» Recenzje » Wojna Krwi: Wiedzmińskie opowieści

Wojna Krwi: Wiedzmińskie opowieści

Wojna Krwi: Wiedzmińskie opowieści
CD Projekt Red w oczekiwaniu na Cyberpunk 2077 znalazł sposób, by gracze nie zapomnieli o świecie ich najbardziej popularnej produkcji, opartej o prozę Andrzeja Sapkowskiego. Przy okazji liczą na to, że nowy tytuł pozwoli na wygenerowanie środków na produkcję wymagającego tytułu AAA. Czy Wiedźmińskie opowieści spełnią oczekiwania fanów świata Geralta z Rivii?

Początkowo Wojna krwi była zapowiedziana jako kampania dla pojedynczego gracza w Gwincie: Wiedźmińskiej Grze Karciana, która wyewoluowała z minigry przedstawionej w Wiedźminie 3. Gwint, dystrybuowany w systemie free-2-play i nastawiony na rywalizację pomiędzy graczami w trybie wieloosobowym, miał być odpowiedzią CD Projektu RED na dominację rynku karcianek fantasy przez Hearthstone. Stworzono jednak tak dużo materiału, że ostatecznie mamy do czynienia z pełnoprawnym i samodzielnym tytułem single player, który pierwotnie ukazał się na PC (za pomocą platform GOG oraz Steam), a po kilku tygodniach dotarł również na PlayStation 4 oraz Xbox One.

Mniejsze zło

Mimo że gra osadzona jest w uniwersum Wiedźmina, nie wcielamy się tym razem w Białego Wilka. Główną bohaterką jest Królowa Meve, władczyni Lyrii i Rivii, której Geralt zawdzięcza swój słynny rivski przydomek. Akcja gry rozgrywa się w okresie znanym z kart książek Andrzeja Sapkowskiego, czyli jeszcze przed rozpoczęciem pierwszej gry z serii Wiedźmin. Meve, powracając do swojego królestwa, musi zmierzyć się inwazją Cesarstwa Nilfgaardu. Jak przystało na grę RED-ów scenarzyści odwalili kawał dobrej roboty. Przygody Meve wciągają nie mniej niż przygody Geralta i pozwalają przeżyć na nowo ważny okres dla uniwersum Wiedźmina.

W trakcie ponad 30 godzin gry przemierzamy świat, poruszając się po pięknie rysowanej mapie, a właściwie po sześciu różnych mapach, które obserwujemy w rzucie izometrycznym. To z ich poziomu będziemy posuwać do przodu wątek fabularny oraz zbierać surowce do rozwoju naszej armii, przedstawionej w postaci talii kart do Gwinta. Na swojej drodze napotkamy zdarzenia i zadania, w których będziemy musieli dokonać często niełatwych wyborów. Nie znamy od razu konsekwencji naszych czynów, i czasem pozornie dobra decyzja może skończyć się poważnymi komplikacjami dla osób, którym zechcieliśmy pomóc. Odpowiednio rozegrane dialogi mogą też prowadzić do różnych zakończeń i efektów dla towarzyszy Meve. Nie możemy zapominać również o tym, że w kraju ogarniętym wojną nieraz przyjdzie nam wybierać "mniejsze zło". Poza losem bohaterów niezależnych nasze decyzje wpływają również na stan naszych kufrów ze złotem lub na morale żołnierzy, co przełożyć się może na ich zdolność bojową. 

Karciana wojna

Walka w Wojnie Krwi odbywa się z wykorzystaniem oddziałów reprezentowanych przez karty. Tworzymy je w naszym obozie, korzystając ze zdobytego złota, drewna i ludzi. Karty specjalne odpowiadają postaciom, które spotkaliśmy na swojej drodze i zrekrutowaliśmy, odpowiednio prowadząc dialogi oraz dokonując właściwych wyborów. Każda jednostka charakteryzuje się różną siłą, zdolnościami i sposobem wykorzystania. W czasie starcia karty ustawiamy w dwóch rzędach (czyli o jednym mniej niż w Gwincie) w taki sposób, by jak najefektywniej ich umiejętności. Jeden rząd jest przeznaczony dla jednostek walczących w zwarciu, drugi – dla tych, które preferują walkę z dystansu. Warto mieć to na uwadze, obserwując zasięg ataku nie tylko naszych wojsk, ale również przeciwnika. 

