» Recenzje » Pagan Online

Pagan Online


wersja do druku

Sieczka sieczką przepleciona

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Pagan Online
Bogowie odeszli, zostawiając po sobie świat pogrążony w chaosie. Mroczne moce stają się coraz silniejsze, porywając dusze ludzi, którzy są zbyt słabi, by się z nimi zmierzyć. Tu pojawia się heros, wybraniec, którego zdaniem jest stawić czoło złu i przywrócić dawną równowagę.

Pagan Online to RPG akcji studia Mad Head Games, a wydaniem tytułu zajęło się Wargaming – twórcy kultowego World of Tanks. Podczas kampanii promującej obiecano hack’n’slasha osadzonego w świecie inspirowanym czasami przedchrześcijańskimi, a mówiąc dokładniej – mitologią słowiańską. Czy obietnica została spełniona? Mogliśmy to sprawdzić dzięki przedpremierowemu dostępowi do wersji, która dzisiaj trafiła do programu Early Access na Steamie.

Do wyboru na start dostajemy trzy postacie: typowego berserkera Kingewitcha, Istoka – tanka przypominającego nieco wyglądem krasnoluda oraz Anyę, walczącą na dystans mistrzynię wysysania życia z otaczających ją wrogów. Wraz z rozwojem rozgrywki będziemy mieli możliwość odblokowania kolejnych herosów, po zebraniu odpowiedniej liczby cząstek duszy danego bohatera. Każda postać ma swoje unikalne zdolności, które zostały nie tylko opisane, ale również pokazane za pomocą filmików, dzięki czemu gracz może dokładnie zapoznać się z daną umiejętnością. Po dokonaniu decyzji pora rozpocząć przygodę i ruszyć ratować pogrążony w chaosie świat.

Śmierć jest dopiero początkiem

W rozgrywkę oraz fabułę wprowadza nas animacja przedstawiająca aktualny stan świata, w którym przyjdzie żyć naszemu bohaterowi. A nie wiedzie mu się najlepiej. Pozostawiony przez bogów, zaczyna być przejmowany przez ciemne siły, którym ludzie nie potrafią stawić czoła. Po wstępie fabularnym rozpoczynamy samouczek, który zapoznaje nas z mechanizmami działającymi w grze i uczy używania ich na pierwszych przeciwnikach. Nim jednak zdążymy się rozkręcić, nasza postać ginie i nic nie możemy na to poradzić, Mogłoby się wydawać, że to koniec, ale oczywiście nic bardziej mylnego. Nasz heros zostaje przeniesiony do Panteonu podobnego do nordyckiej Walhalli – każdy, kto ginie w boju, trafia właśnie tutaj. Jednocześnie jest to miejsce urzędowania bogów. Warto wspomnieć, że ich imiona zaczerpnięte zostały z mitologii słowiańskiej – dlatego też spotkamy się z Welesem, Perunem, Dabogiem (Dadźbogiem) czy Moraną (Marzanną). Nowy mieszkaniec Panteonu wkrótce dowiaduje się, że jako wybraniec dostąpi zaszczytu powrotu na ziemię, by móc walczyć ze złem i sprowadzić bóstwa z powrotem na ich miejsce. Zaświaty staną się naszą bazą wypadową, w których będziemy mogli sprzedać niepotrzebne przedmioty czy ulepszyć ekwipunek lub zaklęcia. Oczywiście nie od razu – każda z opcji będzie odblokowywana po wykonaniu stosownej misji. 

Na ratunek!

Główna kampania podzielona jest na osiem aktów, a te na poszczególne misje, do których wykonania bohater jest oddelegowany z powrotem do świata żywych. Niestety ciągła, monotonna wręcz sieczka sprawia, że historia odchodzi na drugi plan – mimo czytania wszystkich dialogów i zdobywanych po drodze informacji wczucie się w pogański klimat gry jest dosyć ciężkie. Całą przyjemność z jego doświadczania niszczy powtarzający się ciągle ten sam schemat: po skończonej misji wróć do Panteonu, wysłuchaj kilku zdań na ten temat, następnie wybierz się do bohatera niezależnego, by ulepszyć swój ekwipunek, sprzedaj niepotrzebne znaleziska i... idź na kolejną misję, morduj hordy potworów, zdobądź fanty, powróć do Panteonu. Powtórz. I jasne, czego innego można spodziewać się po hack’n’slashu jak nie powtarzalnych schamatów? Jednak takie klasyki gatunku jak Diablo czy Torchlight pokazują, że można połączyć fabułę i ciągłą walkę z przeciwnikiem w sprawiającą frajdę całość i nie narażać przy tym gracza na monotonię. Mimo że Pagan Online widocznie inspirował się powyższymi produkcjami, w kwestii fabularnej poradził sobie znacznie gorzej.

System walki nie jest bardzo skomplikowany, aczkolwiek wciskanie przycisków na oślep może nie zdać egzaminu. Warto przyjrzeć się dokładnie działaniu wszystkich zdolności, wypróbować parę kombinacji i stworzyć kilka ulubionych zestawów, dzięki którym będziemy bardziej skuteczni. Na przykład grając Anyą, mamy możliwość spowolnienia przeciwnika, dzięki czemu zadamy mu więcej obrażeń zaklęciem obszarowym, by następnie za pomocą skoku oddalić się i wciąż atakować go na odległość. Poszczególne klasy znacznie się od siebie różnią. Mamy do wyboru bohaterów, którzy atakują z dystansu, oraz stawiających na walkę w zwarciu. Gra Valerią jest dynamiczna, wymaga ciągłego bycia w ruchu ze względu na stosunkowo niską ilość życia, pojedynki z Istokiem są zaś wolniejsze, ale dzięki tarczy możemy pozwolić sobie na wejście w samo epicentrum bez obaw, że zginiemy w kilka sekund. Do każdego bohatera musimy się dostosować, trzeba znaleźć odpowiednią strategię. To, co działa dla Dameera, niekoniecznie sprawdzi się przy grze Mashą i na odwrót.

