» Recenzje » Like a Dragon: Infinite Wealth

Like a Dragon: Infinite Wealth


wersja do druku

Erpegowa piaskownica z nieskończonym bogactwem zawartości do odkrycia

Redakcja: Lavernia, Daga 'Tiszka' Brzozowska

Like a Dragon: Infinite Wealth
W branży growej potrzeba godnej podziwu odwagi, aby odejść od sprawdzonej formuły i spróbować zrobić coś zupełnie nowego. Tak właśnie kilka lat temu postąpiło Ryu Ga Gotoku Studio, przenosząc znane z serii Yakuza realia w formę turowego erpega za sprawą pierwszej części Like a Dragon. Choć gra zdobyła popularność i uznanie, to nie dało się ukryć, że pewne jej elementy wymagały dalszego dopracowania – czy sequel Infinite Wealth naprawia wszystko to, co nie działało ostatnim razem?

 

Ichiban Kasuga, pozytywnie nastawiony do życia eksyakuza, po wydarzeniach przedstawionych w pierwszym Like a Dragon cieszy się zasłużonym szacunkiem otoczenia oraz pracą, której wykonywanie daje mu satysfakcję. Nic jednak nie trwa wiecznie – w wyniku skandalu wywołanego przez internetową nagonkę zostaje zwolniony w samą porę, by ponownie zostać wplątanym w machinacje przestępczego półświatka. Jego dawny przełożony informuje go, że zaginiona matka Ichibana żyje od lat na Hawajach – po przybyciu bohatera na miejsce okazuje się jednak, że z niejasnych przyczyn jest ona poszukiwana przez wszystkie ważne organizacje przestępcze tego regionu. Niedługo później Kasuga zostaje aresztowany, a z tarapatów wyciąga go interwencja Kazumy Kiryu, innego legendarnego eksyakuzy, z którym miał już okazję się poznać w trakcie poprzedniego kryzysu. Razem zaczynają swoją misję odkrycia, co się w ogóle dzieje w Honolulu, kto pociąga za sznurki tamtejszych gangsterów, a przede wszystkim – czy odejście od przemocy i życie poza Yakuzą jest w ogóle dla kogokolwiek możliwe.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Bicie po twarzach w zupełnie nowej jakości

Powyższy zarys fabuły może wydawać się długi i skomplikowany, ale tak naprawdę opisałem w nim zaledwie ćwierć wątków, których przyjdzie nam doświadczyć w trakcie obejmującej ponad kilkadziesiąt godzin rozgrywki w Like a Dragon: Infinite Wealth. Nim jednak przejdę do szczegółów scenariusza, warto omówić, jak w ogóle wygląda szkielet gry, na którym opiera się cała ta intryga. Recenzowana tu pozycja jest grą jRPG z walkami odbywającymi się w systemie turowym, podczas których kontrolujemy maksymalnie cztery z dostępnych w danym momencie postaci. Jako że mamy tu do czynienia z drugą grą tego typu od studia Ryu Ga Gotoku, to tym razem poprawiono pod niemal każdym względem to, co nie działało w pierwszym Like a Dragon, a efekty tego widać przede wszystkim w samym systemie walki.

W przeciwieństwie do poprzedniej części, tym razem możemy zmieniać pozycje naszych bohaterów w trakcie potyczek, podczas gdy wcześniej nie mieliśmy na to niemal żadnego wpływu, co było zadziwiającym niedopatrzeniem ze strony twórców. Infinite Wealth pozwala nam jednak wreszcie na większą kontrolę pod tym względem i ustawianie postaci w ten sposób, by zadając ciosy wrogom mogła ich odepchnąć w kierunku pozostałych członków naszej drużyny, umożliwiając zadanie dodatkowych obrażeń. Niby nic, ale zauważalnie zwiększa to satysfakcję czerpaną z rozgrywki, zwłaszcza że wbrew pozorom oglądanie tych samych animacji spuszczania łomotu wrogom nie nudzi się tak prędko, jak mogłoby się zdawać. Co więcej, tym razem częściej możemy podczas starć chwycić za znajdujące się wokół elementy otoczenia, co ostatnim razem zdarzało się od wielkiego dzwonu, przez co często można było w ogóle zapomnieć, że coś takiego jest. Warto korzystać z takich okazji – w końcu sposobność do powalenia przeciwnika na ziemię poprzez uderzanie go koszem na śmieci stanowi nagrodę samą w sobie i nie wymaga dodatkowego uzasadniania.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Nieleczone urojenia ponownie ratują dzień

Niezmiennie pozostaje natomiast to, co działało dobrze od samego początku, czyli sposób prezentacji walk, a konkretnie – skontrastowanie współczesnych nam realiów przedstawionych w grze z pełnymi absurdu animacjami ataków używanych przez naszych bohaterów. Zamiast ognistej kuli oglądamy, jak nasz najlepszy kumpel zionie wypitym alkoholem podpalonym zapalniczką, taksówkarz o bolesnej przeszłości okłada wrogów kluczem francuskim, a przywoływanie sojuszników odbywa się poprzez wykonanie szybkiego telefonu do znajomych. Oczywiście, są to tylko efekty bujnej wyobraźni naszego protagonisty, a rzeczywistość z całą pewnością wygląda znacznie mniej komediowo, ale kto by zwracał na to uwagę, gdy efekt końcowy nadaje całej grze mnóstwo osobowości oraz zawadiackiego humoru?

