» Recenzje » Napoleon Total War

Napoleon Total War


wersja do druku
Autor: Redakcja: Sadyceuszka, Miszcz Czarny, Thoctar

Napoleon Total War
Seria Total War jest znana każdemu graczowi. Majstersztyk Creative Assembly, bo tak śmiało można ją określić, przetarł szlak i co kolejną część ustanawiał standardy dla tego typu produkcji. Każda odsłona rozgrywała się w zupełnie różnych czasach historycznych. Mieliśmy okazję wcielić się w Cezara, Szoguna, średniowiecznego monarchę, a w końcu pokierować naszą nacją w obliczu ery Oświecenia. Poza polityką, naszym zadaniem było dbanie o sympatię ludu, finanse, rozwój imperium i utrzymanie, jak również dowodzenie armią. Rozgrywka toczyła się turowo na mapie strategicznej, na której przemieszczaliśmy armię, by w czasie starcia pokierować naszych wojaków w czasie rzeczywistym. Niestety, deweloperzy od premiery Rome Total War nie potrafią przeskoczyć poprzeczki, jaką ustawili sobie tą odsłoną serii. Nie podołali temu ani rycerze z ciemnych wieków, ani muszkieterowie z czasów Jerzego Waszyngtona. Teraz przyszedł czas na wodza wszechczasów – Napoleona Bonaparte. Czy Napoleon Total War obali mit perfekcji Rome'a? Zapraszam do recenzji.


Rewolucja, bunty i takie tam sprawy


Ogłoszeniu prac nad Napoleon Total War towarzyszyło wiele kontrowersji. Po pierwsze, innowacją było poświęcenie całej gry tak krótkiemu okresowi historycznemu. Część graczy podnosiła głosy, że CA chce wycisnąć z nich pieniądze, wydając odgrzewanego kotleta pod inną nazwą. Kolejni wołali, by traktować to jako dodatek, a nie pełnoprawną, osobną odsłonę. Jedni, jak i drudzy mają trochę racji. Prawdą jest, iż przygody Małego Cesarza nie różnią się praktycznie niczym od Empire Total War. Jedyną zmianą, która wprowadza istotny element do gry, jest od dawna wyczekiwana kampania online. Reszta to tak naprawdę kosmetyka mająca zmylić odbiorcę. Przyznać jednak trzeba, że wprowadzono je w taki sposób, że w ogóle one nie przeszkadzają .


Jak to się zaczęło?


Postać Napoleona wykreowana została w obliczu Rewolucji Francuskiej - wielkiego przewrotu, w którym wysoka pozycja burżuazji została dosłownie zniszczona przez lud pragnący położyć kres rozpuście elit. To ważne wydarzenie zaowocowało rozpoczęciem nowego nurtu w sztuce, jakim był romantyzm, ale także prowadziło do przyszłych lat wojen i objawienia się Cezara XIX wieku. Wkrótce nazwisko Bonaparte miało budzić przerażenie na twarzach największych europejskich monarchów.
Kampanie Małego Cesarza


Dobrze. Wstęp historyczny mamy za sobą, a teraz przyszedł czas na przyjrzenie się grze. Podstawą każdego Total Wara był tryb kampanii, pozwalający objąć władzę nad jakąś historyczną nacją i doprowadzenie jej do statusu imperium. W Napoleonie cel teoretycznie pozostaje taki sam, ale sama otoczka różni się od dotychczasowego schematu. Do naszej dyspozycji zostaną oddane dwie opcje – kampanie Bonapartego i kampanie Koalicji. Na sam początek, jeśli wybierzemy Francuzów, ukaże nam się menu z czterema scenariuszami, ale dostępne będą tylko dwie. By odblokować pozostałe, trzeba przejść te dotychczasowo dostępne - coś na wzór udostępniania nowych nacji w Rome czy Medievalu. Jako Mały Cesarz wpierw zostaniemy rzuceni do Włoch, gdzie prowadząc Państwo Włoskie, postaramy się pokonać wojska austriackie. Przed każdą kampanią, jak i również po jej zakończeniu, towarzyszy nam imponujące i wielce klimatyczne intro wprowadzające nas w przyszłe wydarzenia.

