» Recenzje » Rising Storm - recenzja

Rising Storm - recenzja

Rising Storm - recenzja
Red Orchestra to tytuł, który kojarzony jest z drugowojennymi potyczkami na froncie wschodnim. Obydwie części oferowały dwie, te same, strony konfliktu – nazistowskie Niemcy i komunistyczne ZSRR. Tym razem twórcy postarali się spróbować czegoś nowego za sprawą Rising Storm. Europie mówimy tymczasowo "do widzenia" – wita nas Pacyfik.

Burn 'em or slice 'em

Rising Storm to dodatek do Red Orchestra 2. Dzięki niemu możemy poznać dwóch kolejnych uczestników zmagań zakończonych blisko 70 lat temu. Dzięki rozszerzeniu wcielimy się w żołnierza armii Stanów Zjednoczonych lub piechura rodem z Kraju Kwitnącej Wiśni. Konflikt między tymi państwami, rozgrywający się na Pacyfiku, rozpoczął japoński nalot bombowy na bazę wojskową w Pearl Harbour. Właśnie to wydarzenie doprowadziło do wypowiedzenia przez Amerykanów wojny Japonii – i otwarcia frontu uważanego za najbardziej krwawy w całej II wojnie światowej.

W grze otrzymujemy szeroki wachlarz nowego i wiernie odwzorowanego uzbrojenia. Na pochwałę zasługuje też dbałość twórców o chronologiczną poprawność w kwestii dostępności broni – jeżeli akcja rozgrywa się we wczesnym stadium wojny, część oręża może być akurat niedostępna, zgodnie z prawdą historyczną. Gracze dostają też możliwość usprawnienia broni. Ulepszeń nie jest co prawda wiele (jak na przykład w Battlefield 3), nie jest też łatwo je zdobyć (trzeba osiągnąć konkretny poziom danej broni), ale fakt warty jest uwagi i dodatkowo wpływa na bogactwo dostępnego arsenału.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Obydwie strony konfliktu otrzymały charakterystyczne elementy swojego arsenału. Jako alianci możemy skorzystać z nieśmiertelnych Garandów, Thompsonów czy miotacza płomieni M2. Co prawda w grze nie ma silnika graficznego w stylu Far Cry 3, gdzie ogień efektownie rozprzestrzenia się na podpalonej trawie, jednak czyszczenie bunkrów czy też okopów przy pomocy tego narzędzia potrafi sprawić satysfakcję. A także wywołać ciarki na plecach, gdyż krzyki podpalonych przeciwników wypadają wyjątkowo przekonująco.

Odpowiedzią Japończyków na te narzędzia zagłady są karabiny Arisaka, charakterystyczne pistolety maszynowe Typ 100 oraz... miecze samurajskie. Niektórzy oficerowie Cesarskiej Armii Japońskiej mieli przywilej dzierżenia przy sobie tej tradycyjnej broni białej. Kiedy więc jako gracze zdecydujemy się po nią sięgnąć, możemy rozpocząć tryb szarży. Podczas jego trwania biegniemy przygotowani do ataku wręcz, a nasza wytrzymałość (oraz wytrzymałość towarzyszy, którzy zdecydują się na tego typu atak razem z nami) znacząco wzrasta. Na własnej skórze przekonałem się o tym, jak bardzo tego typu ofensywa potrafi być skuteczna, szczególnie wsparta granatem dymnym. Wszechobecny chaos, krzyki pędzących Japończyków i nerwowe oczekiwanie na moment, kiedy nacierający na nas przeciwnicy wyłonią się w końcu z kłębów dymu – to jeden z tych momentów, który warto przeżyć w Rising Storm samodzielnie.

Krajobrazy Pacyfiku

Oprócz nowego uzbrojenia do dyspozycji graczy oddano sześć zupełnie nowych map obejmujących obszar Pacyfiku. To dosyć skromna liczba i jest to odczuwalne, ale możemy przynajmniej wziąć udział w słynnej ofensywie na Iwo Jimę lub na własnej skórze przeżyć potyczkę o lotnisko na Gudalcanal. Wszystko to podkręcone świetnymi projektami poziomów żywo przypominającymi scenerie z miniserialu Pacyfik.

Silnik graficzny użyty w tej produkcji ma już dwa lata. Nie został mocno zmodyfikowany na rzecz dodatku i to widać. Grafika nie jest pierwszych lotów i wzbudza mocno mieszane uczucia, jednak mimo próby czasu zachowała specyficzny urok i znakomicie wpasowuje się w surowy klimat brutalnych potyczek na wyspach Oceanu Spokojnego.

Twórcy dali z siebie wszystko w przypadku oprawy muzycznej. Iście filmowa ścieżka dźwiękowa perfekcyjnie wpasowuje się w nastrój gry. Odgłosy wystrzałów również wypadają bardzo dobrze i potrafią zadowolić ucho gracza. Na dokładkę pozostają świetnie nagrane kwestie mówione, wypowiadane przez żołnierzy w ich ojczystych językach. Polski wydawca gry zrezygnował z dubbingu, dzięki czemu możemy cieszyć się oryginalnymi głosami. Co więcej, pojawiła się opcja przywrócenia oryginalnego języka w przypadku samej Red Orchestry 2. Jedyne, co mogę tutaj zarzucić, to pewne różnice w poziomie głośności niektórych elementów składających się na całość oprawy audio. Mimo to zarówno ona, jak i strona graficzna stoją na dobrym poziomie.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Are you going AWOL, soldier?

Zamysł rozgrywki jest wciąż taki sam. Liczy się tu głównie umiejętność gry w zespole. Po raz kolejny w każdej z drużyn pojawiają się role, w które może się wcielić dowolny gracz. Oprócz zmian w ekwipunku poszczególnych klas różnice dotyczą również wykonywanej roli. Dowódcy drużyn muszą dbać o to, by ich rozkazy były jasne, a także chronić głowy, gdyż są mobilnym punktem odrodzeń, podczas gdy kaemiści mają prowadzić ogień zaporowy, by wspomóc kumpli z zespołu. Oczywiście istnieją zarówno role bardzo istotne, jak i te mniej ważne (przykładowo, strzelec musi właściwie wyłącznie trzymać się swojego dowódcy), jednak tylko poprawne działanie każdego z trybików jest w stanie zagwarantować zwycięstwo. Drużyny, które składają się ze Stallone'ów czy Stathamów, skazane są na porażkę – kluczem do sukcesu jest współpraca.

Jednym z atutów dzieł Tripwire Interactive jest realizm. W Rising Storm utrzymuje się on na takim samym poziomie jak w ostatniej Red Orchestrze. Bardzo łatwo tutaj zginąć, a jeszcze łatwiej dać się trafić. Korzystanie z osłon okazuje się niezbędne, nierozważne poruszanie się po otwartych przestrzeniach może bardzo szybko zakończyć się zarobieniem kulki. Bycie trafionym może się zakończyć na cztery różne sposoby: możemy zginąć natychmiast lub momentalnie wykrwawić się od poważnej rany, jednak czasami wystarczy przeczekać trafienie lub się opatrzyć. Dodatkowo to, gdzie zostaniemy trafieni, wpływa na tempo poruszania się czy umiejętność celowania.

Administratorzy serwerów w rozgrywce wieloosobowej mogą ustalić styl: pierwszy – normalny, w którym gracze otrzymują pełny dostęp do interfejsu; drugi – realistyczny, w którym rola HUD-u jest ograniczona, co wpływa na realizm; trzeci – klasyczny, czyli ustawienia przypominające pierwszą Red Orchestrę. Posiadacze serwerów dostaną też opcję stworzenia własnych ustawień. 

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Not only bright sides

Twórcy oddali w ręce graczy trzy tryby. W praktyce jednak okazuje się, że dostępny jest tylko jeden – Terytorium. Jego zasady są proste: jedna drużyna broni kolejnych sektorów mapy, a druga w odpowiedniej kolejności ma je przejąć. Jeżeli jednak chcielibyśmy zagrać w pozostałe dwa rodzaje: szturm na pozycje (to... właściwie to samo, co pierwszy tryb) lub wymianę ognia (typowy team deathmatch) – musimy zadowolić się przeciwnikami w postaci botów, ponieważ serwery świecą pustkami i jest ich zwyczajnie mało. Szkoda, bo na dobrą sprawę gracze sami odebrali sobie różnorodność rozgrywki.

Drobną bolączką tytułu jest też fakt, że nie ma ani jednej mapy, na której uświadczylibyśmy jakieś pojazdy. Jedyne, co możemy znaleźć na mapach, to ich wraki – nie usiądziemy więc ani za kółkiem ani za działem żadnego z wojskowych środków transportu, podczas gdy RO 1 i 2 oferowały taką możliwość.

I want you for... Pacific

Rising Storm to niewątpliwie pomysł trafiony. Po dwóch Red Orchestrach serii przydało się odświeżenie i przeniesienie jej na inny teatr działań wojennych. Mimo że w rozgrywce nie uświadczymy kolosalnych zmian, to już sam klimat jest zgoła odmienny i pomysł został zrealizowany z najwyższą klasą. Co więcej, jest to dodatek samodzielny i dostać go można już za 50 złotych – a to świetna cena. Gra naprawdę warta polecenia i godna uwagi.

Plusy:

  • nastawienie na współpracę
  • realizm
  • bogaty arsenał
  • świetna oprawa dźwiękowa
  • surowy klimat wizualny
  • miotacz płomieni i miecz samurajski
  • świetnie zaprojektowane mapy

Minusy:

  • dwa "nieżywe" tryby gry
  • brak pojazdów
  • przestarzała grafika

 

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.5
Ocena recenzenta



Czytaj również

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.