» Recenzje » Battlefield Hardline

Battlefield Hardline


wersja do druku

Bad Boys w Świecie Battlefield

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Battlefield Hardline
Pół roku po premierze Battlefield 4 Electronic Arts oznajmiło, że rozpoczęły się pracę nad nowym wcieleniem serii, w policyjnym klimacie. Tym razem za grę odpowiedzialne jest studio Visceral Games, znane z serii Dead Space oraz Ojciec Chrzestny. Ręce złożyły się do oklasków – nareszcie coś świeżego, odsuniętego od wojny na Bliskim (i Dalekim) Wschodzie. Policyjne pościgi, rabowanie banków, klimat niczym w Wire, Infiltracji bądź CSI to coś, czego brakowało graczom od dawna.

Tradycyjnie wersja beta gry została udostępniona kilka miesięcy przed premierą i wtedy tłum uniósł widły i pochodnie. "To zwykły Battlefield w mundurach! Do tego ma masę błędów jak w BF4!". To oczywiste, że w becie są błędy. Tłum miał jednak rację w jednym – zapowiadano powiew świeżości w ponad dziesięcioletniej serii Batlefield, a nic na to nie wskazywało. Electronic Arts poinformowało, że premiera zostanie przeniesiona o pół roku, aby dostarczyć jak najlepsze doznania fanom serii i pozwolić nowym graczom na wejście w świat Battlefield bez większych nerwów.

Policjanci z Miami

Jak zawsze, nowy Battlefield oferuje nam wątek fabularny. W ramach zmiany klimatu mamy do czynienia z policją i to nie byle jaką, bo z Miami – miasta, gdzie jest więcej narkotyków niż ludzi na kilometr kwadratowy. Wcielamy się w Nicka Mendozę, świeżo upieczonego detektywa, który natychmiast zostaje wplątany w wojnę narkotykową wraz ze swoim partnerem, starszym detektywem Khai Dao. Wkrótce wyruszają na ulice Miami szukać podejrzanych dilerów i złoczyńców. Uzbrojeni jesteśmy nie tylko w broń palną, do dyspozycji mamy nowoczesne technologie policyjne. Smartphone Nicka pozwala skanować pomieszczenia i znajdować dowody niczym skaner z filmu Batman: Mroczny Rycerz. Każdy, to oglądał choć jeden odcinek serialu CSI, bez problemu się tu odnajdzie.

Standardowe patrole po dzielnicach przemieniają się w pościgi, strzelaniny i wybuchy, których sam Michael Bay by się nie powstydził. Nie warto tu szukać historii z głębią – najlepiej wyłączyć mózg na czas 5 godzinnej kampanii i rozkoszować się tandetnymi dialogami, które brzmią wyjątkowo zabawnie w wersji polskiej. Fabuła jest równie przewidywalna, co wizyta w oddziale Poczty Polskiej w godzinach szczytów, a fragmenty akcji są wyciągnięte żywcem z Call of Duty. Prawda, twórcy zapowiadali, że gra będzie równie dostępna dla konsumentów, jak seria Activision, ale nie spodziewałem się scen wyjętych z na przykład Black Ops.

Najlepszą częścią kampanii dla jednego gracza jest klimat Miami przedstawiony za pomocą fenomenalnej grafiki i oprawy dźwiękowej. Co prawda zdarzały się błędy, jak nakładające się postacie, brak dialogów czy nawet brak całego pomieszczania, ale były to przypadki rzadkie i spowodowane prawdopodobnie przegrzaniem laptopa – gram na laptopie z procesorem mobilnym i7, 8GB RAMu i grafiką GeForce GTX850m. Hardline na tej maszynie działa fenomenalnie. W rozdzielczości Full HD na wysokich detalach gra śmiga w zakresie 30-60 klatek (z małymi spadkami w nielicznych miejscach).

Etapy podzielone są na jedenaście odcinków, niczym serial w telewizji internetowej. Po zakończonej misji możemy przeskoczyć do następnego epizodu od razu albo poczekać 30 sekund na automatyczne rozpoczęcie. Niestety nie uświadczymy tutaj kooperacji. Jest to podejrzane, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że praktycznie zawsze towarzyszy nam postać sterowana przez komputer – nie zdziwię się, jeżeli kooperacja odnajdzie się w przyszłości w DLC. Po zakończonym odcinku odblokowujemy nowe bronie i gadżety (takie jak tarczę taktyczną znaną fanom Call of Duty). Możemy ten proces przyśpieszyć, zdobywając dowody lub aresztując zbiegów. Złapanie zbiega nie jest prostym zadaniem – podobnie jak na przykład w Far Cry 3 musimy się skradać i obezwładniać przeciwników. Jeżeli zostaniemy zauważeni, oddziały wroga mogą wezwać wsparcie –wtedy nie ma co liczyć na aresztowanie złoczyńców. Interesującą opcją jest pokazywanie odznaki przeciwnikom. Są wtedy chwilowo zdezorientowani i możemy ich z łatwością zakuć w kajdanki lub zestrzelić. AI niestety jest głupie jak nieszczęście i często podczas aresztowania koledzy zbira strzelają na oślep (animacji nie możemy przerwać podczas zakładania kajdanek, co wiąże się czasem ze zgonem). Tyczy się to również skradania. Mimo że zastrzeliłem przeciwnika 10 metrów od jego kolegi, ten nie zauważył nic podejrzanego. Na szczęście misje możemy przejść, rozwalając wszystkim czaszki, bez dodatkowego stresu.

Kampania nowego Battlefielda jest dobra. Dobra w porównaniu do poprzednich części, jednak nie ma co liczyć na trudnych przeciwników i długą zabawę. Najwidoczniej musimy jeszcze poczekać na grę z tej serii, która dorówna Bad Company 2.

Wirtualne pole bitwy

Nikt rzecz jasna nie kupuje Battlefielda dla kampanii. To multiplayer łączy ludzi na całym świecie, dając im odprężenie i nowe siły po ciężkim dniu pracy. Gry DICE oferują jeden z najlepszych trybów online w świecie FPS-ów. Olbrzymie mapy, pojazdy, rozwałka budowli, masa fajerwerków i świetna zabawa dla ludzi chcących poczuć się jak na prawdziwej wojnie. Takiej zabawy na taką skalę nie znajdzie się nigdzie indziej.

W tej odsłonie Battlefielda czekają na nas dobre i złe wieści. Hardline został przygotowany na tym samym silniku, co poprzednie dwie odsłony serii. Oznacza to, że ponownie możemy niszczyć całe miasta, latać i strzelać do wszystkiego, co nadjeżdża, oczekując wybuchowych efektów. Niestety jest to dokładnie to samo, co w Battlefield 4 w mniejszej skali.

Visceral Games przy ścisłej współpracy z DICE postarało się, aby nowe mapy, pojazdy i bronie były jak najbardziej realistyczne. Przy dobrym sprzęcie audio aż czuć siłę M16A1, a policyjny Charger brzmi jak prawdziwa bestia. Mapy zostały wykonane z olbrzymią szczegółowością i zdecydowana większość będzie rozkoszą dla fanów strzelanek z perspektywy pierwszej osoby. Mamy do dyspozycji olbrzymie tereny dla ponad stu graczy oraz te mniejsza dla maksymalnie dwudziestu.

Hardline wprowadza nowe tryby gier – Heist, Hotwire, Blood money, Rescue oraz CrosshairHeist to podręcznikowa gra w policjantów I złodziei. Mamy do ukradnięcia łup, a policja próbuje nam w tym przeszkodzić. Pomysł wypadł bardzo dynamicznie i wciągająco. Hotwire to misje polegające na przejęciu samochodu i jeździe po mapie w celu zdobycie jak największej ilości punktów. Dzięki nowej funkcji wychylania się z samochodu pościgi są niesamowicie ekscytujące. Blood money polega na przejęciu jak największej kasy ze skarbca lub odbiciu jej przeciwnej drużynie. Rescue oraz Crosshair to tryby zainspirowane Counter Strikiem – w Rescue musimy przetransportować zakładników z punktu A do punktu B, a w Crosshair bronimy VIP-a (wyznaczonego przez komputer jako jednego z graczy).

Mamy do dyspozycji również klasyczne tryby Conquest, Team Deathmatch oraz Conquest Large z efektami terenu (jak zamieść piaskowa) i zmianą ukształtowania mapy przez na przykład wysadzenie budowli.

Jeżeli chodzi o standardowy Conquest, jest świetnie – ten sam poziom rozrywki co w BF4. Problem pojawia się w nowych trybach. O ile Heist i Blood Money są w swojej chaotyczności bardzo grywalne, o tyle Hotwire, Rescue i Crosshair wydają się nieprzemyślane. Podczas jednej rundy jazdy samochodem nikt nie był w stanie mnie zatrzymać. Dlaczego? Otóż nikt z przeciwnej drużyny nawet nie próbował. Bardziej opłaca się siedzieć w samochodzie i jeździć w kółko, zdobywając w ten sposób punkty doświadczenia. Po 10 minutach znudziła nam się nauka jazdy i zaczęliśmy do siebie strzelać (przypuszczam, że nie tak miało to w praktyce wyglądać).