Oprócz wątku głównego czekają na nas misje poboczne, a także tryb, dzięki któremu będziemy mogli zbierać odłamki duszy poszczególnych bohaterów. Jest to całkiem przyjemna opcja. Po kilkunastu rozdziałach rozegranych tym samym bohaterem, mała odmiana jest wręcz wskazana. Oprócz dwóch pozostałych postaci początkowych dostajemy pięć kolejnych, tak samo unikalnych jak poprzednie. Niestety, niezależnie od tego, czy wykonujemy misję z głównego wątku fabularnego, czy te związane z odblokowywaniem poszczególnych bohaterów, wszystko sprowadza się do jednej rzeczy: monotonnego siekania potworów.

Rozwój to podstawa

Wraz z każdym kolejnym zdobytym poziomem nasza postać staje się coraz silniejsza i odblokowuje kolejne umiejętności – których brak nie był aż tak bardzo odczuwalny w początkowych fazach rozgrywki – to, co nam oferowano było wystarczające, by na spokojnie przejść misję. Oprócz tego gra wprowadza dość klasyczny system craftingu. By ulepszyć jakiś przedmiot, potrzebujemy receptury oraz odpowiednich składników, a następnie udajemy się do odpowiedniego specjalisty. Podrasowany ekwipunek nie tylko dodaje kolejne punkty do statystyk, ale także zapewnia dodatkowe efekty, takie jak szansa na zatrucie przeciwnika. Wraz ze wzrostem poziomu postaci, nie dostajemy żadnych punktów, które musimy rozłożyć na poszczególne cechy – z jednej strony nie musimy więc się bać o to, że nieodpowiednie decyzje  zepsują nam postać, z drugiej jednak zabiera to sporo uroku i nie zmusza do logicznego myślenia. Rozwój postaci jest bardzo liniowy. W Pagan Online nie znajdziemy skomplikowanych drzewek, które dawałyby masę możliwości. Dostajemy za to z góry ustalone siedem zdolności, z których tylko cztrery możemy ulpeszyć – przy pomocy odpowiednich składników – u odpowiedniej postaci niezależnej w Panteonie. Warto jednak wspomnieć, że podczas rozwijaniu poszczególnych zaklęć, mamy możliwość wybrania dwóch różnych ścieżek – w połowie rozwoju oraz na samym końcu.

Na sam koniec...

Zapowiedzi twórców Pagan Online skutecznie rozbudziły oczekiwania. Trailer zapowiadał się obiecująco, a fakt, że studio postanowiło czerpać inspirację ze zbyt rzadko wykorzystywanej mitologii słowiańskiej, był bardzo bardzo interesujący. Kilkanaście godzin spędzonych nad tym tytułem pozostawia jednak pewien niedosyt – owszem, early access oznacza, że wiele funkcji jest jeszcze niedostępnych – chociażby tryb kooperacji – aczkolwiek ich brak nie wpływa na samą fabułę i jej rozwój jako taki. Warto wspomnieć, że Pagan Online, w przeciwieństwie do większości tytułów Wargamingu, będzie grą płatną, dostępną zarówno na Steamie, jak i w Wargaming Game Center (ze wspólnymi serwerami). Dla osób, które sięgając po hack’n’slasha, szukają w nim czegoś więcej niż mordobicia, ten tytuł może okazać się zawodem. Mimo naprawdę świetnego pomysłu na fabułę, ta jest spychana na dalszy plan, przez co cały urok i magiczna otoczka gdzieś znika. Jeżeli jednak historia nie jest najważniejsza i chcemy po prostu "pofarmić", to Pagan Online powinno sprostać oczekiwaniom.

Plusy:

  • przyzwoita oprawa audiowizualna 
  • gra wieloma postaciami i odblokowywanie ich
  • przyjemny system walki 

Minusy:

  • fabuła będąca jedynie tłem
  • schematyczność działań 
  • brak samodzielnego rozdawania punktów statystyk 
  • mało możliwości rozwoju postaci 
6.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Pagan Online
Producent: Mad Head Games
Wydawca: Wargaming
Data premiery (świat): 2019
Wczesny dostęp: 18 kwietnia 2019
Wymagania sprzętowe: Procesor 2,66 GHz; 4 GB RAM; GeForce GTX 650Ti / ATI Radeon HD 7850; Windows XP SP3 / 7 SP1 / 8 / 10;
Nośnik: dystrybucja cyfrowa
Strona WWW: www.pagan-online.com
Platformy: PC
Sugerowana cena wydawcy: 26,99 EUR



Czytaj również

Graliśmy w Total War: Arena
Total War w 10 minut
- pierwsze wrażenia
World of Tanks: Roll Out
Przewrotny los
- recenzja
World of Warships
Walka na morzu lagów
- recenzja
World of Warships – wrażenia z bety
Piekło na Pacyfiku czas zacząć
Wrażenia z bety World of Warships
Trafiony, zatopiony!
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.