Asteriks #33: Kiedy niebo spada na głowę

Asteriks jest z Ziemi, a Teletubisie z Marsa

Autor: Balint 'balint' Lengyel

Asteriks #33: Kiedy niebo spada na głowę
Galia, Rzym, Egipt, Belgia, Brytania, Hiszpania, dziwny ląd Za Wielką Wodą - to tyko kilka z krain, w których osadzano przygody Asteriksa i Obeliksa. Dla odmiany w albumie numer 33, noszącym tytuł Kiedy niebo spada na głowę, spokojna zazwyczaj wioska staje się na moment - i nie ma w tym stwierdzeniu najmniejszej przesady - najważniejszym miejscem w galaktyce.

Zaczyna się jak zwykle idyllicznie. Asteriks i Obeliks dbają o harmonijny rozwój populacji miejscowych dzików, gdy nagle okazuje się, że cała okolica jakoś dziwnie zamarła. Co gorsza, podobny stan rzeczy dotknął wszystkich mieszkańców wioski z wyjątkiem dwójki bohaterów, psa Idefiksa oraz druida Panoramiksa. A jakby było mało kłopotów, to jeszcze nad wioską zawisła olbrzymia złota kula będąca w opinii bohaterów tytułowym niebem spadającym na głowę. Trwoga nie trwa nadmiernie długo, gdyż "kontakt" z kosmitami pochodzącymi z Łoldislanii zostaje nawiązany błyskawicznie. Wnet okazuje się, iż celem odwiedzin dziwnych przybyszów jest pozyskanie tajemnej i potężnej broni, znajdującej się w posiadaniu Galów. Cóż to za broń? Łatwo się domyślić. Ma ona posłużyć w walce z agresywną rasą Nagmów, której to reprezentanci także docierają do Galów i wcale nie są w nastroju do pokojowej wymiany kulturowej. Bieg wypadków momentalnie nabiera tempa...

...ale mimo wszystko nie bawi jakoś szczególnie. Przybysz z Łoldislanii - jako żywo przypominający Teletubisia - wraz ze swym pomocnikiem, będącym pastiszem człowieka z dużą literą "S" na klacie, są zupełnie nieprzekonywujący. To samo dotyczy zresztą okazjonalnego "szwarccharaktera". Poszukując jakiegoś nowego pomysłu na fabułę Uderzo posunął się za daleko. Skądinąd zawsze przerysowane odniesienia do zjawisk kulturowych bardzo dowcipnie komentowane w kolejnych komiksach o dzielnych Galach, tym razem nie śmieszą, a drażnią, są bowiem zupełnie miałkie. Brakuje także elementu będącego znakiem wyróżniającym przygody o Galach od innych serii komiksowych: gry słowem oraz żonglerki pojęciami obecnymi w naszej kulturze. Nawet wtrętów łacińskich jest jak na lekarstwo. Całość sprawia wrażenie historii od początku do końca pisanej na siłę. Nie bawi. Nie cieszy. Irytuje i nudzi.

Od strony ilustratorskiej mamy do czynienia - parafrazując pewien słynny dialog - z piosenką, którą już kiedyś się słyszało. I akurat to może zostać odebrane jako zaleta, bowiem charakterystyczna kreska Uderzo jest ciągle taka sama. Ale czy to jest wystarczający argument za tym, żeby sięgnąć po niniejszy album?

Miłośnicy Asteriska i Obeliksa zapewne i tak to zrobią. Choćby po to, aby zaliczyć kolejny tom z serii, która obrosła legendą jak niedźwiedź tłuszczem na zimę. I takie podejście jest w pełni zrozumiałe. Natomiast ciężko sobie wyobrazić, aby osoba nie będąca fascynatem przygód Galów sięgnęła po tom Kiedy niebo spada na głowę. Bo i po co?