» Recenzje » The Book of Unwritten Tales: The Critter Chronicles

The Book of Unwritten Tales: The Critter Chronicles


wersja do druku

Sprytny pastisz fantastyki? Śmiechu warte!

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

The Book of Unwritten Tales: The Critter Chronicles
The Critter Chronicles to prequel słynnego The Book of Unwritten Tales, który z założenia miał pod każdym względem dorównać oryginałowi, dostarczając podobną dawkę rozrywki i potężny zastrzyk nietuzinkowego humoru. Pod względem fabuły i poziomu zagadek miał też konkurować z innymi znanymi i cenionymi przygodówkami pokroju The Whispered World czy Syberii. Jak wyszło to w praktyce?
___________________


Miłe złego początki…

Stworzone w 2012 roku przez bremeńską firmę KING Art Games The Critter Chronicles to standardowa gra przygodowa typu point&click. Mimo iż jest to prequel, nawet gracz niezaznajomiony z serią znajdzie tu coś dla siebie, choć aby w pełni docenić aspekt humorystyczny, najlepiej rozpocząć przygodę z absurdalnym światem Avantasii od BoUT.

Głównymi bohaterami gry jest para indywiduów dobrze znana z wcześniejszej produkcji – zadufany w sobie awanturnik i złodziej Nathaniel Bonnett oraz jego kosmiczny (dosłownie i w przenośni) towarzysz Critter. Celem fabuły The Critter Chronicles jest bowiem przedstawienie okoliczności, w których doszło do pierwszego spotkania tego nietypowego tandemu. Tym razem większość rozgrywki ma miejsce w mroźnych Północnych Krainach, które stały się przymusowym domem dla obcej rasy futrzatych Crittersów.


What can possibly go wrong?

Wszystko zaczęło się całkiem niewinnie. Otóż Nate'owi zachciało się przejąć (a dokładniej wygrać w karty) statek należący do samego księcia piratów. Jak łatwo się domyślić, ten wyznaczył sowitą nagrodę za głowę naszego bohatera, a jakby tego było mało, wysłał za nim w pogoń waleczną zielonoskórą Ma'Zaz, której życiową ambicją jest zgromadzenie jak największej ilości złota. Dość powiedzieć, że nieunikniona konfrontacja, do jakiej dochodzi w pierwszym rozdziale gry – a której istotnymi elementami stają się: konfetti, waciki oraz jedna zacna kula armatnia – kończy się nieprzyjemnie dla obu stron. Natrętna Ma'Zaz zostaje wyrzucona z pokładu (a jest to, dodajmy, statek latający), natomiast sam Nate popełnia drobny błąd, jakim jest przeoczenie zbliżającej się góry i w efekcie sam ląduje na lodowym pustkowiu, otoczony przez pingwiny i… kosmitów. A to dopiero początek tarapatów. W trakcie gry Nate będzie musiał się zmierzyć ze schizofrenicznym naukowcem poszukującym dowodów na istnienie Yeti, megalomanem Munkusem i jego mało błyskotliwymi, acz potężnie zbudowanymi sługusami oraz jedną nawiedzoną działaczką na rzecz praw zwierząt. Ciężkie jest życie Wielkiego Bohatera….


Nadmuchaj Crittera

Przyjaźń, jaka w BoUT łączy naszych "Hana" i "Chewiego", rodziła się w bólach (moralno-egzystencjonalnych). Na dobrą sprawę wszystko zaczęło się od umowy na zasadzie quid pro quo – pobratymcy Crittera naprawią statek Nate'a, jeśli ten odzyska skradziony przez Munkusa artefakt. Jest nim serce skrywające w sobie energię niezbędną do aktywowania statku kosmicznego Futrzaków – bez niego nie będą w stanie wrócić do domu. Żeby wypełnić obie części umowy, bohaterowie muszą ściśle ze sobą współpracować, co w grze objawia się jako naprzemienne sterowanie raz Nate'em, raz Critterem. Wrodzona naiwność i brak doświadczenia w kontaktach międzyrasowych naszego futrzanego przyjaciela z czasem sprawia, że Nate zmienia swoje priorytety i robi się trochę mniej egoistyczny. Ale tylko trochę – nowe, lepsze "ja" nie powstrzymuje go od kilku zabawnych prób wykiwania swoich nowopoznanych kosmicznych przyjaciół. Choć z drugiej strony, Critter ma w zwyczaju traktować pingwiny jak małe, gumowe zabawki, które można bezkarnie bić… Jak widać, ta dwójka jest siebie warta.


A mawiają, że less is more

Graficznie The Critter Chronicles prezentuje się naprawdę dobrze – podobnie jak pierwsza część serii. Lokacje są dopracowane, miłe dla oka, nasycone barwami i detalami – jedyne, na co tak naprawdę można narzekać, to ich znikoma interaktywność (można wprawdzie zobaczyć dym lecący z komina oraz jakieś zagubione odbicie w wypolerowanej powierzchni, ale takich smaczków jest naprawdę mało) oraz fakt, iż różnych miejsc jest raptem kilka. Gracz może zwiedzić jedynie trzy większe miejscówki – statek Nate'a, skutą lodem krainę oraz Kamień Morski. Przy czym i tak najwięcej czasu spędzimy w tej drugiej – a jest to, trzeba zaznaczyć, najnudniejsza część rozgrywki. Tak mały wybór rozczarowuje, i to nie na żarty…


Fanfary i Poodooloo-put

Trudno jednoznacznie ocenić oprawę muzyczną The Critter Chronicles, gdyż zupełnie nie zapada w pamięć. Jedyne, co faktycznie zwraca na siebie uwagę, to fanfary, którymi twórcy raczą nas za każdym razem, jak uda nam się rozwiązać zagadkę lub wypełnić misję.

Niestety na fanfary nie zasługuje dogłębnie irytujący dubbing Crittera, który nie dość, że jako jedyna postać w grze nie posługuje się żadnym zrozumiałym językiem, to jeszcze jego świdrująco wysoki głos rani uszy i zniechęca do dalszego poznawania fabuły. Sytuację ratuje Nate, który zabawia gracza swoimi ciętymi ripostami i komentarzami, przy czym aktor, który podkładał głos bohaterowi, robi to w sposób przyjemny i profesjonalny. Na Oscara natomiast zasługuje małe, niepozorne Critterzątko, które potrafi przemawiać mnogością różnych głosów, co jest urocze i naprawdę szkoda, że twórcy gry nie obdarowali go większą rolą w tej niezwykle krótkiej przygodzie.


Logika na wagę złota

Niestety, o twórcach źle świadczy fakt, iż uraczyli gracza wyjątkowo niestrawnymi i pozbawionymi logiki łamigłówkami, których w dodatku (a może na szczęście!) jest tu jak na lekarstwo. Używanie oraz łączenie ze sobą przedmiotów również potrafi doprowadzić do furii – niejednokrotnie gracz jest zmuszony klikać wszystko, co w zasięgu kursora, żeby pchnąć akcję do przodu. No bo kto by pomyślał, że trzeba będzie armatę nabić jakże groźnym pociskiem w postaci kolorowego konfetti? Albo upić pingwina w celu pozbycia się jednego ze strażników Munkusa? W obliczu tak szokującego braku logiki, można jedynie stwierdzić, że to, co miało być śmieszne, doprowadza raczej do płaczu, wywołanego całkowitą bezsilnością.


Zawiedzione nadzieje

Z ciężkim sercem muszę stwierdzić, że The Critter Chronicles nie spełniło moich oczekiwań. W dobie gier takich jak seria Black Mirror czy Sherlock Holmes imponująca grafika to za mało, żeby usatysfakcjonować wielbiciela przygodówek. Wprawdzie liczne odniesienia do popularnych książek, gier i filmów, w jakie obfituje prequel The Book of Unwritten Tales (w tym aluzje do Gwiezdnych wojen czy Władcy pierścieni), nieco łagodzą sytuację, jednak nic nie jest w stanie wynagrodzić absurdalności łamigłówek oraz zadziwiająco małej liczby postaci i lokacji, jakie oferują nam twórcy gry. Jeśli chodzi o "Niespisane Opowieści" – dla mnie to już zamknięty rozdział.

Plusy:
  • miła dla oka, barwna, dobrze dopracowana grafika
  • charakterystyczny, unikatowy klimat
  • ciekawe poczucie humoru
  • interesująca, dobrze wykreowana postać Nate'a
  • polskie tłumaczenie
Minusy:
  • mała liczba postaci i lokacji
  • krótka rozgrywka (niecałe 12 godzin)
  • absurdalne łamigłówki
  • brak rozpoznawalnej oprawy muzycznej
  • irytująca mowa i głos Crittera


Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
4.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: The Book of Unwritten Tales: The Critter Chronicles
Producent: KING Art Games
Wydawca: Nordic Games
Dystrybutor polski: IQ Publishing
Data premiery (świat): 5 grudnia 2012
Data premiery (Polska): 18 stycznia 2013
Wymagania sprzętowe: Core 2 Duo 3 GHz, 1 GB RAM, karta grafiki 256 MB (GeForce 8600 GT lub lepsza), 6 GB wolnego miejsca na dysku, Windows XP(SP3)/Vista (SP2)/7(SP1)/8
Strona WWW: bout.kingart-games.com/
Platformy: PC



Czytaj również

The Book of Unwritten Tales 2
Baśń się baje
- recenzja
The Book of Unwritten Tales
Elfy, smoki, magia... czyli proza życia
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Senthe
   
Ocena:
0
O kurcze, jaka miażdżąca ocena... oO"
Chyba i tak spróbuję zagrać, ale recenzja trochę ostudziła mój zapał...
20-03-2013 17:42

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.