Mapy w Rescue – chociaż bardzo dobrze zaprojektowane, nie są przystosowane do tego trybu. Zakładnicy posiadają dwa punkty ewakuacji, to zbyt dużo przy grze 5 na 5 graczy – istnieje duża szansa przeoczenia drugiego zespołu i przegranej. Gra momentalnie zmieniła się w camp fest i wszyscy czają się z karabinami na przeciwników. To samo stosuje się do Crosshair.

Nie ma radykalnych zmian w stosunku do formuły z poprzednich gier. Do Conquest nadal potrzebny jest zgrany zespół. Nawet w nowych trybach czasem trudno się odnaleźć. Dla tych, którzy chcą odpocząć od strzelania, każdy tryb daje opcję gry jako Haker. Jest to minigierka, gdzie uruchamiamy kamery i udostępniamy drużynie obiekty, aby wspomóc ich w walce.

Tryby standardowe też posiadają kilka wad. Po pierwsze nie uświadczymy czołgów i samolotów (mimo, że pojawiają się w kampanii singleplayer!). Rozumiem, że policja teoretycznie nie posiada ciężkiego uzbrojenia, ale przecież to Battlefield. Skoro mamy do dyspozycji helikoptery z M134 Minigun, to czemu nie czołgi (rosyjska policja na pewno kilka posiada)? Pojazdów jest dużo mniej niż w poprzednich odsłonach (raptem jedenaście przy ponad dwudziestu w BF4). Z broniami nie jest lepiej. Standardowo mamy do dyspozycji cztery klasy – operator, mechanik, inżynier oraz zawodowiec. Każdy z nich ma do dyspozycji cztery bronie (osiem, biorąc pod uwagę frakcje) i sześć gadżetów. To śmieszne liczby – w BF4 mamy do dyspozycji ponad sto broni, tu ledwo pięćdziesiąt.

Graficznie multi od singla niewiele się różni. Polecam jednak ustawić tryb graficzny na Auto, gdyż przy ostrych wybuchach i strzelaninach nawet na najmocniejszych maszynach gra potrafi mocno zwolnić. Przy sprzęcie średniej klasy lepiej unikać Large Conquest, gdyż niezależnie od ustawień liczba zacięć podczas gry uniemożliwia płynną rozgrywkę.

Ma Pan prawo do adwokata

Jeżeli ktoś waha się, czy kupić Hardline, powinien zrezygnować. Gra ma za mało nowych elementów, aby zapłacić za nią ponad 130 zł. Gdyby została wydana jako dodatek do Battlefield 4 za 60zł, nie miałbym nic przeciwko małej liczbie broni i pojazdów. Jako pełnoprawna gra jest jej zwyczajnie za mało. Pięć godzin wciągającej kampanii oraz nowe mapy w trybie wieloosobowym nie wystarczają, aby polecić tę grę. Lepiej już wrócić do BF4 – jest dużo bardziej rozbudowany i po wielu patchach idealny do gry online.

Plusy:

  • wciągający tryb dla jednego gracza
  • wybuchy, klimat i emocje
  • wspaniała oprawa audio/wizualna

Minusy:

  • to samo co w Battlefield 4 w innym klimacie
  • za mało zawartości w stosunku do ceny
  • nowe tryby w grze wieloosobowej
  • tragiczny polski dubbing

Zrzuty ekranu pochodzą z oficjalnych materiałów producenta.

6.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Battlefield Hardline
Producent: Visceral Games
Wydawca: Electronic Arts
Dystrybutor polski: Electronic Arts Polska
Data premiery (świat): 17 marca 2015
Data premiery (Polska): 19 marca 2015
Wymagania sprzętowe: Intel Core i5 2.4 GHz/AMD Phenom II 2.8 GHz, 4 GB RAM, karta grafiki 896 MB Geforce GTX 260/1 GB Radeon HD 5770 lub lepsza, 60 GB wolnego miejsca na dysku, Windows Vista(SP2) 64-bit
Strona WWW: www.battlefield.com/hardline
Platformy: PC, PS3, PS4, X360, XONE
Sugerowana cena wydawcy: 149 zł.



Czytaj również

Battlefield 1
Znowu pierwszy
- recenzja
Battlefield 4
Masfield 4.0
- recenzja
Battlefield 4
Powrót na pole bitwy
- recenzja
Battlefield 4
Battlefield znów zaskoczy? Sprawdź sposób na odpoczynek
Dante's Inferno
Opowieść o miłości z piekła rodem…
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.