» Recenzje » Technomancer

Technomancer


wersja do druku

Mars na miarę możliwości

Autor: Redakcja: Marcin 'Karriari' Martyniuk, Jan 'gower' Popieluch

Technomancer
O grach ze stajni Spiders można było do tej pory powiedzieć, że były poprawne, momentami niezłe, lecz niewiele więcej. Niemniej z każdym kolejnym tytułem ich poziom zauważalnie rósł, a Bound by Flame, pomimo swoich bolączek, okazało się nadzwyczaj pozytywną pozycją. Teraz światło dzienne ujrzał Technomancer, który pozwoli nam wrócić na Marsa i poznać nowe informacje związane z konfliktem między korporacjami Aurory oraz Pełni.

Polityka pustkowi

The Technomancer jest kontynuacją Mars: War Logs z 2013 roku i rozgrywa się mniej więcej w tym samym czasie, co pierwszy tytuł z tego uniwersum. Tym razem wcielamy się w Zachariasza, świeżo upieczonego technomanty – maga-wojownika, którego głównym zadaniem jest szukanie artefaktów pochodzących z Ziemi oraz pozyskiwanie zagrzebanej pod piaskami wiedzy. Wraz z uzyskaniem nowej pozycji, młody wojownik zostaje wcielony do wojska Ophiru (miasto będące siedzibą jego zakonu) i wraz z podległymi mu żołnierzami ma pilnować porządku pod jedną z kopuł osłaniających osiedla przed promieniowaniem słonecznym oraz w jej okolicach. Niestety nie tylko wojna z Aurorą stanowi zagrożenie dla zakonu i jego tajemnic.

Historia kryjąca się za poczynaniami technomanty jest całkiem niezła i w kilku miejscach potrafi naprawdę zaskoczyć. Fabuła rozgrywa się na kilku płaszczyznach i dotyka paru aspektów związanych z samym światem – bierzemy udział w wydarzeniach, które odcisną swoje piętno nie tylko na odnodze zakonu związanym z Pełnią, ale również wyglądzie samych korporacji oraz postrzeganiu niektórych frakcji na planecie. Przez blisko połowę gry trudno przewidzieć, w którym kierunku potoczą się losy głównych postaci, a nawet później całkiem spora część rozwiązań potrafi przynajmniej lekko zaskoczyć.

Scenarzystom udało się również stworzyć przyjemne i ciekawe postacie. Dotyczy to zarówno bohaterów niezależnych, jak i członków naszej drużyny. Na pierwszy rzut oka część z nich zdaje się dość sztampowa, ale dzieje się tak dlatego, że twórcy częstą bawią się schematami i niektórzy przez bardzo długi czas trzymają karty przy orderach. Z całej plejady napotkanych ludzi i mutantów, najmniej interesująco prezentuje się sam Zach oraz jego główny adwersarz. Fanów War Logs ucieszy zapewne, że zobaczą znajome twarze.

Misja wojskowa

Nasze działania mają różnoraki charakter i niejednokrotnie przez dłuższą chwilę przyjdzie nam zastanowić się nad tym, jak rozwiązać dany problem. Twórcy postanowili dać nam kilka mniej lub bardzie frapujących wyborów moralnych. Nie są oczywiście tak złożone jak w Wiedźminie, mimo to potrafią sprawić, że palec zadrży na chwilę przed ostateczną decyzją. O wynikach wszystkich z nich dowiadujemy się dopiero na sam koniec gry, gdy narrator opowiada o tym czego udało się nam dokonać.

Jak zazwyczaj to bywa, gdy wcielamy się w wojskowe postacie, ogrom naszych zleceń polega na dotarciu z punktu "A" do punktu "B" i wykańczaniu po drodze wszystkich przeciwników. Na szczęście od tej zasady jest całkiem sporo odstępstw. Oczywiście na litość potworów i wrogich patroli nie ma co liczyć, jednak część konfrontacji z głównymi zainteresowanymi można rozwiązać bez użycia siły. Czasami jest to zależne od charyzmy, innym razem po prostu możemy nie chcieć przelewać krwi. Jedynym problemem jest tutaj fakt, że gra nie nagradza zbytnio za pacyfistyczne podejście do życia i dodatkowe punkty doświadczenia otrzymujemy tylko za pokonanych wrogów. Na szczęście nawet maksymalnie unikając walki, przed ukończeniem gry osiągniemy najwyższy poziom.

