» Recenzje » Śródziemie: Cień Mordoru

Śródziemie: Cień Mordoru


wersja do druku

W Mordorze, gdzie zaległy cienie

Autor: Redakcja: Aleksandra 'yukiyuki' Cyndler, Jan 'gower' Popieluch

Śródziemie: Cień Mordoru
Gry komputerowe już wielokrotnie zabierały nas do najsłynniejszego świata fantasy, wykreowanego przed laty przez J. R. R. Tolkiena. Śródziemie: Cień Mordoru to jednak jak dotąd najlepsza, a zarazem najbardziej mordercza propozycja podróży w te rejony.

Kryteria oceny gier akcji są różne. Dla jednych ideałem jest jednolity sandbox, dla drugich podział na dobrze zaprojektowane i różnorodne etapy. Niektórzy oczekują odcisków na palcach i pourywanych gałek od gamepada, drudzy bezstresowej zabawy i jak najrzadszego powracania do checkpointów. Niemniej co do jednego wszyscy powinni się zgodzić – ten gatunek powinien przede wszystkim dostarczać frajdy. Cień Mordoru dostarcza i dlatego jest produkcją wartą uwagi.

Czarny Kraj

Do Mordoru wybieramy się w towarzystwie Taliona, byłego zwiadowcy i strażnika Gondoru. Motyw podróży jest najbardziej klasyczny z klasycznych – zemsta. Grupa sług ciemności pod przywództwem dziwnej istoty zwanej Czarną Dłonią brutalnie zamordowała rodzinę Taliona, jego samego zresztą też nie oszczędzając. Strażnik został jednak przywrócony do życia, gdyż w jego porzucone ciało wniknął prastary duch, również żądny krwi sług Saurona. Powstały w ten sposób Talion-upiór chwyta więc za miecz, łuk i sztylet, po czym rusza dokonać pomsty.

W trakcie gry natrafiamy na niejedno nawiązanie do prozy Tolkiena, spotykamy także postaci znane z twórczości arcymistrza fantasy. Pierwszą z nich jest wspomagająca nas zjawa (której tożsamość pozostaje jednak z początku nieznana), później ujrzymy Golluma, a z biegiem czasu nawet samego Władcę Pierścieni. Potencjał na opowiedzenie dobrej historii był spory, dlatego trudno oprzeć się wrażeniu, że bazując na takim materiale, scenarzyści mogli zdecydowanie bardziej się wykazać. Cień Mordoru nie wyrasta bowiem ponad standard gier akcji – fabuła to głównie pretekst do serwowania kolejnych scen mordu, a zdobiące grę liczne cutscenki najczęściej wypełnione są dość niemrawymi dialogami, bez większej werwy i emocji.

Lepiej prezentuje się samo uniwersum. Mordor robi wrażenie, zwłaszcza z początku – pod ciemnym niebem hałaśliwie krzątają się urukowie, nadzorcy poganiają niewolników, a w kotlinie czai się jakaś potężna bestia. Niemniej po kilku godzinach gry, gdy już trochę pozwiedzamy, ale jeszcze nie odblokujemy dostępu do dalszej części mapy, entuzjazm do świata nieco maleje. O ile wielkość terenu wydaje się satysfakcjonująca, o tyle w oczy kole małe zróżnicowanie – szaro-bure otoczenie i niemal bliźniacze obozy orków to nie jest sceneria, która na dłuższą metę zapierałaby dech w piersiach. No, ale w końcu to domena upadłego Ainura, więc trudno oczekiwać bajecznych krajobrazów. Zresztą, czasu na podziwianie widoków i tak nie ma, bo gdzie się nie ruszymy, zaraz czeka nas walka.

Nie oryginalnie, ale grywalnie

Każdy średnio zahartowany w tego typu produkcjach od razu zauważy, że system walki w Cieniu Mordoru został właściwie żywcem zapożyczony z serii Batman: Arkham i wzbogacony o skradanie rodem z Assasin's Creed. Przy ostrożnej grze Talion może cichutko na paluszkach zajść od tyłu niczego nieświadomego orka i potraktować go nożem albo zwabić w chaszcze i tam uśmiercić, przy okazji od razu ukrywając zwłoki – czyli poczyna sobie dokładnie tak jak Edward Kenway w ostatniej odsłonie przygód Asasynów. Gdy zaś dojdzie do rozwiązań bardziej bezpośrednich, "zamienia się" z kolei w Batmana: unika, kontruje i ogłusza, w międzyczasie wyprowadzając szybkie jak błyskawica ciosy, które same łączą się w serię, a po odpowiednim urobieniu przeciwnika pozwalają ubić go efektownym finisherem.

Nie jest więc oryginalnie, ale za to bardzo grywalnie. Ta mieszanka sprawdza się świetnie i jeśli może się znudzić, to dopiero po długich godzinach rozgrywki. Duża w tym zasługa dobrze zbilansowanego poziomu trudności, który podczas gry nie naraża nas na większe stresy, a jednocześnie nie pozwala, aby jedną ręką grać, a drugą jeść zupę albo przewijać niemowlę. Talion od początku dysponuje potężnymi umiejętnościami, zaś dzięki gromadzonemu doświadczeniu szybko może zdobyć kolejne i być zdolny do walki z kilkunastoma przeciwnikami jednocześnie. Z drugiej strony, przy odrobinie nieuwagi lub zlekceważenia sytuacji nawet już mocno dopakowany bohater może spojrzeć śmierci w oczy.

Cień Mordoru nie wymaga bowiem od graczy kociego refleksu i końcówek palców ze stali, lecz koncentracji i podzielności uwagi. Musimy nie tylko odpierać atakujących nas uruków, ale także uważać na mierzących w plecy łuczników czy ewentualne orcze posiłki, bo gdy któryś z przechodzących patroli dostrzeże bitewny zgiełk, nie omieszka przyłączyć się do walki. Spokoju nie mamy nawet przy wyprowadzaniu finisherów – ogłuszony przeciwnik jest wprawdzie bezradny, ale jego towarzysze nie będą łaskawie czekać, aż rozprujemy mu krtań, tylko spróbują nas w międzyczasie wykończyć, niezależnie od tego, jak efektowny cios właśnie wyprowadzamy.

Wykorzystywanie okazji działa jednak w dwie strony. Z pozoru beznadziejną sytuację możemy odwrócić, aktywując specjalne umiejętności, zdejmując część przeciwników z dystansu strzałami z łuku, czy wykorzystując elementy otoczenia, na przykład strącając ule z wyjątkowo agresywnymi owadami, które zagryzłyby nawet Saurona. Gdy zaś padniemy powaleni wrażym ciosem, wciąż jeszcze mamy szansę się uratować, wykonując sekwencje QTE. A w ostateczności możemy po prostu spróbować uciec – w trakcie pościgów orkowie nie grzeszą inteligencją i nietrudno ich zgubić.

Nie ma jednak róży bez kolców i nawet w tak sprawnie funkcjonujący system musiał wkraść się mankament. Tak naprawdę największym wyzwaniem jest okiełznanie kamery, której pracy niestety nie da się uznać za perfekcyjną. W trakcie skradanek zachowuje się w miarę przyzwoicie, ale podczas bezpośrednich starć już niekoniecznie – lubi sobie na przykład nagle odjechać i zademonstrować nam pobliską skalną ścianę, podczas gdy pozbawiony wzroku Talion jest właśnie szatkowany. Takie sytuacje zdarzają się może nie nagminnie, ale wystarczająco często, żeby zirytować. Powinno to zostać poprawione w którymś patchu.

Nemezis

Mimo ogólnego braku oryginalności jest w Cieniu Mordoru coś w miarę unikatowego. Chodzi o tak zwany "system Nemezis", regulujący funkcjonowanie orczej armii. Urukowie, z którymi skrzyżujemy miecze, nie tworzą jednolitej masy, lecz są podzieleni według hierarchii. Ta ostatnia nie jest dana na stałe - zmienia się z upływem czasu, bo orkowie toczą między sobą walki o przywództwo, czasem sami, czasem przy naszym udziale. Możemy wesprzeć któregoś z pretendentów do zastąpienia dotychczasowego dowódcy, na przykład forsując słabszego kandydata i otwierając sobie furtkę do łatwiejszej rozprawy z nim w przyszłości, albo kierować się innymi motywacjami, wynikłymi choćby z realizowanych pobocznych questów. Po pewnym czasie zyskujemy też możliwość zdominowania któregoś z uruków i nagięcia go do swojej woli, na przykład zdradzenia towarzyszy podczas starcia.

Na szczycie hierarchii stoją kapitanowie i wodzowie, których odnajdowanie i eliminowanie to główne zadanie dla osiągnięcia postępów fabularnych. Każdy z nich ma własne imię i przydomek, unikalny wygląd, krótki opis charakteru, a także coś w rodzaju słabych stron, jakie możemy wykorzystać w walce. Niektórzy boją się ognia, inni z kolei są szczególnie podatni na konkretny rodzaj broni. Wykorzystywanie tych cech jest jednak całkowicie opcjonalne – nic nie stoi na przeszkodzie, aby uśmiercać dowódców konwencjonalnymi metodami.

Najciekawsza jest jednak "pamięć", pozwalająca dowódcom rozpoznać Taliona, jeśli już wcześniej go poznali i przeżyli spotkanie, albo – co przy okazji pozwala urukom awansować w hierarchii – udało im się bohatera uśmiercić (choć na krótko, bo zamieszkujący ciało Taliona duch wskrzesza go po każdym zgonie). Uraczą nas wtedy krótkim monologiem, w którym obiecają zemstę, zagrożą różnymi okrucieństwami, albo po prostu zdziwią się, że jeszcze żyjemy. Niby nic wielkiego, a cieszy, zwłaszcza z początku, gdy nie poznamy jeszcze wszystkich schematów wypowiedzi i każda z nich lekko zwiększa poczucie immersji w wirtualny Mordor.

Plusy:

  • wciągająca walka
  • slasher i skradanka w jednym
  • spore możliwości co do wyboru własnego stylu gry
  • system Nemezis
  • oprawa dźwiękowa

Minusy:

  • praca kamery
  • pretekstowa fabuła
  • po kilkunastu godzinach wkrada się lekka monotonia

Zrzuty ekranu pochodzą z oficjalnych materiałów producenta.

8.0
Ocena recenzenta
8.75
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Middle-earth: Shadow of Mordor
Producent: Monolith Productions
Wydawca: Warner Bros. Interactive Entertainment
Dystrybutor polski: Cenega
Data premiery (świat): 30 września 2014
Data premiery (Polska): 30 września 2014
Wymagania sprzętowe: Core i7 3.4 GHz, 8 GB RAM, karta grafiki 2 GB (GeForce GTX 670 lub lepsza), 40 GB wolnego miejsca na dysku, Windows 7/8 64-bit
Strona WWW: www.shadowofmordor.com/
Platformy: PC, X360, Xbox One, PS3, PS4
Sugerowana cena wydawcy: 139,99 zł.



Czytaj również

Śródziemie: Cień wojny
Wojna o Mordor, podejście drugie
- recenzja

Komentarze


TowarzyszT
   
Ocena:
0

To właśnie ten moment w którym szala przechyla się na korzyść konsoli... PS4...;)

23-11-2014 22:24
Szarrukin
   
Ocena:
+1

Potencjał na opowiedzenie dobrej historii był spory, dlatego trudno oprzeć się wrażeniu, że bazując na takim materiale, scenarzyści mogli zdecydowanie bardziej się wykazać.

Eru uchowaj. Wolę historię krótką, ale zgodną z Tolkienowskim duchem (pod warunkiem, że czytało się coś więcej niż WP, czego nie czynili narzekający na fabułę SoM) niż dłuższą, ale wypełnioną wymysłami scenarzystów vide serialowa "Gra o Tron". Poza tym, oprócz fabuły głównej są jeszcze fabularne wstawki w artefaktach (np. urywki z podboju Ar-Farazona Złotego)

23-11-2014 23:54
Specu
   
Ocena:
0

Eru uchowaj. Wolę historię krótką, ale zgodną z Tolkienowskim duchem (pod warunkiem, że czytało się coś więcej niż WP, czego nie czynili narzekający na fabułę SoM) niż dłuższą, ale wypełnioną wymysłami scenarzystów vide serialowa "Gra o Tron". Poza tym, oprócz fabuły głównej są jeszcze fabularne wstawki w artefaktach (np. urywki z podboju Ar-Farazona Złotego)

Zdecydowane +1

Od takiego tytułu wymaga się zgodności z realiami uniwersum w którym dzieje się akcja. Jeśli producenci popuścili by wodze fantazji, fabuła mogłaby ulewać się od grafomaństwa.

17-12-2014 17:36

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.