» Recenzje » Yakuza Kiwami

Yakuza Kiwami


wersja do druku

Niczym smok? Nie do końca

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Yakuza Kiwami
Odświeżona wersja pierwszej części kultowej japońskiej serii wreszcie jest dostępna na pecetach – jednakże fani oczekujący dzieła na miarę świetnej Yakuzy 0 powinni nieco ograniczyć swój entuzjazm, jako że tym razem mamy do czynienia z tytułem pod wieloma względami mniejszym od wydanego w ubiegłym roku prequela.

W ostatnich latach popularność zyskały remastery i wszelkiego rodzaju odświeżone edycje gier, które pozwalają wydawcom zarobić jeszcze raz na tym samym tytule, niezależnie od tego, czy oryginalna wersja rzeczywiście potrzebuje odnowy, czy też nie. Yakuza Kiwami na szczęście stanowi przykład udanego przeprowadzenia powyższego procederu, jako że wydana w 2005 roku pierwsza Yakuza zestarzała się dość mocno – granie w nią może więc sprawić pewną trudność nowym fanom serii znanej w Japonii pod nazwą Ryu ga Gotoku ("Jak smok"), przyciągniętych do niej za sprawą cieszącej się powszechnym uznaniem Yakuzy 0. Wydane na konsolach w 2017 roku Kiwami zaradza temu problemowi, przedstawiając opowiedzianą w pierwotnej wersji gry historię na nowym silniku graficznym, dodając nowe misje poboczne oraz modyfikując system walki – ale czy tego typu innowacje wystarczyły, aby w pełni dało się cieszyć kolejnym rozdziałem z życia Kazumy Kiryu?

Czas zmienia wszystko

W połowie lat dziewięćdziesiątych Kiryu, mężczyzna niezwykle honorowy i szlachetny pomimo przynależności do tytułowej organizacji przestępczej, przyznał się do morderstwa, którego nie popełnił. Z więzienia wychodzi dziesięć lat później, aby przekonać się, że pod jego nieobecność bardzo wiele zmieniło się w Kamurocho – jego ukochana Yumi zniknęła bez śladu, jego najlepszy przyjaciel Nishiki zmienił się diametralnie i po trupach dąży do spełnienia swoich ambicji, a przewodzący tutejszej Yakuzie patriarcha został zamordowany, gdy na jaw wyszła kradzież należących do organizacji dziesięciu miliardów jenów. Próbując dojść z tym wszystkim do ładu, Kazuma poznaje Harukę, dziesięciolatkę poszukującą swojej zaginionej matki. Tropem dziewczynki z niewyjaśnionych przyczyn podąża większość oprychów w mieście, w związku z czym bohater decyduje się wziąć ją pod swoją opiekę, stając się jednocześnie celem ataków całego przestępczego półświatka.

Jedno trzeba podkreślić już na starcie: Kiwami jest z innej epoki niż Yakuza 0, zatem rozpoczynając rozgrywkę, nie powinno się oczekiwać pozycji podobnych rozmiarów. O ile prequel był wypełniony po brzegi misjami pobocznymi, minigierkami i zawierał wyjątkowo długi jak na obecne standardy wątek główny, o tyle tutaj nie dość, że sama historia jest zauważalnie krótsza i płytsza, to i liczba aktywności innych niż te związane z fabułą nie może równać się z bogactwem wyzwań dostępnych w 0. Nie stanowi to problemu samego w sobie (trudno oczekiwać, by tytuł sprzed czternastu lat, którego twórcy sami nie byli pewni, czy będzie im dane stworzyć kontynuację, był równie rozbudowany jak powstała półtorej dekady później gra będąca owocem pracy już doświadczonego studia), ale i tak lepiej mieć tego świadomość, aby uniknąć potem rozczarowania.

Cios za ciosem

Jedną z istotnych różnic w porównaniu do oryginalnej wersji pierwszej Yakuzy jest zmodyfikowanie systemu walki – w Kiwami Kiryu otrzymuje do dyspozycji cztery główne style znane nam z Yakuzy 0: szybki i koncentrujący się na unikach Rush, powolny ale potężny Beast, stojący pośrodku między nimi Brawler oraz Dragon, o którym więcej za chwilę. Nie da się ukryć, że dzięki możliwości przełączania się między nimi same potyczki wypadają ciekawiej, niż gdyby gracze byli zmuszani do atakowania w ten sam sposób przez całą przygodę – szkoda tylko, że na tym zmiany się kończą. O ile potyczki przeciwko chmarom zwykłych opryszków wciąż sprawiają wiele przyjemności, o tyle starcia z bossami drażnią. Nie dość, że cechują się oni ograniczoną liczbą ataków, powtarzanych co parę sekund z uporem maniaka, to na dodatek wielu powala głównego bohatera na ziemię lub chwyta go w uścisk, przed czym niemal nie da się obronić. W połączeniu z wspomnianym spamowaniem tych samych ciosów sprawia to, że czasami połowę mordobicia spędza się, obserwując bezsilnie, jak raz za razem Smok Dojimy wpada w tę samą pułapkę, z której oswobodzenie się za każdym razem zabiera cenny czas.

