» Recenzje » Warhammer: Mark of Chaos - Battle March

Warhammer: Mark of Chaos - Battle March


wersja do druku

Chłopaki ni płaczom

Autor: Redakcja: 28652

Warhammer: Mark of Chaos - Battle March
Kiedy pierwszy raz usłyszałem tytuł dodatku do Warhammer: Mark of Chaos, pomyślałem, że oto na pewno do akcji wkroczą krasnoludzie oddziały, z Zabójcami, górnikami, a może nawet Kowadłem Zagłady, jeżeli się poszczęści. Niestety, nie poszczęściło. Battle March wprowadził do rozgrywki inne armie: Orków i goblinów oraz Mrocznych Elfów. Początkowy zawód szybko jednak odszedł w niepamięć. Gra zapowiadała się interesująco, bez rażącej patetyczności, którą była przepełniona podstawowa część. Fabuła zapowiada się następująco: orki, które w ostatniej wojnie odegrały rolę co najwyżej mięsa armatniego, jednoczą się pod dowództwem Gorbasza, potężnego czempiona. Ich celem jest potężne Łaaa!, czyli ogólnoplemienna masakra na wielką skalę wszystkiego, co nie jest zielone. Jednakże, orki nie działają same; w ich cieniu ukrywają się okrutne Mroczne Elfy, gnane nienawiścią i chęcią zemsty. Nic skomplikowanego, ale nie chodzi przecież o to, by fabuła była nadmiernie zagmatwana. Liczą się działania wojenne oraz wyzwania, jakie oferuje pole bitwy. Pod tym względem, Battle March wypada całkiem nieźle. W porównaniu do podstawki, rzecz jasna.
Na sam początek, warto pochwalić twórców za to, że podnieśli trochę poprzeczkę. O ile w podstawce niemal wszystkie misje wyglądały tak samo (wystarczyło chwilę obserwować wroga, by ułożyć strategię na całą kampanię), od czasu do czasu przerywane oblężeniem, to dodatek pozwala wziąć udział także w działaniach dywersyjnych; osłabianie miast wroga od wewnątrz, organizowanie pułapek i tak dalej. Jak łatwo się domyślić, powyższa taktyka będzie z sukcesem stosowana przez Mroczne Elfy. Jednak nawet orki dostaną swoje „pięć minut”. Po tym optymistycznym akcencie, należy poszczuć twórców squigami. Robiąc dodatek, zazwyczaj uwzględnia się błędy z podstawowej wersji gry. Battle March niczego jednak nie naprawia, a szkoda. Chłopaki som najlepsiejsze!
Parę słów o nowych armiach. Zielonoskórzy wzbudzają sympatię od samego początku, w dużym stopniu dzięki swoim odzywkom. Zaś walka to już poezja. Kiedy „chopaki” wbijają się w szeregi wroga, zazwyczaj zostawiają za sobą jedynie stratowane szczątki. Orki świetnie radzą sobie w walce wręcz, ich piechota jest rewelacyjna. Trochę gorzej wypada jazda (dosiadająca dzików), a łucznikom lepiej podziękować. Brutalnych zielonych wspomagają ich mniejsi kuzyni, gobliny. Dowodzone przez nich squigi są całkiem przydatne na polu bitwy, warto też zainwestować w jeden oddział dzidomiotów. Bohaterowie także są niczego sobie. Orkowy szaman czy znachor goblinów na wyższych poziomach potrafią za pomocą Łaaa! sprać przeciwników na kwaśne jabłko. „Szef”, czyli czempion zielonych, niesamowicie wzmacnia grupę do której dołączy, a to dzięki rozbudowanym umiejętnościom dowodzenia. Mroczne Elfy z początku wydają się kalką Wysokich Elfów; genialne jednostki dystansowe, kiepska konnica i piechota. Choć posiadają kilka jednostek, których nie można znaleźć w innych armiach, jak chociażby zabójcy (abstrahując: bardzo miła misja z ich udziałem) lub łowczynie niewolników, to ogólne założenia pozostały te same. Wojskom z podstawki zafundowano po jednej nowej jednostce. Owe „posiłki” stoją na różnym poziomie. Warty uwagi jest imperialny moździerz, potrafiący spowodować duże spustoszenie we wrażych szeregach. Być może w Warhammer Fantasy Battle wszystko wygląda inaczej (jako tako orientuję się jedynie w krasnoludzkiej armii), ale w grze prezentuje się właśnie w ten sposób. Plan? Jaki plan? Zwyczajnie ich rozgromim!
W grze nie ma gospodarki. Żadnego wznoszenia budynków, wyrzynania lasów, czy wysyłania górników do kopalni. Jedynym dochodem naszego wojska jest złoto, które zbieramy z pola bitwy. Oczywiście, istnieją miasta, w których można rekrutować nowe oddziały albo uzupełnić straty w starych. Wszystko to rozgrywa się jednak w bezpiecznej odległości od prawdziwej walki. Zaczynamy misję mając konkretną ilość jednostek na stanie i nie zmienia się to aż do jej końca, chyba, że fabuła zakłada inaczej. Bądźmy szczerzy: nikt, kto wie czym jest Warhammer Fantasy Battle nie oczekiwał czegoś innego. Wszystko świetnie, ale strategie rządzą się swoimi prawami. Jeżeli nie ma gospodarki, na pewno gra będzie skupiona na taktyce. A tu niespodzianka! Gdy dojdzie do starcia, wystarczy mieć przewagę liczebną. Można nawet siąść i się przyglądać. Jasne, można próbować zajmowania strategicznych punktów, ale to nie jest konieczne. Bowiem wróg nie należy do tytanów intelektu, nie trzeba się wysilać by go pokonać. Jeżeli przeciwnik dysponuje cięższą artylerią, w dodatku nieuchwytną dla naszych jednostek, trzeba będzie chwilę (dosłownie) pomyśleć, to fakt. Ale czy to naprawdę takie trudne? Wspomniałem wcześniej o wprowadzeniu misji dywersyjnych i tym podobnych. Niestety, można je policzyć na palcach jednej ręki. Reasumując – niebo lepiej od podstawki. Panowie, katapulta mi się zacina!
Twórcy nie poprawili żadnych błędów ani niczym nie zastąpili niewygodnych rozwiązań. Przede wszystkim, nadal trudno uzyskać jakąkolwiek kontrolę nad polem bitwy. Nie przewidziano możliwości włączenia pauzy, by przez chwilę zastanowić się co zrobić dalej. Obracanie kamerą jest niewygodne i na siłę udziwnione. Po co dołączać do tego klawiaturę, skoro w innych strategiach z powodzeniem wystarczało kółko myszki? I coś, co nurtuje mnie od początku: do czego służy tryb rozstawiania jednostek? W pobliżu nie ma wrogów, a na początku każdej misji, oddziały stoją w bardzo rozsądnym szyku. Pomysł bardzo dobry, ale niestety niepotrzebny. Gry nie można także zapisać podczas wykonywania misji. Uczmy się kochać kampanie, tak szybko odchodzą... Battle March różni się tym od zwyczajnego Mark of Chaos, że rozgrywka trwa odrobinę dłużej. Mimo wszystko, nadal mowa o strasznie krótkim czasie. Grę można ukończyć w góra dwie noce. Może jedynie brak możliwości zapisu stanu gry podczas misji sprawi, że taktyka „huzia na Józia” przez drobny błąd spali na panewce i trzeba będzie zaczynać wszystko od nowa. Jednak to zdarza się raz na milion. Puść szczałe do ich szefa i powiedz mu, że jego chopaki som tera moje...
Udźwiękowienie to mocna strona tego dodatku. Odzywki i dialogi Orków potrafią rozbawić, świetnie dobrano lektorów, zwłaszcza tych, którzy użyczyli swych głosów goblinom (nigdy nie zapomnę zaciągającego operatora katapulty). Mroczne Elfy rzucają cynicznymi uwagami i mają dość specyficzne poczucie humoru. Polonizacja jest bardzo dobra, nie dopatrzyłem się większych błędów. Doliny, przełęcze górskie, ścieki... Grafika jest na wysokim poziomie. Choć raczej nie zmieniła się od czasów podstawki, to i tak cieszy oko. Jednostki wyglądają bardzo ładnie. Nie ma się nad czym rozwodzić, wykonano kawał dobrej roboty, do której mało kto będzie miał zastrzeżenia. A to przecież ważne by wiernie odtworzyć jednostki z bitewniaka. Swoją drogą, czemu oddział Czarnych Orków przypomina drużynę amerykańskich futbolistów? My som gotowe do bitki… Eee, szefie, czego tu nikogo ni ma?
Ostatnia sprawa. Do rozgrywki wieloosobowej miał zostać wprowadzony tryb Dominacji nad Światem, w której gracze, podzieleni na nacje, mogliby ścierać się ze sobą przez cały czas. Wygląda jednak na trochę opuszczony. Niewiadomo, czy to problemy z serwerami, czy też ilością chętnych (w co wątpię). W każdym razie, nie przetestowałem. Chłopaki ni płaczom! Battle March jest dodatkiem bardzo nierównym. Wprowadza ciekawe armie, odrobinę (dosłownie "odrobinę") podwyższa poziom gry, ale poza tym nie zmienia się nic. Szkoda, bo można było wykrzesać z niego znacznie więcej. Mimo wszystko, nie jest tragicznie. Gra spodoba się miłośnikom Warhammer: Mark of Chaos. Plusy
  • Armia Orków i goblinów
  • Kilka ciekawych misji
  • Udźwiękowienie i polonizacja
Minusy
  • Słabe SI
  • Stare błędy
  • Brak konieczności stosowania taktyki
  • Tryb wieloosobowy
  • W ostatecznych rozrachunku, tytuł jest nudny i krótki
5.0
Ocena recenzenta
5.67
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Warhammer: Mark of Chaos - Battle March
Producent: Black Hole Games
Wydawca: Namco Bandai
Dystrybutor polski: Cenega Poland
Data premiery (świat): 16 maja 2008
Data premiery (Polska): 23 lipca 2008
Platformy: PC
Wymagania sprzętowe: Pentium 4 3.2 GHz, 1 GB RAM, karta grafiki 256MB (GeForce 7800 lub lepsza), 3 GB HDD, Windows 2000/XP
Nośnik: 1 DVD
Strona WWW: warhammer.deepsilver.com
Sugerowana cena wydawcy: 59,90 zł



Czytaj również

Cesarstwo
W obronie Imperium
Total War: Warhammer II
Witamy w Nowym Świecie
- recenzja
Warhammer 40 000: Dawn of War III
Nierówna walka z błędami
- recenzja
Total War: Warhammer
Wojna totalna w świecie Chaosu i magii
- recenzja
Warhammer: The End Times – Vermintide
Szczurza plaga
- recenzja

Komentarze


~Profes79

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Tak naprawde nic dodac, nic ujac. Dodatek jest tragicznie krotki; spodziewalem sie po nim wiecej. Doklada kampanie Orkow/Elfow ( bo to jedna i ta sama kampania); doklada pare jednostek - i to w zasadzie wszystko.
Brak zapisu w trakcie misji powoduje, ze w kilku misjach, gdzie trzeba zrobic cos ryzykownego/dobrze zaplanowanego misje trzeba przechodzic dwa razy - jedna z misji konczy sie baardzo trudnym pojedynkiem, do ktorego moj bohater uzbrojony bitewnie nie mial szansy zwyciesko przystapic; trzeba byl;o kilku wiazanek w powietrze pod adresem tworcow gry; kolejnych 40 minut spedzonych nad misja zeby przezbrojonym bohaterem zakonczyc ja pomyslnie. Taklich kwiatkow jest jeszcze kilka.

Jednym slowem - szkoda pieniedzy. NIestety...

BTW - zakonczenie Kampanii Chaosu w podstawce az krzyczalo "Beda Oooorki!" I mialo racje :)
29-10-2008 20:20
~RS

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ja mam problem z odpaleniem tej gry po instalacji mark chaos i dodatku to wszystko sie gryzie i nie dziala ani jedna ani druga
21-03-2009 15:54

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.