» Recenzje » Aama #1: Zapach ciepłego pyłu

Aama #1: Zapach ciepłego pyłu


wersja do druku
Aama #1: Zapach ciepłego pyłu
Niektóre komiksy wprost wołają z księgarnianych półek, kusząc piękną grafiką albo słynnym nazwiskiem na okładce, podczas gdy inne nie oferują tak pozytywnych wrażeń estetycznych od pierwszego spojrzenia. Nawet gdy nie stoją za nimi twórcy z powszechnie znanym dorobkiem, można upolować ponadprzeciętną historię.

Frederik Peeters, autor będącej przedmiotem recenzji Aamy, nie ma zbyt pokaźnego dorobku, aczkolwiek kilka jego komiksów zdążyło trafić na polski rynek. Pierwszym z nich były Niebieskie pigułki, autobiograficzna historia mężczyzny wiążącego się z kobietą zarażoną wirusem HIV, drugim seria Lupus, opowiadająca o kosmicznej podróży dwójki przyjaciół, a trzecim kryminał RG. Kolejnym tytułem Szwajcara, jaki doczekał się polskiego wydania, jest Aama.

Peeters prezentuje czytelnikom historię Verloca Nima, któremu, delikatnie rzecz ujmując, nie wiedzie się najlepiej. Mężczyzna budzi się na planecie Ona(ji) z pustką w głowie. Nie wie jak, ani po co się na niej znalazł. Niedługo potem dostaje swój dziennik od małpokształtnego robota Churchilla, dzięki czemu nieco odświeża pamięć. Po przewertowaniu zapisków Verloc dowiaduje się, że tuż po tym, jak rozstał się z żoną i złamał zakaz zbliżania się do córki, wraz z bratem Conradem i Churchillem wziął udział w tajnej misji zleconej przez jedną z korporacji.

Aama wywołuje w nas pozytywne odczucia od pierwszych chwil. Wprawdzie skrót fabularny, mówiący o podróży kosmicznej, mającej na celu odnalezienie zdanej na własny los ekspedycji badawczej nie brzmi przesadnie oryginalnie, to Peeters bardzo szybko rozpościera przed nami wątki osobiste postaci i w ten sposób zdobywa uwagę czytelnika. Tym, co najbardziej urzeka w komiksie, jest sprawność, z jaką autor przeplata intymne sprawy bohaterów z wątkiem poświęconym tajemniczej Aamie i wyprawie na Ona(ji). Efekt jest intrygujący – dostajemy ludzki dramat człowieka oderwanego od czasów, w jakich przyszło mu żyć – Verloc dobrowolnie zrezygnował ze wszelkich implantów i żywi słabość do literatury papierowej – co nie przeszkodziło Peetersowi w zawiązaniu ciekawej intrygi wokół mikrospołeczności stworzonej na obcej planecie. Społeczności, do której bracia Nim weszli z butami, co również zostało należycie zaakcentowane.

Nie wszystko wypada równie pozytywnie, choć przyznam, że Peeters uniknął rażących błędów. Bardzo łatwo odczuć, że to dopiero pierwszy z czterech tomów. Skłonność autora do powolnego rozwijania fabuły pozwala wprawdzie zagłębić się w psychikę postaci, lecz jednocześnie powoduje spory niedosyt po odłożeniu komiksu na półkę. Poza tym czasem nieco sztucznie zabrzmi zdanie rzucone przez któregoś z bohaterów.

Odkąd spojrzałem na ilustracje Aamy, nie mogłem się wyzbyć wrażenia, że Peeters wyrobił sobie ciekawy i specyficzny styl, choć jednocześnie nieprzykuwający uwagi przy pierwszym kontakcie. Małe i statyczne kadry, czasami aż bezczelna prostota kreski i teł oraz z rzadka stosowane cieniowanie z pewnością nie wywołują chęci powieszenia sobie jego rysunków nad łóżkiem. Jednakże po kilkunastu stronach uproszczone grafiki zupełnie przestały mi przeszkadzać, a w niektórych momentach – głównie dzięki udanie dobranej mieszance barw – zaczęły mi się podobać. Trzeba wszakże napisać wprost, że to nie ilustracje stanowią o sile cyklu, tylko fabuła.

Istnieje parę powodów, dla których Aama może na naszym rynku przejść bez większego echa. Uproszczone grafiki to oczywiście pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy, ale również streszczenie fabuły nie napawa optymizmem. Peeters snuje opowieść, niespiesznie odkrywając kolejne elementy układanki i tworząc pełnokrwistych oraz różnorodnych bohaterów, na czele z Verlokiem, który jest niby tylko następnym bohaterem niepasującym do czasów, w jakich przyszło mu żyć, lecz jednocześnie jego los szybko stał się dla mnie interesujący. Nie jest to pozycja pozbawiona wad, czasem zadźwięczy nienaturalność dialogów, lecz to jedynie drobne niedogodności, które nie przeszkodziły mi w cieszeniu się lekturą. Jeśli szukacie ciekawego science fiction, to Aama powinna być dla was łakomym kąskiem.

8.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Aama #1: Zapach ciepłego pyłu
Scenariusz: Frederik Peeters
Rysunki: Frederik Peeters
Seria: Aama
Wydawca: Kurc
Data wydania: 23 maja 2018
Autor okładki: Frederik Peeters
Tłumaczenie: Jakub Syty
Liczba stron: 88
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788395084911
Cena: 75,00



Czytaj również

Tyler Cross #3: Miami
Rzucić to wszystko i wyjechać na Florydę?
- recenzja
Storm #7: Zabójca z Eribanu. Ogary Marduka
Lodewijk w mistrzowskiej formie
- recenzja
Bernard Prince (wyd. zbiorcze) #2
Przygoda nigdy się nie kończy
- recenzja
Jazz Maynard
Mroczna strona Barcelony
- recenzja
Azymut #4: Czarne chmary, biały żagiel
Azymut dalej nie na swoim miejscu
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.