The Surge 2

Cybernetyczne dusze

Autor: Tomasz 'Asthariel' Lisek

The Surge 2
Na rynku gier komputerowych, na którym do wyboru są niemal wyłącznie wysokobudżetowe produkcje AAA albo "indyki" od niezależnych twórców, wydawca Focus Home Interactive całkiem nieźle radzi sobie z udowadnianiem, że wciąż znajdzie się miejsce dla tytułu ze średniej klasy wagowej. W tym roku ukazały się przecież powszechnie chwalone zarówno przez krytyków, jak i graczy A Plague Tale: Innocence oraz Greedfall, a teraz przyszła pora na nowego konkurenta w coraz bogatszym w dobre pozycje gatunku soulslike.

Pierwsze The Surge trafiło do sprzedaży w 2017 roku i chociaż zebrało generalnie pozytywne recenzje, przeszło raczej bez echa z racji mniejszych lub większych problemów związanych z ogólnym kształtem rozgrywki. Dlatego dziwić może fakt, że po zaledwie dwóch latach na rynek trafił już sequel gry, która nie odniosła większego sukcesu. Powinniśmy jednak się z tego cieszyć – choć nie wszystkie słabostki zostały jeszcze naprawione, to i tak mamy to do czynienia z jednym z ciekawszych tytułów zakończonego właśnie roku.

Nowe dzieło studia Deck13 jest bezpośrednią kontynuacją ich poprzedniego tytułu, ale znajomość jego fabuły nie jest wymagana, aby zrozumieć kontekst wydarzeń mających miejsce na ekranie. Obdarzony inteligencją rój nanomaszyn przejął kontrolę nad rakietą i z jej pomocą uciekł z kompleksu badawczego. W wyniku eksplozji doszło jednak do strącenia z nieba samolotu, który rozbił się w Jericho City. Jako ocalali z tej katastrofy, budzimy się w mieście ogarniętym szaleństwem, w którym zagrożenie stanowią tak mordercze maszyny, jak i wysłane w celu opanowania sytuacji siły porządkowe. Po wyekwipowaniu się w nowoczesny egzoszkielet wyruszamy w podróż po tej dziwnej, dystopijnej metropolii, szukając dziewczynki, która prosi nas o ratunek poprzez widoczne tylko przez nas wizje.

Strategiczne siekanie

Podobnie jak wydane ostatnio Code Vein oraz Remnant: From the Ashes, The Surge 2 to kolejny tytuł inspirowany niesłabnącą popularnością serii Dark Souls. Poziom trudności jest wysoki, niemal każda walka stanowi wyzwanie i z łatwością można umrzeć podczas większości starć, jeśli nie jesteśmy odpowiednio skoncentrowani na tym, co robią przeciwnicy. Dodając do tego fakt, że po śmierci upuszczamy zbieraną przez nas walutę (wykorzystywaną do awansowania na wyższe poziomy i ulepszania ekwipunku) i wracamy do ostatnio używanego punktu zapisu (tutaj taką funkcję pełnią stacje medyczne), można by pomyśleć, iż mamy do czynienia z kolejnym klonem rewolucyjnego dzieła od FromSoftware. Na szczęście tak jednak nie jest, jako że twórcy mają kilka własnych interesujących pomysłów na urozmaicenie rozgrywki.

Jednym z nich jest powracająca z poprzedniej części mechanika polegająca na atakowaniu i odcinaniu konkretnych części ciała wrogów. Nie tylko pozwala to na zadawanie większych obrażeń poprzez koncentrowanie się na słabiej chronionych elementach, ale też umożliwia odblokowywanie nowych rodzajów pancerza oraz ulepszanie posiadanego już ekwipunku. Wprowadza to pewien element strategicznego myślenia do każdego starcia – czy chcemy szybko wyeliminować wroga, czy też skupić się na jego opancerzonych kończynach, aby zyskać więcej nagród po jego zabiciu? Rozwiązanie to zaimplementowano również podczas walk z bossami, jako że atakowanie konkretnych miejsc wydłuża wprawdzie pojedynek, ale oferuje też wzmocnione wersje zdobycznych broni – większe ryzyko, ale i większa nagroda.

Paruj albo giń

Innym ciekawym rozwiązaniem jest położenie większego nacisku na parowanie nadchodzących ciosów (podobnie było też w Sekiro: Shadows Die Twice), aby uniknąć sytuacji, w której zawsze najbardziej opłacalne jest ciągłe odskakiwanie od wrogów. Twórcy dołożyli tu jednak zupełnie nową mechanikę parowania kierunkowego – nie wystarczy tylko wcisnąć przycisku bloku tuż przed otrzymaniem obrażeń, ale trzeba też przesunąć grzybek kontrolera w odpowiednim, zasygnalizowanym wcześniej na ekranie kierunku, co pozwala na wyprowadzenie natychmiastowej riposty. System ten nie działa wprawdzie idealnie (okienko czasowe na poprawne sparowanie ciosu jest bardzo małe, a wychwycenie właściwego momentu to w przypadku niektórych wrogów bardziej kwestia szczęścia niż umiejętności), ale i tak stanowi bardzo fajny dodatek do pozostałych zaimplementowanych systemów.

Co więcej, do naszej dyspozycji oddano aż dziewięć różnych rodzajów broni, a wśród nich cybernetyczne kije, włócznie, młoty i wszelkiego rodzaju ostrza. Każdy cechuje się odrębnymi animacjami i rodzajami ataków, nie wspominając już o różnicach wynikających z ich statystyk. Liczba zadawanych obrażeń, szybkość, zasięg, poziom kondycji wymagany do wyprowadzania kolejnych ciosów – wszystko to ma znaczenie na polu bitwy i znalezienie typu uzbrojenia, który najbardziej przypadnie nam do gustu, nie powinno zająć wiele czasu. Ponadto, szeroki zakres modyfikujących naszą postać cybernetycznych implantów (których możemy zainstalować tym więcej, im wyższy jest poziom doświadczenia) sprawia, że system rozwoju postaci wypada jeszcze bardziej niż zadowalająco, a wszystko to wydatnie wpływa na satysfakcję z przemierzenia Jericho City i rozkładania napotykanych wrogów na czynniki pierwsze.

Tak blisko, a jednak tak daleko

Skoro rdzeń rozgrywki stoi na tak wysokim poziomie, to czemu ocena końcowa nie jest wyższa? Niestety, chociaż The Surge 2 to bardzo dobra pozycja, to do tej beczki miodu dodano nawet więcej niż jedną tylko łyżkę dziegciu. Zaczynając od rzeczy mniej istotnych, fabuła jest w najlepszym razie pretekstowa i z całą pewnością nie ona stanowi motywację do przechodzenia kolejnych poziomów – podczas przygody można całkowicie zapomnieć, co dzieje się wokół bohatera, do czego nie powinno nigdy dochodzić przy opowiadaniu konkretnej historii. Bardziej boli jednak to, że podobnie jak w wielu innych tytułach soulslike praca kamery wypada bardzo słabo, zwłaszcza gdy musimy walczyć z kilkoma wrogami naraz w zamkniętych przestrzeniach. Co gorsza, choć można zablokować kamerę na danym przeciwniku, to bardzo często odblokowuje się ona, gdy zostaniemy zagnani w róg albo gdy nasz oponent szybko przemieszcza się z miejsca na miejsce – jest to szczególnie częste w przypadku bossów, co tym bardziej frustruje, skoro nawet chwila nieuwagi może doprowadzić do naszej zguby. Im dalej w grę, tym częściej napotykamy tego typu ograniczające mobilność lokacje, które wystawią na próbę cierpliwość nawet najbardziej zdeterminowanych graczy.

Gra sprawia również wrażenie niedopracowanej pod względem technicznym: nie dość, że kilka razy zostałem wyrzucony do pulpitu (do czego może dojść szczególnie na jednej z pierwszych map), to podejrzanie często w arbitralnych momentach spada liczba klatek na sekundę, nawet na komputerze z łatwością spełniającym podane wymagania sprzętowe. Dałoby się to wybaczyć, gdyby grafika oszałamiała jakością, ale tak nie jest – oprawa wizualna prezentuje się nieźle, ale więcej nie da się o niej powiedzieć. Szkoda też, że ścieżka dźwiękowa jest dość uproszczona i większość przygody spędzamy w ciszy, słuchając tylko dźwięków otoczenia i szczęku oręża.

Nieoszlifowany diament

Choć ostatecznie w The Surge 2 jest całkiem sporo irytujących niedoskonałości, ostatecznie z czystym sumieniem można przyznać, że dobre strony dzieła Deck13 niwelują je o tyle, by dało się je wybaczyć. Bardzo satysfakcjonująca mechanika rozgrywki sprawia, że trudno oderwać się od komputera podczas eksplorowania Jericho City, a jeśli nawet ostatnie poziomy frustrują bardziej od tych wcześniejszych, to nie na tyle, by kusiło poddanie się i odłożenie pada na biurko. Mamy tu do czynienia z jednym z najciekawszych dotychczas wydanych naśladowców Dark Souls – a biorąc pod uwagę, jak bardzo sequel poprawił się w stosunku do poprzedniczki, pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłości otrzymamy też The Surge 3, które potwierdzi tezę, że twórcy z każdym kolejnym tytułem uczą się na swoich błędach.

Plusy:

Minusy: