» Recenzje » Szepty w mroku: Statek widmo

Szepty w mroku: Statek widmo


wersja do druku

Widmo dawnych lat

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Szepty w mroku: Statek widmo
Od dawna cenię przygodówki, szczególnie typu point&click. Są doskonałą odskocznią od gier, z którymi najczęściej mam do czynienia. Czy nie ma czegoś ekscytującego w odkrywaniu mrocznych tajemnic poprzez rozwiązywanie zagadek logicznych? Były to też jedne  z pierwszych tytułów w jakie zacząłem grać, a ich magia do tej pory mnie nie opuściła. Z kolejnymi latami coraz trudniej przychodzi jednak znalezienie czegoś, co będzie stanowić wyzwanie. Czy Szepty w mroku są taką produkcją?
 

Rozpoczynając rozgrywkę, wcielamy się w panią detektyw, która otrzymuje błagalny list z prośbą o pomoc w rozwiązania zagadki zaginionej załogi statku. Miasteczko zdaje się być przeklęte, gdyż raz na dziesięć lat jeden z wypływających zeń statków znika, żeby odnaleźć się kilka dni później bez śladu ładunku i załogi. Jest to ten rodzaj intrygi, którym nie pogardziłby Sherlock Holmes.

Fabuła, choć zdaje się być dość sztampowa, ma w sobie wiele tajemniczości i roztacza wokół prawdziwie mroczną aurę. Niestety po około pół godziny urok zaczął powoli pryskać, a historia przestała zaskakiwać i toczyła się według bardzo przewidywalnych schematów. Ani elementy nadnaturalne, ani tajemniczy prześladowca nie były wstanie ponownie wprowadzić mnie w początkowy nastrój. Historia z każdym krokiem stawała się kolejnym odgrzewanym kotletem, który w tej bądź innej formie każdy z nas już jadł. Twórcom raz czy dwa udało się też zaskoczyć w niezbyt pozytywny sposób, wymyślając, delikatnie mówiąc, niezbyt inteligentne zwroty akcji. A szkoda. Ten tytuł naprawdę miał potencjał.

 

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Kilka zdań należy się oprawie wizualnej, która budzi dość mieszana uczucia. Z jednej strony mamy do dyspozycji kilkanaście ręcznie malowany lokacji, które naprawdę przyciągają uwagę i są klimatyczne. Z drugiej – wszelkie animacje, szczególnie mówiących postaci, pozostawiają wiele do życzenia i są wyciągnięte rodem z gier sprzed kilku, jeśli nie kilkunastu, lat. Do tego dwuwymiarowe tła i praktyczny brak interakcji nie działa na ich plus. Największym grzechem okazała się jednak optymalizacja grafiki do ekranów panoramicznych, a raczej jej brak. Aby zauważyć jakość ilustracji, musiałem wyłączyć dopasowanie obrazu do monitora i dopiero, kiedy ten przeszedł na format 4:3, mogłem docenić pracę grafików.

Trudno też znaleźć coś pozytywnego w udźwiękowieniu, które w najlepszym razie było poprawne. W tle słyszałem praktycznie ten sam zestaw dźwięków, różniący się głównie szumem fal na morzu i powarkiwaniem czegoś na lądzie (choć brzmiało identycznie, jak doberman uwiązany przy molo, w drugiej odwiedzonej lokacji).

Fabuła to jedno, grafika to drugie, nic jednak nie liczy się tak bardzo w grach przygodowych jak zagadki. Wszystko inne schodzi na dalszy plan. Tutaj twórcy ponownie spisali się tylko poprawnie, czasami dobrze. Przez większość czasu łamigłówki były na tyle złożone, aby zatrzymać mnie na chwilę, jednak nie zmuszały do wielkiego wysiłku. Jedyne momenty, gdzie rzeczywiście musiałem się skupiać, dotyczyły odnajdowania przedmiotów na planszy, które czasami były naprawdę dobrze zakamuflowane. Ale i tutaj zdarzyły się drobne potknięcia, gdy na przykład złoty lew, którego wypatrywałem, okazywał się gryfem. Na szczęście tego rodzaju wpadki były sporadyczne.

 

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Jednak największym z grzechów, wręcz niewybaczalnym, okazał się czas rozgrywki. Przejście całej gry od początku do końca w trybie trudnym, bez używania podpowiedzi czy pomijania zagadek oraz pojawiających się od czasu do czasu filmików zajęło mi około dwóch godzin. Nawet jak na grę za tak niską cenę jest to czas na granicy przyzwoitości. Podejrzewam, że mało będzie graczy, którym przejście całości zajmie więcej niż trzy godziny. Czy inwestycja w Szepty w mroku to opłacalny zakup? Powiedzmy, że jest to dyskusyjne.

Statek widmo jest grą przeciętną, częściowo zmarnowanym potencjałem, który przy większym nakładzie pracy mógł nawiązać do takich klasyków jak Still Life. Niestety zabrakło tutaj kilku elementów – lepszego przemyślenia paru rozwiązań fabularnych, dołożenia kilku trudniejszych zagadek oraz większego przyłożenia się do poziomu animacji i złożoności lokacji. Do tego dochodzi jeszcze czas, jaki potrzebny jest na dotarcie do mety. Czy zatem żałuję tych dwóch godzin? Mimo wszystko nie. Bawiłem się całkiem niezgorzej, odkrywając tajemnice zaginionej załogi, a dwie godziny minęły mi bardzo szybko. Jeśli ktoś będzie miał właśnie tyle czasu, z którym nie wie co zrobić, to zapraszam na wycieczkę po opuszczonym statku.

Plusy:

  • mroczny klimat
  • przyzwoite łamigłówki
  • ładne lokacje

Minusy:

  • czas rozgrywki
  • absurdy fabularne

Zrzuty ekranu pochodzą z oficjalnych materiałów wydawcy.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
5.0
Ocena recenzenta
5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Left in the Dark: No One on Board
Producent: Moonrise Interactibe
Wydawca: Artifex Mundi
Dystrybutor polski: Artifex Mundi
Data premiery (świat): 20 sierpnia 2013
Data premiery (Polska): 20 sierpnia 2013
Wymagania sprzętowe: CPU 2 GHz, 1 GB RAM, 2 GB wolnego miejsca na dysku, Windows XP/ Vista / 7
Nośnik: dystrybucja cyfrowa
Strona WWW: www.artifexmundi.com/page-pl/charlo...
Platformy: PC
Sugerowana cena wydawcy: 23 zł.

Komentarze

string(15) ""

Vermin
   
Ocena:
0

Eeeee.... sorry, ale zestawienie tej gry z gatunkiem P&C, a tym bardziej ze Still Life, woła o pomstę do nieba. Przecież to jest zwyczajny Hiden Object, z elementami zagadek logicznych, coś jak Shutter Island. Drogi recenzencie, na przyszłość umiej rozróżnić dwa, całkiem odrębne gatunki, z rodziny gier przygodowych.

09-10-2013 10:12
Qrchac
   
Ocena:
0

Potrafię je rozdzielić, ale możliwe, że źle się wyraziłem. Chodziło mi głównie o poziom zagadek logicznych, które występują i tu i tu.

09-10-2013 11:43
Vermin
   
Ocena:
0

Co dalej nie zmienia faktu, ze trafiłeś kulą w płot. W recenzowanej grze, ten typ zagadek to taki fajny rozwojowy dodatek, zaś w Still Life to jedna z dwóch podstawowych mechanik gry (drugą jest prowadzenie dialogów i fabuła). W Szeptach Mroku po prostu szukamy tego co mamy na liście i co jakiś czas rozwiążemy zagadkę logiczną. Stary to naprawdę TOTALNIE dwa różne gatunki przygodówek.

 

Przy większym nakładzie pracy ta gra mogłaby nawiązać do The Tiny Bang Story, będący przykładem jak robić bardzo zaawansowane gry typu Hiden Object. Nie zaś do Still Life, który jest jednym z legend Point&Click, charakteryzujących się złożoną fabułą, szukaniem, łączeniem i używaniem komponentów, rozwiązywaniem zagadek logicznych, a czasem i zręcznościowych oraz prowadzeniem złożonych konwersacji, w celu wyciągnięcia istotnych informacji.

09-10-2013 13:32
gower
   
Ocena:
0
@Vermin
Jeśli już o gatunkach mówimy, to Szepty w mroku nie są Hidden Object, a Hidden Object Puzzle Adventure:p I z tej kombinacji każdy wyciąga dla siebie to, co najbardziej go interesuje.
09-10-2013 13:57
Vermin
   
Ocena:
0

@Gower

Sorry, ale to dalej nijak się ma do rasowych Point&Click pokroju Still Life czy Syberii.

09-10-2013 22:33

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.