» Recenzje » A niech cię, Tesla!

A niech cię, Tesla!


wersja do druku

Nikola Tesla i sowieccy agenci

Autor: Redakcja: Mały Dan

A niech cię, Tesla!
Trzeba było nadejścia internetu, by Nikola Tesla, wynalazca między innymi radia, elektrowni wodnej i generatora Tesli, uzyskał sławę, na jaką zasługiwał. W osiągnięciu statusu bożyszcza amatorów nauki i fantastyki naukowej pomogły mu nie tylko liczne patenty na urządzenia, bez których nie wyobrażamy sobie obecnie życia, ale też badania wyprzedzające epokę, w jakiej przyszło mu żyć. W dzisiejszych czasach wyobraźnię najmocniej rozpalają zaś twierdzenia Tesli, mówiące o tym, że znalazł sposób na obdarzenie całej planety darmową energią elektryczną oraz że wynalazł „promień śmierci”, który miał błyskawicznie położyć kres wojnom.

Nic dziwnego, że twórcy – w tym Jacek Świdziński w wydanym przez Kulturę Gniewu komiksie A niech cię, Tesla! – chętnie przypisują mu też inne szalone wynalazki.

W omawianym komiksie Tesla obecny jest nie ciałem, lecz właśnie dzięki jednemu ze swoich projektów. Niepozorny theremin (instrument muzyczny stworzony przez Lwa Termena, ale – jak się okazuje – na podstawie notatek genialnego Serba) kryje w sobie niszczycielski potencjał. Jeśli odpowiednio go skonfigurować, wytwarzane przezeń fale mogą zniszczyć wszystkie urządzenia elektroniczne oraz nośniki danych znajdujące się w zasięgu działania. To "humanitarna broń masowego rażenia", maszyna na miarę dwudziestego pierwszego wieku: nikogo nie zabije, ale może zadać cywilizacji ogromny cios (wystarczy sobie przypomnieć ostatni dzień przeżyty bez prądu lub dostępu do internetu; wciąż mam koszmary na ten temat). Ten właśnie wynalazek zajmuje centralne miejsce w fabule A niech cię, Tesla!, choć na początku czytelnikowi może nie być łatwo zdać sobie z tego sprawę. Cztery wątki, z których złożona jest całość, wydają się zupełnie niepowiązane. Tutaj dwóch naukowców pracujących w Instytucie Nauk Radiowych rozmawia o thereminie. Tam małżeństwo dyskutuje o wandalach zaśmiecających klatkę schodową. Ówdzie pojawiają się sowieccy agenci. Jeszcze gdzie indziej polityk snuje przesycone paranoją wizje globalnego konfliktu.

Czas akcji nie jest sprecyzowany, wiadomo tylko, że rozgrywa się po roku 2031. Mimo osadzenia w przyszłości, komiks Świdzińskiego wydaje się odwoływać do teraźniejszości oraz czasu zimnej wojny – to wtedy przecież mieszkańcy dwóch wielkich bloków państw rozdzielonych żelazną kurtyną żyli w strachu przed katastrofą wywołaną przez broń o niewyobrażalnej mocy. Skojarzenia te wzmacnia jeszcze obecność sowieckich szpiegów, zaś projekty postaci – uproszczone, o wydłużonych nosach – przywodzą na myśl symbolizujących walkę między demokracją a komunizmem bohaterów komiksu (a także popularnej niegdyś serii gier) Spy vs. Spy.

Z drugiej strony wizja katastrofy, do jakiej może doprowadzić wynalazek Tesli, jest zdecydowanie współczesna, podobnie jak perspektywa trzeciej wojny światowej rozpętanej z powodu ropy ukrytej pod topniejącą pokrywą lodowcową na Arktyce. Nie wspominając już o paranoicznym tropieniu spisków i agentów, które każe odnosić się z nieufnością nawet do pozornych sprzymierzeńców.

A niech cię, Tesla! przypomina długi, zawikłany dowcip, którzy trzeba (i warto – dla melodii języka i humorystycznych dialogów) śledzić z dużą uwagą. Charakterystyczna kreska – prosta, nieco karykaturalna – może miejscami utrudniać odbiór. Wątki nie łączą się w oczywisty sposób, ale w końcówce wszystko staje się jasne, a puenta nie zawodzi. W piekle istnieje specjalny krąg dla ludzi, którzy psują dowcipy, więc nic o niej nie napiszę. Powrócę za to do tytułu, świetnie wyrażającego przewrotność całej historii – wina za cały ambaras spada na Teslę, który pozostawił po sobie projekt wynalazku. Tak naprawdę jednak odpowiedzialność ponoszą ci, którzy postanowili jego dzieło doprowadzić do końca: wojskowi i politycy, owładnięci paranoją, szukający wszędzie wrogów, gorączkowo poszukujący skuteczniejszej broni, bez względu na konsekwencje. O tym właśnie jest ten dowcip. Dowcip dobry, chciałoby się rzec, bo polityczny.

Galeria

A niech cię, Tesla!
A niech cię, Tesla!
A niech cię, Tesla!
A niech cię, Tesla!

7.5
Ocena recenzenta
7
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: A niech cię, Tesla!
Scenariusz: Jacek Świdziński
Rysunki: Jacek Świdziński
Wydawca: Kultura Gniewu
Data wydania: sierpień 2013
Liczba stron: 132
Format: 145x200 mm
Oprawa: miękka
Papier: offsetowy
Druk: czarno-biały
ISBN: 978-83-60915-84-4
Cena: 39,90 zł



Czytaj również

Regulamin na lato
Cień dawnego lata
- recenzja
Bezdomne wampiry o zmroku
Ciężkie jest życie wampira
- recenzja
Miasto psów #1
Nie ma litości
- recenzja
Kroniki birmańskie (wyd. II poprawione)
Wiele twarzy Birmy
- recenzja
Zakładnik. Historia ucieczki
Puste pokoje pełne niepokoju
- recenzja
Love in Vain. Robert Johnson 1911–1938
Skazany na bluesa
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.