To, że Infinite Wealth koncentruje się przede wszystkim na zapewnianiu zabawy graczom, widać też jak na dłoni, jeśli chodzi o zawartość poboczną. O ile wątek główny jest stosunkowo poważny (choć warto podkreślić, że mowa tu o powadze jak na standardy tej serii, znanej już od lat z łączenia w sobie ludzkich dramatów z elementami szalonej komedii), to już opcjonalne zadania oraz minigierki cechują się tym, za co fani na całym świecie pokochali Yakuzę oraz Like a Dragon – absolutnym brakiem poszanowania dla zdrowego rozsądku.

Mamy tu okazję rozwozić jedzenie, wykonując szalone triki w trakcie jazdy na rowerze, próbować umówić się na randkę za pomocą aplikacji komórkowej, polować na ekscentrycznych mięśniaków i wystawiać ich do walk, jak gdyby byli Pokemonami w ludzkiej skórze, czy też zajmować się odbudową opuszczonego resortu hotelowego na hawajskiej wyspie, co skutkuje rozgrywką mocno inspirowaną serią Animal Crossing. Na tym bynajmniej nie koniec, bo przecież jest też mnóstwo mniejszych minigierek, które fani mogą rozpoznać z poprzedniej części, ale gdybym miał opisać wszystkie atrakcje, które przyszykowali tu dla nas twórcy, to ten tekst rozrósłby się jeszcze bardziej, a przecież trzeba jeszcze omówić pozostałe elementy gry.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Nieskończone bogactwo rzeczy do zrobienia

Twórcy obiecywali, że Infinite Wealth będzie posiadać najwięcej zawartości z wszystkich gier z serii i trzeba przyznać, że udało im się dotrzymać danego słowa – nawet koncentrując się na samym tylko wątku głównym, do ujrzenia napisów końcowych potrzebnych będzie co najmniej kilkadziesiąt godzin, a liczba ta znacznie zwiększy się, jeśli waszą uwagę przykują zadania poboczne, albo po prostu wymienione wyżej minigry, pozwalające na chwilę odpocząć od obijania twarzy wszystkim napotykanym po drodze bandziorom. Cena za ten tytuł jest wysoka, ale jednocześnie kupując go mamy pewność, że gra zapewni nam długie godziny zabawy – nawet jeśli czasami jej poziom zauważalnie spada.

Z przykrością muszę bowiem przyznać, że największą bolączką Infinite Wealth jest fabuła. Omawianie jej stanowi pewne wyzwanie, bowiem nie pod każdym względem jest ona słaba, jej ocena zależy od tego, co w ogóle uznajemy za "fabułę" tego tytułu. Przykładowo, jeśli najważniejsze jest dla nas, by historia dała dobry pretekst do tego, aby odwiedzać nowe, egzotyczne miejsca i włóczyć się po mieście, to Like a Dragon z całą pewnością nas usatysfakcjonuje. Spędziłem całe godziny eksplorując dostępne mapy, słuchając tego, co nasi kompani mają do powiedzenia na temat wszystkiego i niczego, zaczynając od ich nawyków żywieniowych, a na przyziemnych sekretach skończywszy, i nigdy nie czułem, że był to czas zmarnowany. Pomimo całej absurdalnej otoczki, postacie same w sobie są ogółem napisane świetnie, co dotyczy tak nowych twarzy, jak i bohaterów, których mieliśmy już okazję poznać w poprzedniej części.

Długa opowieść o niczym

Historia, oceniana w kontekście bycia wielkim pożegnaniem z Kazumą Kiryu, poprzednim protagonistą serii, również prezentuje się doskonale. Otrzymuje tu bardzo wiele czasu antenowego, a w trakcie rozgrywki znajdziemy mnóstwo nawiązań do jego wcześniejszych przygód, co oczywiście najbardziej docenią ci gracze, którzy mieli już do czynienia z franczyzą przed soft rebootem, jakim było dla niej Like a Dragon. Istotne jest też, iż mamy okazję ujrzeć go z nieco innej strony niż dotychczas, jako że zamiast być samotnym wilkiem, tym razem cały czas współpracuje z innymi znanymi nam już postaciami, co daje dodatkowe pole do popisu scenarzystom.

