9 godzin

O Japonii po brazylisjku

Autor: Balint 'balint' Lengyel

9 godzin
Dla przeciętnego Europejczyka Japonia cały czas uchodzi za kraj egzotyczny, będący jednocześnie obiektem wakacyjnych westchnień. Jednakże bez specjalnego zaskoczenia odnotowałem ten prosty fakt, że i dla Brazylijczyka wycieczka do Kraju Kwitnącej Wiśni może być podróżą życia, inspirującą do narysowania komiksu.

Podróż na drugi kraniec świata niejako z definicji jest wielką przygodą, niezależnie gdzie mieszkamy i dokąd zmierzamy. Nie inaczej sprawa wyglądała w przypadku młodej pary, która marzyła o poznaniu kraju samurajów oraz nowoczesnych technologii. Szybko jednak wyprawa nabrała zupełnie nieplanowanego charakteru i zamiast podziwiać ulice Tokio, wycieczkowicze zostali zmuszeniu do stawienia czoła istocie z zupełnie innego wymiaru, mitycznemu Tengu.

Słyszał ktoś o scenarzyście i rysowniku posługującym się fikcyjnym imieniem i nazwiskiem Magenta King? Pewnie mało kto; zresztą równie niewiele mówiące są prawdziwe dane artysty mieszkającego w Sao Paulo – Rodrigo Solsona. Próbkę jego umiejętności można sprawdzić na ogólnodostępnych profilach na Instagramie, Facebooku oraz behance.net.

Jego dotychczasowa twórczość okazała się na tyle interesująca, że zainteresowała warszawską oficynę Mandioca, specjalizującą się w komiksach zrodzonych w głowach twórców mieszkających na co dzień w Ameryce Południowej. Co tym razem otrzymali miłośnicy sztuki komiksowej?

Ano kolejny niezależny utwór, niszowy nawet pośród niszowych komiksów. 9 godzin to będące rezultatem osobistych, zainteresowań, fantazji i wyobrażeń, spisanych na szybko, pozornie bez składu i ładu, z kreską, o której można by w wielu miejscach napisać, że nakreślona została na kolanie podczas podróży samolotem. Cóż, niewątpliwie w sporej mierze tak jest i Magenta King nawet nie udaje, że jego dzieło będzie zrozumiałe dla wszystkich odbiorców – i to należy zaakceptować jako aksjomat.

Dlaczego więc warto sięgnąć po ten komiks? Stanowi on bardzo wyraźny hołd dla sztuki popularnej, kultury oraz wierzeń japońskich, widzianych oczyma Brazylijczyka. Jest to ciekawe doświadczenie poznawcze, bowiem realność i świat niematerialny przeplatają się tu wzajemnie, a postacie rzeczywiste (na przykład amerykański komiksiarz Paul Pope) mają taką samą rację bytu jak japońskie Tengu. Ten chaos wraz z kolejną lekturą staje się jednak bardziej zrozumiały, niemniej wymaga od odbiorcy sporej dawki cierpliwości.

Podobnie rzecz się ma z oprawą graficzną, gdzie koegzystują roboty oraz duchy, wszystko to w stylistyce znanej z mang czy anime. Kreska Magenty nie oferuje uniesień artystycznych najwyższej próby, ba, niezwykle łatwo zniechęcić się do niej, nawet biorąc pod uwagę, że rysownik wzorem kuchni azjatyckiej, w jednym daniu serwuje kilka rozmaitych smaków. W komiksie znajdują się kadry całkiem szczegółowe i dopieszczone, jak i grafiki bardzo umowne i minimalistyczne do granic możliwości. Czy można z czystym sercem polecić ilustracje? Nie, zdecydowanie nie. Z jednej strony szkoda, bowiem przegląd Instagrama jak na dłoni pokazuje niewątpliwy talent artysty, chociaż z drugiej strony podkreśla to, że stworzył komiks taki, jaki chciał, płynący z serca.

Dobrze się stało, że album wieńczą bardzo bogate Ekstrasy. Pozwalają one lepiej zrozumieć zamysł autora, odsłaniają kulisy oraz ewolucję komiksu, pokazują plan oraz pomysł, a wspomniany wyżej chaos to być może tylko artystyczny środek, dzięki któremu można było zwieńczyć dzieło. Poza tym – i tutaj trzeba przyznać się do swojej niewiedzy – wyjaśniają sporo niuansów, które łatwo było przegapić.

9 godzin to zdecydowanie komiks dla koneserów, nienadający się dla szerokiego grona odbiorców, przyzwyczajonego do poukładanego scenariusza i rozkochanego w dopieszczonych ilustracjach. Z drugiej strony to ciekawe studium z zakresu sztuki interpretacji oraz łączenia z pozoru różnych światów: rzeczywistego i wyobrażeniowego. Dla tej drugiej funkcji można sięgnąć po dzieło Magenty Kinga.