» Recenzje » Sekiro: Shadows Die Twice

Sekiro: Shadows Die Twice


wersja do druku

Cienie giną na dwa ciosy

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Sekiro: Shadows Die Twice
Studio FromSoftware odnalazło swoją niszę na rynku i wykorzystało jej potencjał do perfekcji. W ostatnich latach niemal każda ponadprzeciętnie trudna gra jest porównywana do serii Dark Souls, która przyciągnęła ogromną rzeszę fanów o tendencjach masochistycznych, zdeterminowanych, by umierać raz za razem aż do momentu pokonania bossa. Jak pod tym względem wypada najnowsze dzieło japońskiego dewelopera?

Akcja Sekiro została osadzona w krainie inspirowanej feudalną Japonią, bezlitośnie wykrwawianej przez kolejne wojny między konkurującymi z sobą klanami. Jeden z nich, Ashina, stoi na krawędzi upadku, a należący do niego wojownik Genichiro zrobi wszystko, co tylko się da, aby powstrzymać jego zagładę. Z tego też powodu porywa Kuro, młodego lorda obdarzonego magicznymi mocami, aby wykorzystać je do pokonania wrogów – bez względu na konsekwencje. Nie wcielamy się jednak w żadnego z nich, a w Jednorękiego Wilka (tytułowego Sekiro), shinobiego służącego Kuro, który wykorzysta zarówno szeroki wachlarz umiejętności charakterystycznych dla skrytobójcy, jak również mroczną magię pozwalającą mu powracać do życia, aby uratować swojego pana przed planami Genichiro.

Przygotujcie się, by umrzeć, znowu

Gry od FromSoftware nigdy nie cechowały się zbyt skomplikowanymi fabułami (co innego, jeśli chodzi o światotwórstwo) i nie inaczej jest w przypadku ich nowego tytułu. Tym razem przejmujemy wprawdzie kontrolę nad konkretnym protagonistą (zamiast tworzyć go od zera jak w Dark Soulsach) biorącym udział w dialogach, a jego motywacja jest od początku odpowiednio zarysowana, lecz mimo to opowiadana tu historia okazała się bardzo prosta i wiele kwestii trzeba dopowiedzieć sobie samemu. Po raz kolejny zatriumfowało zamiłowanie twórców do fabularnego minimalizmu i niejednoznaczności.

Nie dla intrygi wszakże gra się w pozycje FromSoftware, ale dla charakterystycznych dla nich mechanik rozgrywki. Te w Sekiro prezentują się jednak zauważalnie odmiennie od rozwiązań, do których zdążyli się już przyzwyczaić miłośnicy Dark Souls. O ile tam większość problemów (czytaj: nieprzerwanie atakujących wrogów) dało się przezwyciężyć za pomocą blokowania ciosów tarczą, odskakiwania na boki i okazjonalnego tylko ciachania oponentów w krótkich momentach wytchnienia po ich ofensywie, o tyle tutaj znacznie większą rolę odgrywa mechanika parowania, czyli wciskania przycisku odpowiedzialnego za wykonanie bloku na krótko przed kontaktem z bronią przeciwnika. Co więcej, wprowadzono tu trzy rodzaje ataków niemożliwych do zablokowania, które należy kontrować na trzy różne sposoby zależnie od ich typu – a na rozpoznanie ich po animacji wykonywanego przez wroga ciosu jest w najlepszym razie sekunda, zatem każda ważniejsza potyczka wymaga maksymalnego zaangażowania oraz ciągłego analizowania tego, co dzieje się na ekranie. Z tego też powodu nawet starzy wyjadacze nie mają prawa czuć się tu zbyt pewnie i z całą pewnością będą zmuszeni do przystosowania się do nowych warunków, jakie narzuca gra.

Beczka miodu z łyżką dziegciu

Lepiej niż do tej pory (a na pewno różnorodniej) prezentują się lokacje. Każdą zaprojektowano w jej własnym konkretnym stylu, dzięki czemu uniknięto problemu wizualnej powtarzalności w miarę przechodzenia kolejnych poziomów. Co więcej, wypełniają je sekrety do odkrycia, a że gra wynagradza eksplorację bonusowymi przedmiotami, warto poświecić trochę czasu na zbadanie każdej dostępnej ścieżki. Nie uświadczymy tu wprawdzie graficznych fajerwerków wyciskających siódme poty z najnowszych kart i podzespołów, ale nie są one potrzebne, gdy artyści odpowiadający za estetykę znają się na swojej robocie. Tak zdecydowanie było w tym przypadku, gdyż choć świat przedstawiony jest dość ponury i mroczny (nawet jeśli mniej przygnębiający niż to wcześniej bywało), to co i rusz można natknąć się na budzące podziw krajobrazy oraz regiony – aż chce się kontynuować rozgrywkę choćby po to, by zobaczyć, co będzie dalej.

