» Recenzje » Adaptacje literatury. Rzeźnia numer pięć

Adaptacje literatury. Rzeźnia numer pięć


wersja do druku
Adaptacje literatury. Rzeźnia numer pięć
Rzeźnia numer pięć uchodzi za najwybitniejsze z dzieł Kurta Vonneguta oraz jedną z najważniejszych powieści z pogranicza fantastyki oraz wspomnień, niekiedy wręcz ocierającą się o wstrząsający reportaż. Utwór doczekał się kilku adaptacji filmowych, teatralnych oraz radiowych; teraz zaś przyszła pora na wersję komiksową.

Billy Pilgrim jest trochę taki, jak każdy z nas, a trochę zupełnie inny. Jest człowiekiem, ma rodzinę, zawód, który pragnie wykonywać, a nawet żonę i dzieci.  Jego życie ukształtowały jednak traumatyczne przeżycia II wojny światowej, z bombardowaniem Drezna włącznie, zaś sytuację dodatkowo komplikuje fakt nawiązania relacji z pozaziemską cywilizacją o trudnym do zrozumienia spojrzeniu na zagadnienie istoty czasu.

Rzeźnia numer pięć przez lata stymulowała do dyskusji tak krytyków literackich, jak i samych czytelników. Piewcy opowieści podkreślali jej antywojenne przesłanie oraz sugestywne zobrazowanie bezsensu brutalnego konfliktu oraz jego wpływu na ludzką psychikę, zaś krytycy Vonneguta wytykali nazbyt fantastyczny charakter powieści, odzierający z rzeczywistego dramatyzmu obraz bombardowania Drezna, inni zaś próbowali ją cenzurować. Tak czy inaczej, książka nie pozostawiała czytelników obojętnymi.

Kiedy jednak przyszła pora na komiksową adaptację powieści, autor scenariusza, Ryan North, postawił na maksymalnie wierne przełożenie pierwowzoru na karty komiksu. I ten pietyzm jest widoczny na każdej stronie i czytelnik bez większych problemów rozszyfruje przesłanie literackiego pierwowzoru.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Antywojenna wymowa oddziałuje na czytelnika z olbrzymią siłą na każdej kolejnej stronie. Billy nie jest żadnym bohaterem pragnącym strzelać do wroga, lecz zwykłym trybem w maszynie, kolejnym wojakiem skierowanym na front, osobą zagubioną i próbującą jakoś odnaleźć się w brutalnej rzeczywistości. Mimo to, nie można go określić mianem szczura, rozpaczliwie chwytającego się każdego sposobu na przeżycie. Główny bohater po prostu bierze na swoje barki co mu los nałoży i tyle, zaś jego perspektywa widzenia automatycznie staje się perspektywą czytelnika.

Na kolejnych stronach pojawiają się nie fanatycznie wykonujący rozkazy niemieccy żołnierze, ale również alianccy jeńcy – jedni umierają od chorób, inni całkiem nieźle urządzili się w obozach jenieckich – kolaboranci oraz zwykli cywile, tak samo zdezorientowani jak główny bohater. Niemniej ważne jest też piętno wojennych przeżyć, rzutujące na psychice przez kolejne dziesięciolecia.

Prawdziwie genialnym, choć przez niektórych uznawanym za dyskusyjnym pomysłem okazały się elementy fantastyczne zawarte w tej historii, reprezentowane przez rasę Tralfamadorian. Kontakt z kosmitami staje się do pretekstem rozważań o naturze śmierci nie tylko jako o czymś nieuchronnym, wręcz naturalnym, ale wręcz dość relatywnym – koniec końców śmierć zdarza się tu i teraz, niekoniecznie na innych odcinkach linii czasu. Pewną ciekawostką jest to, że koncepcja włączenia obcych do powieści nie zawsze odbierana była z poklaskiem; często stawiano zarzut osłabiania wymowy komiksu, a zwłaszcza tragicznego bombardowania Drezna.

Jakby dla równowagi ilustrator, Albert Monteys sprawnie korzysta z możliwości wzmocnienia przekazu pisanego poprzez ilustracje. Grafiki z jednej strony są dość proste, acz bardzo wyraziste i nawet jeśli na stronie znajduje się kilka kadrów, to jednak potrafią skupić wzrok odbiory na najważniejszych aspektach. Z drugiej zaś znakomicie oddają stan umysłu Billy'ego Pilgrima. Czytelnik bez żadnych wątpliwości jest w stanie dostrzec zagubienie głównego bohatera, zaś jego fatalistyczne nastawienie oraz pełna świadomość o braku możliwości zmiany tego nastawienia sprawiają, że odbiorca autentycznie odczuwa współczucie względem protagonisty.

Warto zauważyć, że publikacja komiksu zupełnie przypadkowo zbiega się z rosyjską inwazją na Ukrainę, a sceny, które można obserwować niczym nie odbiegają od zbrodni popełnianych przez Niemców w trakcie II wojny światowej. Również patrząc na traumę osób, które na własnej skórze doświadczyły brutalności najeźdźców, można dostrzec echo wspomnień samego Vonneguta, było nie było również byłego żołnierza i niemieckiego jeńca. Dlatego też Rzeźnia numer pięć pisząc wprost zyskała drugie życie, co oczywiście jest niezwykle smutną konkluzją.

Czy szanujący się fani komiksu powinni sięgnąć po adaptację powieści Kurta Vonneguta? Bez dwóch zdań: raz że jest to przykład świetnego przeniesienia książki na karty komiksu, a dwa, najzwyczajniej w życiu jest to świetna, uniwersalna – lecz niestety bardzo gorzka – historia.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
9.0
Ocena recenzenta
9
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Rzeźnia numer pięć
Scenariusz: Kurt Vonnegut, Ryan North
Rysunki: Albert Monteys
Seria: Adaptacje literatury
Wydawca: Egmont
Data wydania: 23 lutego 2022
Kraj wydania: Polska
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Liczba stron: 192
Format: 170x260 mm
Oprawa: twarda
ISBN: 9788328150942
Cena: 79,99 zł



Czytaj również

Providence #1
W krainie Samotnika
- recenzja
Nieśmiertelny Hulk #01
Potwór o dwóch twarzach
- recenzja
DC Black Label. Wonder Woman: Martwa ziemia
Odtwórcze, ale smakowite
- recenzja
Szeryf Babilonu
Sam pośród wilków
- recenzja
Hellblazer (wyd. zbiorcze) #6
Constantine i mniej demonów
- recenzja
Palcojad (wyd. zbiorcze) #3
Sekret morderczych skłonności
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.