Działania na terenie Półwyspu Apenińskiego są zdecydowanie najłatwiejsze. Przeciwko nam, prócz mocarstwa Habsburgów, staną też m.in. Prusy, Szwajcarzy, a stosunek innych państw wobec naszego kraju będzie zależeć od naszych posunięć dyplomatycznych. Sama rozgrywka różni się niewiele w odniesieniu do Empire. K ażdy, kto grał w przedostatnią odsłonę cyklu poczuje się tutaj jak ryba w wodzie. Również gracze, którzy z jakichś powodów nie mieli styczności z epoką pary i prochu po kilku minutach rozgrywki odnajdą się w grze. Zawsze do dyspozycji pozostają porady i samouczek. Schemat ekonomiczny oraz wojskowy jest identyczny jak u starszego brata. Ważnym elementem jest pogoda, która wpływa na niektóre regiony, przekształcając je w miejsca niebezpieczne dla wojaków. Takim przykładem mogą być Alpy podczas zimy.
Kampanię można przejść na parę sposobów. Podstawą naszego planowania musi być czas realizacji założeń, które sobie ustaliliśmy, ponieważ w stosunku do innych gier z serii Total War mamy bardzo ograniczony czas na dokonanie tego, co osiągnął Napoleon. Długość rozgrywki zależna jest od autentycznych dat, a zazwyczaj w grze trwa ona od 40 do 60 tur. Przede wszystkim musimy osiągnąć dany sukces nie później, niż zrobił to Cesarz Francuzów, a jeżeli dokonamy tego wcześniej, to czekają na nas dodatkowe punkty.

Uprzednio wspomniałem o wielu sposobach na przejście danej kampanii. Otóż zazwyczaj naszym głównym celem jest zdobycie stolicy przeciwnika lub jego likwidacja. Możemy bawić się w konflikt na wyniszczenie albo skupić wielką armię i przejść jak burza przez terytorium danego kraju, aby zdobyć wyznaczoną prowincję. Ważną rolę w tym wypadku odgrywa dyplomacja. Niejednokrotnie kres naszym zapędom położy małe księstwo, które nie zezwoli nam na przemarsz albo wypowie wojnę. Wtedy stracimy cenny czas. Dobrym rozwiązaniem może być zdobywanie określonych krain i wyzwolenie ich jako osobne państwa. Staną się one wtedy pewnym buforem bezpieczeństwa dla ojczystych granic. Resztę rozwiązań będziecie musieli poznać sami, bo w tym tkwi największa zaleta kampanii.
Po sukcesach we Włoszech przyjdzie nam udać się do Egiptu, wrócić do Europy, a na końcu spróbować odwrócić losy pod Waterloo.

Niestety, rozgrywka Koalicją nie oferuje już takich smaczków i stanowi standardowy przykład kampanii. Do dyspozycji zostaną oddane nam cztery nacje, a naszym zadaniem będzie zdobyć oraz utrzymać określoną liczbę prowincji.


Komputerowe Waterloo


Omówiliśmy już rozgrywkę na mapie strategicznej, a teraz przyjrzymy się wizytówce całej serii Total War, czyli epickim bitwom. Pojedynki stoczymy zarówno podczas kampanii, jak i w osobnym trybie gry, zwanym “Bitwy Napoleona”. Jest to dobrze znana opcja z poprzednich części, gdzie do naszej dyspozycji oddawane były historyczne starcia oraz generowane według upodobań gracza. Różnica względem Empire jest taka, że jeśli chcemy uczestniczyć w pojedynku z późniejszego okresu, najpierw musimy ukończyć wcześniejszą batalię.