Wszystko to jest oczywiście wyświetlane w płynnych sześćdziesięciu klatkach na sekundę, co dobrze świadczy o poziomie optymalizacji tytułu, jako że jego wymagania sprzętowe nie są zbyt wygórowane. Sekiro zasłużyło też na plusa za stopień doszlifowania – podczas rozgrywki nie natknąłem się na żadne problemy techniczne lub bugi, co nie znaczy jednak, że jest idealnie, gdyż jeden problem charakterystyczny już dla Dark Soulsów występuje i tutaj. Mowa oczywiście o pracy kamery, która po raz kolejny zaczyna wariować, gdy tylko przychodzi nam walczyć w zamkniętych przestrzeniach lub zbyt blisko jakichkolwiek ścian. A że precyzja stanowi tu o życiu lub śmierci, to problematyczne staje się blokowanie ataków wroga, jeśli nie możemy wyraźnie zauważyć, w którym momencie rozpoczyna on ofensywę. Co gorsza, choć możemy wyśrodkować kamerę na konkretnym przeciwniku, aby nie zniknął nam z pola widzenia, to ma ona bardzo brzydki zwyczaj urywania się ze smyczy w najbardziej uciążliwych momentach, co dodatkowo uprzykrza życie podczas pełnych dramaturgii starć.

Być niczym cień

Twórcy wyraźnie inspirowali się konsolową serią Tenchu (w której również wcielaliśmy się w rolę ninja), co wprawdzie widać na każdym kroku, ale efekty mogą wzbudzać wątpliwości. Z racji usunięcia paska wytrzymałości, bohater może biec godzinami (co zwłaszcza przydaje się podczas walk z bossami), a dzięki protezie ręki wyposażonej w przeróżne gadżety otrzymuje dostęp do wielu metod radzenia sobie z napotykanymi przeciwnikami. Dostosowywanie się do naprędce zmieniających się okoliczności jest nagradzane na każdym kroku – jeśli wrogowie są wyposażeni w tarcze, lepiej jest je porąbać toporem, zwierzęta boją się prochu strzelniczego, więc przydatna może się okazać petarda, a jeśli nie wiadomo co zrobić, to shurikeny sprawdzają się w niemal każdej sytuacji. Dzięki temu, że – jak na shinobiego przystało – Sekiro śmiga po dachach dzięki coraz częściej umieszczanemu w różnych grach hakowi do chwytania, rozgrywka prezentuje się znacznie dynamiczniej, niż to wcześniej bywało.

Choć jednak sami twórcy głosili przed premierą, że nie chcieli zrobić kolejnych Dark Soulsów, to niestety nie poszli wystarczająco daleko podczas wprowadzania innowacji. Protagonista jest skrytobójcą, więc – jak należało się spodziewać – do gry wprowadzono elementy skradankowe, jednakże ich mechanika jest bardzo uproszczona. Owszem, zakradnięcie się za plecy wroga pozwala zabić go jednym ciosem (nie sprawdza się to w przypadku bossów, ale nawet wtedy można im przynajmniej odebrać połowę paska życia), lecz na tym w zasadzie skradanie się kończy, co jest bolesne zwłaszcza przy szczątkowej sztucznej inteligencji, jaką obdarzono wrogów. Można zabić piątkę przeciwników i uciec kilkanaście metrów dalej, aby szósty pozostały przy życiu bandyta po kilku sekundach wrócił na swoje miejsce jakby nigdy nic. Skradanie się nie jest więc alternatywą dla graczy, którzy chcieliby spróbować podejścia nieco subtelniejszego niż wyrzynanie w pień kolejnych wrogich zastępów, ale jedynie narzędziem do jak najszybszego eliminowania przeszkód przed walką z bossami i minibossami  – zwłaszcza, że ci drudzy praktycznie zawsze są otoczeni przez chmarę pomagierów, co zmusza gracza do każdorazowego wykończenia najpierw ich, aby ponownie spróbować swoich sił przeciw głównemu zagrożeniu.

