» Horror czyli Kulthulhu » Almanachy » Stadion Dziesięciolecia

Stadion Dziesięciolecia


wersja do druku
Autor: Redakcja: Parsifal

Stadion Dziesięciolecia
Stadion Dziesięciolecia Stadion wzniesiono dla uczczenia 10 rocznicy opublikowania Manifestu Lipcowego. Budowa zajęła zaledwie 11 miesięcy, co było ewenementem na skalę światową - nigdy wcześniej nie wnoszono tak dużego, bo prawie stutysięcznego, obiektu w tak krótkim czasie. Na miejsce wybrano zwałowisko gruzu ze zniszczonych w czasie powstania warszawskiego budynków po wschodniej stronie Wisły. Sam nasyp pod stadion powstał zresztą właśnie z tego gruzu, będąc, w mniemaniu władzy, symbolem wyższości idei socjalistycznych nad brudnymi pomysłami rządu londyńskiego. Otwarcie obiektu było wielkim wydarzeniem, świętowanym przez całą elitę partii pod przewodnictwem Bieruta, który osobiście przeciął wstęgę. Inauguracyjny mecz Warszawa - Stalinogród (Katowice) zakończył się zwycięstwem gości 2-1. Stadion stał się jednym z najważniejszych obiektów sportowych i kulturalnych kraju. To tu odbywały się spotkania krajowej reprezentacji piłki nożnej, finały Pucharu Polski, mistrzostwa w lekkoatletyce oraz finisze Wyścigów Pokoju. Wykorzystywano go również propagandowo - jako miejsce koncertów, wieców poparcia dla pierwszych sekretarzy czy obchodów rocznic Rzeczypospolitej Ludowej. Nie zabrakło również tragedii - to tutaj, w proteście wobec inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację, samospalenia dokonał Ryszard Siwiec. W drugiej połowie lat 70 nieco zaprzestano jego użytkowania. Wielkie ponowne otwarcie, poprzedzone remontem, wyznaczono na rok 1983. Wtedy to odbył się ostatni mecz na stadionie - z drużyną Finlandii. W założeniu miał reaktywować i odżywić obiekt, faktycznie stał się gwoździem do jego trumny. Wielka budowla socjalizmu stała opuszczona aż do końca lat 80' i nadejścia epoki tak zwanego kapitalizmu. W 1989 bowiem od państwa wydzierżawiła go spółka Damis i założyła na nim targ. Handel Tony gotówki. Według szacunków policji przez Stadion Dziesięciolecia w szczytowym okresie przechodziło 12 mld złotych rocznie. Tysiące ludzi. Na samym Stadionie pracuje kilkanaście tysięcy osób, a ilość kupujących idzie w dziesiątki tysięcy. Kilka stref wpływów. Koronę zajmują Polacy i imigranci ze wschodniej Europy - Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini. Nieco niżej stacjonują Kazachowie i Ormianie. Sam dół i obrzeża stadionów to sfera Chińczyków i Wietnamczyków. Jeśli przekopać się przez nieciekawą warstwę, której twarzą jest przeorany dziurami asfalt, smród moczu, alkoholu i brudnych ludzi, stadion jest jednym z najciekawszych miejsc w stolicy. Przeciskanie się przez gąszcz sprzedawców i klientów dla wielu stanowi rozrywkę, a specyficzna atmosfera tego miejsca sprawia, że wielu nazywa to miejsce swoim... domem. Z boku wygląda to jak zwykły, choć niezwykle duży stadion, do którego prowadzi kilka wąskich uliczek, obudowanych z prawej i lewej strony blaszanymi budkami. Przechodząc przez bramę trafiamy na niewielki placyk, przecięty alejką okalającą stadion, od której odchodzi dokładnie czterdzieści jeden szerokich wejść na jego koronę. Gdybyśmy przeszli się tym deptakiem trochę dalej, dotarlibyśmy do olbrzymiego parkingu, przeznaczonego na około 1000 samochodów. Stoi on prawie pusty nawet w godzinach największego ruchu na Stadionie. Spróbujmy jednak przedrzeć się przez tłum ludzi na koronę. Stopnie schodów na nią prowadzące są bardzo wysokie, starszy lub niepełnosprawny człowiek miałby z nimi niemały problem. Na górze stanowisk jest jeszcze więcej – przeciętny człowiek podświadomie myśli, że najciekawszy towar znajduje się najwyżej, dlatego sprzedawcy dwoją się i troją, aby to właśnie na koronie rozłożyć swoje stoisko. Stragan w tym miejscu to najczęściej osłonięty materiałowym poddaszem stolik turystyczny, wyłożony przykrywką w postaci ubrania czy kosmetyków. Przecież i tak nikt nie przychodzi tutaj tego kupować... Gdy odwrócimy wzrok w lewą stronę zobaczymy arenę z otoczonym bieżnią, pełnowymiarowym boiskiem piłkarskim, którego linie, choć nieco starte, dalej są wyraźnie widoczne. Co ciekawe, trawa na nim zawsze jest starannie przystrzyżona. Dookoła boiska ujrzymy zaś asymetrycznie rozlokowane betonowe, schodkowe trybuny, obrośnięte trawą i krzewami. Ale przecież nie o to tu chodzi, prawda? Skręć we właściwą alejkę Stadionu, a możesz kupić wszystko. Pod stoiskami z paskami, drogerią i muzyką kryje się miejsce przepływu największej ilości nielegalnego towaru w całej Europie. Szmuglowany