat stworzeń. W dodatku ilustrator umiejętnie operuje perspektywą i kadrami. Łatwo poczuć majestat obszernych sal wystawowych, czy rozciągniętych panoram miast. Kreska nie zmienia się od pierwszego tomu i nadal cieszy tak samo.

Powrót Azymutu to ważne wydarzenie dla każdego miłośnika tej serii. Trzy lata oczekiwania nie tylko zaostrzyły apetyt na nowe przygody Mani Ganze, ale także sprawiły, że jeszcze bardziej docenia się czwartą część. Owszem, wydarzenia z jednej strony nieco zwolniły i w Czarnych chmarach, białym żaglu nie dzieje się tak wiele jak w poprzednich numerach, ale z drugiej strony nie można narzekać na nudę. Kolejne miejsce zostało odkryte, a wraz z nim poznajemy nowe skomplikowane mechanizmy rządzące światem. Na razie scenarzyście nie brakuje pomysłów i wszystko wskazuje na to, że Azymut ma przed nami jeszcze wiele tajemnic do odkrycia.

 

Dziękujemy wydawnictwu Kurc za przekazanie komiksu do recenzji.

Galeria


7.5
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Azymut #4: Czarne chmary, biały żagiel
Scenariusz: Wilfrid Lupano
Rysunki: Jean-Baptiste Andréae
Seria: Azymut
Wydawca: Wydawnictwo KURC, KURC
Data wydania: 26 maja 2019
Kraj wydania: Polska
Liczba stron: 48
Format: 240x320 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788395392535
Cena: 49,90 zł
Wydawca oryginału: Vents d`Ouest/Glenat



Czytaj również

Bernard Prince (wyd. zbiorcze) #2
Przygoda nigdy się nie kończy
- recenzja
Bernard Prince (wyd. zbiorcze) #1
Przygoda nigdy się nie kończy
- recenzja
Jaskółka
Szybowanie czy lot koszący?
- recenzja
Mechaniczna ziemia #1: Oceanika
Niech żyje bal
- recenzja
Storm #7: Zabójca z Eribanu. Ogary Marduka
Lodewijk w mistrzowskiej formie
- recenzja
Straine #1: Dystrykt Galicja
Straine nie dla słabych
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.