Inną z nowości jest tryb Majima Everywhere związany z wymienionym wyżej smoczym stylem walki: podczas wieloletniej odsiadki w zakładzie zamkniętym Kazuma, choć wciąż silny niczym wół, stracił nieco formę i pozwolił zardzewieć wyszlifowanym wcześniej umiejętnościom. Taki stan rzeczy nie podoba się znanemu nam dobrze z Yakuzy 0 Majimie, marzącemu o uczciwym pojedynku przeciwko swemu ulubionemu rywalowi, w związku z czym postanawia mu pomóc odzyskać utracone zdolności... napastując go przez całą grę i atakując co jakiś czas w najmniej oczekiwanych momentach. Czasami spotkamy go spacerującego po mieście, czasami pojawi się po zakończeniu konkretnej misji, a czasami należy wykonać ściśle określoną czynność, aby się pojawił, ale skutek jest ten sam – walka, po wygraniu której Kiryu odblokowuje kolejną umiejętność przynależną do jego czwartego stylu. Wprowadza to sporo urozmaicenia do rozgrywki, ale jeśli gracz postanowi zrobić w grze wszystko, co jest do zrobienia, to częstotliwość kolejnych spotkań z Majimą może zacząć irytować, jako że wyzwań z nim związanych jest naprawdę wiele.

Historia o której lepiej zapomnieć

Bardzo smuci fakt, że sama fabuła niesamowicie kuleje, i to pomimo prób naprawienia jej w remasterze poprzez dodanie niewystępujących w oryginalnej wersji scen ukazujących motywacje antagonisty. O ile same retrospekcje poświęcone Nishikiyamie wypadają bardzo dobrze i stanowią najmocniejszy atut opowiedzianej tu historii, o tyle pewnych elementów intrygi po prostu nie dało się naprawić bez napisania jej na nowo, przez co Kiwami nie wywołuje w graczach podobnego emocjonalnego zaangażowania jak wydany pół roku temu prequel. Motywacje postaci są często nielogiczne, zwroty akcji zostały uszyte z użyciem zdecydowanie zbyt grubych nici, schemat "ratujemy Harukę przed porwaniem / ratujemy Harukę po jej porwaniu" powtarza się więcej, niż ktokolwiek jest w stanie tolerować, a drugi z najważniejszych czarnych charakterów pojawia się tylko podczas ostatniej godziny rozgrywki niczym diabeł z pudełka, jak gdyby projektanci autentycznie zapomnieli go wprowadzić wcześniej i spanikowali pod sam koniec. Oczywiście, mogło być gorzej i widać przynajmniej, że twórcy starali się, jak mogli, by opowiedzieć konkretną historię z jasno zarysowanymi motywami, ale nie ulega też wątpliwości, że efekt końcowy mógł (i powinien) być znacznie lepszy.

Bezapelacyjnie na pochwałę zasłużył z kolei zespół odpowiedzialny za przeniesienie Kiwami na komputery osobiste. O ile Zero cechowało się pewnymi problemami technicznymi, których naprawienie zajęło parę miesięcy, tak recenzowana pozycja przez cały czas działała idealnie i nie natknąłem się na żadne usterki. Co więcej, wprowadzono wykonywany po każdej potyczce automatyczny zapis stanu gry, którego brak był wielokrotnie krytykowany przy poprzedniej odsłonie serii, co wydatnie ułatwia nam życie i pozwala zaoszczędzić czas, niwelując konieczność biegania za każdym razem do budki telefonicznej w celu zapisania postępów.

Bardzo nierówny smok

Yakuza Kiwami to gra wzbudzające mieszane odczucia. Kiryu i postacie przez niego napotykane podczas rozgrywającej się w Kamurocho historii wciąż stanowią najjaśniejszy punkt tego tytułu. Twórcy remastera włożyli wiele wysiłku w dopasowanie produkcji do obecnych standardów, a różnorakie dodatki modyfikujące tak fabułę, jak i mechaniki rozgrywki sprawiają, że można się tu bawić znacznie lepiej, niż gdybyśmy mieli powrócić do oryginalnej Yakuzy z 2005 roku. Pewne mankamenty okazały się jednak zbyt trudne do naprawienia albo zostały po prostu zignorowane, przez co regularnie natykamy się na wszelkiego rodzaju uciążliwości, dotyczące czy to rozczarowująco słabej historii, czy też irytujących walk z bossami. Dla graczy, którzy zakochali się w Yakuzie 0 oczywiście jest to pozycja obowiązkowa, ale wszyscy pozostali powinni poważnie zastanowić się nad tym, czy tej konkretnej pozycji jednak nie byłoby lepiej ominąć.

Plusy:

  • atmosfera
  • grywalność
  • zmiany wprowadzone w remasterze...

Minusy:

  • ... które jednak nie idą wystarczająco daleko
  • słaba fabuła
  • uciążliwi bossowie

Galeria


6.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Yakuza Kiwami
Producent: Ryu ga Gotoku Studio
Wydawca: SEGA
Data premiery (świat): 19 lutego 2019
Wymagania sprzętowe: Intel Core i5-3470 / AMD FX-6300; 4 GB RAM; Nvidia GeForce GTX 560 / AMD Radeon HD 6870; Windows 7 64-bit
Strona WWW: yakuza.sega.com/kiwami
Platformy: PC, PlayStation 4
Sugerowana cena wydawcy: 85,99 zł



Czytaj również

Yakuza 0
Szalone jest życie gangstera
- recenzja
Yakuza 0
Mała draka w wielkim Tokio
- recenzja
Yakuza 4
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.