Konsekwencje bycia zwolennikiem ścieżki pokoju czy wojny nie są jednak tak oczywiste, jak może się zdawać. Każda frakcja czy zleceniodawca ma swoją agendę i będzie wymagał działań najlepszych dla siebie, które pod względem moralnym często nie należą do czystych jak łza. Całość połączona jest z reputacją, od której zależą dostępne dla sojusze. Wykonanie misji w ten czy inny sposób wpływa na zaufanie, jakim darzą nas poszczególne frakcje, a przez to zwiększamy lub zmniejszamy sobie pole manewru na późniejszych etapach gry. Pikanterii całości dodaje system karmy, od której zależy to, jak odbierają nas poszczególni bohaterowie – każde zabójstwo oznacza ujemny punkt karmy (pokonani przeciwnicy tracą przytomność i od nas zależy ich ostateczny los), przez co należy uważać przy szafowaniu życiem innych.

Do broni, bracia

Najsłabszym elementem czekających na nas wyzwań są walki z bossami. Złe wrażenie rodzi już pierwsze, dość rychłe, spotkanie z gigantyczną modliszką. Poziom trudności walki, połączony z początkowym brakiem obycia z mechaniką/sterowaniem oraz nie najlepiej działającym systemem trafień, potrafi doprowadzić do szewskiej pasji. Natomiast po jej ukończeniu nic nie jest już takim wyzwaniem – najtrudniejszy i najbardziej wymagający pojedynek odbywamy, mając 2–3 poziom. Kolejne z nich, po dość szybkim zapoznaniu się ze schematami ataków przeciwnika, robi się praktycznie z marszu. Trochę szkoda.

Sam system walki jest całkiem przyjemny i wszyscy zaznajomieni z poprzednimi grami ze studia Spiders powinni dość szybko nabrać wprawy. Jego jedyną bolączką jest momentami zbyt duża bezwładność i delikatne opóźnienie przy reakcji na wciśnięcie klawiszy. Do naszej dyspozycji mamy trzy rodzaje uzbrojenia, które możemy łączyć z magią technomantów. Techniki ich użycia różnią się dość mocno i wymagają innego podejścia do starć, tak więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Średnio zrozumiałe jest jedynie zaimplementowanie trybu skradankowego – praktycznie nie ma możliwości uniknięcia konfrontacji, a sam atak z ukrycia nie pozwala wyeliminować przeciwnika.

Największym minusem tego aspektu gry jest mała liczba przeciwników. Przez większość czasu napotykamy cztery, czasami pięć rodzajów ludzkich wrogów oraz około cztery gatunki potworów. Pod koniec starcia stają się już mocno monotonne, gdyż jedyną różnicą w stosunku do tych z początku zabawy jest sprzęt oponentów. Teren naszej przygody nie jest zbyt wielki, ale roi się w nim od przeciwników. Dość mieszane uczucia budzi przez to zastosowany system respawnu. Często wystarczy przejść przez dwa oddzielone drzwiami obszary, aby po powrocie zastać ponownie tę samą grupę wrogów. Przy częstym przechodzeniu między lokacjami zaczyna to nudzić i lekko irytować.

Marsa nie można nazwać piaskownicą, jednak wirtualna planeta pozwala na całkiem sporą swobodę eksploracji. Do dyspozycji otrzymujemy kilka lokacji, po których możemy się bezproblemowo poruszać i przemieszczać między nimi. Niestety nie należą one do zbyt wielkich, przez co dość często oglądamy ekran wczytywania, szczególnie gdy misje będą przerzucać nas po różnych dzielnicach Ophiru.

