Nie taki Epic straszny

Walka z parowym Goliatem

Autor: Jan 'gower' Popieluch

Nie taki Epic straszny
Wszyscy znamy historię o Dawidzie i Goliacie. A co jeśli Dawid zamiast procy miałby miliardy dolarów zysków rocznie, a Goliat – ustabilizowaną pozycję monopolisty na filistyńskim rynku?

Na zorganizowanej jesienią 2010 roku konferencji przedstawiciele studia CD Projekt RED zapewniali, że pudełkowa wersja Wiedźmina 2, nie będzie używała platformy Steam. Dziewięć lat później aktywacja gier na Steamie stała się praktyką tak powszechną, że niemal nikogo już nie dziwi. W ostatnich tygodniach, gdy Epic Games ogłaszało kolejne tytuły trafiające do ich sklepu, nietrudno było również znaleźć pełne irytacji komentarze, deklarujące gotowość przeczekania rocznego okresu wyłączności, by zakupić grę w sklepie prowadzonym przez Valve. Co się zmieniło i czy naprawdę granie na PC stało się równoznaczne z graniem na Steamie?

W grudniu ubiegłego roku Epic Games postanowił wykorzystać spływające z Fortnite'a miliardy dolarów do stworzenia nowego kanału dystrybucji gier komputerowych. Inaczej jednak niż GOG.com czy itch.io, które zagospodarowały zaniedbaną przez Valve niszę, Epic rzucił gigantowi bezpośrednie wyzwanie. Wybranym orężem okazała się prowizja. Większość platform dystrybuujących gry wideo (Steam, GOG, PSN, Xbox Live…) potrąca 30% przychodu ze sprzedaży. W zeszłym roku Steam wprowadził do tego modelu zmianę, zmniejszając swoją działkę do 25%, gdy przychody z danej gry przekroczą 10 mln dolarów i do 20% po osiągnięciu 50 mln dolarów. Tymczasem Epic Games kusi deweloperów stałą prowizją wynoszącą 12%, co oznacza, że 88% ceny trafia do twórców.

Źródło: Epic Games

Na chętnych do porzucenia Steama nie trzeba było długo czekać. Nowa platforma stała się bezpieczną przystanią dla Metro Exodus, The Division 2 czy World War Z. Wkrótce ukażą się kolejne tytuły, do których Epic zdobył wyłączność (przeważnie na rok): The Walking Dead: The Final Season, Borderlands 3, a także dotychczasowe exclusive'y PlayStation – Journey, Heavy Rain, Beyond: Dwie dusze i Detroit: Become Human. Wspólną premierę w Epic Store i Windows Store (ale nie na Steamie) będzie miało natomiast The Outer Worlds od studia Obsidian.

Pojawiające się w mediach informacje o kolejnych deweloperach podpisujących z Epic Games umowy na wyłączną dystrybucję budzą mieszane reakcje wśród graczy. W komentarzach nie brakuje wręcz wezwań do bojkotu i deklaracji wstrzymania się z zakupem przez rok. Skąd taka lojalność wobec Steama i Valve? Przeważnie w dyskusjach padają trzy argumenty: niechęć do instalowania kolejnej platformy, nieuczciwa konkurencja w postaci stawiania na wyłączność a nie równoległą dystrybucje na obu platformach oraz ograniczona funkcjonalność.

Steam ma obecnie bez wątpienia pozycję monopolisty na rynku gier pecetowych, ale w żadnym wypadku nie jest przecież jedyną platformą w powszechnym użyciu. Każdy posiadacz produkcji ze stajni Electronic Arts (FIFA, Battlefield 1, Battlefield V, The Sims 4, Anthem, Titanfall, Mass Effect: Andromeda) musi mieć zainstalowanego Origina. Żadna z nowych gier Blizzarda (Diablo, StarCraft, Overwatch, Hearthstone, World of Warcraft) nie ruszy bez klienta Battle.net. Własnego launchera wymagają również tytuły Wargamingu (World of Tanks, World of Warplanes, World of Warships), dopiero Pagan Online trafiło na Steama. Gry Ubisoftu (Assassin's Creed, Far Cry, Watch Dogs) można co prawda kupić na Steamie, ale po uruchomieniu i tak włączają Uplay. Coraz większą popularnością cieszy się również GOG i klient GOG Galaxy, zwłaszcza ze względu na regularne promocje i darmowe gry. Biorąc pod uwagę powyższe, jedna dodatkowa platforma nie wydaje się aż tak wielkim wyzwaniem.

W temacie zarzutu nieuczciwej konkurencji – wszystko rozbija się o zyski twórców. Epic Games rozpoczęło działalność swojego sklepu w sytuacji faktycznego monopolu Steama. Oznacza to, że deweloperzy mogą znacząco skorzystać na lepszym podziale zysków tylko wtedy, gdy całość sprzedaży będzie się odbywała na nowej platformie. W przeciwnym wypadku gracze zostaliby przecież przy już znanym i sprawdzonym sklepie, bo kwestie prowizji pobieranych przez dystrybutora znajdują się poza obszarem zainteresowania masowego odbiorcy, a na pewno nie byłyby wystarczającym powodem do nagłej zmiany przyzwyczajeń zakupowych. Dlatego też twórcy chcą zagwarantować sobie sprzedaż z niższą prowizją, a jednocześnie Epic buduje społeczność, która może zostać z nim na dłużej. Co ciekawe, założyciel i prezes Epic Games zapowiedział, że jeżeli Steam obniży swoje prowizje do 12%, Epic zrezygnuje z polityki exclusive'ów i rozważy sprzedaż własnych gier na platformie konkurenta.

 

If Steam committed to a permanent 88% revenue share for all developers and publishers without major strings attached, Epic would hastily organize a retreat from exclusives (while honoring our partner commitments) and consider putting our own games on Steam.

— Tim Sweeney (@TimSweeneyEpic) 25 kwietnia 2019

 

Natomiast narzekania na ograniczoną funkcjonalność sklepu Epica są jak najbardziej zasadne. W porównaniu z dostępnymi na Steamie rozbudowanymi mechanizmami osiągnięć, forów, modów czy recenzji użytkowników, Epic i jego jedna strona opisu gry wyglądają wręcz śmiesznie. Na szczęście nowa platforma wciąż się rozwija, a jej twórcy zdecydowali się nawet na publiczne udostępnienie tablicy zawierającej informacje o planowanych zmianach i przybliżonym terminie ich wdrożenia.

Epic Games Store spowodował wielkie poruszenie w – zdawałoby się – ustalonym porządku dystrybucji gier pecetowych. Kolejne duże tytuły wycofują się ze Steama i Valve musi na to w końcu zareagować. Natomiast my, gracze, mamy okazję podziwiać starcie, które ma szansę zakończyć stagnację i poprawić sytuację twórców. To cel, dla którego warto chyba zainstalować jedną aplikację więcej.