W potyczkach czasem walczymy jedynie na przewagę, starając się, by na koniec rundy mieć więcej punktów siły obecnych na planszy kart. W innych przypadkach musimy spełnić podane kryterium, na przykład pokonać konkretną kartę. Jeszcze inaczej wyglądają bitwy-zagadki – tutaj dostajemy określony zestaw kart, który tylko wykorzystany w odpowiedni sposób i w wyznaczonym limicie rund może nam dać zwycięstwo. Pojawiające się ograniczenia wymagają dłuższego zastanowienia, a pod uwagę trzeba każdorazowo brać niuanse przygotowanych dla nas kart. Czasem na właściwe rozwiązanie możemy wpaść dopiero po kilku próbach zmierzenia się z danym zadaniem. Dobrze, że w przypadku zagadek mamy do dyspozycji konkretne karty, gdyż w przypadku starć fabularnych niejednokrotnie przeszkadza konieczność każdorazowego ręcznego budowania talii, bez możliwości zdefiniowania talii właściwej dla potyczki z danym typem przeciwników.

Oprawa jak malowana

Mapy są przygotowane z niezwykłą starannością, również rozgrywające się na nich przerywniki filmowe, wykonane w przypominającym komiks stylu, zachęcają do brnięcia dalej po ogarniętych konfliktem terenach. Nie mniej uwagi twórcy przyłożyli do kart. Graficznie prezentują się znakomicie. Niektóre z nich są animowane nawet w czasie potyczek, co dodaje im atrakcyjności. Muzykę na potrzeby gry stworzył Marcin Przybyłowicz – kompozytor Wiedźmina 2 oraz Wiedźmina 3. Możemy być więc pewni, że klimat wiedźmińskiego świata został zachowany, a wykorzystane utwory pomagają lepiej wczuć się w rozdarty konfliktem świat Geralta z Rivii. Można się było jednak spodziewać, że tytuł CD Projektu RED będzie dopracowany pod względem oprawy.

Natomiast w kwestiach technicznych zdarzają się lekkie potknięcia i gra lubi raz na jakiś czas wyskoczyć do pulpitu. Twórcy jednak zapowiadają poprawiać wszelkie tego typu niedociągnięcia wypuszczanymi łątkami. Ale nawet w chwili obecnej błędy to raczej wyjątek niż reguła.

W oczekiwaniu na Cyberpunk 2077

Wiele osób oczekiwało, że 2018 rok będzie czasem premiery Cyberpunka 2077. Tymczasem CD Projekt RED powrócił do uniwersum, które przyniosło mu światową sławę, i trochę zaskoczył, ogłaszając, że dodatek dla pojedynczego gracza do Gwinta zostanie wydany jako pełnoprawny tytuł. Dla fanów Białego Wilka jest to jednak pozycja obowiązkowa, podobnie miłośnicy gier karcianych mogą znaleźć tu wiele dla siebie. Można mieć tylko nadzieję, że nie jest to ostatnie słowo, jakie Redzi wypowiedzą w temacie Wojny Krwi, a mimo produkcji nowego IP – nie pozostawią swojego tytułu bez wsparcia po premierze.

Plusy:

  • dojrzała i świetnie napisana fabuła
  • grafika wykorzystana na mapie świata i kartach
  • muzyka budująca klimat
  • inny sposób na wykorzystanie świata Geralta

Minusy:

  • okazjonalnie gra potrafi wyrzucić nas do pulpitu
  • brak możliwości zdefiniowana kilku talii w zależności od potrzeb
  • czasem wśród możliwych działań brakuje tego, którego faktycznie chcemy
9.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Thronebreaker: The Witcher Tales
Producent: CD Projekt RED
Wydawca: CD Projekt RED
Data premiery (świat): 23 października 2018
Platformy: PC, PlayStation 4, Xbox One
Wymagania sprzętowe: Intel Celeron G1820 / AMD A4-7300; 4 GB RAM; NVIDIA GeForce GT 730 / Radeon R7 240; Windows 7/8/8.1/10 64-bit; 15 GB wolnego miejsca na dysku twardym
Nośnik: dystrybucja cyfrowa
Strona WWW: thewitcher.com/pl/thronebreaker-wit...
Sugerowana cena wydawcy: 99,99 zł



Czytaj również

Wiedźmin 3: Dziki Gon
Coś się kończy, coś zaczyna
- recenzja
Graliśmy w Gwinta
Nowy gracz przy stole
Wiedźmin 3: Dziki Gon
Jest jak być powinno
- recenzja
Szpony i kły
Powróćmy na szlak
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.