» Recenzje » Two Worlds

Two Worlds


wersja do druku

Krótka rzecz o rozkręcaniu się gry

Autor: Redakcja: Łukasz 'Chavez' Maludy

Two Worlds
Two Worlds, gra cRPG polskiej firmy Reality Pump, była długo wyczekiwana przez fanów elektronicznej rozgrywki. Nie tylko dlatego, że studio to ma u rodzimych graczy szacunek za serię Earth 21XX oraz sympatycznego RTS`a Polanie 2, ale też ze względu na zawód spowodowany „wielkimi” roleplayami ostatnich miesięcy. Po odrzucającym (mnie) i marnującym potencjał serii Gothicu 3, trochę nudnawym Wiedźminie i nazbyt cukierkowym Oblivionie miałem nadzieję na odmianę. Na coś, co pokazałoby, że komputerowe gry fabularne potrafią być jeszcze oryginalne i wciągnąć gracza. Muszę przyznać, że Two Worlds zawaliło na całej linii jeżeli idzie o pierwsze, ale co do drugiego - może stać z podniesionym czołem i prężyć muskuły.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Ale zacznijmy od początku, czyli od fabuły. Jeżeli spodziewacie się wspaniałej, wciągającej historii i klimatu jak w Gothicu 1, wielowątkowości i wielu możliwości przejścia jak w Baldur`s Gate, nieskończonej ilości zadań jak w Morrowindzie... nie czytajcie dalej tej recenzji. W Two Worlds nie znajdziecie żadnej z tych rzeczy.

Fabuła jest prosta jak drut, sztampowa, miejscami zwyczajnie głupia, wątki poboczne zwykle sprowadzają się do schematu: „przynieś, zanieś, zatłucz”. Przy czym i tak są dużo lepsze niż żenujący wątek główny - rodzina bohatera była w posiadaniu pewnego artefaktu, który rozbito na parę części. Poszukują go Wielcy Źli Ludzie i inne Siły Ciemności, którym Sauron mógłby szorować nagolenniki. W tle rzecz jasna pradawne, mroczne bóstwo, orkowie i koniec świata. Aha, bohater ma oczywiście sobie z tym wszystkim poradzić i uratować świat. Znajome? Gdyby nie wątek z nekromantami, oceniłbym fabułę gry jako najgorszą wśród znanych mi RPG (tak samo było w przypadku gildii skrytobójców, która ratowała Obliviona).

Ale ale, skoro w grze FABULARNEJ zawodzi FABUŁA, to co zostaje? Tutaj moje wrażenia mocno zmieniały się z czasem. Pierwsze wrażenie – ładna grafika, prosty interface, wygodne sterowanie, fajna walka... nawet bardzo fajna. Rzekłbym, że dawno ten element w RPG nie sprawił mi tyle frajdy. Jest intuicyjna, prosta i wygląda efektownie.

Czas jednak wyjść z loszku, gdzie mieliśmy tutorial i zobaczyć światło dzienne. Ależ pięknie! Słoneczko grzeje „cudne” lico naszego bohatera (strasznie szkaradna facjata), promyki przedzierają się między gałązkami, trawa i krzaki chybocą się na boki, chmury delikatnie suną po niebie, aż po góry na horyzoncie. Po chwili dochodzą do nas dźwięki lasu, szum wody i szelest liści, ćwierkanie ptaków i warczenie jakichś leśnych zwierząt. Nic, tylko piknik zrobić. Naprawdę sympatycznie. Muzyka jest i nie przeszkadza. I to tyle o niej.

Rozochocony tymi wrażeniami podszedłem do pierwszego NPC`a i... jak można było nagrać tak fatalne dialogi!? Niemal każda osoba w grze mówi w tak sztywny i nieprzekonujący sposób, że zaczynam tęsknić za czasami, gdy w cRPG nie było dubbingu wcale. I nie chodzi mi tylko o mizerne granie postaci przez lektorów, ale i kiepsko skonstruowane dialogi jako takie. Wszystkie oczywiście w języku naszych kochanych anglosaskich braci (polska gra, wydana w Polsce, ale lektorów ma angielskich...). Są na szczęście polskie napisy.

Po dwóch godzinach grania miałem ochotę wyrzucić grę na Cmentarzysko Softu, ale postanowiłem pograć jeszcze trochę. No i jeszcze. No dobra, to jeszcze momencik. Hmm, to już świta? Kurcze, nie spostrzegłem się... No i właśnie to jest największa siła tego tytułu! Jeżeli na początku damy grze kredyt zaufania i przymkniemy oko na parę niedociągnięć, wciągnie nas niczym czarna dziura. Sprawia po prostu wielką frajdę i tyle. To jest jak Diablo – idziesz, siekasz, robisz zadania, kupujesz lepszy sprzęt, wypruwasz flaki, levelujesz, mordujesz... No, może trochę przesadzam, walki nie ma tyle, co w hack`n`slash`ach, ale obraz rozgrywki zarysowałem mniej więcej właściwie.