alkohol lub papierosy? Nie trzeba pytać. Po prostu leżą na stolikach, często z fałszywymi, polskimi akcyzami. Nie są trefne, większość z nich przemycona przez tiry albo mrówki. Nikomu nie opłaca się ich podrabiać, bo kontrabanda z Ukrainy wychodzi taniej. Głównie wódka, po kilka złotych za pół litra, wagon dobrych fajek za kilkanaście, choć jak chcesz coś bardziej wyrafinowanego to też da się załatwić. Pornografia ze zwierzętami? Leży na stoiskach. Kiedy zbliżają się policjanci, a rzadko tu się zapuszczają, zwyczajnie się ją chowa, przykrywa prześcieradłem i wykłada okulary przeciwsłoneczne. O dziecięcą trzeba pytać. Sprzedawcy każdej nacji pokiwają głową i wyjmą plastikowy koszyk. Kilkanaście złotych za płytę, przy hurcie spore zniżki. Narkotyki? Od ręki. Odeślą do Polaków, Kazachów i Ormian. Broń? Również od ręki. Głównie Rosjanie i Ukraińcy, mniej czarnych. W języku polsko-rosyjskim albo polsko-czarnym skierują nas do jakiejś blaszanej budy, gdzie na zapleczu wybulimy za nią paręset złotych. Pistolety to pestka, ale żeby sprzedali karabin maszynowy trzeba ich trochę pomęczyć. Zresztą, to już ładnych kilka tysięcy... Ładunków wybuchowych nie dadzą, chyba, że jesteś sprawdzony albo sypniesz cięższą kasą. Chociaż zdesperowany czarnuch czujący śmierć na karku opchnie je za grosze. Poza tym, tutaj łatwo o wtopę – przecież nie sprawdzisz, czy dali prawdziwe c4 czy nie... Ludzie? O, to już gorzej. Ludźmi handlują Chińczycy i Wietnamczycy. Ale ich nie sprzedaje się każdemu. Muszą ciebie znać, bo wyroki są spore, a w takich sprawach ani glin, ani tym bardziej sędziego nie ugłaskasz łapówką, a polskie więzienie dla żółtka handlującego nastolatkami to pewna śmierć... ale noc z chińską pięciolatką, pod warunkiem, że nie zrobisz jej zbyt wielkiej krzywdy, to sprawa kilkuset złotych. Mogą być dolary lub euro, żółci nie są wybredni. Jeżeli zabalujesz za bardzo to niestety płacisz ekstra, inaczej będziesz miał lokalną triadę na karku. Rakieta balistyczna...? Nie, nie wiem gdzie to kupić. Chociaż warszawska plotka mówi, że kiedyś policja takową tutaj znalazła – ile w tym prawdy, jak mówiłem – nie mam pojęcia. Nie zdziwiłbym się... A może chcesz coś sprzedać? Napis „skupuję używane książki” czy „komis”, a już tym bardziej „lombard” oznacza ni mniej ni więcej jak „paser”. Tym zajmują się głównie Polacy. Sprzedać możesz wszystko, począwszy od niepotrzebnych podręczników szkolnych syna, a skończywszy na jego nerce. Samych ludzi raczej się nie kupuje, choć organy jak najbardziej. Nie masz jak spłacić długu? Weź biżuterię żony albo sąsiadki, tutaj kupią ją od ręki. Nie dadzą wiele, maksymalnie 40% cen rynkowych, ale masz pewność, że kupią. Samochód z wybitą szybą, w którego stacyjce przypadkowo utknął wytrych? Tu nikt nie będzie zadawał denerwujących pytań. Poda cenę, zapłaci gotówką i masz problem z głowy. Żadnych pytań, podejrzliwości, sprawdzania numerów rejestracyjnych czy dowodu osobistego. Nic. Ja nie znam ciebie, ty nie znasz mnie. Po prostu przypadkowo znaleźliśmy się w tym samym miejscu o tym samym czasie. Gangi Stadion podzielony jest na kilka stref wpływów. Strefy są mocno zaznaczone, tak terytorialnie, jak i narodowościowo. Tak więc – korona stadionu należy do Polaków i obywateli byłego ZSRR – Rosjan, Ukraińców i Białorusinów. Schody i alejka okalająca koronę to domena Kazachów, Ormian i Hindusów, zaś uliczki prowadzące na stadion i jego obrzeża – to teren skośnych. Gdzieniegdzie widać też również przybyszów z Afryki, ale ci muszą mieć sporo odwagi, żeby tu siedzieć. Żółtych zaakceptowano, czarnych nie. Odstąpiono im tylko kilka wejść na stadion, porozrzucanych po całym stadionie tak, aby nie urośli w siłę. Czarni zajmują się bronią, tak jak Rosjanie, i ci drudzy korzystają z każdej okazji, aby wypieprzyć Afrykanerów i przywrócić sobie monopol. Zasady, którymi kierują się gangi są mało skomplikowane. Trzymamy się swoich spraw i nie wpieprzamy w cudze. Rosjanie ściągają haracz z Rosjan, żółtki z żółtych, a Kazachowie z Kazachów. Tringow, rosyjski boss, jakiś czas temu próbował zagarnąć cały stadion i skończył w piachu. Zabójstwa zdarzają się w zasadzie tylko i wyłącznie wewnątrz gangów. Mało kto podskakuje, bo kolejna wojna mogłyby zwrócić uwagę mediów i zakończyć przestępczą sielankę. Praktycznie tylko Polacy mają taryfę ulgową, bo ich śmierć prawie zawsze oznacza dochodzenie policji. Polaka można obtłuc, zastraszyć, podpalić mu dom, ale jego zabijanie jest mało rozsądne. A morderstwo nielegalnego imigranta? A kto się w ogóle o tym dowie? Tajemnica Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego ochrona bezwzględnie wywala wszystkich przed 19 ze stadionu? Dlaczego trawa na nieużywanym boisku jest zawsze równiutko przystrzyżona? Dlaczego Damis nie pozwala na zastawienie rzekomo nieużywanej bramy stoiskami? Dlaczego owa brama jest ciągle naoliwiona? Dlaczego władze są tak pobłażliwe względem tego, co się tutaj dzieje? Dlaczego zamknięcie stadionu było przekładane do ostatniej chwili? Skąd te dziwne dźwięki w nocy? Albo... dlaczego Niemcy byli tak brutalni podczas tłumienia powstania warszawskiego? Dlaczego marnowali ładunki wybuchowe na wysadzanie budynków, chociaż wszyscy wiedzą, jak wielkie były ich braki w zaopatrzeniu? Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, odpowiedzi na te pozornie niezwiązane ze sobą pytania łączą się w spójną całość. Stadion powstał na pagórku usypanym z gruzu po warszawskich zabudowaniach zniszczonych podczas drugiej wojny światowej. Socjalistyczna władza importowana ze wschodu łatwo łyknęła historyjkę, że nazistowskie oddziały rozpoczęły systematyczne niszczenie polskiej stolicy z bezsensownego sadyzmu zakorzenionego od wieków w niemieckiej krwi. Prawda jest jednak zgoła inna... Przed wybuchem drugiej wojny światowej Warszawa była domem dla około 400 000 Żydów. Założone tu przez Niemców getto było największym spośród wszystkich istniejących, liczące około pół miliona mieszkańców, upchniętych na niewielkim fragmencie miasta. Celem Thaumiela, sługi Astarotha, nie była wyłącznie eliminacja zagrażającej jego władzy, uświadomionej ludności wyznania mojżeszowego, lecz również zagarnięcie magycznych artefaktów posiadanych przez żydowskich mistyków i kabalistów. Wiele z nich znaleziono w getcie i w ich rzeczach osobistych, innych zaś trzeba było szukać. Hans Frank, gubernator Generalnej Guberni i liktor Thaumiela, osobiście przeglądał wszystkie interesujące notatki wyszperane przez swoich pionków. W jednej z takowych ksiąg natknął się na wspomnienie o Mieczu Światła, pradawnym artefakcie, podobno pamiętającym jeszcze czasy sprzed Iluzji. Odprawiony rytuał, mający naprowadzić liktora na jego trop okazał się być niedokładną podpuchą – na miejsce przebywania Miecza enigmatycznie wskazał Warszawę. Zniszczenie Warszawy przez Niemców nasuwa daleko idące spostrzeżenia. Wśród ruin i zgliszcz wyróżniamy zupełnie łatwo, że najbardziej gruntownym zniszczeniom uległy urządzenia techniczne, przemysłowe [...] w tej samej kategorii również obiekty zabytkowe: zamki, pałace, kościoły, pomniki. Czym tłumaczyć to szczególne natężenie niszczycielskiej pasji niemieckich zbrodniarzy w stosunku do sędziwych zabytków? Jan Zachwatowicz, architekt i znawca polskiej architektury Frank był pewien, że artefakt znajduje się gdzieś na wydzielonym dla Żydów obszarze. Zarządził więc przyśpieszenie realizacji ostatecznego rozwiązania licząc, że pomoże to znaleźć Miecz. Po kilku miesiącach stracił cierpliwość i napuścił na getto dwóch posłusznych sobie nefarytów - Ferdynanda von Sammern-Frankenegga i Jürgena Stroopa. Zburzenie getta [...] jest konieczne. Heinrich Himmler, minister spraw wewnętrznych III Rzeszy i Reichsführer-SS Niestety dla Niemców - burzenie dzielnicy żydowskiej połączone z akcją poszukiwania artefaktu nie przyniosło oczekiwanych przez nazistów rezultatów. Połowa 1944. III Rzesza chyli się ku upadkowi. Jedyne, co podtrzymuje niemieckie morale na wysokim poziomie to przekonanie Hitlera o rychłym końcu wojny, niespodziewane zmiażdżenie wrogów z pomocą legendarnej wunderwaffe. Poszukiwania trwają i nie przynoszą rezultatu. Wybucha powstanie warszawskie, a Niemcy czują, że to ich ostatnia szansa na znalezienie Miecza. Sfrustrowany Himmler, potężny liktor Thaumiela, wysyła na poszukiwania swoje najpotężniejsze sługi – nefarytę Bronisława Kamińskiego, „nawróconego” liktora Gamaliel – Oscara Dirlewangera i okultystę Ericha von dem Bacha. Na szczęście dla Niemców Stalin powstrzymuje Armię Czerwoną, dając im jeszcze nieco czasu na eksplorację. Nie powinien pozostać kamień na kamieniu. Wszystkie budynki należy zburzyć aż do fundamentów. Pozostaną tylko urządzenia techniczne i budynki kolei żelaznej. Heinrich Himmler I ci też zawodzą. Nie udaje im się odnaleźć Miecza. Warszawa zostaje całkowicie zburzona. Śródmieście leży w gruzach niemal w stu procentach, reszta miasta – w 85%. A zgliszcza wywozi się w dwa miejsca – na Mokotów, gdzie formuje się z nich Kopiec Czerniakowski, oraz na wschodnią stronę Wisły, gdzie tworzy się potężny nasyp. Rok 1968. Ryszard Siwiec, polski mag-pacyfista, odnajduje