Fallen Enchantress: Legendary Heroes

Ucywilizowani Herosi

Autor: Camillo

Fallen Enchantress: Legendary Heroes
Jeśli komuś marzy się połączenie Heroes of Might & Magic i Sid Meier's Civilization, powinien dać szansę nowej odsłonie Elemental. Szkoda tylko, że gra głównie kopiuje sprawdzone rozwiązania z popularnych serii, od siebie dodając niewiele.

Geneza produkcji jest dość nietypowa. Fallen Enchantress: Legendary Heroes to samodzielny dodatek do gry Elemental: Fallen Enchantress, będącej z kolei rozszerzeniem do strategii Elemental: War of Magic. Najnowsza część cyklu wprowadza kilka poprawek i zmienionych mechanizmów, a przy okazji jest pierwszą, która oficjalnie została wydana w Polsce i dzięki Techlandowi doczekała się naszej wersji językowej.

Zamiast herosów – czempioni

Rozgrywkę możemy toczyć w trybie swobodnej gry oraz w dwóch scenariuszach. Określenie "scenariusz" jest jednak nieco mylące, bo tak naprawdę to coś na kształt kampanii z HoM&M. Przypomina zwłaszcza czwartą część tej serii, bo podobnie jak tam fabuła przedstawiana jest w formie tekstu, czyli podzielonego na części opowiadania, wyświetlanego po osiągnięciu określonych postępów.

Podobieństwo do "czwórki" odnajdziemy także w mechanice gry. HoM&M IV swego czasu wzbudziło wśród fanów kontrowersje, ponieważ właśnie w niej herosi po raz pierwszy i ostatni mogli osobiście uczestniczyć w bitwie i odnosić obrażenia w starciach ze zwykłymi jednostkami. W Legendary Heroes tutejsi odpowiednicy herosów, zwani czempionami, także czynnie angażują się w walkę. Są zresztą główną siłą napędową armii – zazwyczaj już po osiągnięciu kilku poziomów stają bardziej przydatni niż jednostki rekrutowane w miastach.

Czempionów nie zatrudnimy w karczmie. Aby mogli do nas dołączyć, musimy zgromadzić określoną liczbę punktów sławy, wykonując porozrzucane po mapie zadania (lekko fabularyzowane, ale dość monotematyczne: "przynieś trzy skóry trolla" czy "zabij bandytów obozujących na szlaku") lub wznosząc elitarne budynki. Po osiągnięciu każdego z określonych przez grę pułapów, do naszej armii zgłosi się dwóch kandydatów na czempiona, z których możemy wybrać jednego. Każdy ma dwa drzewka rozwoju: jedno niemal identyczne dla wszystkich (różniące się tylko ewentualną szkołą magii), drugie zależne od wybranej specjalizacji.

Tych ostatnich jest pięć i zawierają długą listę umiejętności do wyboru. Łącznie mamy więc dużo potencjalnych ścieżek rozwoju. Gracze lubujący się w obliczaniu, czy bardziej opłaca się wybrać +20 PŻ, czy może 25-procentowy wzrost celności, powinni czuć się ukontentowani. Niestety, co za tym idzie, ze ścieżkami wiąże się też spora wada. Mianowicie twórcy mocno poszli w ilość, a mało w jakość. Zdecydowana większość umiejętności modyfikuje tylko statystyki, natomiast niewiele jest unikalnych, ciekawych zdolności, na jakie często natrafialiśmy w serii Heroes. Wystarczy przypomnieć, jakie możliwości dawały w poszczególnych częściach umiejętności dyplomacji, ukrywania, nekromancji czy łańcuchów żywiołów. Tutaj rozgrywka jest bardziej monotonna, a namysł nad rozwojem herosa sprowadza się do ślęczenia nad statystykami. Na szczęście sytuację nieco ratuje pokaźna liczba czarów i artefaktów do zdobycia. Te są bardziej zróżnicowane w działaniu i potrafią urozmaicić walkę.

Mieczem, magią i technologią

Starcia toczymy podobnie jak w HoM&M. Główna różnica polega na tym, że tutaj wszystkie jednostki mają umiejętność charakterystyczną dla mrocznych jeźdźców z piątej części "Herosów" – jeśli któryś z naszych podwładnych atakuje wroga, a w bezpośrednim sąsiedztwie stoją przyjazne jednostki, to one również zadadzą cios. Pociąga to za sobą wymóg starannego planowania ruchów (przynajmniej w trudniejszych walkach, bo prostsze wygramy tak czy siak) oraz premiuje przewagę liczebną. Gdy któryś z czempionów polegnie w czasie starcia, po walce jest przywracany do życia, ale z obniżającą statystyki raną, którą jednak, jak to bywa światach fantasy, możemy uleczyć po zakupieniu eliksiru uzdrawiającego. Natomiast zwykłe jednostki po śmierci w bitwie znikają z armii na amen.

Elementy ekonomii i zarządzania królestwem to z kolei daleko idące zapożyczenia z serii Civilization. Aby się bogacić i rozwijać, musimy wznosić i rozbudowywać kolejne miasta, zakładać kopalnie, a także inwestować w badania nad technologiami. Te umożliwiają nam dostęp do nowych budynków, dają możliwość rekrutacji kolejnych typów jednostek, podnoszą efektywność produkcji czy wydobycia w zależności od tego, w co zdecydujemy się zainwestować. Ponadto osady mogą się specjalizować w danej działalności, na przykład nastawić się na gromadzenie bogactwa lub przyspieszanie badań.

Gdyby komuś gra wydawała się zbyt uboga w mapy, jednostki i misje, może skorzystać z udostępnionego przez twórców narzędzia do tworzenia własnych elementów rozgrywki. Do dyspozycji nowicjuszy oddano natomiast samouczek, który jednak pozwala czynnie nabyć tylko niewielką część potrzebnej wiedzy – resztę należy doczytać, obejrzeć w formie dołączonych filmików (które umknęły uwadze tłumaczy i pozostały jedynie z anglojęzycznym lektorem) lub samodzielnie zdobyć metodą prób i błędów.

Dla koneserów gatunku

Studio Stardock odpowiadające za powstanie Legendary Heroes specjalizuje się w produkcjach, które raczej nie zachwycają wizualnie, za to bez trudu uruchamiają się nawet na leciwym sprzęcie. Mimo "oldskulowej" grafiki ich najnowsze dzieło prezentuje się znośnie, przynajmniej dopóki nie przybliżymy kamery i nie przestraszą nas kanciaste modele jednostek. Jednak grupa docelowa tej produkcji, czyli weterani turowych strategii i właściciele nie najmłodszych pecetów, zapewne nie zwróci na ten mankament większej uwagi. Oni śmiało mogą dopisać do poniższej oceny półtora punktu i zainteresować się tytułem, jeśli jeszcze tego nie zrobili.

Natomiast dla szerszego grona graczy Legendary Heroes raczej nie będzie grą pierwszego wyboru. To solidny, w miarę grywalny tytuł, ale na dłuższą metę ustępujący przedstawicielom wspominanych wyżej słynnych serii, a przy tym nie wprowadzający zbyt wiele własnych pomysłów. Tym samym jeszcze raz potwierdza się powiedzenie, że kopia rzadko dorównuje oryginałowi. Nawet wtedy, jeśli czerpie z dwóch oryginałów na raz.

 

Plusy:

Minusy: