» Recenzje » Frontlines: Fuel of War

Frontlines: Fuel of War


wersja do druku
Autor: Redakcja: 27383

Frontlines: Fuel of War
Ostatnimi czasy bardzo głośno mówi się o ekologii, ochronie środowiska i rozsądnym zarządzaniu zasobami Ziemi. Szczególnie ważne jest to w perspektywie widma wyczerpania tak ważnych współcześnie surowców, jak ropa czy gaz ziemny. Właśnie po tą tematykę sięgnęli panowie z Kaos Studios, tworząc Frontlines: Fuel of War.


Otwierać, tu jedyny słuszny ustrój!


Jest rok 2024. Przewidywania futurologów XX wieku sprawdziły się – złoża ropy są na wyczerpaniu, natomiast próby związane z uzyskiwaniem energii z wodoru czy metodą zimnej fuzji zakończyły się fiaskiem. Zaczęło się niepozornie, od wzrostu cen paliwa i opłat za elektryczność. Sądzono, że jest to jedynie chwilowy kryzys, jednak koszty ciągle rosły, wraz z niezadowoleniem ludzi. Przełomowym punktem było przerwanie dostaw prądu do miast. Rozpoczęła się ogólnoświatowa wojna o ostatnie złoża kopalin. Stany Zjednoczone Ameryki oraz Unia Europejska zawiązują Zachodnią Koalicję, podczas gdy Rosja wchodzi z Chinami w Sojusz Czerwonej Gwiazdy.

Kampanię dla jednego gracza rozegrać można po (jedynej słusznej?) stronie Koalicji. Wcielamy się w postać jednego z żołnierzy oddziału Bezdomnych Psów, któremu towarzyszy korespondent wojenny, nieustannie komentujący bieżące wydarzenia. Ładnie zrealizowane wstawki tworzą klimat rozgrywki i pozwalają dowiedzieć się o walkach w innych zakątkach świata. Dość mocno wryło mi się w pamięć zakończenie gry, które uświadamia, że historia to proces ciągły i poszczególne wydarzenia są ściśle ze sobą związane. Z drugiej strony brakuje jakiegoś dopełnienia, opowiedzenia dalszej części historii, jak również zaskakujących zwrotów akcji. Właściwie to nie ma żadnych – Koalicja nieustannie brnie ku Moskwie. Ofensywy nie zatrzymał nawet atak atomowy, który niszczy 95% dywizji pancernej... Choć nie zabraknie adrenaliny, a nawet kilku momentów wzruszenia, to tryb single player można uznać jedynie za dodatek do gry sieciowej, tym bardziej, że na kampanię składa się zaledwie siedem misji, na ukończenie których potrzeba około ośmiu godzin.

Poszczególne epizody składają się z 5 zadań. Niemalże wszystkie polegają na opanowywaniu punktów kontrolnych; zabezpieczeniu mostu, zniszczeniu wrogich czołgów czy eliminacji wrogiej obrony przeciwlotniczej. Realizacja każdego z nich zapewnia nam kontrolę nad danym terenem, a także przesunięcie tytułowej linii frontu. Misja kończy się wraz z przejęciem całego dostępnego obszaru. Twórcy pozostawili graczom wybór kolejności wykonywania zadań tak długo, aż nie opuszczają oni pola bitwy. Co więcej, mapy skonstruowane są w taki sposób, że cele można osiągnąć na wiele sposobów, zależnie od naszego wyposażenia.


O, jaki ładny samochodzik...


Arsenał natomiast jest naprawdę szeroki, tym bardziej, że każda ze stron konfliktu prezentuje nieco inne uzbrojenie. Oprócz szerokiej gamy ręcznej broni palnej, takiej jak karabiny maszynowe, szturmowe i snajperskie, do dyspozycji otrzymujemy również strzelbę, wyrzutnie pocisków kierowanych, nadajniki zakłócające czy nawet składane działka stacjonarne. Gwoździem programu są jednak zdalnie sterowane sondy bojowe. Schowani za rogiem, możemy kontrolować mały pojazd gąsienicowy wyposażony w miniguna, za pomocą którego wytniemy sobie drogę przez oddział przeciwnika, nie narażając się na najmniejsze obrażenia. Występują również powietrzne wersje bezzałogowych pojazdów, umożliwiające namierzanie ukrytych wrogów czy nawet rażenie rakietami w silnie okopane pozycje nieprzyjaciela.

Dodatkowo możemy przejąć kontrolę nad jednym z kilkunastu pojazdów – od lekkich jeepów, przez średnio-opancerzone transportery i działka przeciwlotnicze, po masywne czołgi. W kilku misjach dane nam będzie przejąć stery śmigłowca bojowego, a w trybie multiplayer nawet myśliwca wielozadaniowego. Uzupełnieniem tego jest dostęp do wsparcia powietrznego i artyleryjskiego. O ile prowadzenie czołgu czy transportera jest dziecinnie proste, to sterowanie śmigłowcem czy myśliwcem jest irytująco trudne. I nie chodzi tutaj o wielce skomplikowany układ sterowniczy, lecz o realistyczny model fizyczny. Zatem naciśnięcie strzałki do przodu nie powoduje lotu w tym kierunku, lecz zwiększenie obrotów silnika. Aby wykonać ruch do przodu, do tyłu lub na boki, należy za pomocą myszki odpowiednio pochylić naszą maszynę, natomiast za obrót śmigłowca odpowiadają guziki na klawiaturze. Rozwiązanie o tyle ciekawe, co denerwujące, gdyż wymaga nabycia sporej wprawy. Przyznam się, że chociaż sterowanie helikopterem wychodzi mi już całkiem zgrabnie, to kierowanie odrzutowcem znacznie mnie przerasta, głównie za sprawą niesamowitej prędkości. Z drugiej strony potraktowanie maszyn latających jako bardziej wymagających można uznać za rozsądne z perspektywy trybu multiplayer, dzięki czemu siły graczy są rozłożone równomiernie między lotnictwo, kawalerie pancerną i piechotę.

Ogólnie arsenał jest naprawdę imponujący i pozwala na rozmaite zagrywki taktycznie. W jednym z epizodów atakujemy silnie chronioną pozycję przeciwnika. Prócz frontalnego ataku dywizji czołgów możemy zaatakować wroga z powietrza, a także przemknąć się bokiem i razić ogniem ręcznych wyrzutni rakietowych w słabiej opancerzone tyły pojazdów. Nic nie stoi też na przeszkodzie, by schować się w krzakach, podjechać zdalnie sterowaną sondą pod czołg przeciwnika i zdetonować ładunek wybuchowy. Co ciekawsze, właściwie wszystkie śmiercionośne zabawki mają praktyczne zastosowanie i trudno wśród nich znaleźć bezużyteczne. Za to bezapelacyjnie panom z Kaos Studios należą się brawa.


Dowództwo, prosimy o wsparcie lotnicze!


Głównym celem Frontlines jest jednak rozgrywka sieciowa, o czym od początku mówili twórcy, znani chociażby z modów do Battlefielda. Jedynym trybem gry tutaj jest Frontlines, polegający dokładnie na tym samym, co misje dla jednego gracza – zajmowaniu kolejnych strategicznych punktów. Tyle, że starcie z żywym przeciwnikiem jest o wiele bardziej emocjonujące, biorąc pod uwagę, że może odbić on stracone na naszą korzyść posterunki, ale także za sprawą sporej liczby graczy, którzy mogą jednocześnie brać udział w batalii - po 32 dla każdej ze stron. W końcu możemy również stanąć po stronie Sojuszu Czerwonej Gwiazdy. Na przynależność do frakcji decydujemy się po dołączeniu do serwera. Następnie wybieramy naszą rolę na polu walki spośród sześciu dość klasycznych klas. Do naszej dyspozycji jest szturmowiec, operator CKMa, snajper, żołnierz z bronią przeciwpancerną oraz komandosi, różniący się główną bronią; dla jednego z nich jest to pistolet maszynowy z tłumikiem, dla drugiego strzelba. Twórcy przełamali jednak schemat, umożliwiając wybór specjalizacji, dzięki czemu możemy zostać operatorem EMP lub sond bojowych, a także umacniać siły naziemne lub służyć wsparciem powietrznym. Na początku każda z profesji dysponuje jedną umiejętnością lub przedmiotem specjalnym, kolejne dwa odblokowując za punkty. Te z kolei uzyskujemy zabijając wrogich żołnierzy, niszcząc maszyny przeciwnika i zajmując jego punkty kontrolne.

Zwykle znajduje się ich około ośmiu na każdej z map. Tych niestety w Frontlines jest zatrważająco mało, biorąc pod uwagę krótką kampanię dla jednego gracza oraz sieciowe przeznaczenie gry. Mimo że kilka z nich stanowi konwersje tych z trybu fabularnego, to większość jest naprawdę rozległa. Umożliwia to długie i emocjonujące starcia, gdzie zależnie od charakteru mapy możemy w pełni wykorzystać możliwości sond bojowych i/lub przeprowadzić potężne natarcie czołgów i lotnictwa. Do tego tereny są tak skonstruowane, że zarówno snajper może znaleźć bezpieczną pozycję strzelecką, jak również koniecznym jest wykorzystanie transportera opancerzonego ze względu na rozległą otwartą przestrzeń, ostrzeliwaną przez strzelców wyborowych przeciwnika.

Również budowa map wymusza zastosowanie innego rodzaju sił – na otwartych, pustynnych terenach największą siłę stanowią czołgi i helikoptery, bezużyteczne na terenach miejskich, gdzie oddział graczy wyposażonych w wyrzutnie pocisków naprowadzonych zmasakrowałby je w ciągu kilku sekund. Te wszystkie niuanse wymagają zgrania całego oddziału, gdzie specjalista od wsparcia powietrznego zsyła na wrogów bomby kasetowe, skutecznie eliminujące 'miękką' siłę wroga i jego siły przeciwlotnicze, umożliwiając wykorzystanie własnych śmigłowców bojowych, by te zniszczyły pozostałe na chodzie czołgi. To tylko jedna z możliwych taktyk, a wspomniany wcześniej szeroki wachlarz uzbrojenia powoduje, że trzeba szybko i elastycznie reagować na ruchy przeciwnika.


Piękno destrukcji


Frontlines oparte jest na silniku Unreal Engine 3. Choć gra nie prezentuje się tak okazale jak chociażby Bioshock czy Mass Effect, to mamy do czynienia z efektowną produkcją. Ładne, szczegółowe modele, mimika postaci podczas scenek filmowych, przyjemne dla oka wybuchy i eksplozje na tle pięknych krajobrazów kontrastują jednak z kilkoma niedociągnięciami związanymi z modelem kolizji. Mimo iż możemy niszczyć betonowe mury, ogromne cysterny z paliwem i garaże dla pojazdów, to znak stop czy drewniany słup stanowią niezniszczalną przeszkodę, która oprze się nawet wybuchowi bomby paliwowo-powietrznej. O wiele bardziej irytują jednak liście, skutecznie blokujące wszelkie pociski, a także tarcze osłaniające CKMy – graczowi nie zapewniają praktycznie żadnej osłony, natomiast w kampanii dla jednego gracza komputerowi wrogowie stają się za nią niemal nieśmiertelni.

Utworów muzycznych w grze jest bardzo niewiele, ale stoją na wysokim poziomie. Symfoniczne melodie okraszone chórem, przeplatają się z agresywnymi, elektronicznymi brzmieniami, świetnie akompaniując działaniom wojennym. Również odgłosy strzałów i wybuchów są bardzo dobrze nagrane. Polski dubbing określam jako przeciętny, z lekkim przesunięciem w stronę słabego. O ile główny narrator trybu single player, towarzyszący nam reporter, brzmi dość przyjemnie, to okrzyki naszych towarzyszy broni brzmią irytująco sztucznie. Doskonale wpasowują się natomiast rozkazy wykrzykiwane przez Rosjan, pozostawione z oryginalnej ścieżki dźwiękowej – mamy tu do czynienia z ruszczyzną, nie jedynie z angielskimi kwestiami wypowiadanymi z wymuszonym rosyjskim akcentem.


Co będzie teraz?


Podsumowując, Frontlines: Fuel of War to ładna gra ze stosunkowo dobrym, ale niezwykle krótkim trybem dla jednego gracza. Siła tytułu drzemie jednak w świetnie zaplanowanym multiplayerze, gdzie możemy wykorzystać w pełni możliwości ogromu uzbrojenia, dostarczonego nam przez twórców. Mimo czasu, który upłynął od premiery, w Internecie można znaleźć kilka dobrze prosperujących serwerów z niemal kompletem graczy. Z czystym sercem mogę polecić Frontlines wszystkim fanom sieciowych FPS-ów taktycznych, takich jak Battlefield czy Star Wars: Battlerfront.



Plusy:

  • świetny i przemyślany tryb multiplayer
  • rozległe i dobrze skonstruowane mapy
  • szeroki arsenał broni i pojazdów
  • dobra oprawa audiowizualna

Minusy:

  • krótka kampania dla jednego gracza
  • uciążliwe sterowanie maszynami powietrznymi
  • błędy w modelu kolizji
  • słaby polski dubbing



Nasz gameplay:


Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Galeria


7.5
Ocena recenzenta
7.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Frontlines: Fuel of War
Producent: Kaos Studios
Wydawca: THQ Inc.
Dystrybutor polski: CD Projekt
Data premiery (świat): 17 kwietnia 2008
Data premiery (Polska): 17 marca 2008
Wymagania sprzętowe: Procesor: Intel Pentium 2,8 GHz lub AMD Athlon 2800+, Pamięć: 768MB RAM / 1GB RAM dla Windows Vista, Karta Graficzna: nVidia 6800GT (SM3) lub ATI X800XT (SM2) z najnowszymi dostępnymi sterownikami, Dysk twardy: 8GB wolnej przestrzeni na dysku, Internet: d
Nośnik: 1 DVD
Strona WWW: www.frontlinesgame.com
Platformy: PC
Sugerowana cena wydawcy: 99,90 zł

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.