Bitwy zachowały swój kształt, który obserwować mogliśmy w Empire. Mapy są trochę większe i przy udziale dużej ilości wojsk naprawdę można się zagubić w dowodzeniu armią. Mimo to, chyba po raz pierwszy poczułem się jak prawdziwy dowódca uczestniczący w wielkim starciu, gdzie nie ma czasu na zastanowienie się (oczywiście, jeżeli nie bawimy się w pauzowanie, bo jest taka opcja) i trzeba reagować na bieżąco. W poprzednich odsłonach starcia wyglądały dosyć mozolnie, teraz jest zdecydowanie dynamiczniej.

Ukształtowanie terenu ma tutaj kluczowe znaczenie. To ono powinno definiować naszą taktykę przed rozmieszczeniem jednostek oraz późniejsze decyzje na polu bitwy. Na dobrze ufortyfikowanym wzgórzu jesteśmy w stanie zniwelować przewagę liczebną przeciwnika, ponieważ wspinające się oddziały, zadają o wiele mniej obrażeń, niż wojacy znajdujący się na górze. Również ustawianie artylerii na wyższych punktach jest zdecydowanie wskazane. Zwiększymy tym samym zasięg oraz celność. Pogoda też odgrywa znacznie większą rolę. Deszcz spowalnia marsz i wydłuża czas przeładowania. Realizm współczynników wpływających na starcie zasługuje na duży szacunek.

Na sam koniec wypada wspomnieć o bitwach morskich. Tu będzie krótko, bo tak naprawdę nic się nie zmieniło. Irytującym faktem jest być bug (chociaż może to być zamierzenie twórców) przy generowaniu pola walki, gdzie zaznaczając opcję huraganu dostajemy letnią bryzę.


Nasze wojsko, mon Generale!


Zróżnicowanie jednostek w każdej odsłonie serii budziło respekt. Od rzymskich legionistów, przez rycerzy gotyckich, aż po Starą Gwardię Napoleona. Nie inaczej jest tym razem. W nasze ręce oddane zostały oddziały piesze, konne, artyleria i wielkie okręty. Wszystkie nacje posiadają swoje indywidualne, charakterystyczne formacje.

Podstawę każdej armii z epoki Wojen Napoleońskich stanowiła piechota liniowa. Opisana jest ona tutaj kilkoma statystykami. Oprócz liczebności, celności, siły ognia są tu takie współczynniki, jak walka wręcz przy ataku i obronie. Niektórzy z wojaków posiadają specjalne bonusy czy możliwość formowania czworokąta. Drugim rodzajem piechurów są tzw. siły potyczkowe nazywane w żargonie graczy “snajperami”. Są to mniej liczne jednostki od ich liniowych kompanów, ale wyróżniają się większym zasięgiem, celnością oraz możliwością krycia się w lesie. Niejednokrotnie bywa, że to właśnie oni w pojedynkę potrafią rozbić nawet trzy oddziały “liniowców”. Ich znakiem charakterystycznym są również specjalne umiejętności, jak np. tworzenie ostrokołów, które chronią przed szarżą konnicy.

Prawie we wszystkich Total Warach konnica stanowiła apogeum siły każdej armii. Jej frontalny atak pustoszył wszystko. Tym razem sprawa ma się trochę inaczej. Jazda stanowi uzupełnienie, które w wielu przypadkach jest zbędne. Oczywiście, każdy gra inną taktyką, jednak siła kawalerii została zdecydowanie osłabiona i jedyną wartość na polu bitwy prezentuje jej lekka odmiana oraz konni strzelcy. Straż generalska oraz dowódca stanowią jedynie rolę motywatorów. Poprawiono również moment szarży. Teraz oddział nie zatrzymuje się przed atakiem, a wpada w przeciwnika w pełnym pędzie.

