Call of Cthulhu

Czy warto oddać się szaleństwu?

Autor: Tomasz 'Asthariel' Lisek

Call of Cthulhu
Upłynął już szmat czasu, odkąd na komputery trafiła gra z Cthulhu w tytule. Do tej pory Wielki Przedwieczny nie miał zbyt wiele szczęścia jeśli chodzi o poziom tytułów mu poświęconych – czy będzie inaczej z najnowszym dziełem francuskiego Cyanide Studio?

Edward Pierce, weteran wojenny i detektyw walczący z bezsennością oraz demonami przeszłości otrzymuje nową sprawę: wypływa do Darkwater, niewielkiej wyspy u wybrzeży USA, aby przeprowadzić śledztwo w sprawie spowodowanej pożarem śmierci ważnej dla tamtejszej społeczności rodziny Hawkinsów. Prędko wychodzi na jaw, że okoliczności związane z tą tragedią są bardziej skomplikowane, niż mogłoby się początkowo wydawać, rybacka wioska będąca miejscem akcji kryje mroczne sekrety, a Pierce będzie musiał walczyć nie tylko o odkrycie prawdy, ale też utrzymanie się przy zdrowych zmysłach.

Lista lovecraftowych przebojów

Call of Cthulhu: The Official Video Game stanowi zbiór niemal wszystkich popularnych motywów kojarzonych z twórczością Lovecrafta: znajdziemy tu złowrogi kult, niechętnych przybyszom z zewnątrz mieszkańców podupadłej wioski, wszechobecny okultyzm, szpital psychiatryczny, w którym przeprowadza się nielegalne eksperymenty na pacjentach, niepewność odnośnie do natury rzeczywistości, halucynacje, macki... Być może nieco w tym momencie spłycam, ale – żeby być uczciwym – gra również zawiera raczej spłycone przykłady powyższych motywów. Wątków jest po prostu zbyt wiele, a częste skoki pomiędzy nimi (bez dokładniejszego skupienia na żadnym) sprawiają, że opowiadana historia sprawia wrażenie chaotycznej i niespójnej.

To bardzo duży problem, ponieważ produkcja studia Cyanide tak naprawdę nie ma do zaoferowania niczego więcej poza czerpiącą pełnymi garściami z uniwersum Cthulhu fabułą. Choć teoretycznie znajdziemy tu pewne elementy znane z systemu RPG Zew Cthulhu, to w praktyce mamy do czynienia z grą typu walking simulator – lwia część rozgrywki opiera się na bieganiu z miejsca na miejsce, prowadzeniu konwersacji z napotykanymi postaciami, znajdowaniu przedmiotów oraz rozwiązywaniu banalnie prostych zagadek (których, swoją drogą, znajdziemy tu dość mało). Od czasu do czasu zostajemy też zmuszeni do skradania się i unikania wrogów, jednak mechanika z tym związana jest tak prosta, że w zasadzie nie wiadomo, co twórcy próbowali za jej sprawą osiągnąć.

Budzące grozę marnotrawstwo potencjału

W miarę przechodzenia kolejnych rozdziałów można poprawiać statystyki głównego bohatera związane z jego umiejętnościami (takimi jak elokwencja siła, czy też znajomość medycyny lub okultyzmu), jednak niestety wywierają one znikomy wpływ na przebieg intrygi – wybierane opcje dialogowe pomagają wprawdzie w ukształtowaniu charakteru Pierce'a zgodnie z chęciami gracza, ale nie ma co oczekiwać zbyt daleko idących konsekwencji podejmowanych w związki z nimi decyzji. Rozczarowuje to zwłaszcza w przypadku medycyny i okultyzmu, których nie da się ulepszyć tradycyjnie, tylko trzeba eksplorować poziomy w poszukiwaniu poświęconych im książek. Skoro nie odblokowują one żadnych konkretnych korzyści, na dobrą sprawę można je zupełnie zignorować.

Nawet klimat, który powinien być najważniejszy w tego rodzaju tytule, wypada z najlepszym razie blado: gra jest najzwyczajniej w świecie brzydka i wygląda, jak gdyby jej premiera została opóźniona o jakieś osiem lat, ponieważ nawet pozycje z 2013 roku prezentują się znacznie milej dla oczu. Co więcej, animacje postaci są niezwykle sztuczne i drewniane, a kwestie dialogowe rzadko kiedy pasują do mimiki, przez co zamiast chłonąć wykreowaną przez Francuzów atmosferę grozy zbyt często musimy skupiać się na niskiej jakości oprawie wizualnej. Zresztą nie ma co nawet mówić o grozie, gdyż horroru znajdziemy doprawdy niewiele i jego amatorzy z całą pewnością nie mają tu czego szukać.

Zew mierności

Czy są tu zatem jakiekolwiek elementy, które ratują twór Cyanide przed byciem kompletnym gniotem? Poniekąd – nieźle wypadła kreacja napotykanych podczas przygody postaci (wśród których sam protagonista jest niestety najmniej interesujący), a voice acting reprezentuje przyzwoity poziom (choć oczywiście zdarzają się wyjątki). Od czasu do czasu otrzymujemy też możliwość kontrolowania na krótki czas bohaterów innych niż Pierce, co wprowadza nieco ożywienia do generalnie nudnej fabuły – gdyby twórcy częściej korzystali z tego zabiegu, całość na pewno wypadłaby mniej schematycznie. Ścieżka dźwiękowa z kolei jest dość ograniczona pod względem liczby utworów, ale trzeba przyznać, że mimo wszystko pasują ode do poszczególnych scen i przerywników filmowych.

Owe okazjonalne przebłyski nie wystarczą jednak, by dało się komukolwiek polecić najnowsze Call of Cthulhu. Gra jest nudna, brzydka, schematyczna i zdecydowanie zbyt droga jak na oferowane atrakcje, zatem nawet najbardziej wyposzczeni miłośnicy twórczości H.P. Lovecrafta powinni się bardzo poważnie zastanowić, czy odsłonięcie spowijającej Darkwater zasłony mrocznych sekretów na pewno jest tego warte.

Plusy:

Minusy: