» Recenzje » Enigmatis: The Mists of Ravenwood

Enigmatis: The Mists of Ravenwood


wersja do druku

Widziałem kruka cień

Autor: Redakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk

Enigmatis: The Mists of Ravenwood
Wszyscy, którzy mniej lub bardziej interesują się grami przygodowymi, szczególnie typu HOPA, słyszeli zapewne o Enigmatis: Duchy Maple Creek. Gra nieznanego małego studia została bardzo ciepło przyjęta przez graczy i recenzentów. Choć pod względem rozgrywki nie była niczym nadzwyczajnym, to klimat i ciekawa fabuła urzekły wielu z nas. Sam również doceniłem walory tej gry i z chęcią sięgnąłem po jej kontynuację.

Co skrywa mgła

Fabuła The Mists of Ravenwood rozpoczyna się dwa lata po wydarzeniach, jakie miały miejsce w Maple Creek. Pani detektyw nadal ściga demonicznego pastora, sprawdzając wszystkie nietypowe zdarzenia, jakie miały miejsce w USA. Trop w końcu zaprowadza ją do parku Ravenwood, w pobliżu którego doszło do kilku tajemniczych zaginięć. To, co zastaje na miejscu, okazuje się równie tajemnicze i mordercze jak wydarzenia, które zapoczątkowały jej śledztwo.

Historia, jaką przygotowali dla nas twórcy, po raz kolejny okazała się strzałem w dziesiątkę. Nie twierdzę, że jest wybitna, ale wciągnęła mnie naprawdę mocno. Owszem, zdarzały się delikatne potknięcia, a jeden z większych zwrotów akcji był łatwy do rozszyfrowania – nie zmniejszało to jednak przyjemności. Ciekawym zabiegiem było też podzielenie gry na dwie części. Pierwsza z nich, ta właściwa, opowiadała dalsze losy bohaterki oraz jej kolejne starcie z mistycznymi mocami. Druga, dostępna po ukończeniu głównego wątku fabularnego, pozwalała zobaczyć pewne rzeczy z innej perspektywy i wyjaśniała dodatkowe aspekty historii. Kolejną zaletą jest to, że do zrozumienia wydarzeń, jakie mają miejsce w Ravenwood, nie potrzeba znajomości pierwszej Duchów Maple Creek.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Jednak najmocniejszą stroną fabuły był duszny i klaustrofobiczny klimat. Od samego początku aż do napisów końcowych, zarówno tych pierwszych, jak i drugich, nie opuszczał mnie prawdziwie mroczny nastrój. Mam wrażenie, że wszyscy, którzy maczali palce przy produkcji Enigmatis, są fanami Samotnika z Providence. Inspirację twórczością Lovecrafta czuje się na każdym kroku. Oby w nasze ręce trafiało jak najwięcej takich produkcji.

Okno z widokiem na mrok

Takiego efektu nie udałoby się osiągnąć, gdyby nie praca grafików; ponownie jest ich za co pochwalić. W porównaniu z innymi grami Artifex Mundi, takimi jak Time Mysteries: Inheritance czy poprzednia część Enigmatis, poprawiono praktycznie każdy element. Przede wszystkim rozdzielczość gry została (w końcu) dopasowana do ekranów panoramicznych, co stanowiło największą bolączkę poprzednich produkcji studia. Kolejna kwestia to wygląd i animacje postaci. Choć nadal brakowało im trochę do doskonałości, to prezentowały się o wiele lepiej niż dotychczas – mam nadzieję, że zmiany nadal będą szły w tym kierunku.

Same lokacje zostały bardzo dobrze przemyślane i podobnie jak wcześniej wykonane z wielką starannością. Dodano również nieznacznie większą możliwość interakcji z otoczeniem, dzięki czemu miałem wrażenie (sur)realności poszczególnych plansz. Oprócz tego wprowadzono większą liczbę animowanych elementów, które czasami potrafiły przyprawić o gęsią skórkę, szczególnie, gdy zmianę otoczenia dostrzegało się jedynie kątem oka.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

W kwestii udźwiękowienia nie zmieniło się praktycznie nic i to dosłownie. Podczas eksploracji parku Ravenwood słyszałem dokładnie tą samą ścieżkę dźwiękową co wcześniej, podobnie było z samplami wykorzystywanymi jako odgłosy otoczenie. Mimo tego nie miałem uczucia wtórności, a całość dobrze podkreślała nastrój, jaki wylewał się z monitora. Podobnie wyglądała praca, jaką wykonali aktorzy podkładający głos pod postacie – trudno do czegoś się przyczepić, ale nic ponad to.

Diabeł tkwi w szczegółach

Nieznacznie zmienił się za to rodzaj wyzwań, jakie czekają na gracza. Oprócz klasycznego wypatrywania i szukania przedmiotów wypisanych na liście przyszykowano kilka dodatkowych łamigłówek, a nawet i te zmodyfikowano. Tym razem nie polegały tylko na prostym wyklikaniu odpowiednich rzeczy, ale również na użyciu ich w odpowiedni sposób lub stworzeniu potrzebnego nam przedmiotu z dostępnych na planszy. Nie zawsze też czekała na mnie lista nazw przedmiotów, od czasu do czasu były to tylko ich obrysy, które musiałem przypisać do konkretnych rzeczy. Interesującym pomysłem była też możliwość zamiany szukania ukrytych przedmiotów na grę w superpamięć, czyli szukanie wśród zakrytych kart pasujących do siebie par obrazków. Oprócz tego zwiększono również liczbę zagadek logicznych, choć niekoniecznie ich trudność.

Tym razem twórcy udostępnili nam dużo większą liczbę lokacji, co wymusiło również pewne udogodnienia. Pani detektyw otrzymała do dyspozycji mapę parku z zaznaczonymi głównymi punktami, a także możliwość odbywania szybkich podróży między nimi. Dzięki temu unikałem irytującego przechodzenia przez wszystkie plansze, jakie dzieliły mnie od punktu docelowego. Miało to duże znaczenie, gdyż często trzeba było cofać się do jednej z pierwszych odkrytych lokacji.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Ciekawostkę stanowiły też dodatkowe, nie wpływające na fabułę rzeczy, jakie przygotowali dla nas ludzie z Artifex Mundi. Praktycznie wszędzie umieszczono, przez jednych lubiane, przez innych przeklinane, "znajdźki". Oprócz tego dodano osiągnięcia, których odblokowanie rzeczywiście jest swego rodzaju wyzwaniem. Widać, że z każdą grą ilość oddawanego w nasze ręce arsenału powiększa się, i to znacznie.

Kuszące zło

Pogoń za mrocznym pastorem z Maple Creek okazała się owocna i ciekawa. Druga część Enigmatis nie tylko zachowała to, co przyciągało graczy do jej poprzedniczki, ale została też ulepszona w niemal każdym aspekcie. Do tego czas rozgrywki, jaki na nas czeka, wydłużył się z trzech do około sześciu godzin, przez co jest to tytuł, na który naprawdę warto zwrócić uwagę. Mało tego: każdy fan gatunku powinien po niego sięgnąć.

Plusy:

  • ciekawa historia
  • klimat rodem z twórczości Lovecrafta
  • zwiększona liczba i różnorodność łamigłówek

Minusy:

  • drobne niedociągnięcia w animacjach
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.5
Ocena recenzenta
7.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Enigmatis: The Mists of Ravenwood
Producent: Artifex Mundi
Wydawca: Artifex Mundi
Data premiery (świat): 25 września 2013
Data premiery (Polska): 25 września 2013
Nośnik: Dystrybucja cyfrowa
Strona WWW: www.artifexmundi.com/page-pl/enigma...
Platformy: PC
Sugerowana cena wydawcy: 17 USD



Czytaj również

Enigmatis: Duchy Maple Creek
Nowe, lepsze zagadki
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.