» Artykuły » Publicystyka » Graliśmy w Sekiro: Shadows Die Twice

Graliśmy w Sekiro: Shadows Die Twice


wersja do druku

Jedna śmierć to mało, 10 też

Autor: Redakcja: Daga 'Tiszka' Brzozowska

Graliśmy w Sekiro: Shadows Die Twice
Zaczepić się o dach, podciągnąć, lekkim krokiem przebiec na drugą stronę. Potem chwila cierpliwego oczekiwania, skok i życie przechodzącego niżej strażnika zostaje gwałtownie przerwane. Za bramą czai się znacznie silniejszy wróg, z którym przyjdzie skrzyżować katany. Ale przed zwycięstwem trzeba zginąć... raz, dwa albo piętnaście.

Mogłoby się wydawać, że przez kilkadziesiąt lat istnienia gier wideo już dawno doszliśmy do ściany w kwestii możliwych gatunków. Kiedy jednak w 2009 roku studio FromSoftware pokazało światu swoje Demon's Souls, okazało się, że wciąż jest miejsce i zapotrzebowanie na nowy rodzaj rozgrywki – gatunek tak inny od dotychczasowych, że mógł być określony jedynie mianem soulslike. I chociaż inne studia podejmowały się stworzenia podobnych tytułów (Lords of the Fallen, NiOh), to seria Dark Souls od FromSoftware w każdej kolejnej odsłonie potwierdzała swoją dominację. Teraz japoński deweloper wraca do akcji w zupełnie nowym świecie.

Małe wyjaśnienie: gry soulslike pod względem rozgrywki przypominają action RPG, ale charakteryzują się ekstremalnie wysokim poziomem trudności, zmuszaniem gracza do taktycznego podejścia do każdej walki i żmudnego konstruowania planu zwycięstwa w wielu nieudanych próbach.

Kwiaty i katany

Sekiro: Shadows Die Twice przenosi nas do świata inspirowanego XVI-wieczną Japonią, w której ruszamy na ratunek porwanemu arystokracie powierzonemu naszej opiece. Główny bohater to wojownik zhańbiony porażką, z której cudem uszedł z życiem, straciwszy jednak lewą rękę. Takie tło fabularne wyłania się przynajmniej z zapowiedzi, bo w ciągu godzinnego pokazu prasowego nie doświadczyliśmy żadnego śladu opowiadanej historii.

Widzieliśmy natomiast to, co w Sekiro najważniejsze: walkę i przepiękne japońskie krajobrazy. Strona wizualna jest prawdziwą ucztą dla oczu. Co chwila napotykamy na scenerię, przy której chciałoby się zatrzymać na dłużej: jaskinie, górskie przełęcze, oświetlone promieniami słońca dachy czy płatki kwiatów wiśni poruszane podmuchem gigantycznego miecza naszego przeciwnika. Fani japońskiej estetyki będą wniebowzięci, a i reszta graczy z pewnością nie przejdzie obojętnie obok pracy projektantów z FromSoftware. Dobre wrażenia pogłębia również bardzo oszczędny interfejs ograniczony do paska życia, wybranego ekwipunku i dyskretnego znacznika wskazującego możliwość wyprowadzenia ciosu z ukrycia.

Kiedy już jednak przestaniemy zachwycać się widokami, trzeba się zabrać za przeciwników blokujących dalszą drogę. A ci są przede wszystkim bardzo nierówni. Większość napotykanych po drodze żołnierzy nie sprawia bohaterowi żadnego problemu – dwa szybkie ciosy kataną i po sprawie. Nieco treningu i oswojenia się z mechaniką sprawi również, że niektórzy bossowie dość szubko zakończą żywot. Zdarzają się jednak wrogowie, przy których po kilkunastu próbach pozostaje jedynie westchnąć z mieszaniną zmieszania i rezygnacji, gdy wciąż nie możemy obniżyć czerwonego paska życia o więcej niż jedną piątą. Co prawda, obecny na pokazie przedstawiciel dewelopera tłumaczył, że prezentowany nam fragment pochodzi ze środka gry i gracze będą na tym etapie znacznie lepiej oswojeni z możliwościami oferowanymi przez system walki, jednak nie ulega wątpliwości, że Sekiro to gra dla ludzi, którzy naprawdę lubią wyzwania wymagające wielokrotnego próbowania swoich sił z jednym przeciwnikiem.