Ostatnim rodzajem wojsk lądowych w Napoleonie jest artyleria. To ona króluje na polach walki. Każdy szturm poprzedza wymiana ognia, która, jeśli zostanie dobrze poprowadzona, potrafi zmieść rywala. To samo tyczy się w przypadku, kiedy przejmujemy obowiązki obrońcy. Ostrzał szturmujących wojsk, to idealna okazja do wstrzymania natarcia i wykonania błyskawicznej kontry. Prawdziwy popłoch sieją oddziały rakietowe oraz 20-funtowe rosyjskie unikorny - prawdziwe terminatory XVIII wieku.

Okręty tak samo, jak bitwy morskie, doczekały się jedynie zmian kosmetycznych i może jednego nowego statku. Zaniedbano ten fragment na całej linii.


Przygoda w Internecie


Największą rewolucją w nowej odsłonie Total War jest długo wyczekiwana kampania online. Ciężko napisać tutaj coś większego, bo rozgrywka wygląda identycznie, jak ta w single playerze. Naszej woli jedynie został poddany wybór mapy, nacji i maksymalny czas trwania tury poszczególnego gracza. Zatem możemy przystąpić do gry, nie obawiając się, że nasz przeciwnik będzie rozmyślał nad następnym posunięciem przez najbliższy dzień. Średnia długość jednej kampanii wynosi około 10 godzin, w zależności od zdolności, naszych i przeciwników, czas skróci się bądź wydłuży. Osobiście nie dopatrzyłem się żadnych problemów związanych z tym “nowym” trybem. Jeżeli masz trochę czasu i nudy aż nadto, warto spróbować.

Na koniec wątku pochwalę środowisko graczy Napoleona. Takiej ilości szacunku i kultury wobec siebie każda scena innych gier może tylko pozazdrościć. Doskonałym rozwiązaniem okazało się wprowadzenie systemu rang oraz statystyk danego gracza. Uruchomiło to coś w stylu “rodzicielskiej pomocy” tzn. lepsi gracze niejednokrotnie opisują słabszym dobre taktyki, dają rady i, co chyba najważniejsze, nigdy nie wyzwą (otwarcie) od noob'a.


Jak graficznie i dźwiękowo?


Creative Assembly zdołało nas przyzwyczaić do tego, że ich produkcje stoją na najwyższym poziomie oprawy graficznej. Nie inaczej jest tym razem. Jednostki są dopracowane w każdym calu, animacje wyglądają rewelacyjnie, a scenerie zapierają dech w piersiach. Mapa kampanii również wyładniała od czasów Empire. Cały interfejs zachowuje rewelacyjną przejrzystość, a wstawki filmowe – klasa sama w sobie.

Dźwięki również nie odstają od reszty. Muzyka wzorowana na twórcach epoki romantyzmu, wzbogacona paroma elementami, by nadawała epickości każdemu fragmentowi gry, rewelacja. Wojska wszystkich nacji mówią swym ojczystym językiem, co naprawdę brzmi genialnie, a także buduje klimat. Warto wspomnieć również o dobrej polskiej wersji językowej, która nie odpycha, a wręcz przeciwnie, wszystkie głosy pasują idealnie, a tłumaczenia są logiczne i poprawne językowo. Wielkie brawa dla ekipy polonizującej.


Kończąc...


Czy warto wydać na Napoleon: Total War 99 zł? Odpowiedź jest naprawdę skomplikowana. Za duże pieniądze otrzymujemy w sumie coś wielkości dodatku do Empire. Mimo to gra się świetnie, płynnie i przyjemnie, więc skłonny jestem odpowiedzieć twierdząco na to pytanie. Ze swojej strony oceniłem najnowszą produkcję Creative Assembly na 7+. Dlaczego zatem tak niska ocena? Niestety, w produkcji, poza kampanią online, nie ma praktycznie żadnych zauważalnych, istotnych dla rozgrywki różnic w stosunku do poprzednika. Jest dobrze, ale to już było. Na koniec pozwolę sobie na małą dygresję. Niech Crative Assembly spróbuje wydać nowego Rome. To może być strzał w dziesiątkę.

Okiem Czarnego: Osobiście uważam Empire: Total War za najsłabszą (co nie znaczy, że nie wybitną!) część serii. Błędy, miałkość, niewielka złożoność rozgrywki i rezygnacja z wielu ciekawych, a wcześniej występujących elementów bardzo mnie raziły. Miałem nadzieję, że w Napoleonie wszelkie potknięcia autorów zostaną naprawione. Po części tak się stało – nasi wojacy znów mają różne twarze i ubrania (jak w Medievalu II), komputer nie toczy już bitew w tak idiotyczny sposób, a rozgrywka uległa pewnemu zbalansowaniu (kawaleria jest wyraźnie silniejsza, niż w podstawce, artyleria również zyskała na znaczeniu). Nie poprawiono jednak kiepskich i de facto zależnych głównie od szczęścia bitew morskich, przenikania się modeli, błędnych animacji jednostek i kilku innych elementów. Na plus zaś należy zaliczyć wprowadzenie znacznika morale oddziałów tuż przy chorągwi – dzięki temu od razu widać, jak wygląda sytuacja na polu bitwy.

Denerwujący jest niestety sam sposób gry. Praktycznie cały czas jesteśmy prowadzeni za rękę i mamy naprawdę niewiele do powiedzenia. Dla mnie połowa radości z grania w Total Wary brała się właśnie ze swobody rozgrywki – mogłem pokierować losami mego państwa tak, jak tylko chciałem. Tutaj jesteśmy na smyczy od początku do końca gry. Podobny zabieg miał miejsce już w Alexandrze, ad-onie do Rome, i również był to strzał w stopę.

Osobiście uważam Napoleona za ciekawy dodatek do całkiem fajnej gry. Nie dałbym jednak za niego 99 złotych – to cena za nowy produkt, a nie ledwie rozwinięcie istniejących już idei. Czekam zatem na kolejną, pełnoprawną część serii Total War. Może wreszcie Creative Assembly rzuci nas w jakże ciekawe wieki XVI i XVII?


Plusy:

  • ładna grafika
  • bardzo dobrze zoptymalizowana
  • realizm
  • polonizacja!

Minusy:

  • brak innowacji...
  • ...a reszta już była.

Oficjalny trailer gry:

Galeria


7.5
Ocena recenzenta
8.86
Ocena użytkowników
Średnia z 7 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Napoleon: Total War
Producent: Creative Assembly
Wydawca: SEGA
Dystrybutor polski: CD Projekt
Data premiery (świat): 23 lutego 2010
Data premiery (Polska): 26 lutego 2010
Wymagania sprzętowe: Core 2 Duo 2.4 GHz, 2 GB RAM, karta grafiki 512 MB (GeForce 8800 lub lepsza), 15 GB HDD, Windows XP SP2/Vista
Nośnik: DVD
Strona WWW: www.totalwar.com/
Platformy: PC
Sugerowana cena wydawcy: 139,90 zł



Czytaj również

Graliśmy w Total War: Arena
Total War w 10 minut
- pierwsze wrażenia
Total War: Warhammer II
Witamy w Nowym Świecie
- recenzja
Total War: Warhammer
Wojna totalna w świecie Chaosu i magii
- recenzja

Komentarze


Morus
   
Ocena:
0
Brakuje tu torchę tego świata co w pozostałych częściach gry. Szkoda że autorzy nie pomyśleli o tym aby stworzyć więcej obszarów. Również niektóre aspekty bitew nie podobają mi się np brak starego dobrego zdobywanie miast w odpowiednim klimacie, budynki ( jak miasto to znaczy naprawdę dużo budynków) i ewentualnie jakieś baszty czy mury obronę. Niestety tutaj tego brakuje i to bardzo. Sama recenzja jest napisania czytelnie i miło się ją czyta. Jak dla mnie 9/10
24-03-2010 22:30

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.