Zostaje wreszcie intryga jako wątek główny, i tutaj odnajdujemy sedno wszystkich fabularnych problemów tej gry – niestety, ale rdzeń, na którym oparto opowiadaną tu historię, jest najgorszy od lat, co rozczarowuje tym bardziej, że pierwsze Like a Dragon stanowiło powrót do wysokiej formy dla studia Ryu Ga Gotoku. Duża część problemów wiąże się z tym, że Kiryu w zasadzie kradnie show Ichibanowi, który w przeciwieństwie do niego nie przeżywa żadnego rozwoju osobistego w trakcie przygody i pozostaje tym samym optymistycznym idealistą, którego już mieliśmy okazję poznać i pokochać – lecz nie zmienia to faktu, że choć fabuła kręci się wokół niego, to on sam ma na nią raczej znikomy wpływ. Co więcej, bardzo wiele wątków albo nie doczekuje się odpowiedniego rozwiązania, albo zostaje domkniętych byle jak i na odwal się, antagoniści są pozbawieni charyzmy, zakończenie pozostawia nas z oziębłymi uczuciami, a sama intryga potrzebuje zdecydowanie zbyt wiele czasu, aby odpowiednio się rozkręcić – wystarczy stwierdzić, że pierwszy progres fabularny następuje dopiero w rozdziale piątym z czternastu, a przed nim mamy do czynienia z ciągłą ekspozycją oraz rozpoczynaniem poszczególnych wątków.

Sequel PRAWIE idealny, lecz prawie robi wielką różnicę

Dobrze, że przynajmniej jakość technicznego doszlifowania nie zawodzi, jako że w trakcie eksplorowania Hawajów nie doświadczyłem jakichkolwiek zauważalnych usterek technicznych, które negatywnie wpłynęłyby na rozgrywkę, a oprawa audiowizualna ponownie stoi na dość wysokim jak na standardy serii poziomie. Warto tu pochwalić przede wszystkim ścieżkę dźwiękową, która jest tu najlepsza od czasu Yakuzy 0, od której premiery minęło już naprawdę sporo czasu, a i aktorzy głosowi spisują się na medal – a przynajmniej tak było, jeśli chodzi o japoński dubbing. Ponownie pochwalić też warto animacje postaci, które istotnie wzbogacają nasze doznania tak w trakcie walk, jak i podczas wszelkich innych aktywności dostępnych w tym tytule – wszystko to nadaje grze multum osobowości, za którą gracze na całym świecie pokochali tę serię.

Like a Dragon: Infinite Wealth to sequel lepszy pod niemal każdym względem – jedynym elementem, w którym poczyniono krok w tył, jest wątek główny fabuły, która, pomimo dobrego początku, gubi się w nadmiarze wątków i ostatecznie kończy się, nie mając nic konkretnego do powiedzenia. Natomiast wszystko inne, czyli animacje, muzyka, aktywności poboczne, system walk i wiele innych elementów rozgrywki, z całą pewnością ucieszą fanów serii, złaknionych kolejnej przygody, w której można się zatracić na kilkadziesiąt godzin. Infinite Wealth dało mi sporo dobrej zabawy – pozostaje tylko liczyć na to, że tak jak twórcy posłuchali się feedbacku fanów odnośnie pierwszej części i poprawili poszczególne mankamenty rozgrywki w sequelu, tak skupią się teraz na tym, aby fabuła kolejnej odsłony serii również się poprawiła. Ichiban i spółka w końcu dalej dają się niezwykle łatwo lubić, ale nie można jechać w nieskończoność na samej tylko charyzmie protagonistów, nawet jeśli ci są jednymi z najlepszych w całym gatunku.

Plusy:

  • wątek Kiryu to godne pożegnanie tego bohatera z serią
  • multum aktywności pobocznych
  • protagoniści i ich towarzysze
  • ścieżka dźwiękowa
  • poprawione pod każdym względem mechanizmy rozgrywki
  • pełne osobowości animacje w trakcie walk

Minusy:

  • wątek główny to jedno wielkie rozczarowanie
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
9.0
Ocena recenzenta
9
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Like a Dragon: Infinite Wealth
Producent: Ryu Ga Gotoku Studio
Wydawca: SEGA
Data premiery (świat): 25 stycznia 2024
Sugerowana cena wydawcy: 299 zł



Czytaj również

Yakuza Kiwami 2
Smok w pełni swej okazałości
- recenzja
Yakuza Kiwami
Niczym smok? Nie do końca
- recenzja
Yakuza 0
Szalone jest życie gangstera
- recenzja
Yakuza 0
Mała draka w wielkim Tokio
- recenzja
Yakuza 4
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.