» Recenzje » Atelier Spiczastych Kapeluszy #4-5

Atelier Spiczastych Kapeluszy #4-5


wersja do druku

Egzaminacyjny labirynt

Autor: Redakcja: Daga 'Tiszka' Brzozowska, Tomasz 'Asthariel' Lisek, Agata 'aninreh' Włodarczyk
Ilustracje: Kamome Shirahama

Atelier Spiczastych Kapeluszy #4-5

W Wężowej Grocie odbędzie się test drugiego poziomu kompetencji czarodziejskich. Z Atelier podchodzą do niego dwie uczennice: Agatę, która wręcz nie może doczekać się wyzwania, oraz Riche, która została wkręcona przez mistrza Quifreya. Kiedy pojawiają się wysłannicy Rond, należy spodziewać się katastrofy. Pytanie tylko: czy jednej?

Z wcześniejszych tomów wiemy, że ograniczenia dostępu do magii w świecie Atelier zostały wprowadzone z winy licznych “nadużyć”. Wężowa Grota stanowi koronny argument za tak kontrowersyjną decyzją – korytarze wypełniają powstałe w wyniku magii wypaczenia w przestrzeni, które, pomimo upływu czasu, nie chcą zaniknąć. Znajdziemy tu również inne powody, jak choćby przykłady działania czarów na żywych ludzi – i to nie z tak szlachetnych pobudek jak próba ich uzdrowienia. Co prawda manga pani Shirahamy może nie przekroczy granicy horroru, ale baśniowy klimat dotychczasowej serii skręca w mroczniejszym kierunku. 

W blasku reflektorów

Bez wątpienia protagonistką Atelier Spiczastych Kapeluszy pozostaje Koko, chociaż w recenzowanych tomach nie jest głównym motorem wydarzeń. Zmagania w Wężowej Grocie to przede wszystkim moment do stanięcia w blasku reflektorów dwóch innych postaci: ucznia z innej szkoły – Yuiniego oraz uczennicy Quifreya, Riche. Pierwsze z nich podchodzi do testu po raz trzeci, co poniekąd świadczy o poziomie wyzwania, ale przede wszystkim poważnej przywarze charakteru chłopaka: braku pewności siebie. Tak wielkiej, że pod presją najchętniej schowałby się w mysiej dziurze. Przy tym od swojego mistrza nie ma co oczekiwać na wsparcie. Ba, nauczyciel postawił dalszą edukacją Yuiniego pod wielkim znakiem zapytania. 

Choć patrząc na drugą gwiazdę trwającego egzaminu, Riche, można zacząć się zastanawiać, czy nauczyciele tacy jak Quifrey – bardzo zaangażowani w sprawy swoich podopiecznych – należą do rzadkości. Ta właśnie adeptka dotychczas głównie majaczyła na drugim czy wręcz trzecim planie wydarzeń. Ot, żeby pojawić się jako pocieszna maruda albo zaprezentować się jako solidniejsza uczennica niż wrzucona do świata czarodziejów Koko. Dopiero w trakcie wyzwania w Wężowej Grocie, do którego Riche została wepchnięta, dowiadujemy się więcej o tej postaci: dziewczyna ma za sobą przykry epizod, jej poprzedni mistrz zasypywał swoich uczniów nakazami. Przypomina to nieco sytuację, z jaką spotkało się wielu artystów – jak dalece nauka pod czyimiś skrzydłami rozwija warsztat umiejętności, zanim przejdzie w naśladownictwo, którego ofiarą padają własne upodobania i styl? Historia Riche stawia przed czytelnikami pytanie o sytuację pozostałych adeptek Atelier – czy wszystkie są tak kłopotliwym materiałem do nauczania? Zwłaszcza że o (widocznej na okładce piątego tomu) Tetii nadal wiemy niewiele, chociaż to zaskakująco kompetentna i uroczo optymistyczna czarodziejka. Nie będą to jednak tak wielkie rewelacje jak w przypadku Riche. Widocznie Tetia jeszcze będzie musiała poczekać na swój moment. Stawia to również pytanie o prymusa, jak Agata – czemu uczy się w szkole gdzieś na uboczu zamiast u kogoś sławnego? 

W mrokach jaskiń

To żadne odkrycie, że mangi są rysowane w tonacji czarno-białej. Gdy akcja rozgrywa się w mroku jaskiń, w rysunkach zaczyna dominować czerń. Należy chylić czoło przed mangaczką Shirahama, że udała jej się trudna sztuka: elementy, ba, detale (!) zwyczajnie nie zaczęły się ze sobą zlewać z czarnymi tłami. Zwłaszcza gdy pojawia się któryś z przedstawicieli lub wytworów Rond, którzy preferują czerń jako swój element. Co do reszty warsztatu nie mam za wiele do powiedzenia – pozostaje równie solidny i detaliczny, jak dotychczas. 

Scenariusz trzyma się na równie dobrym, jeśli nie lepszym poziomie niż dotychczas. Pojawia się coraz więcej nowych postaci, ale przy tym każdy dostał na tyle "momentu antenowego", żeby zostać zapamiętanym. Według mnie to bardzo odświeżające, że historia w tym tomach nie kręci się tylko wokół poczynań protagonistki, ale także obserwujemy rozwój postaci pobocznych jak Tetia, czy Yunichi. Mangaczka zręcznie odkrywa kolejne karty świata Atelier, a następne zapowiadają się obiecująco. 

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę



Czytaj również

Atelier Szpiczastych Kapeluszy #3
Sprawy i sprawki w świecie magii
- recenzja
Neo Arcadia: Tęcza w ciemności
Miłość przy stworzeniu świata
- recenzja
Beautiful Days
Nie taki diabeł straszny
- recenzja
Keep Out
Każdy ma prawo kochać
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.