księgę, przypadkowo zgubioną przez Hansa Franka, w pośpiechu uciekającego na początku 1945 roku do Bawarii. Odprawia rytuał, ale robi to... dokładniej, lepiej. Odkrywa, że Miecz znajduje się gdzieś w nasypie Stadionu X-lecia. Kochana Marysiu, nie płacz. Szkoda sił, a będą ci potrzebne. Jestem pewny, że to dla tej chwili żyłem 60 lat. Wybacz, nie można było inaczej. Po to, żeby nie zginęła prawda, człowieczeństwo, wolność ginę, a to mniejsze zło niż śmierć milionów. List pożegnalny Siwca do żony Wojna sprawiła, że Siwiec stracił kontakt ze swoją grupą okultystyczną. Sam nie był w stanie sam wydobyć artefaktu, liczył więc na pomoc koterii, z którą niegdyś go poszukiwał. A jedynym sposobem zwrócenia na siebie uwagi z równoczesnym wskazaniem miejsca jego przebywania było... spektakularne samospalenie, dokonane na oczach kamer, reporterów, dygnitarzy i dziesiątek tysięcy widzów. Rok 1999. Katarzyna Lappe, liktor Binah, przeglądając w IPN-ie porzucone przez Niemców notatki natrafia na wspomnienie o Mieczu. Kojarzy fakty i wydaje jej się, że wie, gdzie znajduje się artefakt. Stadion Dziesięciolecia. Miesiąc później Lappe przychodzi do szefa Damisu, firmy dzierżawiącej stadion i stawia ultimatum – Damis ma umożliwić ludziom liktora nocne poszukiwania, połączone z rozkopywaniem stadionu od środka, w zamian za co ma mieć zapewnioną całkowitą nietykalność. Oferta jest aż za nadto dobra... Czym jest artefakt? Nie wiem. Czy to potężna broń stworzona przez samego Demiurga dla Netzaha, Wiecznego Zwycięzcy i najlepszego wojownika pośród Archontów? A może to Crocea Mors, słynny gladius Juliusza Cezara, zakopany wraz z brytyjskim księciem Nenniusem? Joyeuse, legendarne ostrze Karola Wielkiego i miecz koronacyjny francuskich królów? Czy też to zwykły kawałek rdzy, który niegdyś był bronią, a dziś bardziej przypomina skorodowane, prostokątne połacie blachy...? A może to nawet nie jest miecz, a ta cała historia to bujda? Czy artefakt dalej znajduje się pod Stadionem? Może wykopała go koteria Siwca? Rytuał został źle przeprowadzony? A może Siwiec jednak był po prostu szaleńcem chcącym zaprotestować przeciwko inwazji na Czechosłowację? Nie wiem... Postacie Mateusz Darski: Syn członka koterii i przyjaciela samego Siwca. Około trzydziestoletni mężczyzna o długich, jasnobrązowych włosach. Ubrany w rzeczy, które wyszły z mody przynajmniej kilka lat temu. Na nosie okulary o grubych, czarnych oprawkach. Darski w 2000 roku odwiedził Stadion i zorientował się, że dzieje się tam coś podejrzanego. Przeszperał akta, obdzwonił leniwych znajomych ojca i poznał całą historię. Teraz codziennie za dnia schodzi na pokrywę stadionu, zakrada się poprzez szatnię do korytarzy, w których prowadzone są poszukiwania i sam próbuje odnaleźć artefakt. Jego praca jest w zasadzie bezsensowna, ale Darski ma silne poczucie misji. Leszek Gawroń: Szef firmy ochroniarskiej Damisu. Ma pod sobą stu chłopa, którzy na każde skinienie zrobią dla niego wszystko. Leszek pilnuje zasad wyznaczonych przez właściciela obiektu – wszyscy mają opuścić stadion przed 19, pierwsi ludzie mogą na niego wejść o 5. Nie ma wyjątków od reguły. Wyjątki lądują w szpitalach. Oprócz tego oczywiście zgarnia spore łapówki za ‘dodatkową ochronę’. Układ z gangami jest prosty – każdy, kto nie płaci żadnemu innemu gangowi jest pod jurysdykcją Gawronia. Gawroń stara się utrzymać chwiejną równowagę istniejącą miedzy stadionowymi klikami Katarzyna Lappe: Liktor Binah przebywająca w Iluzji pod postacią około czterdziestoletniej kobiety. Oficjalnie jest wysoko postawionym urzędnikiem rady miasta, nieoficjalnie zaś nadzoruje nocne prace na stadionie. Jest wykwalifikowanym magiem i wykorzystuje swoje umiejętności, aby znaleźć artefakt. Lappe wie o poszukiwaniach Darskiego, lecz jest na tyle zdesperowana i zniesmaczona kilkuletnimi niepowodzeniami, że liczy na to, iż może jemu uda się odnaleźć Miecz. Janusz Smoliński i Juri Dawrow: Znają i kochają ich wszyscy. To dwóch facetów, którzy wyglądają jak każdy inny. Zostali zwerbowani przez Damis w jednym celu – do wyławiania szpicli. W ciągu kilku lat zbudowali ekipy, których zadaniem jest wypatrywanie wśród wchodzących na stadion klientów ukrytych policjantów. Jeżeli choćby mają najmniejsze przeczucia, dają sygnał ręką czy telefonem komórkowym i cały stadion jak fala chowa nielegalne towary. Skuteczni jak cholera, a oprócz tego mili, sympatyczni i robią niezłą kawę. Poza tym są ludźmi, którzy o stadionie wiedzą absolutnie wszystko. Znają wszystkich sprzedawców, z większością pili wódkę, a już na pewno każdy proponował im zniżki na swój towar. Chcesz informacji? Idź do nich. Georgi Rimanowski: Ten niepozorny facet o czarnych włosach i rozbieganych oczach jest szefem największego gangu Rosjan na Stadionie. Sprowadził się tutaj już w 91’, inteligencją błyskawicznie pnąc się ku górze łańcucha pokarmowego. Przed upadkiem Związku Radzieckiego pracował w niewielkim państwowym przedsiębiorstwie jako księgowy. W 96’ był już zastępcą Władymira Tringowa, watażki całej rosyjskiej grupy. Potem wybuchła wojna, w wyniku której byli obywatele ZSRR podzielili się na kilka klik, zaś Georgi objął przywództwo największej z nich. Od tej pory toruje sobie po trupach drogę do objęcia władzy nad całym Stadionem, co udaje mu się ze średnim powodzeniem. Georgi nie byłby złym człowiekiem. Szczerze mówiąc, miał pecha urodzić się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Powinien być carskim urzędasem, całkiem lubianym przez tych, którym robi za zwierzchnika albo skarbnikiem jakiegoś barona czy nawet hrabiego. A tak to wylądował tutaj, zmuszany co chwila do mało sobie wrodzonej brutalności. Banda Georgiego zajmuje się handlem bronią i przemycanym alkoholem. Ma swoje zasady, uznawane na Stadionie za bardzo twarde. Ormianie przezywają go nawet miejscowym patriarchą, z uwagi na to, że częściej morduje z pobudek moralnych niż biznesowych. Rosjanin sprzedaje prochy? Do piachu. A w zasadzie – do wody. Inni mogą, Rosjanie - nie. A jakby taki był jeszcze prawosławnym, to Georgi osobiście połamie mu kończyny i zrzuci go z mostu. Georgi jest głęboko wierzący, co niedzielę chodzi do cerkwi, zresztą – bardzo dużo forsy zarabianej przez gang trafia do miejscowego popa. Gang pod przywództwem Georgiego prawdopodobnie szybko by się zbuntował, gdyby nie jego prawa ręka – Wadim Aleksandrowicz Borodin Wadim Aleksandrowicz Borodin: Urodzony we wschodniej Ukrainie, tak wschodniej, że uważa siebie za rodowitego Rosjanina. Wysoki na ponad dwa metry, niewiele mniej zresztą szeroki. Były wojskowy, ściągnięty tutaj osobiście przez Tringowa, przez lata robił za jego osobistą obstawę. Podczas wojny gangów zarwał kilka kulek, przeleżał w szpitalu tydzień tylko po to, żeby wstać i wyrżnąć tych, którzy ośmielili podnieść na niego broń. Wadim podporządkował się Georgiemu nie dlatego, że ten był silniejszy, tylko dlatego, że nie posiada absolutnie żadnych zdolności organizatorskich. To zabijaka, tępy chodzący czołg, przyciągający podobnych sobie jak magnes. Choć zbliża się już do czterdziestki, on i jego ekipa to dalej największy postrach Stadionu. Kiedyś zajmował się jeszcze ‘zleceniami’, czytaj – robieniem ludziom kuku za pieniądze, teraz jest zbyt pochłonięty sprawami ekipy. Pham Nguyen Giap: Wietnamczyk z Hanoi. Wygląda jak każdy żółtek, czyli jest... żółty, niski i ma skośne oczy. W życiu bym go nie znalazł w tym zalewie azjatów gdybym nie wiedział, gdzie jest jego stragan. Znajduje się w pierwszej uliczce prowadzącej na Stadion od Ronda Waszyngtona, po prawej stronie. Pham handluje chińskimi (tak, chińskimi, bynajmniej nie wietnamskimi) podróbkami markowych, sportowych dresów i obuwia. A oprócz tego na zapleczu ma ekstrasy, sprzedawane polskim czerwonym idiotom - portrety wujaszka Stalina, dziadka Lenina, rysunki z sierpem i młotem, czerwone gwiazdy, pamiątki po krasnoarmijcach i inne pierdoły w tym stylu. Skąd on to bierze, nie mam pojęcia. W każdym bądź razie lewackie głąby chętnie te śmieci kupują. I to się liczy. Karim Jasawi: Dwudziestoparoletni Kazach. W Polsce mieszka legalnie. Studiuje anglistykę na prywatnej uczelni, dobrze się ubiera, jest postawny, przystojny, umawia się z Polkami. Za wszelką cenę próbuje zmyć z siebie swoje pochodzenie. Z racji, że dobrze mówi po polsku często je ukrywa. Pieniądze na studia, mieszkanie i niezły samochód ma z handlu prochami. Ale Jasawi nie lubi ćpunów. To nie jest kwestia religii, jest co prawda muzułmaninem, ale niezbyt gorliwym. Po prostu narkomani wywołują w nim odruch wymiotny. Więc czasem robi sobie żarty. Na przykład takie, jak dodanie do działki amfy nieco środka do czyszczenia rur. Ćpun-warzywko przecież i tak nikomu nie wyśpiewa, kto sprzedał mu towar. A że traci klientów? Trudno. Przyjdą kolejni. Zawsze przychodzą Sade Buhuari: Słyszałeś kiedyś o Nollywood? O Hollywood i Bollywood słyszałeś na pewno. Nollywood to nigeryjskie zagłębie filmowe, trzecie największe na świecie. Produkuje się tu średnio 200 filmów miesięcznie, a z uwagi, że ani Nigeria, ani tym bardziej Afryka nie mają zbyt wielu kin, rozprowadza się je głównie na kasetach video i płytach cd. Produkcje są niedbale wykonane, średni czas kręcenia wynosi około tygodnia i mają niezbyt ambitną fabułę, eksponującą interesujące dla Afrykańczyków wątki, takie jak voodoo, mistycyzm, pogańskie kulty, kanibale. Coś jak amerykański horror klasy b, ale czasem mam wrażenie, że tam wszystko dzieje się naprawdę. Sade Buhuari jest chyba jedynym importerem takich filmów w Polsce. To rdzenny Nigeryjczyk z południa tego kraju, katolik z ludu Ibo. Jak wygląda? Jest wysoki, dość szczupły, ma wielkie usta i przekrwione oczy. No... jak to czarni. Jakub Lewi: Gdy zmierzcha, a większość sprzedawców dawno rozeszła się do domów, i po stadionowych uliczkach krążą jedynie wyjątkowo nadgorliwi lub nierozważni klienci, pojawia się na nich człowiek, który również poszukuje artefaktu, i nie skłamałbym, gdybym powiedział, że jest on najbliższy sukcesu. To Jakub Lewi, syn ocalonych przez Żegotę Żydów, niegdyś więzionych w getcie. Urodzony tuż po zakończeniu wojny, wychował się już w nowopowstałym państwie Izrael, w rodzinie polskich Żydów. Mały Jakub był nietypowym dzieckiem. Lubił słuchać opowieści rodziców i dziadków o holocauście, choć bardziej interesowały go inne, już nieco porzucone przez rodzinę praktyki. Rodzina Lewich bowiem od pokoleń zanurzona była w świat kabały. Wuj Jakuba, znany żydowski mistyk, był jedną z pierwszych aresztowanych przez Niemców osób. Jedyne, co po nim zostało, to sterta notatek, spisanych w tajemniczym języku... Jako nastolatek Jakub dołączył do okultystycznej grupy kabalistów. Lata doświadczeń i prób w końcu umożliwiły mu rozszyfrowanie zapisków wuja. Trafił tam na wzmiankę o Mieczu, wraz z rytuałem pozwalającym na jego lokalizację Uważny czytelnik zapewne zauważył, że sukces w powodzeniu rytuałów dotyczących poszukiwania Miecza nie jest zależny od magycznej biegłości okultysty. Umiejętności Ryszarda Siwca były z pewnością nikłe w porównaniu do wiedzy posiadanej przez Hansa Franka, jednak przeprowadzona przez liktora formuła magyczna była znacznie mniej dokładna. Jakub Lewi przybył do Warszawy. Przeprowadził rytuał, jednak bez powodzenia. Rozgoryczony kilkutygodniowymi niepowodzeniami zwrócił się o pomoc do warszawskich mistyków. I tutaj dokonał przełomowego odkrycia. Najlepsi zawiedli. Czar powiódł się jednak kompletnemu przeciętniakowi. Wskazaną przez niego lokalizacją okazał się być Kopiec Czerniakowski. Przy pomocy magyi czasu i przestrzeni Jakubowi Lewiemu udało się wydobyć z nasypu określony przez polskiego mistyka fragment. Potem wycieńczony rytuałem Warszawiak umarł. Żydowski kabalista nie wyciągnął z Kopca Miecza, jednak to, co znalazł, napełniło go pewną dozą optymizmu. Był to błyszczący fragment, przypominający nieco śrubę albo krótki gwóźdź, wykonany z materiału podobnego do platyny, niezwykle twardy i nietknięty korozją. Nit. Jakub zaczął szukać innych ludzi, którzy mogliby pomóc mu w ustaleniu lokalizacji Miecza. Kolejna odpowiednia osoba, wypalony okultysta znaleziony przez Lewiego przez internet, po rytuale wskazał na miejsce przebywania Miecza Stadion Dziesięciolecia. Po czym wylądował na oddziale intensywnej terapii i z kabalistą nie chciał mieć już nic wspólnego. Lewi odkrył, że powodzenie zaklęcia lokalizacji nie zależy od umiejętności osoby przeprowadzającej rytuał, lecz od specyficznego, niewykrywalnego stopnia dostrojenia do Miecza. Postanowił więc szukać odpowiednich do tego osób w miejscu, gdzie aura otaczająca artefakt jest najsilniejsza. Na Stadionie. O zmierzchu przemierza uliczki i namawia błądzących klientów do zagrania z nim w klasyczną grę „gdzie jest moneta?”. Jakub przygotowuje pięć jednakowych kubków. Do jednego z nich, na oczach drugiej osoby, wkłada monetę. Potem je miesza. W teorii robi to szybko, w praktyce - na tyle wolno, aby statystyczna ofiara losu wiedziała, w którym z nich jest moneta. Jest pewien haczyk. W jednym z pozostałych kubków znajduje się nit, część Miecza. Wrażliwe osoby, dostrojone do artefaktu, odruchowo i z pełną premedytacją sięgają właśnie do niego, dając się złapać w zastawioną przez Lewiego pułapkę. Jakub zaczyna po dobroci – próbuje wyjaśnić, że potrzebuje pomocy, oferując za to zresztą godziwe wynagrodzenie. Początkowo, kiedy spotykał się z odmową, puszczał takie osoby wolno. Teraz nie ma już na to cierpliwości. Wykorzystując magyię i przymus bezpośredni zmusza ich do udzielenia mu wsparcia w testowaniu nowych sposobów interpretacji rytuału pozwalającego zlokalizować artefakt.