» Recenzje » Graliśmy w Anthem

Graliśmy w Anthem


wersja do druku

Kiedy Iron Man to już za mało

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Graliśmy w Anthem
Bohaterowie gier nie raz udowodnili, że potrafią przeżyć w każdych warunkach. Nieważne, czy będzie to nuklearna apokalipsa, atak zombie, czy obca planeta – człowiek zaaklimatyzuje się wszędzie, nawet w świecie niedokończonym przez bogów, gdzie walczyć trzeba o każdy skrawek lądu..

Tytuł BioWare to RPG akcji pozwalające bawić w trybie multiplayerowym. Wcielamy się w jednego z freelancerów, który na swoim wyposażeniu ma potężny egzopancerz zwany javelinem, występujący w czterech zróżnicowanych rodzajach: Łowca, Kolos, Śmigacz i Sztorm. To dzięki niemu wyjście poza bezpieczne mury fortów staje się czystą zabawą, a nie samobójczą misją we wrogim środowisku pełnym potężnej energii zwanej Hymnem, który pozostawili po sobie dawni bogowie. Niestety pierwsza prezentacja gry (25–27 stycznia) zaliczyła potężna wpadkę. Zainteresowanie tytułem okazało się na tyle spore, że serwery EA nie wytrzymały, odmawiając posłuszeństwa i pozbawiając wielu graczy możliwości przekonania się, czym świat Anthema jest. Na szczęście tydzień później otwarta beta wystartowała już pełną parą.

W wersji demonstracyjnej zabawę zaczynamy w Forcie Tarsis. To tu twórcy dali nam nieco swobody w poznawaniu gry, w tym możliwość natychmiastowego wskoczenia w pancerz Łowcy i wyruszenia na podbój nieprzyjaznego środowiska. Autorzy nie pozostawili jednak gracza samemu sobie. Kiedy pierwsza euforia i nasycenie pancerzem opada, można zwiedzić fort i rozegrać misję zatytułowaną Zaginiony arkanista. To w niej poznajemy Matthiasa – naukowca, który zleca nam zdobycie cennych danych badawczych. Oczywiście w trakcie jej wykonywania wszystko się komplikuje, sprawiając, że mamy pełne ręce roboty. Niemniej zadanie, czy też sposób jego rozwiązania, kręci się wokół wskoczenia w egzoszkielet i wyruszenia poza mury fortu. Każda misja stanowi źródło punktów doświadczenia, a niekiedy nagród, które podnoszą poziom naszego pilota. W wersji demo startowaliśmy na 10 poziomie i w miarę rosnącego doświadczenia można było osiągnąć maksymalnie poziom 15.

Co dalej?

Ciężko powiedzieć coś więcej o głównej osi fabularnej czy wątkach pobocznych. Grając w demo, można było zauważyć, że część bohaterów ma wyłączone opcje dialogowe. Jedynie garstka mieszkańców fortu pozwoliła ze sobą porozmawiać, przy czym pojawiła się możliwość wyboru opcji dialogowych. Tak więc mogliśmy na przykład zgodzić się z naszym rozmówcą, albo mu zaprzeczyć. Uczestniczyć mogliśmy też w nieco bardziej rozbudowanej rozmowie gdzie, przy pomocy naszych odpowiedzi wpływaliśmy na rozmówcę.

W Anthemie javelin – pancerz wspomagany – ponad tysiąckrotnie podnosi nasze umiejętności bojowe (siłę, zręczność, szybkość), nie mówiąc o takich smaczkach jak umożliwienie latania czy zabrania ze sobą broni palnej, wyrzutni rakietowych, elektrycznych tarcz i pocisków. Tak więc zabawa javelinem jest wręcz przednia. Zaczynając od Łowcy, spokojnie można była przyzwyczaić się do pierwszych kroków w grze, zwłaszcza że każdy egozszkielet rządzi się swoimi prawami i ciężko natychmiast rzucić się do walki. Za to kiedy już go trochę opanujemy, stanowi kompromis pomiędzy defensywą, jak i ofensywą i sprawdza się w niemal każdej walce. Jak łatwo było zauważyć, jest też ukłonem w stronę mniej doświadczonych graczy, którzy nie wiedzą jeszcze, czy wolą bezpośrednie bliskie starcie, czy osłanianie kompanów z bezpiecznej odległości albo pierwszy raz siadają do gry akcji w trybie multiplayerowym.

W czterech siła

W otwartej wersji demonstracyjnej można było przetestować wszystkie dostępne javeliny. Każdego stworzono z myślą o odmiennym stylu gry, tak aby zasiadający do zabawy gracze mieli w czym przebierać. Niemniej trzy dni to nieco mało czasu na poznanie wszystkich modeli, zwłaszcza że różnice były aż nadto widoczne. Kolo to powolny wielki mech z niesamowitą siłą rażenia. Do dyspozycji był także Śmigacz, czyli szybki i zwinny egzpancerz pozwalający na trochę akrobacji podczas walki, oraz Sztorm władający przepełniającą świat energią – Hymnem. W praktyce przesiadanie się z nieco łatwiejszego do pilotowania Łowcy na jeden z pozostałych trzech javelinów, potrafiło być frustrujące. Powolny Kolos potrzebował dobrego wsparcia w postaci szybszych i zwinniejszych kompanów, w innym wypadku stawał się łatwym celem. Z kolei ataki Sztorma czy Śmigacza miały lepsza skuteczność kiedy uwagę wroga odciągał na przykład Łowca. Niemniej nie ma reguły, jakim składem trzeba grać, aby wygrać misję. Dobrze radziła sobie zarówno ekipa złożona z samych Łowców, jak i grupa w postaci dwóch Kolosów, Łowcy i Sztorma. Niestety o ile gra ze znajomymi nie nastręczała trudności, o tyle z przypadkowymi graczami była o wiele mniej ekonomiczna. Nawet jeśli wszyscy mieli różne javeliny, to niekoniecznie w pełni wykorzystywało się ich potencjał.