Jeśli połączymy to z wcześniej wymienionym sposobem odradzania się przeciwników, należy stwierdzić, że największym minusem tytułu jest czas rozgrywki. Przejście całości z zaliczeniem wszystkich misji pobocznych zajmuje od 30 do 40 godzin i jest to zdecydowanie zbyt dużo. Ze względu na ilość krążenia po niezbyt pokaźnych lokacjach oraz ciągłe potyczki z tymi samymi przeciwnikami, w pewnym momencie gra zaczyna nużyć. Gdyby przejście Technomancera zajmowało 20–25 godzin, całość zostawiałaby dużo bardziej pozytywne wrażenie.

Technika przeszłości

O ile pomysły oraz strona fabularna gry stoją na naprawdę dobrym poziomie, o tyle już narzędzia i możliwości finansowe studia nie do końca pozwoliły na tak odważny projekt. Od razu rzuca się w oczy bardzo nierówny poziom grafiki oraz animacji. Gdy spojrzymy na to, jak poruszają się nasi bohaterowie oraz na dbałość związaną z ich wyglądem i używanym sprzętem, dostrzeżemy duży wysiłek, jaki włożono w produkcję. To samo należy powiedzieć o doznaniach, jakie dostarczają lokacje obserwowane z dystansu. Niestety gdy zmniejszymy odległość i szczegółowo przyjrzymy się teksturom, zaczynamy dostrzegać duże ograniczenia silnika graficznego. Ten sam problem dotyczy również twarzy oraz mimiki postaci, która zapewne została stworzona bez użycia mo-capu, przez co jest mocno sztuczna.

Zdziwić może również sterownie oraz sposób mapowania przycisków. Jeśli ktoś używa wyłącznie klawiatury i myszy, powinien być zadowolony z efektów, jednak użytkownicy kontrolerów mogę się delikatnie zdziwić. Mimo, że gra była tworzona z myślą zarówno o PC, jak i konsolach, mapowanie pada nie należy do najlepszych. Części przycisków nie uwzględniono i do gry konieczne jest używanie klawiatury, a podczas handlu również myszki. Pozytywem w tej sytuacji jest fakt, że wszystkie elementy związane z walką zostały prawidłowo zaimplementowane.

Na szczęście strona audio wyróżnia się na tle wyżej wymienionych elementów. Muzyka towarzysząca nam podczas eksploracji jest nastrojowa i wprowadza odpowiednią atmosferę. Aktorzy podkładający głosy postaciom również stanęli na wysokości zadania i tchnęli prawdziwe życie w swoich bohaterów, co stoi w kontraście z oglądaną na ekranie mimiką. Dźwięki Marsa są wiarygodne i przyjemne dla ucha, dopełniając obrazu całości.

Technomancer jest grą niezłą, przy której można miło spędzić kilkadziesiąt godzin. Niestety powstała o jakieś cztery lata za późno i pod względem technicznym odstaje od konkurencji. Niemniej świat jest interesujący, a przebieg kampanii daje nadzieję na więcej ciekawych historii z czerwonej planety. Z chęcią poznam też dalsze losy spotkanych na jej powierzchni postaci. Każdy fan gatunku powinien dać temu tytułowi szansę.

Plusy:

  • fabuła
  • ciekawe postacie
  • niezły system walki
  • interesująca uniwersum

Minusy:

  • nierówny poziom grafiki
  • mała różnorodność przeciwników
  • za mało lokacji w stosunku do długości kampanii

Galeria


6.0
Ocena recenzenta
6
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: The Technomancer
Producent: Spiders
Wydawca: Focus Home Interactive
Dystrybutor polski: CDP.pl
Data premiery (świat): 28 czerwca 2016
Data premiery (Polska): 28 czerwca 2016
Strona WWW: www.thetechnomancer-game.com/
Platformy: PC, PlayStation 4, Xbox One
Sugerowana cena wydawcy: 199,99 zł



Czytaj również

GreedFall
Być jak Krzysztof Kolumb
- recenzja
Styx: Shards of Darkness
O goblinie i łupach jego
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.