» Recenzje » BioShock: Infinite

BioShock: Infinite


wersja do druku

Z gnatem w chmurach

Autor: Redakcja: Nikola 'Szponer' Adamus

BioShock: Infinite
W najnowszej części serii Bioshock, będącej prequelem dwóch poprzednich gier, przenosimy się z podwodnego miasta Rapture do Columbii – szybującej w chmurach metropolii. Jest rok 1912 i otacza nas alternatywna wizja Ameryki. Wchodząc w skórę Bookera DeWitta, musimy odnaleźć tajemniczą Elisabeth i oddać ją ludziom obiecującym uregulować w zamian nasze długi. Spore długi, należy dodać. Z pozoru proste zadanie szybko zmienia się w wielowątkową intrygę, a utopijną – jak mogłoby się wydawać – Columbię ogarnia coraz większe szaleństwo...
___________________


Świat przedstawiony

Latające miasto zdaje się żyć własnym życiem. Nie chodzi tylko o to, że jest zróżnicowane architektonicznie, kolorowe i pełne ludności, a niektóre miejsca, w których przyjdzie nam walczyć, wręcz powalają swymi rozmiarami. Szkoda, że otwartość świata jest iluzoryczna i tak naprawdę gra prowadzi nas utartą ścieżką, jedynie od czasu do czasu pozwalając na skok w bok. Skok o tyle bezcelowy, że prowadzący w ślepy zaułek bądź do pobocznych lokalizacji. Podczas rozgrywki obserwujemy też, jak miasto odkrywa przed nami swoje brudne sekrety. Widzimy, jak spod tej cudownej otoczki wyłaniają się fałsz i smutek. Twórcom gry udało się przemycić w fabule naprawdę duże spektrum podejmowanych tematów: od problemu fanatyzmu religijnego po konflikty na tle rasowym, a wszystko to podlane cudownym steampunkowym sosem.


Bohaterowie dramatu

Obok Columbii, która może być postrzegana jako równoprawny bohater gry, pierwsze skrzypce grają wspomniani już DeWitt i Elisabeth. O ile ten pierwszy jest mniej lub bardziej klasycznym typem awanturnika z niejasną przeszłością (Booker to były żołnierz i detektyw w agencji Pinkertona), zaś odkrywanie jego historii daje dużo satysfakcji, o tyle jego towarzyszce należy poświęcić więcej uwagi. Z pozoru zwykła dziewczyna okazuje się posiadać nadnaturalne moce, których pochodzenie nie jest do końca wiadome, pozwalające jej na podróże między wymiarami. Nie jest to zwyczajny NPC – dziewczyna często pomaga nam znajdować różne rzeczy (czy to pieniądze, czy apteczki, gdy oberwiemy, czy amunicję, gdy tej akurat nam brakuje), kiedy trzeba informuje o zachodzących od tyłu wrogach, a kiedy zginiemy, pomaga nam stanąć na nogi za pomocą strzykawki wypełnionej enigmatyczną substancją. Podczas walki potrafi na szczęście o siebie zadbać i nie musimy się nią opiekować, mogąc skupić się na szybkiej eliminacji przeciwników. Interakcja pomiędzy tymi dwoma bohaterami jest niebywała. Elisabeth zachowuje się jak żywa nastolatka, w genialny sposób twórcy ukazali jej zachwyt nowo poznawanym światem, zderzenie z brutalną rzeczywistością i problemami, jakie na nią czekają. Również gracz nie pozostaje obojętny w stosunku do tej intrygującej osóbki – w zależności od sytuacji czuje się szczęśliwy, bezsilny (gdy chce pomóc cierpiącej dziewczynie, a nie ma ku temu możliwości), lub zdruzgotany i wewnętrznie rozbity (gdy Elisabeth strzeli największego w historii gier focha). Nigdy jeszcze nie czułem tak głębokiej więzi między mną – graczem, a NPC-em którego losem nie kieruję bezpośrednio.

Warto zwrócić uwagę również na postaci drugoplanowe – może nie są tak spektakularnie zaprojektowane, jak para głównych bohaterów, jednak nie można im niczego odmówić. Silne wrażenie sprawiają ważniejsze figury, jak Zachary Comstock, czyli Prorok mający setki wyznawców, Daisy Fitzroy, przywódczyni robotników o rewolucyjnych zapędach, oraz enigmatyczne rodzeństwo pojawiające się niespodziewanie i równie nagle znikające po rzuceniu zagadkowej uwagi. Należy do tego dodać oczywiście mnóstwo przeciwników, z którymi przyjdzie nam skrzyżować klingi.


Ogniem i Mieczem

Jak już o krzyżowaniu kling mowa, to nie można przecież zapomnieć o walce, która jest bardzo istotnym elementem Infinite. Podczas bijatyk korzystamy z klasycznych broni, a każdej z nich możemy mieć przy sobie dwa rodzaje. Wybór jest całkiem przyzwoity: od zwykłych rewolwerów, przez karabiny i strzelby, po cięższe działa (jak wyrzutnia granatów). Do tego dochodzą wigory – specjalne moce, pozwalające na posługiwanie się "magią". W zależności od poczynionych w grze postępów, możemy atakować kulami ognia, prądem, wygłodniałymi krukami, bądź przejmować kontrolę nad przeciwnikiem. Wszystko dzięki jednemu tylko ruchowi ręki. Dodatkowo, jesteśmy w stanie korzystać z otoczenia i eliminować wrogów np. podpalając rozlaną na ziemi plamę oleju. Zarówno wszystkie specjalne zdolności, jak i bronie, możemy ulepszać za znajdowane w grze monety. Powiększać możemy też paski symbolizujące zdrowie, manę i samoodnawialną tarczę. Warto również szukać nowych części garderoby poprawiających nasze umiejętności. Walka w BioShock: Infinite daje masę radości i satysfakcji. Objawia się to przede wszystkim na późniejszych etapach gry, kiedy możemy łączyć ze sobą różne wigory i potężniejszy oręż, atakując wrogów z powietrza (dzięki systemowi podniebnych szyn oplatających miasto, umożliwiających poruszanie się po nim) i wykorzystując niezwykłe moce naszej małej towarzyszki. Korzystanie ze wstęg, owych szyn właśnie, było zapowiadane przed premierą gry jako rewolucyjny mechanizm. Muszę przyznać, że spodziewałem się czegoś lepszego – szyny może i wprowadzają pewne urozmaicenie do rozgrywki, jednak pojawiają się w grze stosunkowo rzadko, a ich bitewne zastosowanie choć efektowne, sprawdza się głównie do oskryptowanych sekwencji. Warto natomiast zwrócić uwagę na Wyrwy tworzone przez Elisabeth. Dzięki nim dziewczyna może przenieść z innych wymiarów na pole walki pomocne maszyny, osłony, skrzynie z amunicją bądź apteczkami. Rozwiązanie proste i przydatne. Przeciwnicy są zróżnicowani i pojawiają się w rozmaitych układach, jeśli zaś chodzi o ich SI, to ani nie można jej zarzucić szczególnej głupoty, ani nie wybija się ponad średnią. Jedyne czego mi zabrakło, to kilku dodatkowych, silniejszych wrogów do pokonania.


Pięknie, po prostu pięknie

Oprawa wizualna zachwyca. Poczynając od zapierającej dech w piersiach Columbii, przez urozmaicone – choć utrzymane w jednolitej stylistyce – poziomy, po projekty postaci – wszystko jest dopracowane i przemyślane w najdrobniejszych szczegółach. XX-wieczny świat, nie pozbawiony jednak futurystycznych aspektów połączonych ze steampunkowymi motywami oraz z klasyczną muzyką z epoki tworzy niezapomniany klimat.

Postacie są naprawdę żywe, co udowadniają świetnie dobrani aktorzy dubbingowi. Są wiarygodni i sprawiają, że przejmujemy się losem odgrywanych przez nich postaci. Warto również zwrócić uwagę na to, jak mówią przewijający się przez grę "statyści" - w zależności od tego, czy podejdziemy do robotnika, czy do przedstawiciela arystokracji, będziemy w stanie zauważyć istotną zmianę w sposobie formułowania zdań, a nawet akcencie.


Majstersztyk?

BioShock: Infinite dał mi masę radości – dawno tak dobrze nie bawiłem się przy żadnej grze. Klimat mnie wręcz zniewolił, Columbię podziwiałem z szeroko otwartymi oczami i równie szeroko otwartą buzią. Eliminowanie kolejnych przeciwników sprawiło mi dużo satysfakcji, a towarzysząca mi Elisabeth wzbudziła sporo emocji. Fabuła, wraz z odkrywaniem jej kolejnych niuansów, intrygowała i zaskakiwała, a zakończenie pozostawiło w niemałym zdumieniu. Rzadko której grze udaje się tak sprawnie i naturalnie połączyć tyle świetnych elementów w równie dobrą całość. Twórcom BioShock: Infinite się udało. Owacje na stojąco i gromkie brawa, bo to bezsprzecznie jedna z najlepszych gier tego roku, a w moim prywatnym rankingu jedna z najfajniejszych w ogóle (obok drugiego Wiedźmina i Arkham City).

Plusy:
  • Elisabeth
  • genialnie zaprojektowany i ukazany świat
  • trzymająca w napięciu i zaskakująca fabuła
  • gameplay dający mnóstwo frajdy
  • wyraziści bohaterowie
  • niesamowity klimat
  • poruszanie trudnych tematów w przystępny sposób


Minusy:
  • do ukończenia w ok. 12 godzin
  • brak istotnych wyborów moralnych
  • za mało potężnych przeciwników


Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Galeria


9.0
Ocena recenzenta
8.3
Ocena użytkowników
Średnia z 5 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: BioShock: Infinite
Producent: Irrational Games
Wydawca: 2K Games
Data premiery (świat): 26 marca 2013
Data premiery (Polska): 26 marca 2013
Wymagania sprzętowe: Core 2 DUO 2,4 GHz (Athlon X2 2,7 GHz), 2 GB RAM, karta grafiki 510 MB (nVidia 8800 GT / Radeon HD 3870), 20 GB wolnego miejsca na dysku, Windows Vista SP2 lub nowszy
Nośnik: 3 DVD
Strona WWW: www.bioshockinfinite.com
Platformy: PC
Sugerowana cena wydawcy: 139,90 zł



Czytaj również

BioShock: Infinite
Dwa oblicza Kolumbii
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

matias.none
   
Ocena:
0
Nie zgadzam się w niektórych kwestiach. Jak dla mnie Elizabeth jedt po prostu tępym botem, pomijając oskryptowane sceny. SI jest kiepska, a balans dla broni praktycznie nie istnieje. Na plus oprawa graficzna i fabuła, która daje dużo więcej frajdy przy ponownym przejściu. Można wtedy w końcu załapać o co chodziło z "orzeł czy reszka", choć nadal nie wiem jakie znaczenie miało wybranie jednej z dwóch broszek dla Elizabeth...
11-05-2013 20:48
~Lech Janerka

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Gra jest absurdalnie prosta, wręcz trywialna. Nie wiem, czy to taki trend w strzelankach, bo mało w nie gram, ale za taką mechanikę FPSów powinno się linczować. Inteligencja wrogów to absolutna porażka, biegają bez ładu i składu, ich 'chowanie się' to chyba jakiś wątek humorystyczny miał być, bo na pewno nie taktyka. Balans broni jest śmieszny, można biegać tylko z pistolecikiem, pozostałe bronie, to ciekawostka dla znudzonych. Ogólnie nie rozumiem fenomenu, poza tym, że gra jest sławna, bo jest sławna. Uh, dawno nie grałem w równie kiepską produkcję (może poza nowym Tomb Raiderem).
12-05-2013 01:17
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
>>Można wtedy w końcu załapać o co chodziło z "orzeł czy reszka"
Nie wiem co załapałeś, ale oba wybory nie miały żadnego znaczenia.

@Lech Janerka
Haters gonna troll?
12-05-2013 22:52
~Lech Janerka

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Well, jeśli każda negatywna opinia na temat gry, która zdobywa dobre noty jest winą haterstwa i trollingu, to tak. Ja to raczej widzę jako opinię gracza, który w grach szuka czegoś więcej niż bezmyslen i bezproblemowej (w sensie uberłatwej) rozgrywki. Ale spoko, takiego odzewu się spodziewałem ;)
15-05-2013 00:58
matias.none
   
Ocena:
0
@ niezarejestrowany

MEGA SPOILER ALERT
oczywiście nie miały znaczenia w tym sensie, że nie zmieniały późniejszej rozgrywki. Wybór nie miał znaczenia, ale już sama sytuacja miała jeśli chodzi o zrozumienie fabuły. Bliźniaki Lutece zakładały się miedzy sobą co wybierze Booker będąc zapętlonym w czasie i przeżywającym w kółko tą samą historię w różnych światach. Za każdym razem trafiał na nich w tym samym czasie i miejscu (to akurat jedna ze stałych). Niezależnie od tego czy stawał się Camstockiem, zabójcą Camstocka czy wyzwolicielem-rewolucjonistą (a to akurat jedna ze zmiennych) częściej wybierał orła. Scena zrozumiała jest dopiero po przejściu gry. Bo na dobrą sprawę wcześniej nie masz jeszcze zielonego pojęcia o teorii światów wielowymiarowych, pętli czasu i w ogóle kim są "bliźnięta".
18-05-2013 23:30

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.