Uwadze nie umyka mocno rozbudowany system modyfikacji egzopancerza. Z początku może nawet odstraszyć dostępnymi opcjami udoskonalania czy tworzenia nowej broni. Modyfikujemy uzbrojenie, pancerz i poszczególne elementy stroju, takie jak hełm. Podobnie też (jak w Titanfallu 2) otrzymujemy pełną personalizację wizualną: skórki, naklejki, lakiery do wyboru, a nawet możliwość przypisania animacji (powitania, gratulacji czy tanecznego ruchu). Mało? Opcji jest tak dużo, że tyle samo czasu co na rozgrywce, można spędzić, ubierając swojego javelina.

Na obecną chwilę podobne pozytywne wrażenie wywiera świat. Poza ogromnymi terenami zielonymi, czekają nas smaczki w postaci jaskiń, starej technologii, monumentalnych budowli czy po prostu pięknych krajobrazów. Do tego mniej lub bardziej agresywna fauna, potrafiąca napsuć krwi i znacznie pokrzyżować misję. Wszystko to w połączeniu z opcją latania sprawiało, że aż chciało się zwiedzać i poznać co ciekawsze zakamarki.

Pierwsze wrażenie z grą Anthem jest jak najbardziej pozytywne i to pomimo jednodniowej wpadki z przegrzaniem serwerów. Własny pancerz o wiele zwrotniejszy niż ten z Titanfalla i zabawa w otwartym świecie to coś, co wciąga na długie godziny.

Okiem gowera

Kiedy podczas konferencji EA Play w 2017 roku BioWare ogłosił prace nad Anthemem, w sercach graczy obudziła się nadzieja na kolejną wielką erpegową fabułę, na miarę Mass Effecta i Dragon Age'a. Dwa ostatnie weekendy pokazały, że te nadzieje raczej nie zostaną spełnione – Anthem ma, co prawda, fabułę, a podejmowane przez bohatera lub bohaterkę decyzje mają swoje konsekwencje, ale świat i jego losy prezentowane są nam raczej nienachalnie. O tym innym rozłożeniu akcentów świadczy już sama konstrukcja dema – zostajemy w nim rzuceni w środek fabuły, nie do końca wiedząc, co i dlaczego chcemy osiągnąć oraz w jakim uniwersum się właśnie znaleźliśmy. Nieco więcej szczegółów poznamy, czytając kilkadziesiąt odblokowanych wpisów w dzienniku. Nie do takiego opowiadania historii przyzwyczaił nas BioWare.

Kiedy już jednak pogodzimy się z tym, że Anthemie fabuła raczej nie gra pierwszych skrzypiec, zaczyna się zabawa. Rozgrywka jest uderzająco podobna do Destiny 2. Operujemy z bezpiecznej bazy, w której kupujemy i udoskonalamy wyposażenie, podejmujemy misje czy prowadzimy rozmowy z bohaterami niezależnymi. Dopiero po rozpoczęciu ekspedycji za murami fortu sprawy przybierają dramatyczny obrót. Również dynamicznie generowane wydarzenia (World Events) oraz współpraca z innymi graczami na mapie przywodzą na myśl dzieło studia Bungie.

Nie można pominąć podobieństw także do Titanfalla 2. Javeliny nie dysponują, co prawda, własną osobowością i inteligencją, ale oparte na cooldownie umiejętności specjalne zapewniają bardzo podobne odczucia do poprzedniej produkcji ze stajni EA. Walka z Anthemie jest jednak zdecydowanie przyjemniejsza – każdy z javelinów charakteryzuje się zupełnie odmiennym stylem, którego trzeba się nauczyć, zanim zaczniemy osiągać sukcesy, ale po kilku walkach satysfakcja z pokonywania kolejnych przeciwników może przykuć do ekranu na długie godziny. A do tego twórcy dodali jeszcze świetnie zaprojektowaną mechanikę latania (zwłaszcza dla lżejszych pancerzy) – zanurkowanie w dolinie i schłodzenie przegrzewającego się pancerza szybkim przelotem nad taflą jeziora to przeżycie, na które długo czekaliśmy. Pozostaje mieć nadzieję, że pełna wersja gry utrzyma ten poziom emocji w potyczkach i pozytywnie zaskoczy głębszą fabułą. Przekonamy się za niecałe dwa tygodnie.

Jan 'gower' Popieluch

-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Anthem
Producent: BioWare
Wydawca: Electronic Arts
Data premiery (świat): 22 lutego 2019
Data premiery (Polska): 22 lutego 2019
Platformy: PC, PlayStation 4, Xbox One
Nośnik: DVD, Origin
Strona WWW: www.ea.com/pl-pl/games/anthem
Sugerowana cena wydawcy: 239,90 zł
Tagi: Anthem | BioWare



Czytaj również

Mass Effect: Andromeda
Chciałabym, ale się boję
- recenzja
Mass Effect 2
Nadszedł czas na samobójczą misję
- recenzja
Dragon Age: Origins
Umarł król, niech żyje król
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.