* Zahaczki: Tontyna: Dwunastu pobratymców z Indii, przybyłych na stadion, zgodnie z rodzinną tradycją zawiązuje tontynę. Są członkami tego samego klanu, niemalże współbraćmi. Handlują różnymi rzeczami –głównie kadzidłami, ezoterycznymi pierdołami i szmuglowaną odzieżą. Tęsknią do domu, ale nie mają zamiaru tam już nigdy wracać. W Polsce im dobrze. Tontyna to pomysł ubezpieczenia na życie, wymyślonego we Francji, który potem rozpowszechnił się w Wielkiej Brytanii, a następnie rozsiał po całym terytorium Imperium Brytyjskiego**. Polega on na tym, że zawiązujący tontynę ludzie powierzają pewną sumę (wkład każdego jest równy) bankierowi. Po śmierci którejś z osób, jej wkład jest następnie równomiernie dzielony między pozostałych udziałowców, aż w końcu – całą sumę przechwytuje ostatnia osoba, która przeżyła. Hindusi uznali również, że trafienie do polskiego więzienia albo ekstradycja są traktowane jak śmierć. Gwarantem umowy jest Tomasz Ciesielski, warszawski notariusz od nietypowych zleceń. Ma on dostawać 10% sumy w każdym momencie jej dzielenia. Jeden z hindusów, którzy zawiązali tontynę, ginie. Przypadek? Pewnie tak. Imigranci często giną bez śladu. Ale kiedy ginie drugi, a do domu trzeciego wpada Urząd Imigracyjny, sytuacja robi się nieciekawa. Pobratymcy, członkowie tej samej rodziny, zaczynają patrzeć na siebie wilkiem i rzucać wzajemne oskarżenia. Przy okazji śledztwa wychodzi dodatkowo na jaw, że Ciesielski ma powiązania ze stadionową mafią... Zdecydowanie któremuś z nich zachciało się pieniędzy. Pytanie – któremu? Ochrona: Jakub Lewi zmusił do współpracy niewłaściwą osobę. W kubki zagrał z nim jeden z rosyjskich gangsterów i okazało się, że może mu się przydać. Kabalista zmusił szumowinę do współpracy poprzez hipnozę i niestety – rusek opuścił nasz świat, a Jakub był ostatnią osobą, z którą go widziano. Gang zaczyna się niepokoić i prowadzić śledztwo na własną rękę, z Lewim jako głównym podejrzanym. Kabalista może więc potrzebować solidnej ochrony... Dodatek prasowy Jakubiak: nie będzie wywożenia gruzu ze Stadionu X-lecia Minister sportu i turystyki Elżbieta Jakubiak poinformowała w Senacie, że nie będzie wywożenia gruzu ze Stadionu Dziesięciolecia, gdzie ma powstać Narodowe Centrum Sportu. [...] Źródło: wp.pl Jakubiak poinformowała także, że jeszcze w poniedziałek zleci unieważnienie obecnego konkursu na projekt nowego stadionu. Zdaniem minister założenia konkursu obarczone były licznymi wadami, zarówno merytorycznymi jak i formalnymi. - Dzisiaj polecę unieważnienie konkursu na stadion w Warszawie. Wszystkie jego wady wymienia wielostronicowy raport. Tego konkursu nie można było kontynuować - powiedziała Jakubiak. [...] Źródło: gazeta.pl Pod uwagę brane były dwie koncepcje budowy nowego obiektu. Pierwsza zakładała wyburzenie Stadionu Dziesięciolecia i postawienie nowego stadionu na jego miejscu. Na przeszkodzie stanęła jednak wizja wywiezienia dwóch mln ton gruzu, co mogłoby się okazać przedsięwzięciem mało realnym. "Zadaliśmy specjalistom pytanie, czy nowy stadion można wybudować w miejscu starego, czy też lepiej obok - mówiła Jakubiak - ekspertyzy w obydwu przypadkach były pozytywne, ale wyburzenie Stadionu Dziesięciolecia mogłoby spowodować zmiany w podłożu, a nie chcieliśmy budować na nieznanym. Decydujące było kryterium wykonalności, dlatego zdecydowaliśmy się na drugie rozwiązanie." [....] Źródło: sports.pl Przypomnijmy, że pani minister Jakubiak zaczęła głosić takie hasła zaledwie po tygodniu sprawowania urzędu. Czego tak naprawdę boi się rząd?
  • choć cała otoczka jest całkowicie fikcyjna, to na Stadionie Dziesięciolecia o zmroku faktycznie można było spotkać ludzi proponujących grę w kubki. Taka zabawa naturalnie najczęściej kończyła się oskarżeniem o oszustwo ze strony mieszającego kubki i utratą komórki oraz portfela przez zgadującego.
** nie udało mi się znaleźć żadnego przykładu zawiązania tontyny poza Europą, więc pomysł zdecydowanie nie jest historyczny.
Przypis do Zewu CthulhuWykorzystanie Stadionu Dziesięciolecia w sesji Zewu Cthulhu mającej miejsce we współczesności nie powinno nastręczać nikomu problemów. Artefakt, wokół którego kręcić się będzie scenariusz, równie dobrze może przecież być egzemplarzem Necronomiconu, własnością Posłańca Bogów lub cudem technologicznym Mi-Go. Zresztą, czemu Niemcy zrównali miasto z ziemią? Może tak naprawdę się czegoś obawiali, czegoś, co należało zasypać milionami ton gruzu? A jeśli w gettcie odnaleźli jednak jakiś portal, prowadzący do innego świata? Dokumenty przechwycił wywiad radziecki, a w rok 1989 polskie służby specjalne miały świadomość, iż nie można dopuścić do rozgrzebania Stadionu X-lecia.

Komentarze


Alchemique
   
Ocena:
0
Genialne :D
09-11-2007 09:26
earl
   
Ocena:
0
Tekst znakomity, interesujący, zmuszający do zastanowienia.

Ale jedna uwaga - stadion miał powstać w 10 rocznicę Manifestu Lipcowego a nie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, która zaistniała dopiero w 1952 roku.
09-11-2007 10:32
Wojteq
   
Ocena:
0
Świetne. Początek jakby żywcem wyjęty z cyberpunka. Ani się obejrzymy, a wszczep tam również sprzedadzą. :-)
09-11-2007 11:15
KorNat
   
Ocena:
0
Na stadionie nie byłeś? Wszczepy tam od 1996 r sprzedają;p
10-11-2007 23:28
Qball
   
Ocena:
0
Genialny tekst. Ogólnie to nie jestem fanem Kultu, ale Wasze artykuły świetnie się czyta. Poparte faktami i wykorzystujące otaczającą nas rzeczywistość jako podkład pod bardziej fantastyczne motywy po prostu powalają na kolana.
Świetnie rozruszaliście dział Kultu. Oby tak dalej :)
11-11-2007 12:34
~Cavanagh

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
A ja protestuję przeciwko nieusprawiedliwionemu monopolowi Warszawy na łamach Kultu. ;]
12-11-2007 09:51
~Hod

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
super!
kiedyś jeździłem regularnie na stadion po piraty (ach ta młodość) i uważam, że tekst świetnie oddaje klimat tego miejsca. aż się łezka w oku kręci.
trzymam kciuki za dział kultu:)
12-11-2007 12:06
~Nemomon

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Zgadzam się z Hodem. Aż się łezka w oku kręci. Szkoda tylko, iż nie wspomniałeś, że lokalna plotka głosi, iż czołg także można kupić na Stadionie oraz, że inna nazwa Stadionu, to Jarmark Europa (napis widnieje od strony parkingu).
09-01-2008 15:51
~Judi

Użytkownik niezarejestrowany
    wow
Ocena:
0
ten artykuł jest wręcz niesamowity!! Az ciężko w to uwierzyć, ale niestety tak jest... Do prawdy- godne politowania jest co sie tam odbywa!! Genialne :D:D
18-02-2008 19:23
~JAnosik

Użytkownik niezarejestrowany
    Super!
Ocena:
0
Naprawdę jeden z tych najlepszych artykułów. Wciąga.
08-06-2008 16:18

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.