Mechanika gry jest prosta i sympatyczna. Statystyki ograniczono do minimum. Mamy cztery atrybuty (siła, wytrzymałość, zręczność, siła woli), parędziesiąt zdolności, które można rozwijać oraz dane uzupełniające (ilość many itp.). Nie da się w tym pogubić. Gołym okiem są widoczne różne uproszczenia, wprowadzone, by grało się jak najszybciej i najprzyjemniej, np. zrezygnowano z kowalstwa na rzecz przeciągania na siebie w ekwipunku kilku takich samych przedmiotów (mieczy, zbroi), by uzyskać jeden lepszy. Na podobnej zasadzie działa alchemia. Wszystko jest proste jak konstrukcja cepa bojowego.

Twórcy postanowili ułatwić graczom zabawę o tyle, o ile się tylko da. Niestety miejscami przedobrzyli i tak, jeśli jazda konna sprawia mnóstwo frajdy (najlepsza w cRPG! A i powalczyć z konia można!), a teleporty są sensownym sposobem na dalekie podróże, to już zaznaczanie na mapie celu misji (jak w Oblivionie) czasem jest śmieszne (zwłaszcza, gdy miałem znaleźć najbardziej zakonspirowaną postać na świecie, a była zwyczajnie zaznaczona na mapie).

Magia jak najbardziej jest i została zrobiona całkiem sympatycznie. Zbieramy karty, używamy ich do rzucania czarów, gromadzimy „boostery” które je wzmacniają lub zmniejszają ilość wymaganej do rzucenia czaru many. Istnieje pięć szkół magii (cztery żywiołów i nekromancja, która jest tępiona jako nielegalna), w każdej mamy dziesięć poziomów znajomości arkanów sztuki tajemnej. Czary są typowe dla RPG, wręcz kanoniczne, od kuli ognia, do przywoływania istot. Efekty cieszą oko i ucho. Słowem – lekko, łatwo i przyjemnie (jak większość rzeczy w Two Worlds).

Gra oferuje opcję multiplayer jednak moja (legalna!) wersja jej nie posiadała. Dlatego też nie polecam wydania z Komputer Świat Gry, jeżeli chcecie się pobawić z przyjaciółmi w siekanego. Następny akapit będzie skrótem relacji osób, które posiadają tryb wieloosobowy, a z którymi się kontaktowałem.

W grze mamy dwa tryby rozgrywki wieloosobowej: Arenę oraz RPG. Pierwszego chyba nie trzeba tłumaczyć – gracze wchodzą na arenę, by się ze sobą bić. Drugi zaś tryb jest czymś na kształt MMORPG. Oferuje spełnianie zadań wraz z innymi graczami, zakładanie i niszczenie gildii, wyścigi konne oraz grę PvP. W obydwu trybach można zaimportować postacie z singleplayera.

To chyba wszystko, co mógłbym przekazać osobom zainteresowanym tą grą. Musisz sobie, drogi graczu, zadać pytanie, co jest dla Ciebie najważniejsze w grach – fabuła i głębia, czy zwykła, czysta frajda. Dodam tylko, że mi zdawało się, iż to pierwsze jest najważniejsze, a bawiłem się przednio.


Ocena: 5 / 6
Tagi: Two Worlds



Czytaj również

Komentarze


Czarny
   
Ocena:
0
Nie mogę doczekać się dodatku ;D
02-09-2008 15:02
~B

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Wywalilem ten szajs po 30 minutach gry... Gdzie sie podzialy dobre cRPGi?
03-09-2008 21:35
The Axel
   
Ocena:
0
J.w, gra jest tragiczna i niebo gorsza od starego Gothica 2. A grafika jest obrzydliwa.
04-09-2008 11:56
~Gregg

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Czy panna na okładce ma żółtaczkę? ;)
04-09-2008 13:19
Ezechiel
    E tam
Ocena:
0
TW jest rzeczywiście słabsze do G2, bije za to G3 i Obliviona. Świat jest ciekawszy, zadań więcej i grafika ładniejsza. Do sterowania można przywyknąć.
04-09-2008 14:19
Czarny
   
Ocena:
0
A widzicie - to jest dokładnie tak jak napisałem - na początku BARDZO słabo, później sam miodek. Jak dacie kredyt zaufania i stwierdzicie, że parę zgrzytów nie przeszkadza wam tak bardzo - jest naprawdę fajnie.

A Gothic 1 był lepszy od Gothica 2 ;D.
04-09-2008 18:11
WH
   
Ocena:
0
Przyznam, początek mnie tak odrzucił, że nie chcę wracać ; / Ale może się skuszę, tak namawiacie... Problem z tym, że na najniższych niemal detalach (no, średnich) haczy tak, że... Cóż, G3 ledwo ścinał na maksie na tym sprzęcie.
08-09-2008 21:49

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.