» Artykuły » Publicystyka » Master of Orion – pierwsze spojrzenie

Master of Orion – pierwsze spojrzenie


wersja do druku

Podbijanie galaktyki nigdy nie było równie przyjemne

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Master of Orion – pierwsze spojrzenie
Siedząc przed telewizorem i strzelając do ludzi w Call of Duty, otrzymałem wiadomość "Chcesz Master of Orion?". Prychnąłem, aż mnie podniebienie zabolało: "Przecież to gra sprzed 20 lat!". Odłożyłem telefon, kontynuując doskonałą passe zabijania n00bów. "To jest wielki remake" ujrzałem literki na telefonie i oczy mi się zaświeciły.

Jeżeli nie wiecie, czym jest Master of Orion, to jesteście bardzo młodzi albo nie mieliście styczności z pecetami przez ostatnie dwie dekady. W latach 90-tych i na początku XX wieku była to jedna z najlepszych strategii typu 4X, do którego należy między innymi seria Civilization. Niestety po trzeciej części słuch o Master of Orion zaginął. Pomimo dużej bazy fanów nie udało się przywrócić tytułu do życia – aż do dziś. W międzyczasie gracze mogli zaspokoić żądzę podboju galaktyki, grając w takie perełki jak Endless Space, Space Empires, Galactic Civilizations czy nawet Civilization: Beyond Earth.

Z życia galaktyki

Master of Orion: Conquer the Stars w wersji beta pozwala na rozgrywkę przeciwko żywym lub sterowanym przez komputer graczom – niestety na tę chwilę kampania nie jest dostępna (nie znalazłem żadnych informacji, czy w finalnej wersji gry otrzymamy taką opcję). Po wybraniu jednej z sześciu ras (będzie ich co najmniej osiem) oraz parametrów mapy przenosimy się do widoku galaktyki. Już od samego początku uderza duże podobieństwo do Endless Space. Każdy, kto zna produkcję Amplitude Studio, poczuje się jak w domu i wciągnie się w rozgrywkę.

Gra jest bardzo szybka i przyjemna. Niesamowicie płynna rozgrywka przerywana jest niekiedy przez Galaktyczne Wiadomości będące wprowadzeniem do nadchodzących wydarzeń. Wersji beta można wybaczyć trzy odcinki wiadomości pod rząd oraz błędy w efektach graficznych, takie jak wybuch supernowej powtarzający się przez 20 rund. Pozostaje mieć nadzieję, że ostateczna wersja będzie bardziej dopracowana.

Na pochwałę zasługuje grafika, niesamowicie prosty i przejrzysty interfejs oraz dobre efekty dźwiękowe. Rzadko która strategia jest w stanie odprężyć podczas długich rozgrywek. Duży stopień automatyzacji planet jest bardzo pomocy w rozległych grach, dzięki czemu możemy się skupić na tym, co ważne (technologii, negocjacjach lub podboju). Elementowi eksploracji na tę chwilę brakuje kontrastów – obiekty napotkane w przestrzeni kosmicznej różnią się odrobinę surowcami i klimatem. Mimo to znalezienie edenu jest dość emocjonującym przeżyciem, dopóki robotnicy nie zaczną strajkować. Morale ludności i zanieczyszczenia powietrza są ważnym warunkiem rozwoju planety. Zdarza się nawet, że należy poświęcić rozwój armii, aby odblokować nowe technologie, które zapobiegną zaczadzeniu się obywateli. System mikrozarządzania pozwala na uporządkowanie zasobów planety – możemy stworzyć kolonię zajmującą się wyłącznie badaniami, produkowaniem populacji lub produkcji.

Wojna i dyplomacja

Sterowani przez komputer przeciwnicy, którzy początkowo wydają się przyjaźnie nastawieni i spokojni (oprócz ludzi, ludzie to kreatury czekające na wbicie noża w plecy), wkrótce rozpoczynają ostre negocjacje i spotkania na radzie międzygalaktycznej. Bez dobrych negocjacji wojna była praktycznie nieunikniona. Cieszy możliwość przeprowadzenia bitew w kosmosie w czasie rzeczywistym. Potyczki naszych fregat z jednostkami przeciwnika są spektakularne! Ponadto opcja zaprojektowania statków, chociaż nie tak rozbudowana co na przykład w Spore, dodaje naszej armii elementu personalizacji. Po pokonaniu floty przeciwnika istnieje możliwość przejęcia planet za pomocą inwazji lub zrównania całego obszaru z ziemią – wybór należy do nas.

MoO nie jest przyjazny początkującym graczom. Obecnie gra nie zawiera samouczka w postaci misji, więc trzeba się przygotować na naukę metodą prób i błędów. Nie jestem pewien, od czego zależy wydobywanie minerałów z planet. Szybko przestało mieć to dla mnie znaczenie, gdyż budynki i jednostki nie potrzebowały żadnych zasobów oprócz waluty. Być może minerały odgrywają większą role w końcowej fazie rozgrywki, jednak sztuką okazuje się dotrwać do tego punktu przed wymordowaniem wszystkich ras w galaktyce. Ponadto po pewnym czasie odblokowywanie nowych technologii przestaje przynosić korzyści. Odrobinę szybsze statki czy nowe budowle nie sprawiają dużej różnicy, a gracz sterowany przez komputer w późniejszych turach podupada na siłach. Poprawnie zrealizowane są losowe zdarzenia, takie jak olbrzymi robal w okolicy lukratywnej planety albo wybuchy gwiazd.

Master of Orion zapożycza dużo elementów od swoich kolegów. Nie jest to nic złego, jednak Civilizacja, z której dzieło NDG Studios czerpie garściami, wydaje się dużo bardziej rozbudowaną grą. Zasmucić może brak różnorodności w jednostkach, wydarzeniach i możliwościach współpracy w innymi rasami – nie ma na przykład możliwości wymiany jednostek z zaprzyjaźnioną cywilizacją. Po kilku godzinach można odczuć nudę, wiedząc, że nic niezwykłego już nas nie spotka.

Oczywiście jest to pierwsze spojrzenie i w ciągu najbliższych miesięcy bardzo dużo może się w grze zmienić. Produkcja jest dostępna jako early access w systemie Steam dla tych, którzy złożyli zamówienie przedpremierowe.




Czytaj również

Master of Orion
Nuda w kosmosie
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.