» Recenzje » Immortal: Unchained

Immortal: Unchained


wersja do druku
Immortal: Unchained
Okrzyknięty nowymi "Soulsami" tytuł studia Toadman Interactive wzbudza tyle samo pozytywnych co negatywnych emocji. Z jednej strony ciekawy i duszny świat, z drugiej – fabuła podana w podobny sposób. Z jednej strony broń palna, z drugiej – biała... A jak jest naprawdę?

Stworzona przez Anne Toole (Horizon Zero Dawn) i Adriana Vershinina (Battlefield 1) historia stawia na pewne, ale znane rozwiązania: wcielamy się w skazańca, który jednocześnie jest ostatnią nadzieją świata. Ten zaś znalazł się na krawędzi zagłady: zgodnie z dawno przepowiedzianym proroctwem słońce stało się zimne i ciemne, a z grobów powstali umarli. Chaos sprawił, że dziewięć planet przygotowuje się do wojny i tylko my będziemy mogli temu zapobiec.

Fabuła przedstawiana jest za pomocą interakcji z otoczeniem: opowieści spotkanych postaci niezależnych, kapliczek przybliżających drobne historie. Takie podejście sprawia, że sami musimy wyciągać wnioski i próbować poznawać przedstawioną tu intrygę. Oczywiście zakończenie poszczególnych etapów wędrówki zaowocuje fabularnymi wstępami do dalszych wydarzeń, ale przez większą część gry wszystko sprowadza się do tego samego zadania, czyli uwolnienia danej krainy spod wpływu agresorów. Nie ulega jednak wątpliwości, że w miarę rozwoju gry cała oś fabularna dość dobrze się rozkręca – owszem, zaabsorbowani rozgrywką, nie do końca wychwycimy wszystkie smaczki, ale końcówka w pełni powinna wynagrodzić nam długie godziny spędzone przy komputerze. Grając w Immortal: Unchained, nie sposób więc pozbyć się wrażenia, że twórcy bardzo inspirowali się Dark Souls i to nie tylko w zakresie zaprezentowania fabuły.

Coś z RPG-a

Mechanicznie nie brakuje przejawów RPG już w pierwszych fazach gry. Wybieramy klasę postaci (Tropiciel, Wandal, Najeźdźca, Wędrowiec, Snajper, Najemnik) z określonymi atrybutami oraz jej płeć, a następnie indywidualne cechy wyglądu – kolor skóry, tatuaże, włosy – i z tak stworzonym bohaterem przystępujemy do głównej fazy rozgrywki. Przez cały prolog nasz podopieczny jest uważay za wyrzutka, pozbawionego prawa do wolności i zamkniętego w najgłębszej, najciemniejszej i najcięższej celi. Jak można się domyślić, kiedy okazuje się, że może być ostatnią nadzieją pogrążającego się już świata, zostaje zwolniony z pułapki, aby stawić czoło całym hordom przerażających maszyno-truposzy.

Musimy odpowiednio panować nad niemal każdym ruchem i strzałem. W walce ogranicza nas bowiem wskaźnik wytrzymałości, życia i energii oraz pojemność magazynka. Naboje są towarem luksusowym, ale odnawialnym w Monolitach – służących także jako miejsce regeneracji i zmiany ekwipunku, ale także resetujących grę. Każde użycie Monolitu przywraca do życia zabitych mniejszych rangą przeciwników. Brzmi znajomo? Oczywiście, zastosowanie broni automatycznej zamiast białej dało twórcom szereg nowych możliwości, które ci sprytnie wykorzystali.

W Unchained efektywne stosowanie broni palnej wiąże się z całą listą głównych i pobocznych zależności pomiędzy technicznymi właściwościami sprzętu a zdolnościami protagonisty. Znalezienie czy też otrzymanie potężnej spluwy nie zawsze oznacza fantastyczną wiadomość. Każda broń wymaga posiadania odpowiednio rozwiniętych atrybutów, a ponieważ awans na kolejne poziomy kosztuje coraz więcej Kryształów, to nie zawsze opłaca się używanie lepszego uzbrojenia. Na szczęście w takich sytuacjach z pomocą przychodzi możliwość rozmontowania  posiadanego arsenału w celu uzyskania komponentów mogących posłużyć do udoskonalenia innych broni i często otrzymania Kryształów. Od początku gry dobrze więc obrać konkretną taktykę walki i rozwijać odpowiednie atrybuty naszego wybrańca. Nie ma również żadnego ryzyka, że w ten sposób będziemy mieć za mało arsenału – ten dostępny jest na tyle zróżnicowany, że w pewnym momencie sprawdzanie wszystkich właściwości technicznych robi się irytujące. Do dyspozycji będziemy mieli zarówno silne miotacze energii czy kwasu z małym magazynkiem, jak i szybkostrzelne karabiny na dziesiątki naboi, snajperki i bronie specjalne. Dodatkowo każda cechuje się kilkustopniową skalą ulepszeń. Jednak jeśli ktoś liczy na jakieś indywidualne przeróbki, to niestety nie tutaj. Owszem, każdą broń możemy awansować, ale wedle określonych schematów.

W całym tym kotle twórcy nie zapomnieli o walce na krótki dystans. Mimo że główny nacisk postawiono na broń mechaniczną, to posiadamy miejsce na broń białą, taką jak maczety czy maczugi. Jedna z klas postaci nawet szczególnie koncentruje się na korzystaniu z walki w zwarciu.

Bohatera doskonalimy poprzez rozwijanie odpowiednich atrybutów, odpowiedzialnych za poszczególne fazy podczas walki, jak szybkość przeładowania broni czy premia do obrażeń krytycznych. Do awansu potrzebne będą Kryształy, zbierane podczas rozgrywki i otrzymywane w ramach nagrody za pokonanie przeciwników. Do naszej dyspozycji pozostają także “zbrojne kapliczki” pozwalające powoli kompletować pancerz. Ostatnim elementem są Aspekty (odblokowane dopiero w późniejszej grze) dające konkretne bonusy – zwiększoną szybkość, czy mniejszą wrażliwość na obrażenia.

Czasem lepiej, czasem gorzej

Mechanika jest nastawiona na konkretny cel, czyli atakowanie przeciwników w plecy. Tam najczęściej posiadają "piętę Achillesa" – punkt, w którego trafienie zadaje obrażenia krytyczne. Taka konstrukcja wymusza przygotowanie niemal przed każdą walką. Czasem warto wziąć ciężki kaliber raptem na kilkanaście nabojów niż maszynkę zadającą mało obrażeń, ale posiadającą ogromne zasoby amunicji. Wszystko zamyka się bowiem w serii unikania ataków przeciwnika i czekania na dogodny moment do kontrataku. Ze względu na rodzaj broni, jakiej najczęściej będziemy używać, wszystko rozgrywa się w walce dystansowej. Oczywiście w grze nie zabraknie tarczowników, siepaczy czy bestii chcących po prostu gołymi rękami rozedrzeć nas na strzępy, ale każdego, kto myśli, że twórcy pomyśleli w ten sposób o ułatwieniu życia graczowi, niestety brutalność świata szybko sprowadzi na ziemię. Wrogowie są silni, okryci pancerzami i zasłonięci tarczami, a czasami piekielnie szybcy.

System walki nie do końca działa sprawnie. Wszystko rozbija się o różnicę w celności naszego bohatera i przeciwników. Podczas gdy my pudłujemy, wróg cieszy się dużą skutecznością. Podobnie jest z wyposażeniem lekkim, takim jak granaty – wrogowie dysponują ich ogromnymi ilościami. Wszystko to czasami składa się na frustrujące momenty, gdy jedyną skuteczną zagrywką jest wabienie pojedynczych wrogów i ich eliminacja. W innym wypadku zmasowany atak przeciwników szybko pośle nas na łopatki, a to już dosłownie chwila od śmierci. W przypadku dezaktywacji Kryształy pozostają w miejscu śmierci, aż do następnej egzekucji, ale ekwipunek wraz z nami trafia do miejsca odrodzenia.

Bardzo klimatycznie wypada przedstawiony tu świat, zarówno pod względem różnorodności krain, jak i przeciwników. Uruchamiając Immortal: Unchained, jesteśmy bombardowani mieszanką różnego oświetlenia sprawiającego wrażenie agresywnego cyberpunku połączonego z budynkami ciosanymi w geometryczne kształty. Później trafimy już na bardziej różnorodne tereny w tym zielone, gęsto porośnięte lasy czy otchłanie a’ la piekielne. Wszędzie jednak czekają nas pułapki oraz pół zombistyczne, pół mechaniczne roboty, będące wysoko zaawansowaną krwiożerczą rasą, która skupiła się na umiejętnościach, a nie wyglądzie. Unchained poraża wręcz swoją wizją, czerpiącą z horrorów science fiction. Nie brakuje jednak i minusów, do których zaliczają się sztuczne animacje twarzy – rozmowy między bohaterami wyglądają komicznie, a brak mimiki widać gołym okiem, podobnie w ruchach pozostają aż nadto oszczędni. Tyczy się to bohaterów fabularnych, przeciwnicy są dość żwawi pod tym względem.

Immortal: Unchained jest produkcją co najmniej dobrą i na pewno wartą uwagi miłośników Dark Soulsów. Otrzymujemy tu całkowicie inny klimat i inne naciski na pewne aspekty rozgrywki, ale jest to tytuł na tyle przemyślany, że pomimo różnorakich błędów chce się grać. Małe zwycięstwa przynoszą ogromną satysfakcję, a mechanika stanowi szybki do wyuczenia element, zupełnie jak w Dark Souls. Każdy miłośników gatunku powinien przynajmniej spróbować rozgrywki w Immortal, bowiem walka bronią palną sprawia wiele satysfakcji oraz daje nowe możliwości testowania najróżniejszych technik walk, zaczynając od snajpera, kończąc na tanku.

Plusy:

  • duszny i ciężki klimat
  • oprawa graficzna
  • dobrze wyważony system walki bronią palną
  • duża różnorodność arsenału i rozwoju bohatera
  • różnorodne klasy postaci

Minusy:

  • bardzo zła mimika twarzy
  • miejscami niezbalansowany system walki
  • wysoki poziom trudności czasem frustruje

Galeria


7.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Immortal: Unchained
Producent: Toadman Interactive
Wydawca: Sold Out
Dystrybutor polski: Cenega
Data premiery (świat): 7 lipca 2018
Platformy: PC, PlayStation 4, Xbox One
Wymagania sprzętowe: Intel Core2 Quad Q9500 2.83GHz / AMD Phenom II X4 940; 6 GB RAM; NVIDIA GeForce GTX 460 / AMD Radeon HD 5770 (1GB VRAM); DirectX 11; Windows 7/8/8.1/10 64-bit; 25 GB wolnego miejsca na dysku twardym
Nośnik: dystrybucja cyfrowa
Strona WWW: www.immortalthegame.com/
Sugerowana cena wydawcy: 179,99 zł

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.