» Artykuły » Wakacyjna polecanka gier planszowych

Wakacyjna polecanka gier planszowych

Wakacyjna polecanka gier planszowych
Czerwcowe słońce za oknem przypomina, iż wakacje zbliżają się wielkimi krokami. Priorytetem staje się wówczas wypoczynek, rekreacja oraz oczywiście turystyka. Czasami jednak urlopowiczów dopadnie niepogoda, względnie zwykłe zmęczenie. Wówczas z pomocą mogą przyjść niewielkie, acz interesujące planszówki.

 

Autorzy piszący dla działu gier planszowych zapraszają na krótki przewodnik po wakacyjnych tytułach. Pozycji dostępnych na planszówkowym rynku jest multum, jednakże kilka z nich szczególnie zasługuje na wygospodarowanie miejsca w plecaku. Oto nasze propozycje, które będą idealnym uzupełnieniem wakacyjnego wypoczynku:

Okiem Balinta

1. Port Royal. Przesympatyczna, niewielka gra karciana. Całość zamyka się w małym pudełku, ograniczonym tylko do kart reprezentujących statki, załogę oraz walutę. Miejsca nie zajmuje wiele, można zagrać choćby na plaży lub w parku, zaś sama rozgrywka trwa zaledwie kilkanaście minut. W tym czasie rywale stoczą pasjonujący pojedynek, realizując wyzwania na niespokojnych morzach i oceanach. Zapewne nie jeden, bo żądza rewanżu to ważny element Port Royal.

2. Mr. Jack Pocket. Kuba Rozpruwacz w 15 minut? Ależ tak! Emocjonujący tytuł zamyka się bardzo niewielkim pudełku zawierającym zaledwie dziewięć kafelków oraz garść żetonów. W zamian gracze stają przed nie lada zadaniem pochwycenia mordercy, względnie skrycia się w cieniu przed dociekliwym wzrokiem policyjnych inspektorów. Gra wymaga sporej dawki sprytu, zwłaszcza wobec gracza wcielającego się w słynnego Rozpruwacza. Co ważne, do zabawy potrzebna jest niewielka przestrzeń, a pancerne wykonanie komponentów gwarantują, iż tytuł przetrwa niejedną wycieczkę.

3. Poprzez Wieki. Propozycja boryka się z wieloma zarzutami dotyczącymi zawartości niewielkiego pudełka, wewnątrz którego nabywcy znajda zaledwie 18 kart, 4 żetony, notes oraz.... ołówek. Paradoksalnie niewielka liczba elementów gwarantuje bardzo szybkie oraz intensywne rozgrywki, w trakcie których para rywali stara się wznieść najbardziej wiekopomną cywilizację. Nie bez znaczenia jest to, iż niewielka ilość kart umożliwia rozegranie partii niemalże wszędzie: na plaży, w pociągu, w pubie.

Okiem Camillo

1. Jaipur. Wycieczka do Radżystanu to opcja nie na każdą kieszeń, ale ta niewielka gra karciana zapewni nam namiastkę Orientu, a przy tym całkiem ciekawą mechanikę. Szybka i zmienna rozgrywka, cieszące oko wykonanie i łatwe do przenoszenia pudełeczko sprawiają, że jest to idealna pozycja do zabrania w bliższe i dalsze wojaże. Wyruszając w podróż w większym gronie należy jednak pamiętać, że Jaipur jest grą tylko dwuosobową, więc po rozegraniu kilku partii warto ją pożyczyć znajomym.

2. Intryganci. Idealna propozycja na wypadek, gdy zaskoczą nas pochmurne dni lub deszczowe wieczory. Z jednej strony niewielkie rozmiary i łatwe do opanowania zasady, z drugiej mnóstwo negatywnej interakcji i łatwy do poczucia klimat spisku, które nikomu nie pozwolą się nudzić. Do tego dodatkowe opcje urozmaicające rozgrywkę, gdy podstawowy wariant już się opatrzy. Gra zmieści się w każdym plecaku, sprawdzi w każdym gronie i zapewni dobrą zabawę przez wiele partii.

3. Hack Trick. Coś dla tych, którzy nawet na urlopie lubią ruszyć głową. Niemal kieszonkowe wydanie, reguły do opanowania w minutę i przede wszystkim wciągająca rozgrywka, w której trzeba myśleć i kombinować. Satysfakcja z wyprowadzenia w przeciwnika w pole jest jednak tak duża, że nawet trzydziestostopniowe upały nie powinny być przeszkodą w rozegraniu kilku partyjek.

Okiem GoldenDragona

1. Ascension: Apprentice Edition. To gra karciana - choć zamknięta w niewielkim pudełku (które spokojnie zmieści się w kieszeni), to posiadająca ogromną regrywalność, a do tego kosztuje grosze. Aż dziw bierze, że w tak małym opakowaniu upchnięto 110 kart, planszę i sporo żetonów. Do tego deck building z zastosowaniem ciekawych elementów mechanicznych i w dość nietypowej oprawie graficznej - zapewnia mnóstwo zabawy dla 2 osób.

2. Nowa Era. Jak na standardy gier planszowych pudełko z tym tytułem nadal posiada niewielkie gabaryty, co pozwala spokojnie schować je do plecaka. W grupie nawet do 4 osób wieczorami możemy budować swoje silniczki, aby w ostatnich turach gry przyniosły nam najwięcej upragnionych punktów zwycięstwa. O sile pozycji stanowi możliwość wykorzystania każdej karty nawet na 3 sposoby, a do tego niesamowity postapokaliptyczny klimat, w który wczuć możemy się zwłaszcza wypoczywając z dala od cywilizacji.

3. Maskarada. Kolejna karcianka, mieszcząca się w niewielkim pudełko i o niewielkiej liczbie komponentów. Wymaga umiejętności blefu i dedukcji, a przede wszystkim chęci dobrej zabawy. Spokojnie możemy ją wyciągnąć z torby na letnim zjeździe rodzinnym czy na kolonii, gdyż pozwala na rozgrywkę nawet w 12 osób. Do tego każda partia gwarantuje wiele zwrotów akcji i mnóstwo śmiechu.

Okiem Karriariego

1. Boss Monster. Nawet w okresie wypoczynku na świeżym powietrzu warto wrócić do wirtualnej rzeczywistości”, bowiem Boss Monster to karcianka o uroczo rozpikselowanych grafikach, w której przyjdzie nam budować swoje podziemia i lochy tylko po to by sprowadzić do nich żądnych chwały herosów i... utoczyć ich krwi! Niewielkie pudełko, duża dawka klimatu, regrywalność, garść zabawnych nawiązań do popkultury i krótki czas pojedynczych partii sprawdzających się nawet w dwuosobowym składzie – czegóż chcieć więcej?

2. Cthulhu Fluxx. Kolejna karcianka. Pudełko mieszczące się w kieszeni, nawiązania do Cthulhu i zasady, które… ulegają ciągłym zmianom. Banalne reguły startowe pozwalające na błyskawiczne wdrożenie nowych graczy, humor i przyzwoita porcja negatywnej interakcji powodują, że to tytuł w sam raz na imprezę albo wakacyjno-niezobowiązującą partyjkę. Tym bardziej, że może do niego zasiąść nawet sześciu graczy.

3. Hack Trick. Znów powracamy do komputerowego świata, choć ten w produkcji Józsefa Dorsonczky'ego stanowi tylko pretekst do wariacji na temat popularnej gry w kółko i krzyżyk. Zajmuje tyle samo miejsca co Fluxx, ale w przeciwieństwie do niego określone zasady, za pomocą których przyjdzie nam generować hasła do zabezpieczonego serwera. Tematyka jest wprawdzie tylko ozdobnikiem, ale to nie przeszkadza w szybkich i przyjemnych partyjkach. Wymaga ciągłego przeliczania dodawanych kart, ale bez obaw - nawet przy największych upałach procesor się wam nie przegrzeje.

Okiem Taun_We 

1. Port Royal. Jak napisał Balint. Prostota, krótki czas niezbędny do rozegrania partii, niewielkie wymagania względem potrzebnej przestrzeni oraz olbrzymia regrywalność to atuty, bez których nie wyobrażam sobie urlopu bez spakowanego Port Royal. Od siebie dodam, że kieszonkowi kupcy i piraci świetnie sprawdzają się zarówno podczas rywalizacji w parze, jaki przy czterech uczestnikach, a obok wspaniałych wypraw po złoto i sławę znalazło się również miejsce na odrobinę negatywnej interakcji.

2. Jaipur. I drugie jakże mały, ale tak samo bardzo pocieszny tytuł, składający się z kart oraz garści żetonów. Z tymi drugimi należy uważać aby odpowiednio posortować oraz nie pogubić. Jeśli jednak zostaną odpowiednio zabezpieczone, to i kartom nie straszne staną się niekorzystne warunki pogodowe. Wówczas pozostaje radość z obcowania kolejną grą o trywialnych zasadach i olbrzymią przyjemnością płynącą z zabawy. Rywalizacja o pozyskanie najlepszych minerałów absorbuje od pierwszej do ostatniej tury, sprawiając, iż jest to świetna propozycja na wyjazd zarówno rodzinny, jak i we dwoje.

3. Splendor. Propozycja odstaje od poprzednich swoim rozmiarem oraz ciężarem. Szczęśliwe pudełko można zostawić w domu, zabierając ze sobą karty i żetony. Jeśli tak zrobimy oraz znajdziemy kawałek stołu, wówczas Splendor po raz kolejny odsłoni swoje atuty, dzięki którym zdobył multum wyróżnień: szalenie wciągającą rozgrywkę w budowanie najbardziej wydajnego silniczka do zdobywania punktów. A że rozłożone karty prezentują się epicko? To dobrze, całkiem możliwe, iż dzięki temu poznamy nowych współgraczy.




Czytaj również

Splendor: Miasta
Którędy droga do miasta?
- recenzja
Port Royal: Rozszerzenie
Przygody zew
- recenzja
Port Royal (ed. Pegasus Spiele)
Gdzie dwóch się bije...
- recenzja
Majestat: Królewska Korona
Miecz, berło i liczydło
- recenzja
Boss Monster: Twarde Lądowanie
Science-fiction w świecie fantasy
- recenzja
Najlepsze planszówki pod choinkę #1
W co zagrać na święta

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.