Wyzwanie dla najwytrwalszych

Nie da się ukryć, iż poziom trudności jest ekstremalnie wymagający, nawet dla weteranów gatunku, nie wspominając już o mniej zaawansowanych i wytrwałych graczach. Dzięki temu każde zwycięstwo nad bossem, który wgniatał Wilka w ziemię przez ostatnie dwie godziny, smakuje lepiej, niż gdyby miało zająć piętnaście minut, ale jeśli faktycznie FromSoftoware próbowało odejść od formuły souls-like, to ta sztuka się nie powiodła – Sekiro cechuje się większą dynamiką rozgrywki, naciskiem na parowanie zamiast blokowania i unikania oraz dodaniem elementów skradankowych, ale ostatecznie gramy w tym samym stylu co w Dark Souls, czyli bijemy głową w mur przy kolejnych wyzwaniach, aż wreszcie rozpadnie się albo mur, albo głowa. Shadows Die Twice pod pewnymi względami jest nawet trudniejsze niż tytuły go poprzedzające (zwłaszcza ostatni bossowie, którzy reprezentują poziom najgroźniejszych wrogów z całej trylogii DS), zatem przed zakupem każdy powinien zadać sobie pytanie, jak wiele determinacji i czasu jest w stanie poświęcić na tak wymagającą produkcję. W moim przypadku to podziałało i Sekiro zaangażowało mnie mocniej, niż jakikolwiek inny tytuł wydany w ciągu ubiegłego roku, ale nie każdy będzie podzielał moje odczucia w tej kwestii, zatem jest to zdecydowanie kwestia do osobistego rozważenia dla każdego zastanawiającego się nad kupnem.

Niezależnie od kwestii progu wejścia Sekiro: Shadows Die Twice z całą pewnością można uznać za jedną z najlepszych gier wydanych w ciągu ostatniego roku. Grafika, atmosfera, grywalność, projekty poziomów – wszystko to stoi na najwyższym poziomie i choćby tylko dlatego czas poświęcony przy tym tytule jest w pełni usprawiedliwiony. Oczywiście, pewne kwestie mogłyby zostać bardziej dopracowane (przede wszystkim praca kamery oraz wzbogacenie elementów skradankowych), ale nawet z tego typu niedoskonałościami najnowsze dzieło FromSoftware zdecydowanie zasługuje na uwagę każdego, kto może sobie pozwolić na wielokrotne powtarzanie tych samych momentów i szlifowanie swoich umiejętności. Mnie jest wciąż mało: choć umarłem już setki razy, niemal na pewno wrócę do Sekiro, by przejść je ponownie w trybie New Game +. Nawet, jeśli będzie się z tym wiązało jeszcze więcej zgonów.

Plusy:

  • atmosfera
  • projekty poziomów
  • oprawa wizualna
  • grywalność
  • widowiskowość pojedynków z bossami i minibossami

Minusy:

  • praca kamery
  • bardzo słaba sztuczna inteligencja wrogów
  • co najwyżej przeciętna fabuła
8.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Sekiro: Shadows Die Twice
Producent: FromSoftware
Wydawca: Activision
Dystrybutor polski: Cenega
Data premiery (świat): 22 marca 2019
Data premiery (Polska): 22 marca 2019
Wymagania sprzętowe: Intel Core i3-2100 / AMD FX-6300; 4 GB RAM; NVIDIA GeForce GTX 760 / AMD Radeon HD 7950; Windows 7/8/10 64-bit; 25 GB wolnego miejsca na dysku twardym
Nośnik: kod Steam
Strona WWW: www.sekirothegame.com
Platformy: PC, PlayStation 4, Xbox One
Sugerowana cena wydawcy: 229,99 zł



Czytaj również

Graliśmy w Sekiro: Shadows Die Twice
Jedna śmierć to mało, 10 też
- pierwsze wrażenia
Dark Souls III
Pamiętaj, że umrzesz
- recenzja
Dark Souls III
Żyję by umrzeć, umieram by walczyć
- recenzja
Lords of the Fallen
Polskie Dark Souls
- recenzja
Dark Souls II
Bo umieranie nigdy nie jest nudne
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.