Padłeś? Powstań

Głównym orężem bohatera jest oczywiście katana, ale na tym zabawa się nie kończy. W miejscu straconego ramienia zamontował metalową protezę oferującą różne rodzaje wsparcia w walce – na zasłaniających się tarczą przeciwników dobrze zadziała toporek, podczas gdy innych warto odepchnąć gwałtownym płomieniem lub miotanymi shurikenami. W naszej dyspozycji cały czas jest również kojarząca się z serią Just Cause lina zakończona hakiem. Korzystając z rady Obi-Wana Kenobiego, zyskamy dzięki niej przewagę wysokości – w okolicy nigdy nie brakuje dachów lub konarów drzew, na które możemy się wciągnąć.

Istotną rolę pełnią elementy skradankowe. Zamiast zaangażować się w otwarte starcie i ryzykować przybycie posiłków, lepiej podkraść się w wysokiej trawie i zadać niespodziewającej się niczego ofierze cios w plecy. Nic nie stoi także na przeszkodzie, by ściągnąć nieszczęśnika z krawędzi dachu czy przygwoździć do ziemi po ekwilibrystycznym skoku z wysokości. Ten aspekt walki mocno kojarzy się z Shadow Tactics od Minimi Productions, chociaż tam nie mieliśmy oczywiście pełnego 3D.

Sekiro: Shadows Die Twice od innych soulslike'ów odróżnia mechanika podwójnej śmierci zapowiadana już w podtytule. Kiedy już któryś z wrogów okaże się zbyt dużym wyzwaniem i nasz bohater legnie bez ruchu na ziemi, możemy albo rozpocząć grę od ostatniego punktu zapisu, albo… poczekać chwilę, aż przeciwnik odwróci się w drugą stronę i błyskawicznie wrócić do życia, wbijając zimną stal w jego plecy. Kolejna śmierć w tym samym starciu jest już jednak ostateczna. To bardzo ciekawe rozwiązanie, które nie tylko daje nowe możliwości taktyczne, ale i czyni powtarzanie walk nieco mniej frustrującym. Jeden błąd nie oznacza już bowiem automatycznej porażki, a ryzyko powrotu do oddalonego punktu zapisu nie jest tak przytłaczające.

Oprócz wielu dobrych pomysłów projektowych pojawił się również jeden dość dziwny. Pokonani wrogowie (poza bossami) nie chcą pozostać martwi i po pewnym czasie wracają na swoje miejsca, jak gdyby nigdy nic. Jest to podobno celowy mechanizm, który ma na celu zmuszenie nas do ciągłego brnięcia naprzód, ale może czasami skutkować dezorientacją. Zwłaszcza gdy zwiedzamy okolicę, wybieramy pozornie nową ścieżkę przyciągnięci widokiem przeciwników w oddali, po czym orientujemy się, że to wrogowie, których już raz pokonaliśmy i okrężną drogą wróciliśmy właśnie do punktu wyjścia.

Sekiro to tytuł kierowany do bardzo specyficznego grona odbiorców, szukających w grach wyzwań, które dla innych będą powodem rzucania padem o ścianę. Fani gier FromSoftware i pokrewnych tytułów z pewnością będą zachwyceni połączeniem skradanki i widowiskowej walki, a japoński nastrój wciągnie ich na długie godziny. Trudno natomiast powiedzieć na razie cokolwiek o fabule czy rozwoju postaci – na to musimy zaczekać jeszcze kilka dni.

Zrzuty ekranu pochodzą z oficjalnych materiałów producenta.

-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Sekiro: Shadows Die Twice
Producent: FromSoftware
Wydawca: Activision
Dystrybutor polski: Cenega
Data premiery (świat): 22 marca 2019
Data premiery (Polska): 22 marca 2019
Platformy: PC, PlayStation 4, Xbox One
Strona WWW: www.sekirothegame.com
Cena: 279,99 zł



Czytaj również

Sekiro: Shadows Die Twice
Cienie giną na dwa ciosy
- recenzja
Life Is Strange
Trudne życie, dobra gra
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.